14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Koncert rzeczywiście ciut gorszy niż sierpniowy, kilka powodów - mniej ludzi na płycie, jakoś bardziej ospali, przynajmniej do połowy-3/5 gigu, no i trochę bydła było. Judasi - wiadomo, każdy gest Halforda, każdy okrzyk wyuczony na pamięć, momentami to trochę raziło - to rytualne podnoszenie ręki gdy był odwrócony plecami do buchających płomieni
Choć wiadomo - tak jest już zawsze. Ale wokalnie lepiej niż ostatnio chyba, mimo że nie słyszałem go przez większość czasu dobrze. To schodzenie ze sceny faktycznie irytujące, zmieniał cały czas stroje, ale gdy wchodził wokal i śpiewał będąc dalej w garderobie? - big no-no! Richie zarówno muzycznie jak i w swoim scenicznym zachowaniu - świetny, wnosił na scenę powiew świeżości. Potknięcie w Sentinelu. Dla mnie atmosfera sierpnia odżyła w pełni na Breaking the Law i trwała do końca 
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
> mniej ludzi na płycie
I tak było najmniej ze 30% za dużo. Współczuję tym co byli. Mnie się na sektorze bardzo podobało.
I tak było najmniej ze 30% za dużo. Współczuję tym co byli. Mnie się na sektorze bardzo podobało.
Najbliższe koncerty w 2026: Geoff Tate, Eric Clapton, Frontiers Rock Festival, Neil Zaza, Paul Quinn, Uli Jon Roth, SBB, IRON MAIDEN
- Kamil Yugol
- -#Wrathchild

- Posty: 65
- Rejestracja: czw cze 24, 2010 5:30 pm
- Skąd: Wrocław / Sanctuary
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Byłem w zeszłym roku - byłem i teraz
Co do supportu w postaci "Liszaja" - bardzo dobrze wypadli jako całość, ale najbardziej mi się chyba z tego wszystkiego podobały wyczyny organisty oraz cholernie Purplowe brzmienie jego instrumentu
Później, gdy już nadszedł czas na danie główne w postaci Księdza Judasza - za sprawą tej samej setlisty i identycznej scenografii co na MHF - to było dla mnie coś w rodzaju Déjà Vu właśnie
Owszem, wkradły się jakieś niedociągnięcia, ale mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z koncertu, jaki dali. Po War Pigs z taśmy, zaczęły rozbrzmiewać tajemnicze pomruki - i już było wiadomo, że coś się święci - tak, Battle Hymn
Usłyszelimy po chwili uderzenia talerzy, doszła gitara, spadła kurtyna z napisem "EPITAPH" i wtedy "Pałding de łerld lajk e battering RAM (it down)", a na telebimie za muzykami widniał napis: "Welcome To The British Steel". Buchające płomienie i Metal Gods
Później było jak to ja mawiam "Wychylanie się za autostradę" z kolejnym świetnym refrenem. Następnie z większym kopem - Judasz Is Rajzing - kiedy był refren, spotkałem w tłumie kolegę death_busters a jeszcze później ttomasz'a
Z albumu "Sin After...Cos" - tak, matematycznie to się zgadza; też bardzo mi się podobał łamacz gwiazd oraz Diamonds And Rust...In Peace
I chętnie bym jeszcze raz zobaczył Priestów, bo ciągle jestem "Never Satisfied". Victim Of Changes - czyżby to intro na dwie gitary, to patent, który Ironi wykorzystali tak w połowie Phantoma ? Prophecy - tak, wszyscy jesteśmy Nostradamusami
Następnie rozbrzmiały grzmoty - a to znaczy nic innego, jak Najt Krola - Beware The PRIEST In Black \,,/ Turbo Rower - kolejny chwytliwy refren oraz mamy zwolnienie przed solówką Glenna. Beyond The Realms Of Death - zgodnie z planem, usłyszeliśmy utwory z każdego albumu studyjnego Judasów - także ze Stained Class. Z kolei Blood Red Skies - kolejny majstersztyk z udziałem gitary akustycznej i świetnych solówek. The Sentinel - taaak...intro spowolnione względem studyjnej wersji - i ten chór fanów, który naśladuje gitary - jest klimacik. Ale struny wiolinowe (to te cienkie bez owijki) w gitarze Tiptona coś za bardzo się ,,rozszerzyły" albo to też mógł zawieść mostek Kahler - mam w gitarze mostek działający na identycznej zasadzie i czasami też bywają z nim drobne, ale jednak nieprzyjemne rzeczy i to nie tylko dla ucha - i była nieoczekiwana chwilowa przerwa w utworze - i wszyscy "WTF ?!?" Mimo wszystko wypadło świetnie. Breaking The Law, Living After Midnight, You've Got Another Thing Comin' - wiadomo, szlagiery
