Czyli takie zespoły, które mają tylko (mniej więcej
Proponuje nie tworzyć „prawd ogólnych” żeby nie narastały konflikty
moje typy:
Rammstein- Mutter
Ancient Rites- Rubicon
Judas Priest- DOTF, Painkiller
Rainbow- Rising
DIO- Holy Diver, The Last in Line
Ozzy Osbourne- No More Tears
Blind Guardian- Imaginations From The Other Side
Queensryche- Operation: Mindcrime
Disturbed- The Sickness
Halford- Resurrection
U Judaszów pozwoliłem sobie na 2 płyty, przy ich ogromnej dyskografii to i tak niewiele
Swego czasu słuchałem sporo JP, ale aktualnie te dwie płyty tylko mogę słuchać. Niezły heretyzm
Kolejny heretyzm, ale trudno. Dio to dla mnie trochę zmarnowany talent. 3 płyki Black Sabbath z nim są super, ale grając jako DIO natłukł tych albumów niewiadomo ile, a słuchać się tego za bardzo nie da.. oprócz 2 pierwszych. To jest w ogóle straszna niesprawiedliwość dziejowa, taki Ozzy ściągnął do zespoły Zacka Wylde, a Dio musiał się męczyć z jakimś przeciętniakiem
Trochę Rammsteina może skrzywdziłem, bo w sumie Reise Reise też dość lubię... ale moja sympatia do tego zespołu trzyma się głównie na Mutter
Queensryche..no nic mnie oprócz O:M nie ruszyło za bardzo, popowo-bezpłciowe Empire do mnie nie dociera, The Warning również. I na więcej Q nie mam ochoty



