Punktualnie o 20:43 rozlegly sie pierwsze dzwieki niesmiertelnego Doctor, Doctor UFO. Publicznosc, ktorej do tej chwili ulubiona zabawa bylo obrzucanie sie pustymi butelkami po napojach
na sekunde zamilkla, po czym niczym z tysiaca paszcz nawiedzonego potwora rozlegl sie jeden potezny wrzask.
Gdy na monitorach pojawilo sie intro a gra czerwonych, szalenczo mrugajacych swiatel dopelniala klimatu imitujac jakby alarm w bazie kosmicznej, rozgrzanie zgromadzonych przerodzilo sie w
eksplozje w chwili, w ktorej w ktorej ich ulubiony frontman wbiegl na scene, przeskoczyl srodkowy glosnik odsluchowy by zaczac pierwszy epizod dnia nazwany WICKER MAN. Utwor wykonany przy
niesamowitej werwie Brucea i cudnej wrecz reakcj angielskiej, lecz nie tylko publicznosci. Na jego koncu zespol zebral pierwsza burze oklaskow po ktorej uslyszelismy: GOOD EVENING SONISPHERE !!!!!!
W odpowiedzi wydalismy z siebie dzwiek zadowolenia nie porownywalny z niczym innym na swiecie i posluchalismy dosc dlugiego monologu Bruca na temat zblizajacej sie premiery nowej plyty i takty
GHOST OF THE NAVIGATOR rozpoczely kolejne spotkanie z muzyka naszych Bogow. Utwor niesamowicie komponujacy sie ze scenografia. Przy fantastycznej grze swiatel i bardzo duzym ruchu
muzykow na scenie wrecz idealnie nadaje sie na pierwsza czesc setu. Po nim dowiadujemy sie od Brucea, ze 55 tysiecy fanow ktore widzi sprawia mu wielka radosc po czym nadciaga "jurasic period"
w postaci WRATHCHILD. Plachta z z tylu sceny pozostaje niezmienna od poczatku setu, czyli caly czas przed naszymi oczami mamy obraz przestrzeni kosmicznej, ktora tym razem wciaga nas
w zamierzchla, historyczna ton zespolu. Utwor wykonany nienagannie jednak co by nie mowic, od rozpoczecia koncertu nie bylo zadnych problemow z dzwiekiem za co chwala akustyka.
Po zakonczeniu utworu Bruce znow pomeczyl nas troszke reklamujac nowy album twierdzac nawet, ze ze bedzie to wielka niespodzianka i bedziemy niesamowicie zaskoczeni !!!!
Poczekamy - uslyszymy

Do 16 sierpnia juz blisko. Nastepnie Bruce zobaczyl siebie na telebimie, po czym "sam siebie" na nim przywital rozmawiajac przez chwile z samym soba by nastepnie powiedziec
"You are here 3 days, jea?? ... and what ???... Lot of drink and lot of shaggy

" czym wprawil w dume zgromadzonych

Caly ten monolog troszke zwolnil koncert i pozwolil ochlonac jednak wg mnie po prostu
podzielil koncert

Lubie jak Bruce rozmawia z publika ale w tym roku robi to wyraznie zbyt dlugo.
Plachta z tylu sceny znienia sie na najnowsza z mozliwych czyli czas na premiere w UK

