1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Przejchalem sie wczoraj do Kostrzyna zobaczyc Kreatora i sie troszeczke zawiodlem. Koncert w porzadku, ale spodziewalem sie wiecej. Mille mial troche problemy z glosem, tak mi sie wydaje i gitary bylo slabo slychac. No i troszeczke sie za niego wstydzilem jak puszczal te swoje gadki. Ale w koncu sie zreflektowal i zaczal tlumaczyc, ze oni wcale nie maja niczego zlego na mysli. "We are AWARE of hate"
Ale ogolnie niezly koncert, te problemy z wokalem i gitarami z czasem zniknely albo przestalem je dostrzegac.
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Ogląda ktoś transmisję? Matko, co za barachło. 
-
El Dorado
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Prawda. Owsiak bardzo dobrze mówi, a bydło pod sceną ciągle swoje. Żałosne lekko 
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
a co bylo? ::D
Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
A mi się gadki Mille bardzo podobałyYaaqb pisze:Przejchalem sie wczoraj do Kostrzyna zobaczyc Kreatora i sie troszeczke zawiodlem. Koncert w porzadku, ale spodziewalem sie wiecej. Mille mial troche problemy z glosem, tak mi sie wydaje i gitary bylo slabo slychac. No i troszeczke sie za niego wstydzilem jak puszczal te swoje gadki. Ale w koncu sie zreflektowal i zaczal tlumaczyc, ze oni wcale nie maja niczego zlego na mysli. "We are AWARE of hate"Ale ogolnie niezly koncert, te problemy z wokalem i gitarami z czasem zniknely albo przestalem je dostrzegac.
I bardzo ładnie się zachował dziękując organizatorom za festival gdyż dzięki takim inicjatywa mamy "better world"
-
El Dorado
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
grała indyjska kapela ANURADHA PAL a fani Vadera ją wygwizdywali bez przerwy to się wkurzył Jurek i powiedział, że jak sie nie podoba to niech wyjdą i powiedział, że zaraz zamknie przystanek woodstocksz pisze:a co bylo? ::D
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Ło to zaszalał
Niespodziewałem się ,że bedzie nawet takimi tekstami rzucał 
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Świetny koncert VADER, nie mogę się już doczekać do XXV
Zajebiście wyglądała płyta na końcu jak zrobili wall of death.. I Carnal bez Mausera na 3. bis hehehe
P.S kto grał na basie ? Myślałem, że dopóki kogoś nie znajdą będzie występował Martin z Decapitated..
P.S kto grał na basie ? Myślałem, że dopóki kogoś nie znajdą będzie występował Martin z Decapitated..
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Ale bania na koniec
Faktycznie bardzo udany wystep, ale koncowka ukazala Pitera maluczkiego i lekko wystraszonego. Mauser go zalatwil, polazl na srake a Vader we 3
W ogole Mauser przez caly koncert wydawal sie byc strasznie znudzony.
Ale Blasty super
Faktycznie bardzo udany wystep, ale koncowka ukazala Pitera maluczkiego i lekko wystraszonego. Mauser go zalatwil, polazl na srake a Vader we 3
Ale Blasty super
Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Reyashyanek pisze:P.S kto grał na basie ?
Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
... ostatnie słowa dodałeś od siebie bo nic takiego nie padło ze sceny , ogólnie Owsiak miał sporo racji w tej kwestii - to nie jest festiwal metalowy i trzeba uszanować innych muzyków a także tą część publiczności która dla nich przyszła - wiadomo obsuwy są na każdym koncercie i nie ma co wiochy robić.Tobink pisze:grała indyjska kapela ANURADHA PAL a fani Vadera ją wygwizdywali bez przerwy to się wkurzył Jurek i powiedział, że jak sie nie podoba to niech wyjdą i powiedział, że zaraz zamknie przystanek woodstocksz pisze:a co bylo? ::D
... wracając do istoty i gwiazdy piątkowej nocy na Przystanku Woodstock KREATOR pozamiatał TOTALNE zniszczenie KLASYKA thrash metalu
-
El Dorado
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
... obawiam się... że .... jednak... on tak .... powiedział... ...Powiedział to... dość ironicznie...wiadomo przecież... ze nie zamknąłby...jesper pisze:... ostatnie słowa dodałeś od siebie bo nic takiego nie padło ze sceny
A może Mauserowi chciało się kupe ? Z tym nie wygrasz.
