Generalnie nie byłeś, więc się nie wypowiadaj. Scenę miałem na 50 m od siebie, nagłośnienie było doskonałe poza World Painted Blood Slayera, słońce nie przeszkadzało. Czyli jak widać każdy argument został przepięknie obalony.Gratuluję samozaparcia, żeby zwalniać się z roboty w środku tygodnia i tłuc przez pół Polski (albo, o zgrozo, nawet z zza granicy),
żeby pogapić się z kilometra na telebimy ustawione na klepisku i posłuchać zjebanego nagłośnienia, gapiąc się w dodatku pod słońce (brawa dla debila, który tak ustawił scenę).
Generalnie po 2 koncertach na Bemowie wiem jedno - nigdy przenigdy nie kupię biletu innego niż GC. W GC wszystko pięknie widać, słychać i można iść napić się browara i w każdej chwili wrócić.
To jest dokładnie refleksja jaka mnie naszła jak wracałem do domu. Ani specjalnego setu (Slayer i Meta zagrały standard, Antrax nie wiem, a Megadeth mnie wali), ani jakiegoś wspólnego akcentu poza kostką Jamesa, samo jego pieprzenie (bo inaczej się tego nazwać nie da) gadek w stylu, że tutaj dzieje sie historia to troszkę za mało.ironlemon pisze: Jeśli mam mieć jakąś uwagę do całości - strasznie żałuję, że jednak nie było żadnej niespodzianki w związku ze wspólnym występem Big4. Jakiegoś wspólnego utworu, czy coś...
A tak na boku to nie macie wrażenia, że James gada do nas tak jakby myślał, że tutaj same barany nieznające angielskiego mieszkają?


