Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Pisząc "patatajka" miałem na myśl fakt, że gdyby nie odejście Bruca, Harris jechałby wciąż na sprawdzonych patentach dodając od biedy parę bajerów. Spójrzmy prawdzie w oczy, Fear to bardzo bezpieczny album, łatwy do przetrawienia przez wiernych fanów. Natomiast wokal Blaze'a wymusił zmiany, wymusił wprowadzenie do muzyki Ironów elementu ryzyka.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
jesli tym elementem ryzyka mialo byc nagranie tak topornej plyty jak x-factor to ciezko zaprzeczyc.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ciekawe teorie. Czasem fajnie sobie "pogdybać". Sam się zastanawiałem co by było, gdyby Dickinson nie zostawił grupy. Jakie wyszłyby albumy po "Fear of the dark"? Czy w podobnym stylu? Nie wiem co dokładnie zamyślał Harris po zmianie wokalisty, być może materiał nagrano by podobny nawet z Brucem. Słuchając "Man of the edge" w wykonaniu Dickinsona myślę, że utwory z ery Bayleya nie straciłyby na atrakcyjności, a na pewno nie wszystkie, gdyby śpiewał Bruce.
W moim odczuciu generalnie jednak obydwie płyty z Bayleyem są słabsze niż większość płyt z Dickinsonem. Czy słabsze niż wszystkie? Nie wiem, musiałbym się mocniej zastanowić. Ale trzeba oddać: zarówno "Factor" jak i "Virtual" mają kilka utworów na bardzo dobrym poziomie. Czyli poziom przyzwoitości zespołu został podtrzymany.
I jeszcze krótko o albumach poprzedzających płyty z Bayleyem (chodzi mi o "No prayer..." i "Fear of the dark"): nie są to moim zdaniem albumy z najwyższej półki w dorobku Żelaznej Dziewicy, ale mają więcej ciekawszych kawałków niż krążki sprzed "Brave new world". Trochę jednak irytuje mnie styl wokalu Bruca: nazbyt ostry, drażniący (brakuje mi tu jeszcze bardziej odpowiedniego słowa, ale chyba wiadomo o co chodzi). Wolę jego głos z pozostałych płyt. Pominę tu wyjątki niektórych utworów, bo ogólnie fani mieli przecież zastrzeżenia, że za wysoko śpiewane, za bardzo wyjcowato itp. (okres po "DoD").
W moim odczuciu generalnie jednak obydwie płyty z Bayleyem są słabsze niż większość płyt z Dickinsonem. Czy słabsze niż wszystkie? Nie wiem, musiałbym się mocniej zastanowić. Ale trzeba oddać: zarówno "Factor" jak i "Virtual" mają kilka utworów na bardzo dobrym poziomie. Czyli poziom przyzwoitości zespołu został podtrzymany.
I jeszcze krótko o albumach poprzedzających płyty z Bayleyem (chodzi mi o "No prayer..." i "Fear of the dark"): nie są to moim zdaniem albumy z najwyższej półki w dorobku Żelaznej Dziewicy, ale mają więcej ciekawszych kawałków niż krążki sprzed "Brave new world". Trochę jednak irytuje mnie styl wokalu Bruca: nazbyt ostry, drażniący (brakuje mi tu jeszcze bardziej odpowiedniego słowa, ale chyba wiadomo o co chodzi). Wolę jego głos z pozostałych płyt. Pominę tu wyjątki niektórych utworów, bo ogólnie fani mieli przecież zastrzeżenia, że za wysoko śpiewane, za bardzo wyjcowato itp. (okres po "DoD").
"Still my heart calculate and pray"
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Toporna? Waść raczy żartować.voivod' pisze:jesli tym elementem ryzyka mialo byc nagranie tak topornej plyty jak x-factor to ciezko zaprzeczyc.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Można jedynie gdybać. Moim zdaniem taka płyta jak X Factor spokojnie mogłaby powstać z Brucem w składzie, tylko nie wiem, czy zespół by się po jakimś czasie i tak nie rozpadł/rozłamał, wydaje mi się, że taka zmiana była w pewnym czasie konieczna.