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Mauser odchodzi z Vader, więc już olewa sprawę 
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
A co to było wczoraj koło 20? Bo wsiadam sobie z kumplem do samochodu, on włączył radio a tam jakaś "aria operowa". Generalnie się zdziwiliśmy, ale patrzymy na stacje a to antyradio. Słuchamy dalej. Z tekstu pamiętam tylko że cośtam strzelił. Nie ważne. Koleś skończył a tam mówią że to transmisja z woodstocku. A potem już nie słuchaliśmy ale śmieszne.
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
No właśnie ~ co z tym Mauserem ?! Jakoś to Peter uargumentował dlaczego sam wylazł ?!jesper pisze:... ostatnie słowa dodałeś od siebie bo nic takiego nie padło ze sceny , ogólnie Owsiak miał sporo racji w tej kwestii - to nie jest festiwal metalowy i trzeba uszanować innych muzyków a także tą część publiczności która dla nich przyszła - wiadomo obsuwy są na każdym koncercie i nie ma co wiochy robić.Tobink pisze:grała indyjska kapela ANURADHA PAL a fani Vadera ją wygwizdywali bez przerwy to się wkurzył Jurek i powiedział, że jak sie nie podoba to niech wyjdą i powiedział, że zaraz zamknie przystanek woodstocksz pisze:a co bylo? ::D
... wracając do istoty i gwiazdy piątkowej nocy na Przystanku Woodstock KREATOR pozamiatał TOTALNE zniszczenie KLASYKA thrash metalu![]()
... niestety cholernie zawiodłem się wczorajszym koncertem VADER - z jednej strony pełen profesjonalizm, niesamowita maszyna zniszczenia ale patrząc także z innej perspektywy w moim odczuciu za krótko, zbyt chaotycznie [ja rozumiem że nowy basista, że mało czasu na przygotowanie odpowiedniej set listy] krótko mówiąc najbardziej wkurzyła mnie rutyna którą tej nocy waliło ze strony Vader podczas koncertu, że o ostatnim bisie i olaniu sprawy przez Mausera nie wspomnę.
- Elevatorman
- -#Clansman

- Posty: 4390
- Rejestracja: pt maja 27, 2005 11:44 am
- Skąd: Wrocław
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
KREATOR... tylko tyle powiem... Mille rozpierdalał zajebiście!i Time To Rise sie darłem non stop.. więc do dzisisaj wysokich dźwieków nie wymawiam 
Vader mnie rozczarował strasznie.. zespół który jest na scenie od 2 5 lat nie powinien tak grać... zrobiliby miejsce dla innego zespołu skoro nie mieli czasu na więcej.... wogóle muzyka vadera strasznie mnie nudziła oprócz wing i this is the war.... no i brzmienie spieprzone.... ogólnie brzmiało prawie jak hardcore techno
no zawiodłem sie też Lao Che.... cyrk nam sie z tego robi.... ten pacan z tym gwizdkiem skaczącym po scenie, nie podobało mi sie też że nie nawiązali do rocznicy powstania i do tego set kiepski, zepsute kawałki z PW poprzez dodanie jakiś śmiesznie brzmiących dodatków...
Lao che sie skonczyło.... skończył sie ten klimat który tak mi się podobał na pierwszych dwóch płytach..eh.. ciężko mi sie to oglądało...
Acidzi bardzo dobrze ale jak dla mnie bez kopa i słaby set...
Clawfinger- bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli po KREATORZE najlepszy koncert...
The Stranglers.. hyhy no śmieszne to były... punk ... lol słucham podczas składania namiotu i cieszyłem sie że nei zostałem pod sceną..
Lipali - bardzo dobry koncert... świetnie zagrali no te riffy Lipy jakieś takie powolne i brzmienie gitary dziwne
Żywiołak - bardzo fajnie, aczkolwiek poszedłem po 3/4 koncertu na hare kriszna jedzenie
Carrantuohil - genialny koncert, najlepszy na scenie folkowej
Ogólnie było zarypiście.... KArpackie za 99 groszy było 120 litrów tego wypilismy
a pomimo to zawsze w formie
na Tribe After Tribe nie udało mi sie pójść , z powodu tego deszczu...
a w środe do warszawy...
Vader mnie rozczarował strasznie.. zespół który jest na scenie od 2 5 lat nie powinien tak grać... zrobiliby miejsce dla innego zespołu skoro nie mieli czasu na więcej.... wogóle muzyka vadera strasznie mnie nudziła oprócz wing i this is the war.... no i brzmienie spieprzone.... ogólnie brzmiało prawie jak hardcore techno
no zawiodłem sie też Lao Che.... cyrk nam sie z tego robi.... ten pacan z tym gwizdkiem skaczącym po scenie, nie podobało mi sie też że nie nawiązali do rocznicy powstania i do tego set kiepski, zepsute kawałki z PW poprzez dodanie jakiś śmiesznie brzmiących dodatków...