Hell Bent For Leda - nie wyobrażam sobie tego bez udziału Harleya
Jaranie Zielonego Manaliszi - tu również znalazła się partia gitarowa naśladowana chórem - takie momenty to jest coś. Wspaniały popis Scotta Travisa i następnie otrzymaliśmy bardzo silną dawkę leku przeciwbólowego, który wszedł na rynek w 1990 roku
Tutaj piszczałem najwyżej jak się tylko dało. The Hellion / Electric Eye - kolejne chórki, odśpiewany refren oraz kawałek solówki i riff początkowy. Wiadomo, już mają sporo lat na karku, ale jak na swój wiek, to wyszło im wyśmienicie, jakby to określił mój wykładowca od programowania w języku C
Fajnie by było, gdyby zmienili setlistę i dołożyliby coś więcej z takiego SFV czy DOTF. Uważam, że dla Halforda ten koncert był nie lada wyzwaniem, ale dał radę. Ian Hill - chyba dobrze że zwykł stać w miejscu na scenie, bo nieźle by można było oberwać od niego gitarą basową
Tipton oraz Riczi (tak, też chciałbym, żeby to KK zamiast niego był, wtedy byśmy mieli skład, który nagrał Painkillera) - chciałbym tak grać
Jako przyszły elektryk mogę powiedzieć, że ten koncert to był elektroenergetyczny rozpierdol. Pozdrawiam wszystkich obecnych na koncercie - bardzo się zdziwiłem (pozytywnie), gdy na ulicy grupka ludzi (których wogle nie poznałem) z naszego forum zawołała mnie po moim nicku
A już widok Katowic ,,okupowanych" przez metalową brać - aż człowiekowi się automatycznie robi uśmiech na twarzy. Rozjebać system doszczętnie - challenge completed niniejszem
JE JE JE JE JE JE JEEEEEEEE !!!!!!!
JE JE JE JE JE JE JEEEEEEEE !!!!!!!
Ostatnio zmieniony pn kwie 16, 2012 2:07 pm przez Kamil Yugol, łącznie zmieniany 1 raz.
...i Heavy Metal \,,/ ;D
-
The Burczax
- -#Moonchild

- Posty: 1699
- Rejestracja: sob kwie 22, 2006 2:13 pm
- Skąd: Bielsko-Biała
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Kurde, jak oglądałem filmiki z koncertu na YT kręcone z trybun to dźwięk był świetny, nie wiem dlaczego tak do dupy brzmiało to z przodu.
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Siedziałem w sektorze naprzeciwko sceny i dźwięk był żyleta. Wszyscy słyszalni, żadnych potknięć.
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Na JP na trybunie dźwięk był bez zarzutu. Natomiast na supporcie - niekoniecznie. Akurat chciałem posłuchać organisty, ale nie udawało mi się. Był zlany z resztą kapeli.
Najbliższe koncerty w 2026: Geoff Tate, Eric Clapton, Frontiers Rock Festival, Neil Zaza, Paul Quinn, Uli Jon Roth, SBB, IRON MAIDEN
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Ja tym razem nie pchałem się do przodu i na środku płyty dźwięk był bardzo dobry.
- Władysław_Warneńczyk
- -#Ancient mariner

- Posty: 505
- Rejestracja: śr sty 19, 2011 8:10 pm
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Yugol, bardzo ładna recenzja. wzruszyłem się
- DeJMIeN Wielki
- -#Clansman

- Posty: 4138
- Rejestracja: pt kwie 01, 2011 10:12 pm
- Skąd: ze wsi warszawa
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Dla mnie za mało o prądzie, politechnice, zbyt logicznie i za mało przenośnideath_busters pisze:Yugol, bardzo ładna recenzja. wzruszyłem się
- Kamil Yugol
- -#Wrathchild

- Posty: 65
- Rejestracja: czw cze 24, 2010 5:30 pm
- Skąd: Wrocław / Sanctuary
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Ttomaszu niewiernyttomasz pisze: Dla mnie za mało o prądzie, politechnice, zbyt logicznie i za mało przenośni
A tak poza tym to przepraszam (siebie także) za offtopic.
