15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
No jakby nie patrzeć, Motorcyca zazdroszczę bardzo : - (
Szkoda, że się nie zdecydowałem na ten Zlin wcześniej, ale mam nauczkę, że jak następnym razem będzie i Polska i Czechy/Słowacja/jakieś tanie Niemcy to trzeba uderzać na min. 2 koncerty : - (
Szkoda, że się nie zdecydowałem na ten Zlin wcześniej, ale mam nauczkę, że jak następnym razem będzie i Polska i Czechy/Słowacja/jakieś tanie Niemcy to trzeba uderzać na min. 2 koncerty : - (
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Sorry ale Abstract zdazylby... przyjechalby kolo 19.30 do Wawy, wtedy to raptem zaczynal IE... :]
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Tylko że Abstractowi zależało też na Iced Earth właśnie (albo i nawet bardziej niż na Saxon ?).... no ale komu ja to mówie

- Maidenholik
- -#Ancient mariner

- Posty: 528
- Rejestracja: pt gru 24, 2004 11:36 am
- Skąd: Polandia:)
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Iced Earth zaczal ok. 20:30...widman pisze:Sorry ale Abstract zdazylby... przyjechalby kolo 19.30 do Wawy, wtedy to raptem zaczynal IE... :]
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Dobra, juz chyba dosyc dosadnie powiedzieliscie mu, ze dal dupy po calosci 
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
A guzik, ja się załamałem i tak
Mnie to głównie o Iced Earth chodziło.
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Abstract, mogłeś pojechać do Zlinu, zagadać do kogokolwiek z ekipy technicznej, pokazać bilet z Warszawy i by Cię wpuścili za darmo.
-
Deleted User 357
Re: 15/02/09 - Saxon & Iced Earth - Warszawa
Dobra, tydzień od koncertu, więc mogę w końcu wrzucić swoją chaotyczną relację z koncertu ;]
W klubie byliśmy już koło 17, więc zdążyłem posłuchać sobie próby Icedów ( w międzyczasie przybijając pionę Biffowi - niestety ani on ani ja nie mieliśmy markera, a zdarzyło się to dosłownie 5 minut po zajęciu miejsca, więc kompletnie zapomniałem o aparacie
). Próba początkowo jak próba, brzdękają fragmenty z Melancholy, Behold, aż tu nagle słyszę The Hunter - myślałem że zagrają tylko ten początek dla jaj, a tu niespodzianka, odegrali całe - więc mogę głosić że słyszałem na tej trasie jeden kawałek IE więcej, co prawda przez zamknięte drzwi, ale zawsze. Potem do wpuszczania nic ciekawego się nie działo, poza tym że Doug wyszedł do ludzi, zdjęcia nie mam tym razem przez nieudolność Czecha który nie umiał obsłużyć się aparatem - no cóż, next time ;]. W końcu otworzyli drzwi od sali, krótkie oczekiwanie, no i poszło In Sacred Flames a potem Behold The Wicked Child - brzmienie ok, forma wokalna Barlowa - rewelacja. Ogólnie znałem setlistę i żadnych zaskoczeń nie było, odniosłem wrażenie że panowie mają wystudiowany ten sam zestaw tekstów i min na każdy koncert, a Barlow te zapowiedzi przed Burning Times czy Dracula wkute na pamięć, no ale jak już ktoś gdzieś napisał, taka już specyfika tego tego zespołu. Technicznie też bez zastrzeżeń, jedyna wpadka dźwiękowców, to początek Watching Over Me, gdzie przez pierwsze pare sekund wokalu nie było słychać w ogóle ;]. Poza tym koncert dobry i tylko dobry, oczywiście cieszę się bardzo że zobaczyłem Iced bo to u mnie absolutna czołówka, ale poza momentem przejścia z Watching Over Me do 10000 Strong (świetne wykonanie), ciar nie było. Po My Own Savior obowiązkowy "bis" no i już się zaczął Saxon rozkładać, chwilę to potrwało, no i poszło Battalions Of Steel, wykonane ok. Za to Heavy Metal Thunder wersja najlepsza jaką słyszałem na żywo (choć też prawda że HMT z takiej Stodoły w 04 już nie bardzo pamiętam
), od razu też się różnica w brzmieniu dała usłyszeć, o ile na IE było dobrze, tak na Saxon praktycznie perfekcyjnie, gitarki praktycznie jak żylety no i Biff świetnie słyszalny, potem Witchfinder no i 747 przed którym Biff podał mikrofon jakiemuś niepełnosprawnemu Czechowi który stał pod barierkami z lewej strony żeby ten sobie mógł wykrzyczeć tytuł. Setlista standardowa, poza tym momentem kiedy w Polsce było Red Star Falling - w Zlinie Biff dał wybór ludziom z Eagle Has Landed, Dogs Of War, Atilla The Hun, And the Bands Played On i Motorcycle Man, najgłośniej publiczność się darła jak wymienił te dwa ostatnie, więc zagrali Motorcycle, co tym bardziej mnie utwierdziło w przekonaniu że lepiej było jechać do Zlina, bo Red Star to imo strasznie nudna balladka i niezły zamulacz
Potem poszło już szybko ( za wyjątkiem Valley - najsłabszy punkt całego koncertu IMO), widać było że ramy czasowe są dość ściśle ograniczone, bo mało było zwyczajowych improwizacji na Wheels i Denim. Po tym ostatnim, zagranym na koniec, udało mi się złapać pałkę Glocknera - choć to nienajprecyzyjniejsze określenie, bo oberwałem nią w twarz, bo kiedy Nigel nią rzucał, to się akurat na chwilę gdzieś odwróciłem
Na szczęście odbiła się ona tak, że spokojnie ją po tym jak ogarnąłem co się dzieje złapałem - daję głowę że gdybym od początku chciał ją złapać to pewnie by mi się nie udało
, potem zauważyłem i przykryłem butem jeszcze leżącą na podłodze kostkę, ale zaraz po tym potraktował mnie z bara koleś tak około 3 razy większy ode mnie, więc stwierdziłem że szkoda zdrowia i odpuściłem. Ogólnie koncert w tym zestawie świetny, no ale jednak oba zespoły mogłyby mieć chociaż te półtora godzinne sety (jednak po 75 min. na zespół to lekka przesada ), ale nie narzekam.
W klubie byliśmy już koło 17, więc zdążyłem posłuchać sobie próby Icedów ( w międzyczasie przybijając pionę Biffowi - niestety ani on ani ja nie mieliśmy markera, a zdarzyło się to dosłownie 5 minut po zajęciu miejsca, więc kompletnie zapomniałem o aparacie