Zresztą, dobrze się stało bo chociaż na 100% obie płyty Dickinson zaśpiewałby lepiej niż Blaze, nie powstałby taki album jak Chemical Wedding więc oceniając z obecnej perspektywy, sprawy chyba potoczyły się najlepiej.
Swoją drogą, zawsze mnie to ciekawiło, jakie są relacje na linii zespół - Blaze po tym, jak wrócił Bruce? Pamiętam, że kilka lat temu był gościem w audycji radiowej Bruce'a, a jak to wygląda między nim a resztą zespołu? Ktoś z nich się na ten temat wypowiadał?
Zresztą, dobrze się stało bo chociaż na 100% obie płyty Dickinson zaśpiewałby lepiej niż Blaze, nie powstałby taki album jak Chemical Wedding więc oceniając z obecnej perspektywy, sprawy chyba potoczyły się najlepiej.
Swoją drogą, zawsze mnie to ciekawiło, jakie są relacje na linii zespół - Blaze po tym, jak wrócił Bruce? Pamiętam, że kilka lat temu był gościem w audycji radiowej Bruce'a, a jak to wygląda między nim a resztą zespołu? Ktoś z nich się na ten temat wypowiadał?
- Saimon1995
- -#Moderator

- Posty: 9595
- Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
- Skąd: Będzin
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Nie ma co jednak gdybać. Gadanie, że Bruce lepiej by to zaśpiewał niż Blaze nie ma sensu. Na X Factor rolę wokalisty dzierży Blaze. Mimo tego, że ma gorszy warsztat wokalny od Dickinsona. Po to wybrał go Harris, aby zaśpiewał te mroczne partie. I po to go wybrał, aby następca różnił się jednak od poprzednika (moim zdaniem - to był dobry wybór, po co miał zatrudniać wokalistę, który byłby marną kopią Dickinsona). Nie doceniono jej ze względu na klimat mocno odbiegający od wcześniejszych albumów. No i przede wszystkim przez odejście samego Dickinsona. Co nie zmienia faktu, że płyta to wyborna.
Pewnie gdyby Harris umożliwił rozwijanie się Dickinsonowi w czasie pracy nad Somewhere in Time (chodzi o te akustyczne piosenki w duchu trzeciego albumu Led Zeppelin) to pewnie Bruce nie odszedłby z IM. Z drugiej strony dobrze się stało. Otrzymaliśmy dwie zupełne inne albumy firmowane szyldem Iron Maiden, a od samego Bruce'a kilka wspaniałych płyt.
Pewnie gdyby Harris umożliwił rozwijanie się Dickinsonowi w czasie pracy nad Somewhere in Time (chodzi o te akustyczne piosenki w duchu trzeciego albumu Led Zeppelin) to pewnie Bruce nie odszedłby z IM. Z drugiej strony dobrze się stało. Otrzymaliśmy dwie zupełne inne albumy firmowane szyldem Iron Maiden, a od samego Bruce'a kilka wspaniałych płyt.
-
Nomadosław
- -#Trooper

- Posty: 314
- Rejestracja: ndz mar 03, 2013 9:10 pm
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
A ja bardzo wątpie by nawet to uspokoiło aspiracje Bruce'a, on poprostu musiał spróbować jak to jest być poza Iron Maiden. Spróbował tego i już nie ciągnie go do kariery solowej, to było dobre na lata 90. Sam pomysł akustycznej płyty niezbyt mądry, w latach 80 nikt by tego nie chciał słuchać, dobrze że stało się jak się stało. Bez Somewhere in Time dyskografia Iron Maiden byłaby jakaś niepełna.