Lao che sie skonczyło.... skończył sie ten klimat który tak mi się podobał na pierwszych dwóch płytach..eh.. ciężko mi sie to oglądało...
Acidzi bardzo dobrze ale jak dla mnie bez kopa i słaby set...
Clawfinger- bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli po KREATORZE najlepszy koncert...
The Stranglers.. hyhy no śmieszne to były... punk ... lol słucham podczas składania namiotu i cieszyłem sie że nei zostałem pod sceną..
Lipali - bardzo dobry koncert... świetnie zagrali no te riffy Lipy jakieś takie powolne i brzmienie gitary dziwne
Żywiołak - bardzo fajnie, aczkolwiek poszedłem po 3/4 koncertu na hare kriszna jedzenie
Carrantuohil - genialny koncert, najlepszy na scenie folkowej
Ogólnie było zarypiście.... KArpackie za 99 groszy było 120 litrów tego wypilismy
a w środe do warszawy...
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
O JA PIERMARMOLE!!! BYLO GENIALNIE!!
a tu moja recenzja:
Dzień 0 - czwartek
21:25 mieliśmy pociąg z Katowic. Ja i dwójka moich znajomych, reszta ekipy jechała wcześniej/później lub innymi środkami transportu. Nabity był już do granic nie możliwości jak do niego wsiadaliśmy ale udało nam się znaleźć 3 wolne miejsca. I tu pierwsze wprowadzenie w klimat tego co tam sie dzieje. Pociąg rozśpiewany, lekko podpity, ale nie pijany. Grupowe rozrywki typu gra w butelke na głupie zadania czy też gra w "siatkówkę" balonem a potem nadmuchaną prezerwatywą
Dojechaliśmy o 5 rano na miejsce.
Dzień 1 - piątek
Zaczęło się nieciekawie, bo dowiedziałem się, że z dworca na teren festiwalu jest ok 4 km wędrówki. Trudno. Plecak na plecy, namiot w ręce, w drugiej karton mleka i idziemy. ok 6 byliśmy na miejscu i od razu rozbiliśmy się przy reszcie naszej ekipy pod flagą Ajaxu Amsterdam (czemu taka? bo Mały przyjechał z Holandii zaopatrzony jak cholera
). Szybkie rozpakowanie i od razu do "łazienki"(czyli kilku rzędów polowych umywalek z zimną wodą
). Świeżutcy i pachnący, czas pozwiedzać "wodopój", więc szybka zrzuta i krata piwa juz na moim ramieniu
. Koło godziny 12 było już tak gorąco, że nie dało się wytrzymać w słońcu dłużej niż 5 minut, więc... czas na obiadek pod wielkim namiotem krishnowców
nawet nie było to takie złe, choć brak mi było mięsa. Akurat udało nam się potem załapać na spotkanie z Kamilem Durczokiem w Akademii Sztuk Przepięknych. Śmiesznie było, jak Durczok pyta "a jest tu ktoś z Katowic?" w namiocie cisza oprócz nas
Bardzo fajnie mówił o Katowicach, podejściu do pracy i życia w Warszawie i polityce. Cała akademia była prowadzona przez Zbigniewa Hołdysa i robił to w bardzo ciekawy sposób. Dochodzimy do godziny 15, czyli wielkiego otwarcia 14 Przystanku Woodstock przez Jurka Owsiaka i Romana Polańskiego (
). No i się zaczęło. Koncert Daabu przesiedziałem na ziemi pijąc sobie piwko, tylko czasami wstając i lekko "baunsując" w rytm muzyki. Bardzo fajny koncert. Po nich zagrało dla mnie największe odkrycie tego Woodstocku, czyli Panteon Rococo. Meksykański zespół porwał publikę, jak mało który zespół jaki w życiu widziałem. wszyscy skalali, tańczyli, no po prostu bawili się świetnie. Definitywnie najlepszy koncert na festiwalu. Po nich grali Lipali i też wypadli bardzo dobrze, nagłośnienie świetne, nie ma sie ogólnie do czego przyczepić. Następne dwie kapele, Tribe After Tribe i Świetliki przespałem w namiocie, bo mnie strasznie zmogło. Lao Che oglądałem z wysokości namiotu, ale gdy zaczęło padać wpakowaliśmy się z dwoma kumplami do mojego namiotu. I tu wielkie podziękowania dla Aliena za użyczenie mi tego namiotu, uradował mi dupę pare razy, nie przeciekał, miejsca dużo. Alien jesteś wielki! Leżąc tak w namiocie znowu sie zdrzemnąłem, przesypiając koncert Karbido. Obudziłem się na samym początku koncertu Kreatora, więc szybko glany na nogi i pod scenę. Kocnert zagrali bardzo fajny, energiczny, w 100% profesjonalnie. Chyba najlepiej nagłośniony koncert w Kostrzynie. W połowie jednak poszedłem do "obozu" i razem z paroma kumplami, siedząc na masce samochodu, podziwialiśmy koncert Petrozzy i s-ki. Tak skończył się dzien 1
