Uwielbiam te Twoje nietuzinkowe, acz często nietrafione porównaniapanzerschreck pisze:No Artur, przecież Sea of Madness to taka mielizna i zapychacz że aż szkoda gadać- co to w ogóle jest ta przewodnia melodia, soundtrack do gry z Commodore? I to Casio pod dickinsonowskim "ooooo".
"Sea Of Madness" to kawałek pierwsza klasa, doooobry refren, do tego świetne zwolnienie w środku.
EDIT: zresztą, o czym my tutaj mówimy. Gdzieśtam przyznałeś, że generalnie z heavy metalem Ci nie po drodze
Ja z kolei mogę się dziwić takiemu uwielbieniu "Long Runnera", a już obwołanie go jednym z najlepszych kawałków IM w ogóle - sorry, nie ze mną te numery Bruner
Pierwszy zarzut jest, wybacz, wręcz absurdalny, bo równie dobrze możnaby powiedzieć takie rzeczy o każdej płycie którą się wysoko stawia. Skoro, z reguły (czyli, na oko, w 90% przypadków) "Number" jest stawiany w , powiedzmy, pierwszej trójce maidenowych płyt to coś jest na rzeczy.panzerschreck pisze:Co do reszty- każda płyta niemalże ma swoje niedoskonałości. Problem polega na tym, że w przypadku Numbera o tych niedoskonałościach się kompletnie zpaomina i jest właśnie tak o czym sam piszesz- że w rankingach itd. to ona właśnie jest umieszczana, a gdzież tej płycie do debiutu, PoM, SiT, Siódmego? Nie mówię, że to najgorsza płyta Maiden, nie odbieram jej ważności, ale właśnie dlatego umieszczam ją w tym temacie, a nie w temacie o płytach mało ważnych czy najsłabszych![]()
A co do Black Sabbath- akurat słaby strzał, bo pierwsze BS to najlepsze BS, więc z niedoskonałościami to musisz gdzie indziej szukaćI wybacz, ale na pierwszych BS nie przypominam sobie takiej NIEDOSKONAŁOŚCI jak Gangland
![]()
To przecież tutaj rodzi się coś co można określić stylem Maiden, bo nie ukrywajmy, ale na późniejszych płytach tego zespołu nie mieliśmy do czynienia z takim zabarwionym punkiem metalem jak na pierwszych 2-óch. To na "Numberze" zespół zaczął grać to z czym się Maiden większości kojarzy. Oczywiście nie czyniłoby to z tego albumu arcydzieła (ale bdb album już na pewno), ale dochodzą do tego świetne kompozycje i w związku z tym ogólny kult tej płty jest dla mnie w pełni zrozumiały.
Co do "Gangland" - co kto lubi, nie nazwałbym tego tak wielką pomyłką jak Ty byś to chciał widzieć, choć jasne, że nie jest to utwór który się będzie jakoś pamiętało. Ale szkoda mimo wszystko, że "Total Eclipse" się nie znalazło zamiast niego - to jest faaajny numer.
Co do Black Sabbath - pomijam już że najlepsze (najdoskonalsze może bardziej) Sabbath to 3 i 5, nieważne. Uznając już, że najbardziej wpływowe i być może najwybitniejsze dokonania tej formacji to pierwsze 2 albumy, to trudno nie dostrzec, że akurat te płyty takie całkowicie doskonałe nie są. W sumie można to zarzucić większości dokonań Maiden, co nie zmniejsza ich genialności.