Co do XF to mam wrażenie, że niektórzy zbyt skrajnie do niej podchodzą, ja staram się wypośrodkować, ani nie jest gniotem ani nie dystansuje największych klasyków. Sign of the Cross chyba za bardzo przygniata resztę materiału, z reszty najmocniejsze są Lord of the Flies Aftermath, Edge of Darkness. Zdecydowanie najmniej lubię 2 am i chyba też hiciarski na siłę Man on the Edge się tu nie sprawdza. Justice of the Peace zamiast niego lepiej by tu leżał.
Co do XF to mam wrażenie, że niektórzy zbyt skrajnie do niej podchodzą, ja staram się wypośrodkować, ani nie jest gniotem ani nie dystansuje największych klasyków. Sign of the Cross chyba za bardzo przygniata resztę materiału, z reszty najmocniejsze są Lord of the Flies Aftermath, Edge of Darkness. Zdecydowanie najmniej lubię 2 am i chyba też hiciarski na siłę Man on the Edge się tu nie sprawdza. Justice of the Peace zamiast niego lepiej by tu leżał.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
A ja dzisiaj włączyłem sobie Judgement of Heaven - nigdy nie mogłem przekonać się do tego utworu, a dzisiaj coś zaskoczyło - wciąż nie lubię początku i nie do końca przekonuje mnie wokal, ale zwrotki, refren, a przede wszystkim solówka i świetne melodie po niej, sprawiają, że naprawdę dobrze się tego słucha. Chciałbym usłyszeć Dickinsona w tej piosence.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19522
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Mi się wydaje, że kilka rzeczy tak na prawdę wpłynęło na opinie i reakcje ludzi w tamtym czasie na wtedy nowy Iron Maiden.
Po pierwsze minęło przecież aż 3 lata od wydania poprzedniego "Fear Of The Dark". Wiele osób sądziło, ze przez ten długi przecież okres Harris i reszta maidenów napisze coś może nie tyle wybitnego, co co najmniej nie odbiegającego poziomem od "Fear Of The Dark".
Po drugie same kawałki. Mniej melodyjne. Muzyka, która ogólnie na pierwsze wrażenie pozbawiona jest tych znanych z wcześniejszych płyt, charakterystycznych melodii. Do tego dochodzi ten raczej mroczny klimat, ponura atmosfera, która dominuje na płycie, a przecież wcześniej pojawiała się tylko w wybranych fragmentach płyt. No i jeszcze sam czas trwania materiału.
Największym jednak mankamentem był wokal Blaze'a, który w tamtym czasie (jak uważała większość) nijak pasowała do dźwięcznego i chwytliwego Iron Maiden. Nie posiadał on nic z tego szaleństwa i brawury Bruce'a. A przecież większość na to właśnie czekała.
Ja pierwszy raz usłyszałem "The X Factor" kilka miesięcy po premierze, bo już w 1996 roku. I moje odczucia były zbliżone do większości.
Przypominam sobie to pierwsze zetknięcie z nową płytą, ten kwas, ten zawód, rozczarowanie....
Pierwsze chwile, pierwsze takty jeszcze budził nadzieję. "Lord Of The Flies" odebrałem wtedy jako jakiś muzyczny wypełniacz, jakimi zespoły niekiedy uzupełniają swoje płyty. Rozumiałem wtedy takie akcje, takie zabiegi przy okazji jakiś ostatnich propozycji Saxon, Running Wild. Ale Iron Maiden??? Dalej znowu na chwilę jakiś przebłysk w postaci "Man On The Edge". Czuć w tym było wtedy jakiś ukłon w stronę poprzednich dokonań Iron Maiden, ten pazur, ogień, werwe. I w tym momencie znów na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jednak chwilę później, im bardziej zagłębiałem się w te płytę tym większego rozczarowania zaznawałem
Momentami na prawdę nie mogłem uwierzyć w to, że słucham nowej pozycji Iron Maiden. Że nawet w 25% nie jest taka jak każdy poprzedni lp, że nie posiada tego swoistego, szczególnego i typowego heavy metalowego "maidenowskiego" klimatu
Słuchałem tej płyty i słuchałem, nie kiedy po 4 razy tygodniowo i nic z tego nie było....
