Byłem i ja to się spostrzeżeniami podzielę. Z którymi oczywiście nie każdy musi się zgadzać
1. Fabryka
Pierwszy raz tam byłem. Całkiem, całkiem. Troszkę betonowo ale co tam. Stosunkowo mili bramkarze - "proszę", "dziękuje". Kilka niezależnych sal, ktoś nie ma ochoty czegoś oglądać to spokojnie można na piwko iść, krzyczeć nie trzeba żeby się słyszeć. Dużo większe aniżeli "Studio" czy "Kwadrat". Ludzi masa ogromna. Pewnie koło 1000 osób. Na samym Kreatorze to sala główna wypełniona po brzegi. Ogólnie sala na plus.
2. Fueled By Fire
Nie widziałem. Piłem piwo
3. Nile
Strasznie niemrawo zaczęli. Karl "jestem stary, gruby to mi się może nie chcieć" Sanders to sprawiał wrażenie jak gdyby koncert był dla niego przerwą między jednym a drugim piwem. Z każdym kolejnym numerem jednak wyglądało to co raz to lepiej i ogólnie można powiedzieć że plus.
4. Morbid Angel.
Widziałem ich niemal równo rok temu w Krakowie. Wtedy było mocarnie. Teraz było co najmniej równie dobrze ! Vincent i jego prezencja sceniczna to klasa sama w sobie. Destructhor tym razem bez przyodzienia na głowie (a włosów to też nie wiele "na przedzie" posiada). Trey Azagthoth to taki Slash death-metalu - twarz to ciężko u niego dostrzec pod burzą loków. Ale gitarowo to są chłopaki nie pod podjebania jak dla mnie. Kapitalnie się uzupełniają. I do tego kapitalny Tim Yeung zastępujący Sandovala który zamiast koncertów to ciągle woli sobie solidną krechę jebn** (podobno!!!!)
Brzmienie zajebiste. Wszystko klarownie było słychać (stałem koło konsolety za którą uwijała się piękna blondi

). Jakieś minusy ? Może jedynie set który w 95 % pokrywał się z tym z przed roku. Ale grać grali zawodowo. Na pełnym gazie. bardzo duży plus.
5. Kreator
Całkiem fajny wystrój sceny - "psy" z okładki ostatniego albumu świecące oczami, biała płachta która pełniła rolę kurtyny, "telebim". Jak na warunki klubowe to cacy. Ale z całym 3D to miało to tyle wspólnego co "The Final Frontier" z arcydziełem rocka progresywnego
A muzyka ? Wyborna ! Zajebisty dźwięk. Nic nie dudniło, ale sala tam sympatycznie "grzmiała". To co pisał Stanley - nie za głośno, nie za cicho a dokładnie w sam raz. Chłopaki w gazie nieprawdopodobnym. Pierwszy raz widziałem tak rozszalałego Christiana Gieslera, Mille zawsze chyba z siebie daje 110%, Ventor uwija się jak w ukropie, jedynie Sami Yli-Sirniö troszkę, zresztą jak zwykle" powściągliwy. Co grali to pewnie wszyscy wiedzą. Z nowej płyty to bym powiedział że nawet było 6 numerów (licząc intro). Czyli całkiem sporo bo jej większa cześć. I rzeczywiście te "melodyjki" w From Flood into Fire czy Civilization Collapse to są lekko męczące. Ale secik był tak elegancko skonstruowany że numery nowe (czyli z ostatnich 3 albumów) były przeplatane takimi torpedami jak
Phobia czy Coma of Souls / Endless Pain. Mile się dobrze orientował w terenie bo nie dość ze cały czas z jego ust padało "Krakau" to jeszcze kilka razy wspomniał nazwę klubu. Ogólnie mało gadał, parli do przodu nie miłosiernie przez niemal 100 minut niemal bez żadnych przerw. Cieszył się chłopina jak flagi na scenę leciały, pokazywał gawiedzi a potem oddawał właścicielom. Po wszystkim on najdłużej się żegnał - rzucał kostki, frotki, a nawet podkoszulek ściągnął i posłał w ludzi.
Reasumując ; mój najlepszy koncert Kreatora ! W Chorzowie w 2005 roku to im chyba słonce zaszkodziło, w 2009 w Krakowie to mi "zaszkodziło" spotkanie z kolegą (

) a teraz wszystko było jak być powinno.
6. Ktoś pytał o koszulki i jak inny ktoś napisał : było ich od groma. Dwa stanowiska z merchem. Ceny jakie ja widziałem to 15/20 ojro lub 80/90 PLN. I była taka koszulka Kreatora z listą dat trasy na odwrocie, gdzie 29/11 widniała data : Kraków @ Łaźnia Nowa
A przed koncertem, tak gdzieś między 18.00 a 18:45 przy stanowisku kręcił się Ventor. Milusio usposobiony, w bluzie firmowej, okularkach. Można było spokojnie podejść, zagadać, fotkę cyknąć. Nawet jak się koło niego spory ruch zrobił to fochów nie stroił tylko cierpliwie i spokojnie wszystkich obsługiwał.
7. Fajna scena - koło konsolety, na wprost sceny, usytuowała się cała rodzina. Tata, córka (na oko lat 16/17) i syn (na drugie oko : młodszy od siostry). W pełnym rynsztunku bojowym. I całą familią aktywnie uczestniczyli - headbanging, rączki w górze, śpiew na ustach. I kto powiedział że jak z rodziną to tylko do cioci na imieniny można
BRAWO !!!!
8. Byłbym zapomniał. Zakochałem się.

Dwa razy wpadłem na takie "cudo" że szok

Piękna buzia, czarniutkie włosy, skórzane spodnie, koszulka Morbid Angel. Przed koncertem widziałem Panią raz, a po koncercie (kompletnie mokrą) drugi raz. A jestem stały w uczuciach - nie zakochuje się częściej jak raz w miesiącu

I jak tu nie lubić takich koncertów.
Summa summarum : to było zajebiście dobrze wydane 100 PLN. A jedyny minus był taki że w związku z koszmarnym bólem pleców (nie sprzątajcie balkonów w Listopadzie bez podkoszulków, źle się to kończy

) musiałem wybrać miejsce przy konsolecie zamiast aktywnego uczestnictwa.
