Brave New World

Tu dyskutujemy tylko o Iron Maiden

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Magniuto
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 267
Rejestracja: wt wrz 20, 2011 5:29 pm
Skąd: Kielce

Re: Brave New World

Post autor: Magniuto »

Jakoś tak ostatnio wróciłem do tej płyty... bardzo równa, jak Killers :) Ale jak na każdej płycie Maidenów, coś bym wyrzucił: konkretnie Dream of Mirrors i Out of the Silent Planet :)
Awatar użytkownika
hipcio_stg
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1681
Rejestracja: pn lip 08, 2013 7:13 am

Re: Brave New World

Post autor: hipcio_stg »

Magniuto pisze:Jakoś tak ostatnio wróciłem do tej płyty... bardzo równa, jak Killers :) Ale jak na każdej płycie Maidenów, coś bym wyrzucił: konkretnie Dream of Mirrors i Out of the Silent Planet :)
Z BNW nic się nie da wyrzucić wszystko jest cacunia! W szczególności OotSP
Awatar użytkownika
FanMaiden
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 275
Rejestracja: ndz cze 06, 2010 11:21 pm

Re: Brave New World

Post autor: FanMaiden »

Ja również nic bym nie wyrzucił z BNW - każda piosenka z tej płyty to cudo (no może z wyjątkiem nieco słabszego "The Mercenary".)
Awatar użytkownika
Maximus
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 272
Rejestracja: śr lip 17, 2013 3:36 pm
Skąd: Rue Morgue

Re: Brave New World

Post autor: Maximus »

Na BNW czekałem jak spragniony na wodę. Po "blejzowej" mizerii miały znów nadejść fantastyczne czasy. Sporo apetytu narobiły mi AOB i TCW Bruce'a i spodziewałem się, że nowa płyta Dziewicy będzie połączeniem kompozytorskich talentów Dickinsona i Harrisa, wypadkową tego co najlepsze w klasycznej twórczości IM i najnowszych dokonań solowych wokalisty. Nie mogąc doczekać się pełnowymiarowego albumu, sięgnąłem po singiel The Wicker Man. Koncertowe wersje Futureal i Man on the Edge miały okazać się znakomite, ale wisienką na torcie powinien być przecież numer tytułowy. Niemal telepiąc się z ekscytacji poprosiłem o odsłuch w EMPiKU i... zawód. WTF? Dlaczego tak lekkie, słabe brzmienie? Przy trzech gitarach?!

Z nieco skwaszoną miną wybuliłem jednak dwie dyszki (nikt nigdy nie mówił, że bycie fanem to lekki kawałek chleba - 20 PLN w roku 2000 to nie było bardzo mało jak na kieszeń studenta) i zabrałem płytkę do domu. I tak rozpoczął się proces "oswajania" przed premierą BNW. W chwili ukazania się albumu już zdążyłem polubić i wyryć sobie w pamięci charakterystyczne "ło-o-o-o" i wiedziałem mniej więcej, czego oczekiwać po nowym materiale. Pogodziłem się z oczywistym faktem, że nie zabrzmi tak wspaniale jak The Chemical Wedding ani nie urzeknie oldskulowym dźwiękiem Piece of Mind . Podchodząc do płyty w ten sposób, czyli redukując swoje oczekiwania, mogłem spojrzeć na BNW bez uprzedzeń. I spodobało mi się, bo na tym albumie jest dużo "do podobania".

Bardzo przypadł mi do gustu Ghost of the Navigator, powalił utwór tytułowy, zachwycił orientalnie połamany The Nomad , pasowały energiczne The Mercenary i The Fallen Angel. Do dzisiaj lubię i cenię ten album, często gości w moim odtwarzaczu. Bo jest po prostu bardzo dobry. Nie oznacza to jednak, że jest genialny. Nie, w moim odczuciu do geniuszu najlepszych płyt Brytyjczyków dość sporo mu brakuje.