"The X Factor" był dla mnie zbyt patetyczny, monumentalny nawet jak na te kapele.
Choć ogólnie można było powiedzieć, ze nie był to materiał znowu taki najgorszy (chociaż wtedy na pewno wydawał się najsłabszy ze wszystkich dotychczas wydanych płyt przez Iron Maiden), bo był momenty, że słychać było prawdziwy Iron Maiden. A jednym z największych plusów tego materiału, wtedy w moim odczuciu był fakt, że nie można było odmówić tej płycie autentyczności. Cieszył również fakt, że nie było tam jakiś ładnych przeboików, którymi Harris miałby zamiar zaznaczyć swoją obecność na listach przebojów. Dzisiaj wydaje mi się z perspektywy czasu, że było to dobre wyjście, zacne posuniecie, idealne rozwiązanie.
Pamiętam, że w 1998 roku mimo wszystko byłem bardziej zadowolony. Pamiętam te sensacje na wieść o kolejnym, nowym Iron Maiden. Ten ogromny plakat, który widniał na szybie jednego z muzycznych sklepów u mnie w Koninie....
"Virtual XI" na pierwszy raz, na pierwszą styczność okazał się być dużo bardziej, chwytliwy, melodyjny, był bardziej Iron Maidenowy niż "The X Factor", chociaż zabrakło na nim zajeb**tych kawałków, solidnego materiału.
Teraz kiedy słuchałem już obu pozycji z Blazem w składzie z 2000 razy, wiem, że ten lp z 1995 był jednak dużo, dużo lepszy.
Po pierwsze minęło przecież aż 3 lata od wydania poprzedniego "Fear Of The Dark". Wiele osób sądziło, ze przez ten długi przecież okres Harris i reszta maidenów napisze coś może nie tyle wybitnego, co co najmniej nie odbiegającego poziomem od "Fear Of The Dark".
Po drugie same kawałki. Mniej melodyjne. Muzyka, która ogólnie na pierwsze wrażenie pozbawiona jest tych znanych z wcześniejszych płyt, charakterystycznych melodii. Do tego dochodzi ten raczej mroczny klimat, ponura atmosfera, która dominuje na płycie, a przecież wcześniej pojawiała się tylko w wybranych fragmentach płyt. No i jeszcze sam czas trwania materiału.
Największym jednak mankamentem był wokal Blaze'a, który w tamtym czasie (jak uważała większość) nijak pasowała do dźwięcznego i chwytliwego Iron Maiden. Nie posiadał on nic z tego szaleństwa i brawury Bruce'a. A przecież większość na to właśnie czekała.
Ja pierwszy raz usłyszałem "The X Factor" kilka miesięcy po premierze, bo już w 1996 roku. I moje odczucia były zbliżone do większości.
Przypominam sobie to pierwsze zetknięcie z nową płytą, ten kwas, ten zawód, rozczarowanie....
Pierwsze chwile, pierwsze takty jeszcze budził nadzieję. "Lord Of The Flies" odebrałem wtedy jako jakiś muzyczny wypełniacz, jakimi zespoły niekiedy uzupełniają swoje płyty. Rozumiałem wtedy takie akcje, takie zabiegi przy okazji jakiś ostatnich propozycji Saxon, Running Wild. Ale Iron Maiden??? Dalej znowu na chwilę jakiś przebłysk w postaci "Man On The Edge". Czuć w tym było wtedy jakiś ukłon w stronę poprzednich dokonań Iron Maiden, ten pazur, ogień, werwe. I w tym momencie znów na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jednak chwilę później, im bardziej zagłębiałem się w te płytę tym większego rozczarowania zaznawałem
Słuchałem tej płyty i słuchałem, nie kiedy po 4 razy tygodniowo i nic z tego nie było....