Dzień 2 - sobota
śniadanko i piwko przed namiotami, choć pogoda nie zachęcała za bardzo do wyściubiania nosa z namiotów. Wtedy też Winda, Szatanista i Balcerek mogli usłyszeć pozdrowienia ode mnie
Gdy przestało padać poszliśmy do miasta po zakupy żywieniowe i do MOSiRu pod prysznic. Pełna kulturka, zgrzewka Tatry, chleb i pasztety w plecaku. wracamy. Obiadek no i przygotowania do drugiej fali koncertów. Pierwsze trzy zespoły, czyli Thee Flanders, Good Vibe Styla i Cinkusi przeleciało szybko pod lewym głośnikiem aż na scene weszli MTM i 7 Tenorów z maestro Wiesławem Ochmanem. I tu kolejny szok. Szlagiery Kiepury w ich wykonaniu porwały tłum nie wiele słabiej, niż Panteon Rococo dzień wcześniej. Nie zapomniane przeżycie, gdy ok 150 000 ludzi spiewa "brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki, całoooować chce"
Po nich czas na piwko i zakupy. Jedyne dwie kobiety z naszego "obozu" oczywiście musiały zahaczyć o każdy sklep, my jednak znosiliśmy to twardo, zaglądając do dwóch-trzech. Godzina 22:00 upłynęła pod znakiem kolacji a dla mnie i jednego kumpla również na przygotowaniach do występu Vadera. Piwko, papierosek, maski na twarz i w tłum. To co się działo, gdy Olsztynianie wyszli na scene jest nie do opisania. Formą i podejściem do koncertu z nawiązką zrehabilitowali się za co najwyżej średni koncert Metalmanii. Niestety, z racji tego, że mają nowego basistę, z plotek o dwu-godzinnym secie, wyszedł ok 40 minutowy występ, składający się jednak z największych szlagierów (Epitaph, Carnal, Xaper etc). Tak zdarłem gardło, że do wyjazdu nie umiałem prawie mówić. Na koniec zagrali po raz drugi Carnala, bez Mausera. Czemu? nie wiem, bo akurat gdy Peter mówił dlaczego sępiłem papierosa od O!a stojącego obok mnie. Wyszło to co najmniej dziwnie, co jednak nie zmienia faktu, że zajebiście. Wyj...eee...zmęczeni jak byk po rodeo udaliśmy się do namiotów, skąd to podziwialiśmy koncert Closterkellera, również bardzo doby. Closter, podobnie jak Vader, dwa razy zagrali jeden utwór, Czas Komety w połowie i na zakończenie. No to spać
Dzień 3 - Niedziela
Sie nie wyspałem... godzina 7 rano a mnie budzą krzyki "kto ma, qrva, jakaś zapite do spirolu". Tak przez 10 minut, aż wreszcie, ktoś im dał... kompot wiśniowy
Gdy zaspany wygramoliłem się z namiotu, zostałem tym "drinkiem" uraczony i muszę przyznać, że działa lepiej niż kawa
Potem śniadanko, odstać swoje w kolejce po fajki i pakowanie, bo czwórka z nas, w tym ja, dzisiaj miało na 8 do pracy
no ale trudno. Pociąg powrotny był już dużo spokojniejszy niż ten do Kostrzyna, nie licząc kilku debili, którzy próbowali przez okno wywalić WYRWANĄ umywalkę z WC... Dojechaliśmy do Katowic ok 00:40, szybko do domu i spać. I tak zakończył się dla mnie Woodstock. Opis kapel grających trzeciego dnia, mam nadzieje, napisze Winda albo Baun$er
Sceny Folkowej nie odwiedziłem nawet na chwile, ale jakoś specjalnie nie żałuję. Ewentualnie interesowałby mnie tylko występ Carrantuohill ale ich zobaczyć to żaden problem
ogólnie było zajebiście, zabawa, szaleństwo, zabawa. Po prostu cudownie było. Z takich śmiesznych zdarzeń, to np moge wymienić jak spotkaliśmy przy scenie Szkota w Kilcie. Nie mogliśmy sobie z Krogulem odmówić i zadaliśmy mu pewne pytanie. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
my: ej sory, pytanko mamy. czy to prawda, że...