Z ust Brucea po raz pierwszy slyszymy "Scream for me Sonisphere, Scream for me Knebworth" i ruszamy do EL DORADO
Utwor zagrany szybciej i bardzo dobrze technicznie. Harris strzela do nas ze swojej gitary przyjmujac jakze najbardziej znana swa pozycje. Uwielbiam gdy to robi gdyz jakos dziwnie wtedy, dzwieki jego
basu przeszywaja mnie bardziej niz wtedy gdy gra normalnie:) O dziwo publika zna jedynie refren i tylko wtedy spiewa ale najwyrazniej fani polubili juz ten utwor i bedzie nieodlacznym w nadchodzacych
setach. Generalnie na plus jak dla mnie choc nie za bardzo przypada mi do gustu ta kompozycja.
Nastepuje zmiana plachty jak i konfiguracji swiatel po czym zaczyna sie DANCE OF DEATH. Bardzo fajnie zagrany z duzym zaangazowaniem wszystkich czlonkow zespolu, przejawiajacym sie tym,
ze bardzo czesto zamieniaja sie miejscami i sa nieslychanie zywiolowi.Publika jest jakby w amoku i chce wiecej zabawy i widzac to, Bruce namawia wszystkich do spiewania. Spiewamy wiec razem w momentach
kiedy chce Bruce a on po raz pierwszy dzis stal sie dyrygentem jak za starych dobrych czasow. Fantastyczny koncertowy numer.
Kolejna zmiana plachty a my widzimy jak Nicko siada przed perkusja !!! Coz sie dzieje ??? Ano, teraz pierwsze skrzypce gra Murray i powolne dzwieki wydobywajace sie spod jego palcow mowia,
ze czas na THE REINCARNATION OF BENJAMIN BREEG. Niko wraca do siebie, Bruce siada na glosniku odsluchowym i w tej pozycji zaczyna spiewac utwor. Niesamowyty kop ma ten kawalek na koncercie gdy przechodzi
w jego szybsza partie. Muzycy lataja po scenie niczym osy co chwile zmieniajac sie miejscami. Tak aktywnego Smith'sa nie widzialem juz dawno. Zawsze schowany gdzies z tylu tym razem
sprawia wrazenie jakby narodzonego ponownie. W pewnej chwili Harris zaczyna nami drygowac zmuszajac do jeszcze wiekszego wysilku i zaangazowania. Jakze oni doskonale znaja i czuja
angielskich fanow !!! Oni wiedza najlepiej ze tym tlumem trzeba po prostu drygowac i nie wolno pozostawic go samego sobie. Gdy juz przejeli nad nami calkowita kontrole, my stalismy sie ich
marionetkami do zakonczenia gigu. Wystarczal juz tylko ruch reka ktoregos z muzykow bysmy klaskali, spiewali, skakali itp

Jesli beda go juz grali do konca tej trasy to bedzie to super.
Ten numer na zywo ma niesamowita moc i porywa kazdym kolejnym taktem ktory przechodzac w riff rozsadza sluchajacych od srodka.
Krotka rozmowa z publika w czasie ktorej przed naszymi oczami pojawia sie pedzacy Eddie trzymajac w garsci angielska flage co sugeruje, ze czas na THESE COLOURS DON'T RUN.
Z glosnikow dociera do nas przerazliwe SCREAM FOR ME SONISPHERE i zaczyna sie niesamowita jazda. Ten utwor tak swietnie zastapil Troopera, ze az sam sie zdziwilem

Jego tempo niczym tetent
konskich kopyt wyzwala w nas ogromna energie i szalenstwo publiki siega zenitu. Zespol widzac reakcje dostowuje sie do tego i daje z siebie jeszcze wiecej niz dotychczas.
Bruce opowiada nam swoje przemyslenia z niedawno zakonczonej trasy po USA narzekajac na publike w Detroit

Ten facet idealnie dostowuje tematy rozmow z nami do kolejnego utworu. Tym razem
dostaje im sie niezly opieprz za narzekania amerykanskich fanow na setliste

