Frontside live
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Frontside live
i co? jak się piło z chłopakami? jak grali? ponoć na setach mają wybrańca. jutro ja!
Re: Frontside live
Kurde wymietli po prostu, koncert bajka, nie wiem tylko po co tam ten hunter był. jakbym nie musiał co chwile wychodzić i pilnować dwóch osobników, których sam spiłem, to było by lepiej
Najlepsze, ze po koncercie film mi się urwął, Greddo telefonem mnie obudził, nie wiem gdzie byłem, w jakiej knajpie, wogóle nic, wychodze z kumplami i przypadkiem poszliśmy za dźwiękami techno, do "Wagi", patrzymy, a tam cąły Frontside na parkiecie
I pobalowaliśmy sobie na parkiecie, potem pogawędka w kiblu
Wyjebka, ale wszyscy się załatwilismy i ochrona nas delikatnie wypraszała, no a ekipa z zespołu została. Ale i tak zajebista przygoda.
Potem może coś wiecej napisze, narazie ide leczyć kaca :beer
Potem może coś wiecej napisze, narazie ide leczyć kaca :beer
- AdRiAneK666
- -#Charlotte

- Posty: 15
- Rejestracja: pn maja 30, 2005 9:18 pm
- Skąd: Knurów
Re: Frontside live
Ja się wybieram zaraz na koncert do Pszowa !!! Festiwal Rock Trendy 
IRON MAIDEN =oD
Re: Frontside live
Ej Zdzicho to potem znalazłeś tego kolesia, co miał te włosy tak postawione..? xD Bo my Lorda nie znaleźliśmy i pojechaliśmy bez niego...ale cóż..
A co do koncertu to co Ci się w Hunterze nie podobało..? Filik na pewno o wiele bardziej docenił Huntera niż Frontside...z wiadomych powodów... 
Re: Frontside live
A ten koleś to kurde siedział sobie w środku na fotelu, a myśmy go po mieście szukali kurde, ale potem, wypił sok i jeszcze się gorzej poczuł, on chyba zarcie z całego miesiaca zwrócił
Nie no ja huntera po prostu za bardzo juz nie pamiętam, siedziałem gdzies tam z tyłu i przegadąłem z taką laską cały hunter prawie, chyba, mi sie tam juz dziwnie film urywał, sam nie wiem czemu
ja tam jechałem na Frontside i to była do mnie gwiazda, wymiatali nieziemsko :rocx Ale kurde nie myslałem, ze potem będe z nimi balował przy "marchewkowym polu" 
Re: Frontside live
Frontside'em byłem trochę zmęczony szczerze mówiąc i nawet mi się czasami ziewnęło...
A Lord nie wiem w jakim był stanie i nie wiem jak doszedł do domu, ma chyba stamtąd 40 minut drogi a słuch o nim zaginął...a Hunter grał lepiej, bo Filik na nim wytrzeźwiał i to jest najlepszy dowód... 
A "Marchewkowe Pole" jest przecież całkiem niezłe...
A "Marchewkowe Pole" jest przecież całkiem niezłe...
Re: Frontside live
Tam chyba wszyscy byli w dziwnym stanie
Ja nie mówie, że "Marchewkowe pole" jest złe, ale nie myślałem, ze z bede przy tym balowął z ekipą Frontside, bo jakos mi to do nich nie pasuje.
Ja nie mówie, że "Marchewkowe pole" jest złe, ale nie myślałem, ze z bede przy tym balowął z ekipą Frontside, bo jakos mi to do nich nie pasuje.
Re: Frontside live
Jaki set mniej więcej?
Re: Frontside live
bylem wczoraj w będzinie na frontside.
dpjechałem z katowic jakoś, w sumie nie było to skomplikowane. klub, a właściwie miejski ośrodek kultury, czy coś w tym stylu zaraz przy dworcu właściwie, więc trafiłem szybko. obok piwko w knajpie wypiłem. no yo wchodzę, kupiłem bilet, którego nikt nie sprawdzał i czekam. gdzieś tam migał mi auman i demon. w końcu chłopaki wyszli na scene. sala ogolnie mała, niska, scena trochę wyżej niż podloga, nie było barierek. stałem koło darona jak sie stroił, co jakiś czas jakieś odzywki śmieszne szły w strone sceny, typu 'daron więcej szatana', bylo już wesoło i jakaś taka przyjaqzna atmosfera, zespół wyraźnie zadowolony i fajnie reagował na te żarty, widać, że wszyscy tam byli jedną społecznością FRONTSIDE!
no to jak już chłopaki wszystko sobie poukładały zaczęło się oczekiwanie na aumana. demon zapodał okrzyk, który podchwyciła publika i wszyscy zaczęli najlepszego wokalistę w naszym kraju wywoływać. przeszedł więc przez publiczność i zawitał na scenie.