szkot: tak, to prawda!
my: ale skąd wiesz o co chcieliśmy zapytać
szkot: <nic nie mówi tylko wypina dupe do tyłu i podnosi kilt>
potwierdzam prawdziwość tego wierzenia
Wielkim mitem o Woodstocku, jest "brud i smród". Bullshit! Toi Toie były czyszczone średnio co 2 godziny, dezynfekowane, srajtaśmy praktycznie nie brakowało, rano kolejki do umywalek było większe niż po piwo czy po fajki, choć szło to w miare sprawnie.
A i jeszcze jedno. Pzd dla Windziarza i Balcerka(sory stary, że Ci nie odpisałem, ale nie miałem już kasy na telefonie), których spotkałem niestety tylko przelotem.
a tu moja recenzja:
Dzień 0 - czwartek
21:25 mieliśmy pociąg z Katowic. Ja i dwójka moich znajomych, reszta ekipy jechała wcześniej/później lub innymi środkami transportu. Nabity był już do granic nie możliwości jak do niego wsiadaliśmy ale udało nam się znaleźć 3 wolne miejsca. I tu pierwsze wprowadzenie w klimat tego co tam sie dzieje. Pociąg rozśpiewany, lekko podpity, ale nie pijany. Grupowe rozrywki typu gra w butelke na głupie zadania czy też gra w "siatkówkę" balonem a potem nadmuchaną prezerwatywą
Dzień 1 - piątek
Zaczęło się nieciekawie, bo dowiedziałem się, że z dworca na teren festiwalu jest ok 4 km wędrówki. Trudno. Plecak na plecy, namiot w ręce, w drugiej karton mleka i idziemy. ok 6 byliśmy na miejscu i od razu rozbiliśmy się przy reszcie naszej ekipy pod flagą Ajaxu Amsterdam (czemu taka? bo Mały przyjechał z Holandii zaopatrzony jak cholera
Dzień 2 - sobota
śniadanko i piwko przed namiotami, choć pogoda nie zachęcała za bardzo do wyściubiania nosa z namiotów. Wtedy też Winda, Szatanista i Balcerek mogli usłyszeć pozdrowienia ode mnie
Dzień 3 - Niedziela
Sie nie wyspałem... godzina 7 rano a mnie budzą krzyki "kto ma, qrva, jakaś zapite do spirolu". Tak przez 10 minut, aż wreszcie, ktoś im dał... kompot wiśniowy
Sceny Folkowej nie odwiedziłem nawet na chwile, ale jakoś specjalnie nie żałuję. Ewentualnie interesowałby mnie tylko występ Carrantuohill ale ich zobaczyć to żaden problem
ogólnie było zajebiście, zabawa, szaleństwo, zabawa. Po prostu cudownie było. Z takich śmiesznych zdarzeń, to np moge wymienić jak spotkaliśmy przy scenie Szkota w Kilcie. Nie mogliśmy sobie z Krogulem odmówić i zadaliśmy mu pewne pytanie. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
my: ej sory, pytanko mamy. czy to prawda, że...
szkot: tak, to prawda!
my: ale skąd wiesz o co chcieliśmy zapytać
szkot: <nic nie mówi tylko wypina dupe do tyłu i podnosi kilt>
potwierdzam prawdziwość tego wierzenia
Wielkim mitem o Woodstocku, jest "brud i smród". Bullshit! Toi Toie były czyszczone średnio co 2 godziny, dezynfekowane, srajtaśmy praktycznie nie brakowało, rano kolejki do umywalek było większe niż po piwo czy po fajki, choć szło to w miare sprawnie.
A i jeszcze jedno. Pzd dla Windziarza i Balcerka(sory stary, że Ci nie odpisałem, ale nie miałem już kasy na telefonie), których spotkałem niestety tylko przelotem.
już nie mam tu najwięcej postów

Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Szajba a Ty na Woodstock`u byles ?!
Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
już nie mam tu najwięcej postów

Re: 1-3 sierpnia 2008 - Przystanek Woodstock - Kostrzyn nad Odrą
Ale Szajba gdzie poszedl Mauser?
Jazz is not dead, it just smells funny.