Pomijając nudnawe Blood Brothers czy Dream of Mirrors (zwłaszcza ten drugi nieco mnie nuży), które pod względem konstrukcji pasowałyby do Virtual XI, za największą wadę BNW uważam wciąż to samo, co 13 lat temu sprawiło, że The Wicker Man nie wprawił mnie w zachwyt, czyli słabą produkcję. Powiem szczerze: moim zdaniem Kevin Shirley nie nadaje się na producenta Iron Maiden. Wygładził wszystko, wypolerował na wysoki połysk, uśrednił brzmienie instrumentów i w ten sposób pozbawił utwory połowy mocy. W ogóle nie słychać, że aż trzech gitarzystów brało udział w powstaniu albumu, nie ma tego powera, agresji, ściany dźwięku. Swój udział w procederze kastracji materiału miał też Steve, który, przy całym ogromnym szacunku i podziwie dla jego dokonań jako kompozytora i muzyka, tylko paprze wszystko w dziedzinie produkcji. Gdyby za konsoletą stanął Martin Birch, mielibyśmy klasyczną, czystą "żyletę" jak na Powerslave; gdyby brzmieniem zajął się Roy Z, powstałoby dzieło o gęstszej fakturze, cięższe, łączące tradycję lat 80. z nowoczesnością. Stało się inaczej - Caveman co prawda nie zarżnął kompozycji do końca, bo były na to zbyt dobre, ale odebrał im trochę z ich potencjału muzycznego.
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Re: Brave New World

Post autor: voivod' »

wreszcie jakiś głos rozsądku
Nomadosław
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 314
Rejestracja: ndz mar 03, 2013 9:10 pm

Re: Brave New World

Post autor: Nomadosław »

Maximus pisze:\ Powiem szczerze: moim zdaniem Kevin Shirley nie nadaje się na producenta Iron Maiden. Wygładził wszystko, wypolerował na wysoki połysk, uśrednił brzmienie instrumentów i w ten sposób pozbawił utwory połowy mocy. W ogóle nie słychać, że aż trzech gitarzystów brało udział w powstaniu albumu, nie ma tego powera, agresji, ściany dźwięku. Swój udział w procederze kastracji materiału miał też Steve, który, przy całym ogromnym szacunku i podziwie dla jego dokonań jako kompozytora i muzyka, tylko paprze wszystko w dziedzinie produkcji. Gdyby za konsoletą stanął Martin Birch, mielibyśmy klasyczną, czystą "żyletę" jak na Powerslave; gdyby brzmieniem zajął się Roy Z, powstałoby dzieło o gęstszej fakturze, cięższe, łączące tradycję lat 80. z nowoczesnością. Stało się inaczej - Caveman co prawda nie zarżnął kompozycji do końca, bo były na to zbyt dobre, ale odebrał im trochę z ich potencjału muzycznego.
I to jest całe podsumowanie tematu, brzmienie to katastrofa na najnowszych płytach Iron Maiden ale w przypadku Brave New World jest jedyną wadą tego albumu, gdyby faktycznie nagraliby go z Birchem byłby jeszcze lepszy album.
Jednak Brave New World to naprawdę mocna płyta, słucha się jej świetnie, czuć taką świeżość w kompozycjach i jest jedyną z tego okresu którą można stawiać na równi z tymi z lat 82-88. Ostatni album gdzie zespół jeszcze o coś walczył.
Ghost of Navigator, The Nomad i Dream of Mirrors, moja trójca na albumie, tych utworów mogę słuchać zawsze.
Korpal
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 319
Rejestracja: pn lip 29, 2013 9:48 pm

Re: Brave New World

Post autor: Korpal »

BNW pod względem utworów jest genialne - nie ma chyba utworu który jest słaby. Jak dla mnie problemem tego albumu jest brzmienie - nie ma po prostu "pierdolnięcia". Gdyby części bardziej metalowe utworów były po prostu cięższe ta płyta byłaby nawet lepsza od SSOASS, a tak to pozostaje się zachwycać słabo nagranymi utworami... Tak wogóle, jak można nudzić się na Dream of Mirrors :evil:
Hospes
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 886
Rejestracja: wt mar 20, 2012 6:39 pm

Re: Brave New World

Post autor: Hospes »

