smieszny komentarz w tym temacie byl. koles chyba jednak ma male pojecie o IM. i ciekawe skad on to wszystko wnioskuje. ja na mtv widzialem tylko raz ich teledysk i to bylo w programie Holdysa na classicu
Iron Maiden to produkt ery MTV.
Zero spontaniczności, wszystko od początku wyreżyserowane. Produkt dla mas. Są tym dla metalu czym Blink 182 dla punk rocka.
Ściągnąłem koncert i powiem tylko ,że ten koncert może się równać tylko z Rock in Rio..Genialna forma zespołu, a szczególnie Bruce'a, świetne wykonanie utworów, wreszcie jakaś spontaniczność chociaż w gadkach Bruce'a. Jeżeli zostanie ten koncert wydany na DVD to bedzie jedno z lepszych ich wydawnictw. Powala również oczywiście intro z 666 :solo
no w sumie koncerty sa tak jakby wyrezyserowane, o ile wszystko nie dzieje sie pod dyktando Harrisa
ale z tym porownywaniem do Blinka i laczeniem z MTV, to troche juz przesadzil
EDIT
za jakies 6 h powinna sie wrzucic wersja podzielona na czesci
To nie oni są MTV Icon. Poza tym obecnie wszystkie zespoły mają w sobie sporo z komercji, pominąć można jedynie te z tzw. 'podziemia'. A że wszystko wyreżyserowane itp to niezbyt racjonalny argument - oczywiście, większość jest z góry ustalona, ale to jest też cecha profesjonalizmu. To nie jest zespół paru przypadkowych młodzików, którzy wyjdą, zagrają cośtam, wypiją piwko na scenie, porozwalają instrumenty i wszystko ok. Tutaj, jak w każdym dobrym show wszystko musi być dopracowane. Szczególnie, że często ludzie często wykosztowują się, żeby pojechać na koncert i myślę, że nie byliby zbyt zadowoleni, gdyby zespół wyszedł pijany, zagrał od niechcenia parę kawałków i zszedł ze sceny.
Poza tym jakoś nie zauważam, żeby to 'wyreżyserowane' show było tak sztuczne, aby ktoś na koncercie kręcił nosem. Prędzej włosami. Chłopaki tworzą na scenie niesamowitą atmosferę, która przenosi się na publikę. O sztuczności można mówić, gdy ktoś zaczyna 'grać' z playbacku, a widownia jest sztucznie dobrana, czego na koncertach Ironów jeszcze nie stwierdziłem. Poza tym czy koncerty innych gwiazd tak bardzo się różnią, tak wiele w nich spontaniczności?? Hetfield improwizuje gadki, Trujillo chodzi na kucaka i pluje wodą. Fajnie, ale naprawdę nie widzę powodów, aby można było wobec tego mówić o sztuczności na koncertach IM. Fanom plastiku i sztuczności proponuje przejść się na jeden z licznych koncertów disco.
Koncert na 4+ fajnie wypadły These Colours Don't Run (szok, na AMOLAD go nie lubię, a tu mi całkiem podszedł), Trooper (bardzo żywo, na +), Children Of The Damned (świetnie!), Benjamin (co za moc!!), For The Greater (partie instrumentalne w drugiej połowie utworu pozamiatały). A poza tym Dave rozwalający gitarę!!! (sic!) Bruce wywijający kozła (który to był utwór?). Dick mówiący wstęp do The Number Of The Beast - miód!
Było kilka wpadek, Bruce nie śpiewał rewelacyjnie, ale widać było, że chłopaki włożyli 100% a nawet więcej. Aha, a zauważyliście, że solówki były zmieniane, urozmaicane? Podsumowując, dobry koncert, dobrze, że będzie na DVD, chętnie go zakupię. Żeby tylko nie za wiele nie poprawiali, oby ta magia została. Up The Irons! \m/
EDIT: kurde, a ma ktoś może na jakimś rapidzie to wrzucone (albo na podobnej stronce)? Bo u mnie jest coś z windowsem i Jave mi wykasowało, a teraz nie chce się wgrać a ona jest potrzebna do instalacji programu do torrentów. :/
Freeze pisze:To nie oni są MTV Icon. Poza tym obecnie wszystkie zespoły mają w sobie sporo z komercji, pominąć można jedynie te z tzw. 'podziemia'. A że wszystko wyreżyserowane itp to niezbyt racjonalny argument - oczywiście, większość jest z góry ustalona, ale to jest też cecha profesjonalizmu. To nie jest zespół paru przypadkowych młodzików, którzy wyjdą, zagrają cośtam, wypiją piwko na scenie, porozwalają instrumenty i wszystko ok. Tutaj, jak w każdym dobrym show wszystko musi być dopracowane. Szczególnie, że często ludzie często wykosztowują się, żeby pojechać na koncert i myślę, że nie byliby zbyt zadowoleni, gdyby zespół wyszedł pijany, zagrał od niechcenia parę kawałków i zszedł ze sceny.
Poza tym jakoś nie zauważam, żeby to 'wyreżyserowane' show było tak sztuczne, aby ktoś na koncercie kręcił nosem. Prędzej włosami. Chłopaki tworzą na scenie niesamowitą atmosferę, która przenosi się na publikę. O sztuczności można mówić, gdy ktoś zaczyna 'grać' z playbacku, a widownia jest sztucznie dobrana, czego na koncertach Ironów jeszcze nie stwierdziłem. Poza tym czy koncerty innych gwiazd tak bardzo się różnią, tak wiele w nich spontaniczności?? Hetfield improwizuje gadki, Trujillo chodzi na kucaka i pluje wodą. Fajnie, ale naprawdę nie widzę powodów, aby można było wobec tego mówić o sztuczności na koncertach IM. Fanom plastiku i sztuczności proponuje przejść się na jeden z licznych koncertów disco.
Nie chodzi mi o to, że jest w tym za dużo profesjonalizmu tylko generalnie o wszelkiego typu zagrywki sceniczne. Od zawsze te same. Walka Janicka z Eddiem, wstęp do FOTD, nawet skakanie w górę w tych samych momentach, nie mówiąc już o scream for me. A już szczyt dla mnie to końcówką HBTN i wyglądanie Nicko zza zestawu i to niby wyginanie pałeczki gdy Dave przeciąga dźwięk. Pusty śmiech mnie wtedy ogarnia. Tu sie to zero spontaniczności przejawia. I taki produkt dla mas, by każdy miał to samo. Ni mniej ni więcej.