Skoro dzięki tym "pozerom" poznałeś TotD, to przynajmniej skorzystałeśMr Jacq pisze:Pseudo fani/pozerzy, którzy myślą że znajomość jednego, góra dwóch całych kultowych albumów, a najczęściej paru popularnych kawałków usprawiedliwia negatywne opinie o całej twórczości danego wykonawcy. Sam się na takich natknąłem jeszcze w szkole "Iron, to Iron ale Bruce to tylko jedne numer godny posłuchania". Przez takich ignorantów po raz pierwszy usłyszałem ten utwór, a następnie już na własną rękę zapoznawałem się z resztą dyskografii Dickinsona. Po tym całym materiale, TOTD z pewnością nie jest moim ulubionym utworem, nie wiem czy jest nawet w pierwszej 10 - Brucea.
Na marginesie: wersja Tribuzy strasznie ssie moim zdaniem. Bruce wypadł wręcz genialnie, ale całość jest za mocno "radio friendly" - te klawisze, delikatna perkusja, zagrywki gitarowe. Partia gitary zresztą skiepszczona okrutnie, aż nie mogłem uwierzyć, że to Roy Z gra, a nie jakiś powermetalowy młodzieniec.