Mogę sobie tylko wyobrazić brzmienie tej płyty niczym żyletki :) z jeszcze większą agresją i cięższą :) ale i tak nie jest źle. Nie potrafię wskazać najlepszej płyty Żelaznej Dziewicy w całym dorobku, lecz "Brave new world" to jeden z trzech najrówniejszych albumów, obok "Seventh son..." i "Somewhere in time". Przy okazji również ścisła czołówka krążków wg mojej oceny. A utwory "naj naj"? Myślę, że "The nomad" oraz "The thin line...". I faktycznie, po płytach poprzedniczkach "Brave new world" jawi się jako materiał jaskrawy, wyrazisty, mocno dopracowany i jakże odmienny. To już trochę inny typ gry.
"Still my heart calculate and pray"
Awatar użytkownika
Dejavu
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4927
Rejestracja: pt maja 31, 2013 9:30 pm

Re: Brave New World

Post autor: Dejavu »

a tak to pozostaje się zachwycać słabo nagranymi utworami
Zostaje jeszcze Rock in Rio, generalnie wszystkie kawałki z BNW które tam zagrali brzmią dużo lepiej niż studyjne wersje.
Awatar użytkownika
Saimon1995
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 9595
Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
Skąd: Będzin

Re: Brave New World

Post autor: Saimon1995 »

Dejavu pisze:
a tak to pozostaje się zachwycać słabo nagranymi utworami
Zostaje jeszcze Rock in Rio, generalnie wszystkie kawałki z BNW które tam zagrali brzmią dużo lepiej niż studyjne wersje.
Nie zmienia to jednak faktu, że potrzeba zmiany na stanowisku producenta. Kolega Shirley już dawno się wypalił i jego inne produkcje też brzmią katastrofalnie.

Na Rock in Rio brzmi o wiele lepiej. Co nie oznacza, że BNW to słaby album. Kompozytorsko odbili się od dna, w którym znaleźli się w latach 90. Produkcyjnie jednak to leży. Czas na zmiany - jak głosił słynny slogan reklamowy.
Awatar użytkownika
Dejavu
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4927
Rejestracja: pt maja 31, 2013 9:30 pm

Re: Brave New World

Post autor: Dejavu »

Brzmienia BNW nie lubię, jestem tak osłuchany z brzmieniem Rock In Rio, że po prostu numerów z BNW które tam zagrali nie słucham w studyjnych wersjach, tylko w wersjach z RiR. Jedynie te których nie zagrali zdarza mi się posłuchać w studyjnych wersjach. Ale już brzmienie Final Frontier bardzo lubię.
Z tym wypaleniem Shirleya bym nie przesadzał, np. "2" Black Country Communion to świetnie brzmiący album, Joe Bonamassa też nagrał też jakiś album, "Dust Bowl" - brzmi dobrze, "Eclipse" Journey - również, a to są stosunkowo nowe albumy, wszystkie brzmią naprawdę nieźle, moim zdaniem nie ma mowy o wypaleniu.
Jeśli chodzi o Maiden, to BNW mi się brzmieniowo nie podoba, DoD średnio, o AMOLAD się nie wypowiadam, bo nie lubię tej płyty, TFF moim zdaniem brzmi bardzo ciekawie i lubię to brzmienie, lubię też brzmienie płyt Dream Theater w których maczał palce, a z kolei brzmienie solowego Harrisa jest moim zdaniem kiepskie. Może więc problem tkwi nie tyle w producencie, co w wymaganiach brzmieniowych Steve'a?
Awatar użytkownika
Maximus
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 272
Rejestracja: śr lip 17, 2013 3:36 pm
Skąd: Rue Morgue

Re: Brave New World

Post autor: Maximus »

Dejavu pisze:Może więc problem tkwi nie tyle w producencie, co w wymaganiach brzmieniowych Steve'a?
Może, ale jednak Birch potrafił widocznie ogarnąć Harrisa, skoro albumy z lat 80. brzmią zdecydowanie lepiej niż BNW. Chociaż z drugiej strony problemy z brzmieniem Ironów zaczęły się już na Live at Donington, przybierając katastrofalne oblicze na The X Factor i Virtual XI, a tam Shirley nie maczał palców, więc w teorii o odpowiedzialności Steve'a jest pewnie sporo prawdy. W sumie Dziewicy potrzebny jest producent o silnej osobowości, potrafiący przeforsować własne pomysły i wykrzesać z gry zespołu to co najlepsze.
barsiarz
-#Lord of the flies
-#Lord of the flies
Posty: 3930
Rejestracja: ndz lip 28, 2013 12:07 pm