Najwyrazniej dotarly do niego glosy z roznych forow. Co ciekawe narzekajac na amerykanow bardzo wychwalal angielskich
fanow mowiac cos w stylu ze, "tam za morzem chcieliby sluchac tylko naszych ogranych hitow a wy tutaj cieszycie sie i bawicie doskonale cokolwiek bysmy nie zagrali.
Na prawde wychwalil pod niebiosa angielskich fanow by na koniec powiedziec "Maiden fans shagging like rabbits" czym rozbawil wszystkich zgromadzonych
Plotno zmienia sie na to kosmiczne po czym uslyszelismy dedykacje dla Roniego Jamesa Dio i i krotkie stwierdzenie BLOOD BROTHERS.
Swiatla zjezdzaja niemalze do samej ziemi potegujac nastroj i podnioslosc utworu. Jego super wykonanie i wczesniejsze wychwalenie publiki daje nam poteznego kopa gdyz tlum pod scena gestnieje,
niczym sie cementujac a ryk 55 tysiecy gardel w trakcie refrenu wydaje sie laczyc serca wszystkich fanow Maiden. Przepraszam ale tego sie nie da opisac, to trzeba poczuc, uslyszec, przezyc.
Nastepuje malenka przerwa w czasie ktorej swiatla wedruja znow w gore jednak tym razem "boczne trojkaty" zostaja ustawione pod katem. Zmiana plachty na ta znana z okladki singla i ... czas na
najwiekszy niewypal tegorocznej set listy czyli WILDEST DREAMS. Az trudno napisac cokolwiek o tym kawalku skoro sie w ogole nie lubi. Odnotuje jedynie fakt, ze zostal zagrany a Brucea w duzej
jego czesci nie bylo na scenie.
Kolejna zmiana plachty, tym razem na najbardziej mi sie podobajaca tego wieczoru. Nie pamietam bym widzial ja wczesniej. To taki jakby posag kobiety z rozlozonymi rekoma w otoczeniu
greckich kolumn zza ktorych czai sie nowy Eddie. Rewelacja !!! Bez zadnej zapowiedzi, bez zadnej przerwy zaczyna sie NO MORE LIES. To moj ulubiony kawalek z DOD wiec tym razem
moje podniecenie siegnelo zenitu. Na tym kawalku stracilem glos a publika darla sie w nieboglosy. Wielki ruch na scenie i po raz kolejny okazalo sie ze chlopcy bawia sie tego wieczoru doskonale.
Swiatla oswietlaly scene spod samego sklepienia dachu nadajac temu wykonaniu niesamowita glebie. Fantastyczny numer na koncerty.
Gdy pojawilo sie plotno z Eddiem stworzonym z chmur nad futurystycznym Londynem jasne bylo, ze czas na BRAVE NEW WORLD.
Utwor zagrany poprawnie przy swiatlach niezmiennie pozostalych pod sklepieniem. Reakcja publiki doskonala ale tak jak stwierdzil Wicker utwor juz troszke przejedzony. Marzyl mi sie Dream of Mirror
bo to moj ulubiony numer z BNM ale coz ... darowanemu nie bede zagladal w zeby
Gdy zgasly swiatla, plachta zmienila sie na ta z przestrzenia kosmiczna a Bruce w rytm powolnych taktow zaintonowal "I am a man who walks alone" jasne bylo, ze przed nami FEAR OT THE DARK.
Zawsze czekam na ten utwor z powodu, w jaki sposob Bruce krzyknie do publiki. Czy bedzie to nazwa miasta, kraju czy po prostu zwykle slowo. Bardzo mi sie podoba gdy krzyczy wlasnie miasto
lub kraj koncertu i tym razem bylem zawiedziony

Wyszeptal jedynie YOU bo po odpowiedzi publiki wydobyc z siebie HAHAHAHA i rozpoczela sie przerazliwa rzez.
Swiatla zjechaly nisko, boczne trojkaty nizej niz srodkowy ustawiajac sie niemal w szyk bojowy. To tak jakby galaktyczny atak mysliwcow z gwiezdnych wojen kierowal sie ku nam i wyglada to przednio.
Oczywiscie tempo jak i energia wykonania tego utworu jest niezmienna od lat a zywiolowosc muzykow jest wrecz pasjonujaca. Bruce biega po calej scenie, chlopaki zamieniaja sie miejscami, Harris po raz kolejny
uzywa swego basu niczym karabiny maszynowego rozstrzeliwujac nas swoimi dzwiekami wydobywanymi spod nieslychanie szybkich palcow.
Bruce staje na srodku sceny, drac sie do mikrofonu "Scream for me Knebworth, Scream for me Sonisphere .....THE IRON MAIDEN !!!!!!!!
Plachta zmienia sie na okladke nowej plyty po czym sluchamy i ogladmy chlopakow grajacych klasyk nad klasyki. Gdy w pewnej chwili z glosnikow dochodza jedynie dzwieki gitary grajac wolniutka
solowke szal publiki staje sie niewiarygodny gdyz wszyscy wiedza, ze za chwile przybedzie ON. Kiedys powiedzialbym, ze to gosc z krwi i kosci jednak dzis nie wiem jakie jest paliwo dla jego
organow

Wkroczyl dumnie i pewnie od razu kierujac sie do Janicka majac jakby jakies stare porachunki. Atakuje a Mr Gers swietnie sie broni przypuszczajac coraz to kolejny solowkowo - gitarowy atak.
EDDIE - PREDATOR odpuszcza i udaje sie na druga strone sceny. Wyraznie ma ochote na zagranie wlasnej solowej partii co doskonale rozumie jego sluga i zza kulis wrecza mu gitare. Mamy wiec
na scenie 5 gitarzystow i wyglada to na prawde fajnie. Kiedys napisalem tu po ktoryms z wystepow tegorocznych w USA, ogladajac na YT film, ze nie podobalo mi sie jak w czasie swojego pobytu na scenie Eddie
wykonuje ruchy onanizatorskie. Myslalem, ze to bylo tylko jednorazowe i skierowane raczej z jakiegos powodu do tamtejszej publiki. Jednak okazalo sie, ze to chyba juz staly popis Edka a tu, w UK
dolozyl jeszcze gesty znane wszystkim czyli Fucki i to na dwie rece