"The X Factor" był dla mnie zbyt patetyczny, monumentalny nawet jak na te kapele.
Choć ogólnie można było powiedzieć, ze nie był to materiał znowu taki najgorszy (chociaż wtedy na pewno wydawał się najsłabszy ze wszystkich dotychczas wydanych płyt przez Iron Maiden), bo był momenty, że słychać było prawdziwy Iron Maiden. A jednym z największych plusów tego materiału, wtedy w moim odczuciu był fakt, że nie można było odmówić tej płycie autentyczności. Cieszył również fakt, że nie było tam jakiś ładnych przeboików, którymi Harris miałby zamiar zaznaczyć swoją obecność na listach przebojów. Dzisiaj wydaje mi się z perspektywy czasu, że było to dobre wyjście, zacne posuniecie, idealne rozwiązanie.
Pamiętam, że w 1998 roku mimo wszystko byłem bardziej zadowolony. Pamiętam te sensacje na wieść o kolejnym, nowym Iron Maiden. Ten ogromny plakat, który widniał na szybie jednego z muzycznych sklepów u mnie w Koninie....
"Virtual XI" na pierwszy raz, na pierwszą styczność okazał się być dużo bardziej, chwytliwy, melodyjny, był bardziej Iron Maidenowy niż "The X Factor", chociaż zabrakło na nim zajeb**tych kawałków, solidnego materiału.
Teraz kiedy słuchałem już obu pozycji z Blazem w składzie z 2000 razy, wiem, że ten lp z 1995 był jednak dużo, dużo lepszy.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ja polubilem plytke juz od 1ego jej przesluchania ))) 
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Ja również byłam zawiedziona ale tym, że dopiero co zaczęłam słuchać Maiden (od FOD), miałam nadzieję że zobaczę kiedyś zespół z Brucem, a tu taki zawód...
Nie mniej jednak X-factor urzekł mnie od razu. To jest GENIALNA płyta, jedna z lepszych w ich dorobku. Całkiem inna ale jedyna w swoim rodzaju. I to tylko z Blazem na wokalu, kocham Dickinsona miłością wielką ale on i kawałki z factora to nieporozumienie. Na szczęście niedługo Bailey odwiedza Polskę i bardzo się cieszę, że zaśpiewa coś z tamtych czasów.
Nie mniej jednak X-factor urzekł mnie od razu. To jest GENIALNA płyta, jedna z lepszych w ich dorobku. Całkiem inna ale jedyna w swoim rodzaju. I to tylko z Blazem na wokalu, kocham Dickinsona miłością wielką ale on i kawałki z factora to nieporozumienie. Na szczęście niedługo Bailey odwiedza Polskę i bardzo się cieszę, że zaśpiewa coś z tamtych czasów.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
A ja się nie zgodzę, Dickinson w Clansmanie albo Sign of the Cross to mistrzostwo świata moim zdaniem.ankan pisze:kocham Dickinsona miłością wielką ale on i kawałki z factora to nieporozumienie.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
SIgn of the Cross studyjny miażdży względem tego z RiR, taki klimat jak jest w studio to tego live się nie da odtworzyć. Wersja Live jest tylko znakomita, ale studyjnie to absolutnie Top 10 Iron Maiden. Ten album ma BARDZO dobre brzmienie, ostatnie takie u Ironów.
Jeszcze Krew na rękach Świata uwielbiam, jaki ten utwór ma klimaat.
Jeszcze Krew na rękach Świata uwielbiam, jaki ten utwór ma klimaat.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
A ja z kolei oceniam brzmienie z X Factor mocno negatywnie. Dla mnie to jedna z głównych wad tego albumu. Kwadratowe, niezgrabne brzmienie, gitary jakoś mocno schowane - moim zdaniem to brzmi słabo. Na szczęście kompozycyjnie się broni.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Właśnie - za daleko gitary w stosunku do sekcji, to jest wadą...