Re: Brave New World

Post autor: barsiarz »

Akurat moim zdaniem X-Factor brzmi bardzo dobrze, nieporównywalnie lepiej niż wszystko po BNW.
Awatar użytkownika
krieg
-#Invader
-#Invader
Posty: 225
Rejestracja: wt lip 30, 2013 12:16 pm
Skąd: 3miasto

Re: Brave New World

Post autor: krieg »

barsiarz pisze:Akurat moim zdaniem X-Factor brzmi bardzo dobrze, nieporównywalnie lepiej niż wszystko po BNW.
Dokładnie, X-Factor ma świetnie brzmienie.
Awatar użytkownika
pokiep666
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 8
Rejestracja: wt lip 30, 2013 10:01 pm

Re: Brave New World

Post autor: pokiep666 »

Gdy gruchneła wiadomość,że Bronek wraca to 3 dni imprezowania...I pierwsze przesłuchanie Brave -radośc nieopisana.Z czasem jednak ta płyta trochę straciła.Brzmienie jak dla mnie nie jest takie lipne.Utwory w miare świeżo brzmią.Dickinson śpiewa najlepiej od baaardzo dawna(ja nigdy nie byłem fanem jego solowych płyt,wiec nawet nie porównuje z tym jak śpiewał "u siebie").Gohst,Brave,Nomad świetne numery,ale to co wyczynia Bruce w Out to masakra-słuchać sie nie da.Niestety na nastepnych płytach tych zawodzeń bedzie więcej.
Ostatnia płyta Maiden ,której mogę wysłuchać w całości.I nawet pomachać łysiną od czasu do czasu :)
Awatar użytkownika
Saimon1995
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 9595
Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
Skąd: Będzin

Re: Brave New World

Post autor: Saimon1995 »

Maximus pisze: Może, ale jednak Birch potrafił widocznie ogarnąć Harrisa, skoro albumy z lat 80. brzmią zdecydowanie lepiej niż BNW. Chociaż z drugiej strony problemy z brzmieniem Ironów zaczęły się już na Live at Donington, przybierając katastrofalne oblicze na The X Factor i Virtual XI, a tam Shirley nie maczał palców, więc w teorii o odpowiedzialności Steve'a jest pewnie sporo prawdy. W sumie Dziewicy potrzebny jest producent o silnej osobowości, potrafiący przeforsować własne pomysły i wykrzesać z gry zespołu to co najlepsze.
Akurat The X Factor brzmi dobrze. O katastrofie nie ma mowy. Zgadzam się odnośnie producenta - silna osobowość to podstawa. I dalej będę się upierał, że na tą pozycję idealnie nadaje się Rick Rubin. Kazał Sabbatom słuchać swoich pierwszych (klasycznych) płyt - dało to wyśmienity skutek. Podobnie powinno być z IM. Stefek i spółka powinni przesłuchać (bardzo uważnie) swoje klasyczne płyty, powiedzmy okres od The Number of the Beast do Powerslave, i wyciągnąć wnioski - więcej szybkich rockerów, a tylko - dajmy na to - 2 utwory dłuższe trwające ponad 6 minut. Rubin nieraz pokazał (wystarczy wspomnieć Reign in Blood, Toxicity, Blood Sugar Sex Magik, Vol. 3 czy nawet płyty Beastie Boys), że potrafi wykrzesać z zespołu wszystko i wychodzi z tego majstersztyk.
Nomadosław
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 314
Rejestracja: ndz mar 03, 2013 9:10 pm

Re: Brave New World

Post autor: Nomadosław »

Tylko i wyłącznie Martin Birch. On zawsze z zespołu robił legendę, z Deep Purple, z Rainbow, Sabatów z Dio czy potem właśnie Iron Maiden. Może on uznał, że w latach 90 już z żadnego zespołu nie zrobi legendy dlatego poszedł na emeryturę, może styl kapel z tego okresu mu nie pasował.
Rubin to typowo amerykański producent, nie dogadałby się z Ironami, typowymi brytolami. Zjedli by go ;)
Awatar użytkownika
audion
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 9
Rejestracja: sob lip 06, 2013 12:34 pm