'syndrom mesjasz'!!!! krzyknąl auman i wiadomo było, że zaczyna płonąć ogień w będzinie! od razu poleciałem pod scene, w zasadzie na nią wszedłem i na niej kucałem-klęczałem jak pewna część publiki. w sumie kable miałem pod kolanami i musiałem się sporo wiercić bo kości bolały, ale nieistoten to było. szaleństwo na maxa, zdzierania gardła rzeź w kotle, bo oczywiście do niego też wchodziłem. a co do strony czysto muzycznej to byłem pod ogromnym wrażeniem brzmienia. cholera, jakiś dom kultury a tam po prostu wsyzstko słychać w zasadzie, bardzo bardzo pozytywne wrażenie. perkusja idealnie dudniła, gitary wyraźne, czyste, bas też na miejscu, no jedynie wokal uciekał, ale to chyba przez ludzi, którzy razem z aumanem byli tego wieczoru gardlowymi. potem chyba lekko drocząc się z fanami czekającymi na odśpiewanie bardzo lubianego już 'spokojnie spokojnie to jeszcze nie jst koniec' nasz wokalista zapowiedział, że zagrają pierwszu utwór z płyty.. ale nie ostatniej, tylko poprzedniej. nikt jednak nie było zawiedziony, bo każdy chyba zawsze czeka na slynne już '3 2 3 2 1 NA PIER DA LAĆ!!!'. no i było bardzo gorąco, kapało z sufitu a wszystko brzmiało perfekt. oczywiście nowy materiał w końcu przyszedł, 'mały sekret', 'martwe serca', 'nie ma chwały bez cierpienia', 'piekło czeka', 'droga krzyzowa', 'manifest wolności', 'pod ciężarem milczenia'. oczywiście najbardziej lubiane i kochane utwory też były - 'naszym przeznaczeniem jest płonąć', przed ktorym auman na scene zaprosił pewną agatę, ktorej to ten utwor chciał zadedykować jej chłopak, który za chwilę rownież wszedł za nią. w takim też zestawie zaśpiewali ten kawałek. no oczywiście też z publiką, która co chwilę dostawała mikrofon. sam też często przy nim gościłem. po tym numerze zaczęło się 'wspomnienia jak relikwie'. no rewelacja, wykonanie perfekt, masakra, wszystko, śpiewanie z aumanem refrenu do jednego mikrofonu niezapomniane. w secie oczywiście też byly starsze mordercze kawałki z totalnie miażdżącym zawsze 'huraganem' na czele.
auman zapowiedział ostatni numer tego wieczoru, 'ktory na pewno wszyscy znacie i razem ze mną zaspiewacie'. no i w ten sposob wystartował riff z 'bóg stworzył szatana'. nie wytrzymałem i wszedłem na scene, podszedłem do aumana, który przekazał mi oraz kolegom, mającym ten sam pomysł co ja' mikrofon. na scene chyba z 30 osób. w ten sposob wykonany został ten numer, no coś mordzerczego, piękne!!
po ten wrocili na 'moje ostatnie tchnenie', które takim faktycznie było, bo ten koncert po prostu zabił.
po koncercie czekałem jeszcze na chłopaków, żeby się razem napić, ale mało czasu miałem, a demon powiedział mi, że nieprędko chyba wyjdą, bo ochłonąć chcą. jedyne więc czego żałuje, że to niedziela była i nie mogłem tam zostać. jeszcze będą okazje.
Frontside jest wielki, największy, najwspanialszy. dziękuje Wam chłopaki!
dpjechałem z katowic jakoś, w sumie nie było to skomplikowane. klub, a właściwie miejski ośrodek kultury, czy coś w tym stylu zaraz przy dworcu właściwie, więc trafiłem szybko. obok piwko w knajpie wypiłem. no yo wchodzę, kupiłem bilet, którego nikt nie sprawdzał i czekam. gdzieś tam migał mi auman i demon. w końcu chłopaki wyszli na scene. sala ogolnie mała, niska, scena trochę wyżej niż podloga, nie było barierek. stałem koło darona jak sie stroił, co jakiś czas jakieś odzywki śmieszne szły w strone sceny, typu 'daron więcej szatana', bylo już wesoło i jakaś taka przyjaqzna atmosfera, zespół wyraźnie zadowolony i fajnie reagował na te żarty, widać, że wszyscy tam byli jedną społecznością FRONTSIDE!
no to jak już chłopaki wszystko sobie poukładały zaczęło się oczekiwanie na aumana. demon zapodał okrzyk, który podchwyciła publika i wszyscy zaczęli najlepszego wokalistę w naszym kraju wywoływać. przeszedł więc przez publiczność i zawitał na scenie.