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Dla mnie brzmi znakomicie!
Jeśli chodzi o brzmienie to
Iron Maiden-słabo, ale pasuje do klimatu albumu
Killers- bez zarzutu
Number of the Beast-bardzo dobrze i pasuje do klimatu płyty
Piece of Mind-wspaniale
Powerslave-może troszkę zbyt surowo ale ma to swój klimat
Somewhere in Time-najlepiej w historii Iron Maiden obok Seventh Sona
Seventh Son-obok Somewhere in Time najlepiej
No Prayer-dziwnie...tyle powiem
Fear of the Dark-niby ok, ale to już nie to co w latach 80
X Factor-właśnie...wg.mnie naprawdę bardzo dobrze
Virtual XI-nie najlepiej
Brave New World-Final Frontier- wszystkie bardzo średnio, najgorzej niestety Dance of Death, brakuje doszlifowania, brakuje wyłuskania tego co najważniejsze w muzyce Ironów, no ale trudno, ja jestem fanem Martina Bircha poprostu
Jeśli chodzi o brzmienie to
Iron Maiden-słabo, ale pasuje do klimatu albumu
Killers- bez zarzutu
Number of the Beast-bardzo dobrze i pasuje do klimatu płyty
Piece of Mind-wspaniale
Powerslave-może troszkę zbyt surowo ale ma to swój klimat
Somewhere in Time-najlepiej w historii Iron Maiden obok Seventh Sona
Seventh Son-obok Somewhere in Time najlepiej
No Prayer-dziwnie...tyle powiem
Fear of the Dark-niby ok, ale to już nie to co w latach 80
X Factor-właśnie...wg.mnie naprawdę bardzo dobrze
Virtual XI-nie najlepiej
Brave New World-Final Frontier- wszystkie bardzo średnio, najgorzej niestety Dance of Death, brakuje doszlifowania, brakuje wyłuskania tego co najważniejsze w muzyce Ironów, no ale trudno, ja jestem fanem Martina Bircha poprostu
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Zgadzam się, te dwa albumy brzmią najlepiej. Bardzo przestrzennie, ciekawie, charakterystycznie. Chociaż w sumie to byłoby nudno, gdyby wszystkie płyty nagrywali w podobnym brzmieniu.Odyseusz pisze: Somewhere in Time-najlepiej w historii Iron Maiden obok Seventh Sona
Seventh Son-obok Somewhere in Time najlepiej
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Na trzecim miejscu bym powiedział Piece of Mind, w kategorii bardziej surowego heavy, choć dużo mniej surowego niż wcześniejsze płyty. Wszystkie smaczki są odpowiednio wyłuskane co najlepiej słychać w Where Eagles Dare i To Tame a Land.
Te 3 płyty to najbardziej dopracowane dzieła Ironów, w sumie zawsze uważałem, że logiczniej by było gdyby Powerslave i Piece of Mind odwrócić kolejnością.
Te 3 płyty to najbardziej dopracowane dzieła Ironów, w sumie zawsze uważałem, że logiczniej by było gdyby Powerslave i Piece of Mind odwrócić kolejnością.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Niedawno podwyższyłem "The X Factor" ocenę z 9 na 10. Teraz nawet "The Unbeliever" mi nie przeszkadza (choć odstaje od reszty). Niesamowita płyta; niektóre utwory są tak genialne, że nie da się tego opisać słowami.
Re: Czemu The X Factor w czasie premiery nie doceniono
Bardzo długo nie lubiłem tego numeru. Jako całość może faktycznie odstaje i jest niespójny, ale fragment który się zaczyna w połowie trzeciej minuty i te dwie solówki, to mistrzostwo.FanMaiden pisze:"The Unbeliever"