...i Heavy Metal \,,/ ;D
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Najistotniejsze wydaje się to, że nie byłeś dobry z polskiego
To widać, dlatego ciężko przebrnąć przez taką recenzję. Little hint - oddzielaj partie tekstu akapitami.
-
Zakkahletz
- -#Rainmaker

- Posty: 6550
- Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
- Skąd: na północ (od W-wy)
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Jak teraz oglądam na YT świeże nagrania z Moskwy, to mam mieszankę smutku (że Epitaph Tour to tak ostentacyjny skok na kasę) i złości (że Rob połowę śpiewu bezczelnie przerzuca na publiczność).
Dobrze, że nie było mnie w Spodku ani w sierpniu, ani kilka dni temu.
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Koncert był rewelacyjny, chociaż sierpniowego oczywiście nie przebił, ale ja zdecydowanie właśnie z tego będę miał lepsze wspomnienia, bo tym razem udało mi się utrzymać cały czas w drugim rzędzie centralnie na przeciw Glenna... no i mam kostkę od niego
Jak dla mnie to był wypad życia.
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Był gites, byłem na sektorach :3 ale i tak było fajnie. Zobaczyć JP na żywo - bezcenne, już rozumiem co to znaczy oglądać JP, a być na ich koncercie... ;]
No i poznałem fajnego kolesia - Skwarę
No i poznałem fajnego kolesia - Skwarę
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Zdecydowanie gorzej niż w sierpniu. Na plus tylko tyle, że to judasi. Jeśli będą jeszcze grali w PL to ja już podziękuje. Cieszmy się, że Kaltowice były pierwsze na trasie. Zobaczcie sobie to http://www.youtube.com/watch?v=PKuc2tOx8bo . Odnosze wrażenie, że Rob całkiem głos traci.
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Eee, na początku może tak, ale dalej to raczej kwestia nagłośnienia.
-
ironlukasz
- -#Charlotte

- Posty: 19
- Rejestracja: ndz maja 31, 2009 10:18 pm
- Skąd: Chodzież
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
Witam.
Koncert świetny.
Cała relacja na witrynie DarkEchoes.
6 grudnia dowiedzieliśmy się, że Judas Priest - brytyjska legenda heavy metalu zagra u nas ponownie.
Katowicki Spodek, trasa Epitaph, Metal Gods. 14 kwietnia br.
Po wspaniałym sierpniowym show nie wiadomo czego można się było spodziewać.
Relacja z festiwalu Metal Hammer ‘11, gdzie zagrał również Judas Priest pod tym linkiem: http://darkechoes.com/artykuly/relacja- ... mmer-2011/
Niektórzy uważali, że Judasi coś zmienią w setliście, ale tak się nie stało. Usłyszeliśmy dokładnie ten sam set. Od intra w postaci Battle Hymn i Rapid Fire z Metal Gods po Living After Midnight na koniec.
Ci, którzy Judaszów widzieli w zeszłym roku mogli przeżyć coś na miarę deja vu. Show opierało się na tych samych partiach, efektach, pomysłach. Choć zabrakło niektórych fragmentów scenografii sprzed roku. Przykładem tu może być spoglądające, ruszające się oko w Electric Eye.
Przed samym wyjściem Priestów na scenę zabrzmiał (jak na MHfeście) War Pigs Black Sabbathów. Znów zgromadzeni odśpiewali ten klasyczny fragment albumu Paranoid, wspomnianej grupy.
No i Battle Hymn zaczęło pomrukiwać i rozbrzmiewać do wejścia Rapid Fire. Na wejściu zwrotki opadła kurtyna i czadowa zabawa się zaczęła. Rapid Fire jak zwykle przeszedł w Metal Gods, w którym publiczność wtórowała: “meeetal gods”.
Po tym tracku Rob Halford powitał nas “again” – „Priest is here”. Dalej był Heading Out To The Highway (z Point Of Entry) i nowszy numer – Judas Rising (z albumu Angel Of Retribution 2005). Następnie przyszedł czas na rzeczy starsze, jeszcze sprzed lat 70. Łamacz gwiazd z Sin After Sin, niesamowity Victim Of Changes - świetnie przyjęte przez niemal pełny Spodek. Jeszcze z ‘70 z pierwszej płyty (Rocka Rolla ’74) Never Satisfied i cover Joan Baez, przejmujący Diamonds And Rust ( pierwsza część wolna, akustyczna, natomiast druga czadowa).