'syndrom mesjasz'!!!! krzyknąl auman i wiadomo było, że zaczyna płonąć ogień w będzinie! od razu poleciałem pod scene, w zasadzie na nią wszedłem i na niej kucałem-klęczałem jak pewna część publiki. w sumie kable miałem pod kolanami i musiałem się sporo wiercić bo kości bolały, ale nieistoten to było. szaleństwo na maxa, zdzierania gardła rzeź w kotle, bo oczywiście do niego też wchodziłem. a co do strony czysto muzycznej to byłem pod ogromnym wrażeniem brzmienia. cholera, jakiś dom kultury a tam po prostu wsyzstko słychać w zasadzie, bardzo bardzo pozytywne wrażenie. perkusja idealnie dudniła, gitary wyraźne, czyste, bas też na miejscu, no jedynie wokal uciekał, ale to chyba przez ludzi, którzy razem z aumanem byli tego wieczoru gardlowymi. potem chyba lekko drocząc się z fanami czekającymi na odśpiewanie bardzo lubianego już 'spokojnie spokojnie to jeszcze nie jst koniec' nasz wokalista zapowiedział, że zagrają pierwszu utwór z płyty.. ale nie ostatniej, tylko poprzedniej. nikt jednak nie było zawiedziony, bo każdy chyba zawsze czeka na slynne już '3 2 3 2 1 NA PIER DA LAĆ!!!'. no i było bardzo gorąco, kapało z sufitu a wszystko brzmiało perfekt. oczywiście nowy materiał w końcu przyszedł, 'mały sekret', 'martwe serca', 'nie ma chwały bez cierpienia', 'piekło czeka', 'droga krzyzowa', 'manifest wolności', 'pod ciężarem milczenia'. oczywiście najbardziej lubiane i kochane utwory też były - 'naszym przeznaczeniem jest płonąć', przed ktorym auman na scene zaprosił pewną agatę, ktorej to ten utwor chciał zadedykować jej chłopak, który za chwilę rownież wszedł za nią. w takim też zestawie zaśpiewali ten kawałek. no oczywiście też z publiką, która co chwilę dostawała mikrofon. sam też często przy nim gościłem. po tym numerze zaczęło się 'wspomnienia jak relikwie'. no rewelacja, wykonanie perfekt, masakra, wszystko, śpiewanie z aumanem refrenu do jednego mikrofonu niezapomniane. w secie oczywiście też byly starsze mordercze kawałki z totalnie miażdżącym zawsze 'huraganem' na czele.
auman zapowiedział ostatni numer tego wieczoru, 'ktory na pewno wszyscy znacie i razem ze mną zaspiewacie'. no i w ten sposob wystartował riff z 'bóg stworzył szatana'. nie wytrzymałem i wszedłem na scene, podszedłem do aumana, który przekazał mi oraz kolegom, mającym ten sam pomysł co ja' mikrofon. na scene chyba z 30 osób. w ten sposob wykonany został ten numer, no coś mordzerczego, piękne!!
po ten wrocili na 'moje ostatnie tchnenie', które takim faktycznie było, bo ten koncert po prostu zabił.
po koncercie czekałem jeszcze na chłopaków, żeby się razem napić, ale mało czasu miałem, a demon powiedział mi, że nieprędko chyba wyjdą, bo ochłonąć chcą. jedyne więc czego żałuje, że to niedziela była i nie mogłem tam zostać. jeszcze będą okazje.
Frontside jest wielki, największy, najwspanialszy. dziękuje Wam chłopaki!
Re: Frontside live
mimo że nie rozumiem frontside to po takiej relacji aż chce sie na koncert iść
zajbista robota miki :beer
Re: Frontside live
miło mi, dzięki Stary
Re: Frontside live
a co do frontside i Twojej relacji... to bardzo fajne z ich strony że nie odgradzają się od ludzi. chyba żaden zespół z wyrobioną marką nie pozwoliłby sobie na to żeby ludzie wchodzili na scene. wierzę że musiało to być niezapomniane przeżycie. sam bym tak chciał, oczywiście z zespołem który ja kocham.
Re: Frontside live
Jak byłem na koncercie ich w 2004 to też niezła atomsfera jest. Widziałem ich jeszcze w 2005 [oba koncerty w Progresji] no i na Mysticu. Na żywca rzeczywiście są świetni.
Re: Frontside live
syndrom....droga....huragan.....co za set 
Re: Frontside live
byłem w Będzinie, dobry koncert ale to juz nie to samo co z Astekiem 
- Elevatorman
- -#Clansman

- Posty: 4390
- Rejestracja: pt maja 27, 2005 11:44 am
- Skąd: Wrocław
Re: Frontside live
fajne ze duzo kawałków z nowej płyty...a to był wybraniec ??
Re: Frontside live
na paru występach był, potem przestali grać