Dziwny pomysl i zupelnie nie pojmuje tego. Nie obraza mnie to oczywiscie ale chcialbym poznac cel i pomysl dla ktorego
widzimy takie zachowanie.
No i doczekalismy jedynej dluzszej przerwy tego wieczoru co uswiadomilo mi, ze wielkimi krokami nadchodzi final i trzeba jakos sobie wytlumaczyc to, ze czas pobytu z moimi Bogami zbliza sie ku koncowi.
Angielska publicznosc standartowo w takich chwilach krzyczy "We Want More, We Want More" czym za kazdym razem mnie rozsmiesza:) Zamiast pruc ryja MAIDEN MAIDEN to ci chca wiecej

Dziwny zwyczaj ale tak juz maja bo zawsze w UK na koncertach grup wszelakich skanduja to samo.
Po okolo 2, 3 moze 4 minutach na scenie pojawia sie plotno z oczami Eddiego znanymi z plakatu promujacego ta trase i przy zgaszonych swiatlach nastepuje najbardziej znana inwokacja wsrod metalowych
utworow swiata. Po prawiej stronie sceny w klebach dymu ukazuje sie siedzacy diabel ktory swym nieziemskim glosem przedstawia sie nam jako 666.
Swiatla startuja w gore, Bruce ryczac wbiega na scene i zaczynamy najwieksza jazde tego wieczoru. Ten numer ma w sobie tyle energii, ze az dziwne jest to iz przez tyle dekad nikomu sie nie nudzi.
Jest po prostu genialny. Publicznosc spiewa go w calosci, muzycy zwijaja sie jak w ukropie co raz to katujac nas solowkami i demoniczna cyfra wyspiewywana przez Brucea. Po prostu niesamowitosc w swej
prostocie, majstersztyk w swej agresji.
Gdy swiatla jada do dolu plotno zmienia sie znow na to przedstawiajace obraz kosmosu po czym Bruce po raz kolejny dzis zagrzewa nas do walki z naszymi rozszarpanymi gardlami krzyczac "Scream for me
Sonisphere, Scream for me Knebworth" ..... by wrocic do sciszonego glosu i rozpoczac HALLOWED BE THY NAME.
Jak zwykle porywajace wykonanie tego utworu ktory wraz z uplywajacymi riffami przechodzi w coraz szybsze tempo. Publicznosc warjuje niesamowicie spiewajac caly utwor razem z Brucem.
No i pozostal nam juz final. Bruce dziekuje za wieczor, rozmawia z nami chwile po czym narzeka na przeszkadzajaca mu czapke rzucajac ja w publicznosc. Oj szczesciarzem jest ten, kto ja zlapal pod
warunkiem oczywiscie, ze udalo mu sie ja zlapac w calosci

Bruce znika na sekunde doslownie za kulisami by objawic nam sie w helmie angielskiego policjanta i w tym nakryciu glowy przedstawia caly
zespol i kazdego z osobna w rytm ciagle powtarzajacych sie taktow RUNNING FREE.
Wszyscy mozecie sobie wyobrazic co dzialo sie pod sena podczas tego utworu

Totalny mlyn, totalny haos, choralny spiew i ta moc laczaca wszystkich fanow Maiden. Harris spiewajacy caly utwor,
strzelajac do nas po raz kolejny udowadnia, ze jego muzyczne dziecko, dzielo jego zycia jest niesmiertelne.
Po skonczonym utworze Bruce zegna sie z nami oklepanym zwrotem "Thank You, Good Night", po czym nastepuje obdarowanie publicznosci kostkami, palkami i frotkami i rowniutko o 22:43, czyli po idealnych
dwoch godzinach przyszlo mi sie rozstac z ludzmi, ktorzy nadaja sens mojemu zyciu.
Wiem, ze jeszcze spotkam sie z nimi nie raz, zobacze ich tam gdzie sie pojawia ale jednak smutek do nastepnego spotkania pozostanie. Jednak ta tesknote tym razem zniose troszke lepiej gdyz przeciez
za dni kilka delektowal sie bede nowa plyta na ktora czekam niecierpliwie.
Wczoraj napisalem maja zajawke przed dzisiejsza relacja. Byla troszke tajemnicza wiec juz spiesze by ja rozwiazac