Po ”diamentach i rdzy” Judasi zagrali Prophecy (z intrem Dawn Of Creation) z jak na razie najnowszego krążka – Nostradamus 2008. Oczywiście zgromadzeni fani wspólnie z Halfordem: „I am Nostradamus”.
Muzycy zespołu zapowiadają już od jakiegoś czasu (np. na konferencji prasowej w zeszłym roku podczas festiwalu Metal Hammer ‘11) nowy album. Ma on być klasycznie “judasowy”, dynamiczny, z mocną sekcją rytmiczną. Czyli mamy niemal pewność, że nie będzie to coś na miarę Nostradamusa – concept albumu.
Szalone pogo pod sceną dla mnie na dobre zaczęło się przy Night Crawlerze. Wtedy dostałem się wystarczająco blisko. Świetny numer, bardzo dobrze odegrany tego wieczoru. Jeden z moich ulubieńców z genialnej w całości płyty Painkiller – 1990.
Potem był Turbo Lover. W wersji live naprawdę brzmi lepiej, bardziej metalowo. No i zaraz po nim Beyond The Realms Of Death (jeszcze jedna kompozycja z lat 70). Na ubiegłorocznym polskim koncercie był to chyba najpiękniejszy moment, tu również. Ahh… ta solówka Glenna. Notabene to chyba jego najlepsze solo w Judaszach.
Dla tych którzy widzieli ten show po raz drugi magia lekko zanikała, nie było już tego elementu zaskoczenia co do listy utworów, efektów. Po Beyond przyszedł, że tak się wypowiem –minusik koncertu. The Sentinel został lekko zwalony. Gitarowo-riffowa fraza Glenna nie zabrzmiała poprawnie. Nie wiadomo dokładnie czym to było spowodowane. Możliwe, że pęknięcie struny czy błąd tremolo. Ale utwór przerwany nie został. Nastąpiła krótka pauza i Judas pojechali z Sentinelem. Glennowi podano next guitar.
Później Blood Red Skies (wspaniała kompozycja z albumu Ram It Down) i The Green Manalishi pozwoliły fanom pośpiewać z Robem. Zresztą w niemal każdym utworze wykonanym tego wieczoru publiczność dośpiewywała już 60 letniemu Halfordowi. Może nie zbyt wiele w Never Satisfied.
Po tym Priest zgotował nam czadowy kocioł mocy i energii w postaci Breaking The Law, niecałe 3 minuty. Rob nie zaśpiewał tu ani słowa, całość tego legend songa zaśpiewaliśmy my – zgromadzeni fani.
Kiedy skończyliśmy łamać prawo nasze uszy wsłuchiwały się w solo Travisa na perskusji, które przeszło w Painkillera. Tu również energia muzyków dała się we znaki fanom. Spodek się uniósł z: „He is the painkiller This is the painkiller”. Utwór wyszedł muzykom bardzo dobrze, choć Rob śpiewa go już trochę inaczej, również w Blood Red Skies. Niestety wiek daję się we znaki i tych górek juz nie daje rady.
Następnie nadszedł czas na bisy. Zaczęło się od The Hellion, które oczywiście przeszło w Electric Eye z albumu Screaming For Vengeance. Jak wspomniałem wcześniej zabrakło w tym momencie spoglądającego-ruszającego się oka w wystroju sceny. Ale nie popsuło to efektu, najważniejsza przecież jest tu muzyka. Utwór zagrali mocnie, z czadem i werwą. Awesome….
Gdy usłyszeliśmy ryk motocyklu – po raz drugi mogłem zobaczyć wjeżdżającego harleyem na scenę Roba. No i odpalili Hell Bent For Leather. A jakże, z naszym “śpiewem” przy refrenie. Dalej You’ve Got Another Thing Comin’, a przed nim wymiany wokalne Roba “yeah yeah” (nie wiem jak to fachowo nazwać), ale nam to nieźle wyszło.
Halford nałożył naonczas na siebie flagę Polski. Później zmiana kostiumu, a w You’ve Got Richie (w Judas Priest od roku) zagrał nam naprawdę niezłą solówkę.