Re: Brave New World

Post autor: audion »

Kazał Sabbatom słuchać swoich pierwszych (klasycznych) płyt - dało to wyśmienity skutek.
Kazał im słuchać starych płyt, a sam wyprodukował album po nowemu i skutek jest taki, że album jest zajebisty, ale jaj nie ma za grosz. Dla porównania proponuję odpalić sobie "Black Sabbath" i zaraz potem "13", a natychmiast zauważysz różnicę.
Ja co brzmienia BNW nie mam złego zdania. Mnie ono akurat pasuje do samej muzyki zawartej w tej płytce. Oczywiście to nie to co na PoM, czy Powerslave, ale też i materiał diametralnie inny. Trzeba jednak napisać, że od początku lat dziewięćdziesiątych panuje wszechobecna moda na kastrowanie muzyki. Wszystko się wygładza, upiększa, a w rzeczywistości sięgając po w/w pierwszy album Black Sabbath dostrzega się właśnie to, że w niedoskonałości leży urok muzyki rockowej, i że nie gładkość i perfekcyjność zabiera właściwie wszystkie emocje. Dlatego od lat, dwie na trzy przesłuchane przeze mnie płyty, to albumy koncertowe.
Awatar użytkownika
Dejavu
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4927
Rejestracja: pt maja 31, 2013 9:30 pm

Re: Brave New World

Post autor: Dejavu »

Kazał Sabbatom słuchać swoich pierwszych (klasycznych) płyt - dało to wyśmienity skutek. Podobnie powinno być z IM. Stefek i spółka powinni przesłuchać (bardzo uważnie) swoje klasyczne płyty, powiedzmy okres od The Number of the Beast do Powerslave, i wyciągnąć wnioski - więcej szybkich rockerów, a tylko - dajmy na to - 2 utwory dłuższe trwające ponad 6 minut.
Trochę mam wrażenie, że przeceniasz rolę producenta w tym przypadku, zrobili świetny album, przede wszystkim dzięki sobie, a nie dzięki Rubinowi. Piszesz o długości kawałków, w przypadku Black Sabbath to słuchanie starych płyt przyniosło taki skutek, że zrobili album sporo dłuższy niż ich klasyki, dwa kawałki po ponad 8 minut, trzy ponad 7, dwa powyżej 5, i najkrótsze na płycie, Zeitgeist, Live Forever i Peace of Mind, ogólnie rzecz biorąc ciężko powiedzieć, że jest to krótki album, więc słuchanie swoich własnych klasycznych płyt albo zmiana producenta nic w długości utworów nie zmieni. Jedynie Harris może zmienić zdanie, na co się nie zanosi :)
Awatar użytkownika
Maximus
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 272
Rejestracja: śr lip 17, 2013 3:36 pm
Skąd: Rue Morgue

Re: Brave New World

Post autor: Maximus »

Akurat moim zdaniem X-Factor brzmi bardzo dobrze, nieporównywalnie lepiej niż wszystko po BNW.
Dokładnie, X-Factor ma świetnie brzmienie.
Z przodu wokal, bas i perkusja, a gitarzyści grają trzy piętra niżej w bocznym skrzydle budynku i za szczelnie zamkniętymi drzwiami - tak brzmi ten album. Zero "żylety", straszliwie zdławiony dźwięk. Mocniej by to zabrzmiało, gdyby Dave i Janick zagrali na akustykach... To po prostu nie ma absolutnie nic wspólnego z heavy metalem. Totalna kastracja.

Marzy mi się Birch jako producent, ale twierdzę też po raz kolejny, że wspaniałym kandydatem byłby Roy Z. Albumy Bruce'a wyprodukowane przez Roya miażdżą brzmieniem cały dorobek Maiden po 1992 r. Facet wie co znaczy słowo "heavy" i jakie konsekwencje ze sobą niesie. Tak czy inaczej, Shirley powinien udać się na zieloną trawkę.
ODPOWIEDZ