Wczorajszy dzień zakończył się klatwa "siódemki"
Od samego rana było czuć obecność "siódmego syna" jako ze był to 7th day of the 7th month
Ale co się okazało scena w ottawie była za mała i na siódmym synie zabrakło dużego Eddiego z kryształowa kula. Pojawiła się tylko płachta. No cóż może dziś będzie normalnie.
Dobrze ze temperatura opadla w stosunku do USA. Jak to Mila wspomniala w Chicago w czasie koncertu było 40 stopni. Steve był mokry od stop do głów. Bruce dwa razy wyciskal podkoszulek a porządkowi co druga piosenkę wbiegali na scenę z recznikami i wycierali podłogę bo tak było mokro
Zapewne przez te 10 minut Janick wszystkim fanom opowiada, jak to sprzeciwia się niewolniczej pracy w Chinach lub co myśli o energii nuklearnej. Być może dzieli się także planami na przyszłość, które najczęściej Steve ukrywa przed tymi wścibskimi dziennikarzami, ale Janick swój chłop, sypie aż miło.
Czekamy na fotkę
Swoją drogą odnoszę wrażenie, że Janicka jest stosunkowo łatwo spotkać Ja osobiście nie miałam okazji, ale nawet będąc w NYC znajoma na niego wpadła.
Rinciaq pisze:Fotkę możecie zobaczyć na facebooku kilku osób.
Od Newark minął już ponad tydzień, a w piątek zaczynamy maraton 5 gigów w 7 dni
Z jednej strony to fajnie mieć tyle kasy, że przepuścić ją na wycieczkę do USrA, ale czy rzeczywiście kilka takich samych koncertów Iron Maiden pod rząd jest tego warte? Chyba jest w tym kraju wiele ciekawszych rzeczy do zobaczenia hehe.
Rinciaq pisze:Fotkę możecie zobaczyć na facebooku kilku osób.
Od Newark minął już ponad tydzień, a w piątek zaczynamy maraton 5 gigów w 7 dni
Z jednej strony to fajnie mieć tyle kasy, że przepuścić ją na wycieczkę do USrA, ale czy rzeczywiście kilka takich samych koncertów Iron Maiden pod rząd jest tego warte? Chyba jest w tym kraju wiele ciekawszych rzeczy do zobaczenia hehe.
Widocznie nie dla wszystkich...i chyba offtop na temat czy lepiej jechać do USA na Maiden czy plażę w Kołobrzegu jest w tym wątku bezcelowy.
Znowu Madril, nie chce mi się przelogowywać.
To nie są same koncerty, tylko 3-tygodniowe wakacje. Od półtora tygodnia tylko zwiedzamy, dopiero jutro zaczyna się Maidenowy tydzień, ale pomiędzy też będzie trochę zwiedzania. Na samo Maiden też mógłbym pewnie pojechać, ale w ten sposób jest dużo przyjemniej i w kolejnych latach, jak się da, wakacje w nowych regionach połączone z Maiden też będą.
Dołączam się do pozdrowień. Od jutra zaczynamy gigowy maraton - 5 koncertów w 7 dni. Akurat ze zwiedzaniem to szału nie będzie, bo poza Toronto pozostałe miasta, w których grają nie mają zbyt wiele do zaoferowania turystom (Sarnia - zadupie, Detroit - syf malaria, Buffalo i Indianapolis - typowe, niczym się nie wyróżniające amerykańskie miasta). Więc osobiście aspekt koncertowy przeważył tym razem nad tym turystycznym.
Dla niektórych zaczyna się maraton, dla niektórych maraton się kończy.
Ale w Toronto barierka była znowu biało-czerwona. John pstryknal kilka fajnych fotek. Może wrzuci na stronke. Pozdrowienia chłopaki i zakrwawiona... Agnieszka