Podczas imprezy można było zauważyć kilka pokoleń. Od ok. 10 letnich dzieci z rodzicami, 15, 16, 17 letnią młodzież, poprzez młodych 20,30 parolatków, aż po ludzi ok.50. Przed otwarciem bram Spodka nieźle szturmowali centrum Katowic. Ostatnim bisem był Living After Midnight. Wydłużona wersja. Najlepsze zakończenie tego koncertu jakie chyba może być. Cała płyta Spodka skacze i śpiewa. Nic dziwnego, że Judasi do nas wrócili po sierpniowym koncercie. Musiało im się się cholernie spodobać. Może tak faktycznie jest. I jeszcze powrócą za pół roku…?
Never say never
POZDROWIENIA DLA ARTKA Z KRAKOWA I OK. 15 LETNIEJ DZIEWCZYNY W KOSZULCE SLIPKNOTA I W GLANACH POGUJĄCEJ POD SCENĄ
kontakt z DarkEchoes: kontakt@darkechoes.com
Koncert świetny.
Cała relacja na witrynie DarkEchoes.
6 grudnia dowiedzieliśmy się, że Judas Priest - brytyjska legenda heavy metalu zagra u nas ponownie.
Katowicki Spodek, trasa Epitaph, Metal Gods. 14 kwietnia br.
Po wspaniałym sierpniowym show nie wiadomo czego można się było spodziewać.
Relacja z festiwalu Metal Hammer ‘11, gdzie zagrał również Judas Priest pod tym linkiem: http://darkechoes.com/artykuly/relacja- ... mmer-2011/
Niektórzy uważali, że Judasi coś zmienią w setliście, ale tak się nie stało. Usłyszeliśmy dokładnie ten sam set. Od intra w postaci Battle Hymn i Rapid Fire z Metal Gods po Living After Midnight na koniec.
Ci, którzy Judaszów widzieli w zeszłym roku mogli przeżyć coś na miarę deja vu. Show opierało się na tych samych partiach, efektach, pomysłach. Choć zabrakło niektórych fragmentów scenografii sprzed roku. Przykładem tu może być spoglądające, ruszające się oko w Electric Eye.
Przed samym wyjściem Priestów na scenę zabrzmiał (jak na MHfeście) War Pigs Black Sabbathów. Znów zgromadzeni odśpiewali ten klasyczny fragment albumu Paranoid, wspomnianej grupy.
No i Battle Hymn zaczęło pomrukiwać i rozbrzmiewać do wejścia Rapid Fire. Na wejściu zwrotki opadła kurtyna i czadowa zabawa się zaczęła. Rapid Fire jak zwykle przeszedł w Metal Gods, w którym publiczność wtórowała: “meeetal gods”.
Po tym tracku Rob Halford powitał nas “again” – „Priest is here”. Dalej był Heading Out To The Highway (z Point Of Entry) i nowszy numer – Judas Rising (z albumu Angel Of Retribution 2005). Następnie przyszedł czas na rzeczy starsze, jeszcze sprzed lat 70. Łamacz gwiazd z Sin After Sin, niesamowity Victim Of Changes - świetnie przyjęte przez niemal pełny Spodek. Jeszcze z ‘70 z pierwszej płyty (Rocka Rolla ’74) Never Satisfied i cover Joan Baez, przejmujący Diamonds And Rust ( pierwsza część wolna, akustyczna, natomiast druga czadowa).
Po ”diamentach i rdzy” Judasi zagrali Prophecy (z intrem Dawn Of Creation) z jak na razie najnowszego krążka – Nostradamus 2008. Oczywiście zgromadzeni fani wspólnie z Halfordem: „I am Nostradamus”.
Muzycy zespołu zapowiadają już od jakiegoś czasu (np. na konferencji prasowej w zeszłym roku podczas festiwalu Metal Hammer ‘11) nowy album. Ma on być klasycznie “judasowy”, dynamiczny, z mocną sekcją rytmiczną. Czyli mamy niemal pewność, że nie będzie to coś na miarę Nostradamusa – concept albumu.
Szalone pogo pod sceną dla mnie na dobre zaczęło się przy Night Crawlerze. Wtedy dostałem się wystarczająco blisko. Świetny numer, bardzo dobrze odegrany tego wieczoru. Jeden z moich ulubieńców z genialnej w całości płyty Painkiller – 1990.