Otoz wracajac juz do Polski, bedac po odprawie na lotnisku w Stansed, nudzac sie ogladalem wolnoclowe sklepy by nagle ... moje oczy zamarly a ja wraz z nimi. Oto przede mna stal Steve Harris z rodzina.
Nie wierzac czy to sen czy jawa odwrocilem sie na chwile by sprawdzic czy to fatamorgana, moja wyobraznia czy sen nawiedzonego fana ktory w tejze chwili nie spal juz ponad 55 godzin. Glowa wrocila w
poprzednia pozycje a ON ... MR STEVE "LEGEND" HARRIS byl tam nadal !!!! Natychmiast wyciagnalem z plecaka program z koncertu i spokojnie i bardzo grzecznie poprosilem o autograf.
Steve o dziwo bardzo rozluzniony zaczal ze mna rozmowe i tak minely nam na niej jakies 5 minut. 5 NAJWSPANIALSZYCH, NAJCUDOWNIEJSZYCH MINUT W MOIM ZYCIU !!!! Bedac fanem Maiden od 1981 roku
po raz pierszy w zyciu mialem zaszczyt stanac i rozmawiac z osoba ktora jest dla mnie motorem napedowym. Ktora wielbie za to, ze stworzyla tak wspanialy team i gra tak cudna muze.
Dowiedzialem sie, ze rzeczywiscie planuja grac 5 kawalkow z nowego albymu na nadchodzacej trasie. Podziekowalem ze fenomenalny wystep poprzedniego wieczoru a on na to,zebym
czekal na halowa trase bo wtedy dopiero sie zdziwie

Cholera, pomyslalem ze musza przygotowywac na prawde cos niesamowitego. Spytal gdzie lece i co tu robie rozpoznajac moj slowianski akcent
po czym byl dumny ze pofatygowalem sie z Polski specjalnie dla nich. Nasze spotkanie uwiecznilem wspolna fotka ktora natychmiast stala sie fotka mojego zycia:) Na odchodne spytalem czy zawitaja do nas
w 2011 na co zobaczylem tylko jego usmiech

See ja Steve ... see ja Rob ... i konec.
Steve zmieszal sie z tlumem idacym do bramki odlotow a ja stalem jak wryty nie mogac uwierzyc w to co sie stalo. Ludzie ktorzy ogladali cala sytuacje byli kompletnie zaskoczeni i zupelnie nie wiedzieli
jakiego formatu gwiade wlasnie mieli zaszczyt obserwowac.
Dzien wczesniej tuz przed wystepem Rise To Remains zakupilem ich koszulke. Grali w namiocie no bo przeciez nie zasluguja jeszcze na granie przed wielka publika wiec i ludzi bylo malo choc widac, ze juz maja
swoich fanow. Stojac z boku sceny widzialem jak rozkladaja swoj sprzet i rozgrzewaja sie za kulisami. W penym momencie dostrzegl mnie Austin Dickinson wyraznie zaskoczony tym jaka koszulke mam na sobie
a mialem ich T-shirta oczywiscie. Pokazal na nia, uniosl kciuk do gory z pelna aprobata a ja nie moglem tego tak pozostawic po tym jak zostalem zauwazony:)
Kiwnalem by podszed do mnie co o dziwo Austin zrobil. Porozmawialismy chwile, poprosilem o autograf na programie, pogratulowalem swietnej EP. Zdziwil sie troche gdy powiedzialem ze sa jednym
z trzech zespolow dla ktorych przylecialem z Polski. Oczywiscie i to spotkanie zostalo zapisane na karcie pamieci mego aparatu

Ich wystep mimo, ze 35 minutowy byl fantastyczny i jesli beda dalej
trzymac sie swego stylu to beda moja kolejna Favorit Group.
Moze ostatnie dwa wersy uznacie za lans ale wydaje mi sie, ze kazdy z Was chcialby sie podzielic takimi niesamowitosciami co i ja uczynilem
Z uwagi na to czego doswiadczylem, co widzialem, co slyszalem i co sie stalo podczas pobytu w Knebworth i w UK uwazam ten wyjazd i ten koncert za gig mojego zycia
To na tyle. Dziekuje, ze przebrneliscie przez te wszystkie moje literki. Czekam na Wasze relacje z kolejnych koncertow w Europie.
UP THE IRONS !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!