Potem był Turbo Lover. W wersji live naprawdę brzmi lepiej, bardziej metalowo. No i zaraz po nim Beyond The Realms Of Death (jeszcze jedna kompozycja z lat 70). Na ubiegłorocznym polskim koncercie był to chyba najpiękniejszy moment, tu również. Ahh… ta solówka Glenna. Notabene to chyba jego najlepsze solo w Judaszach.
Dla tych którzy widzieli ten show po raz drugi magia lekko zanikała, nie było już tego elementu zaskoczenia co do listy utworów, efektów. Po Beyond przyszedł, że tak się wypowiem –minusik koncertu. The Sentinel został lekko zwalony. Gitarowo-riffowa fraza Glenna nie zabrzmiała poprawnie. Nie wiadomo dokładnie czym to było spowodowane. Możliwe, że pęknięcie struny czy błąd tremolo. Ale utwór przerwany nie został. Nastąpiła krótka pauza i Judas pojechali z Sentinelem. Glennowi podano next guitar.
Później Blood Red Skies (wspaniała kompozycja z albumu Ram It Down) i The Green Manalishi pozwoliły fanom pośpiewać z Robem. Zresztą w niemal każdym utworze wykonanym tego wieczoru publiczność dośpiewywała już 60 letniemu Halfordowi. Może nie zbyt wiele w Never Satisfied.
Po tym Priest zgotował nam czadowy kocioł mocy i energii w postaci Breaking The Law, niecałe 3 minuty. Rob nie zaśpiewał tu ani słowa, całość tego legend songa zaśpiewaliśmy my – zgromadzeni fani.
Kiedy skończyliśmy łamać prawo nasze uszy wsłuchiwały się w solo Travisa na perskusji, które przeszło w Painkillera. Tu również energia muzyków dała się we znaki fanom. Spodek się uniósł z: „He is the painkiller This is the painkiller”. Utwór wyszedł muzykom bardzo dobrze, choć Rob śpiewa go już trochę inaczej, również w Blood Red Skies. Niestety wiek daję się we znaki i tych górek juz nie daje rady.
Następnie nadszedł czas na bisy. Zaczęło się od The Hellion, które oczywiście przeszło w Electric Eye z albumu Screaming For Vengeance. Jak wspomniałem wcześniej zabrakło w tym momencie spoglądającego-ruszającego się oka w wystroju sceny. Ale nie popsuło to efektu, najważniejsza przecież jest tu muzyka. Utwór zagrali mocnie, z czadem i werwą. Awesome….
Gdy usłyszeliśmy ryk motocyklu – po raz drugi mogłem zobaczyć wjeżdżającego harleyem na scenę Roba. No i odpalili Hell Bent For Leather. A jakże, z naszym “śpiewem” przy refrenie. Dalej You’ve Got Another Thing Comin’, a przed nim wymiany wokalne Roba “yeah yeah” (nie wiem jak to fachowo nazwać), ale nam to nieźle wyszło.
Podczas imprezy można było zauważyć kilka pokoleń. Od ok. 10 letnich dzieci z rodzicami, 15, 16, 17 letnią młodzież, poprzez młodych 20,30 parolatków, aż po ludzi ok.50. Przed otwarciem bram Spodka nieźle szturmowali centrum Katowic. Ostatnim bisem był Living After Midnight. Wydłużona wersja. Najlepsze zakończenie tego koncertu jakie chyba może być. Cała płyta Spodka skacze i śpiewa. Nic dziwnego, że Judasi do nas wrócili po sierpniowym koncercie. Musiało im się się cholernie spodobać. Może tak faktycznie jest. I jeszcze powrócą za pół roku…?
Never say never
POZDROWIENIA DLA ARTKA Z KRAKOWA I OK. 15 LETNIEJ DZIEWCZYNY W KOSZULCE SLIPKNOTA I W GLANACH POGUJĄCEJ POD SCENĄ
kontakt z DarkEchoes: kontakt@darkechoes.com
Re: 14/04/2012 - Judas Priest - Katowice
http://www.youtube.com/watch?v=XmC1hshgOm0
Breaking The Law, mam jeszcze Living After Midnight i Painkiller'a
Breaking The Law, mam jeszcze Living After Midnight i Painkiller'a







