Joe Satriani

Dyskusje o innych zespołach i albumach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Dejavu
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4927
Rejestracja: pt maja 31, 2013 9:30 pm

Re: Joe Satriani

Post autor: Dejavu »

Cel szczytny, ale sam numer, jak na poziom Satcha, mocno średni moim zdaniem :)
Zakkahletz
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6536
Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
Skąd: na północ (od W-wy)

Re: Joe Satriani

Post autor: Zakkahletz »

Słabiutkie. Nie poruszy to serc ani fanów Satcha, ani ogólnie melomanów, ani polityków. Moooże spowoduje jakiś odzew wśród zwykłych ludzi, chociaż też nie jestem przekonany.
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Joe Satriani

Post autor: voivod' »

Mam bardzo podobne zdanie, jeszcze odnośnie Slasha to według mnie jest on obok Kirka Hammetta najbardziej przereklamowanym gitarzystą ze światka rockowego i metalowego. Chociaż z tej dwójki i tak wolę Hammetta. Nie mówię, że to jacyś koszmarni gitarzyści, ale są bardzo mocno przereklamowani.
swoją drogą dośc zabawanie się czyta że Hammett i Slash sa przereklamowani, wiedzac ze pisze to fan takich nudziarzy jak Petrucci czy Satriani ;)
Awatar użytkownika
Dejavu
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4927
Rejestracja: pt maja 31, 2013 9:30 pm

Joe Satriani

Post autor: Dejavu »

voivod' pisze:swoją drogą dośc zabawanie się czyta że Hammett i Slash sa przereklamowani, wiedzac ze pisze to fan takich nudziarzy jak Petrucci czy Satriani
Zgadza się, jestem fanem tych 'nudziarzy', przyznaję :)

Myślę, że w sumie nic nietypowego, że będąc fanem technicznego grania nie przepadam za graniem w stylu Slasha czy Hammetta - inna bajka. A jak chcę prostszego grania, to mam na półce mnóstwo lepszych graczy niż panowie Slash i Kirk. Tak czy inaczej, patrząc na miejsce we wszelkich rankingach najlepszych gitarzystów (według mnie z definicji kompletnie nonsensownych, ale to już inna sprawa) zwykle w samej czołówce jest zarówno Slash jak i Hammett. Patrucci czy Satch nie tak wysoko, więc nawet gdyby przyjąć że wszyscy są przeceniani, co jest już kwestią gustu, to widać, kto bardziej :)
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Joe Satriani

Post autor: voivod' »

Juz samo to ze Petrucci z Satrianim maja swoje miejsca w rankigach najlepszych gitarzystow swiadczy o tym jak bardzo sa przereklamowani :D

Hammett i Slash tez sa przereklamowani, bo jest wielu znacznie lepszych gitarzystow, ale im talent przyjamniej pozwala zaliczac sie do kategorii "muzycy" a nie "technicy" :D
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Joe Satriani

Post autor: wojakwojak »

Ha, ha...fajna wymiana zdań. Postawić Slasha i Hammeta obok Petrucciego i Satrianiego, to mniej więcej to samo, co było na tym forum parę tygodni temu...King Diamond obok Halforda. Brak słów. A już argument typu JP i JS są techniczni, a KH i S są muzykami powala. Czy jedno wyklucza drugie? Owszem bez techniki nie da się być dobrym muzykiem. A dobra technika otwiera wiele nowych możliwości. Słucham ich wszystkich od wielu lat, byłem na paru koncertach itp....Slash gra w kółko tę samą solówkę (zwłaszcza pod szyldem GnR), Hammet też nie powala. A JS i JP oprócz tego, że są świetni technicznie (co wbrew jakimś dziwnym opiniom jest zaletą a nie wadą), potrafią tę technikę spożytkować i nad nią panują, mają wyobraźnię, są kompozytorami, autorami tekstów, aranżerami itp. itd. Powtórzę to co napisałem w sprawie King Diamond vs. Halford - to tak, jakby postawić trabanta obok mercedesa. Oczywiście można bardziej lubić Slasha od Satrianiego, ale faktów nie da się przekłamać. Lepszy jest ten, kto jest lepszy i tyle (co nie wyklucza lubienia tego słabszego :)). Lubienie kogoś, nie oznacza, że jest najlepszy. Takie podejście sprawiałoby, że jakiś a-klasowy klub z czyjejś wioski jest najlepszy na świecie, bo ktoś go bardziej lubi od np. Manchesteru, Realu czy innego Juventusu. Zresztą w moim ulubionym Iron Maiden są owszem dobrzy muzycy, ale nie koniecznie wszyscy z nich są najlepsi :) Nie przeszkadza mi to absolutnie w niczym. Wolę IM niż DT, a jednocześnie jest dla mnie oczywiste, że Petrucci jest lepszy niż np. Janick :).
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: voivod' »

wojakwojak pisze:Ha, ha...fajna wymiana zdań. Postawić Slasha i Hammeta obok Petrucciego i Satrianiego, to mniej więcej to samo, co było na tym forum parę tygodni temu...King Diamond obok Halforda.
nie wiem, nie czytalem tej dyskusji.. ale co jest dziwnego w porownywaniu dwoch heavymetalowych wokalistow?

Brak słów. A już argument typu JP i JS są techniczni, a KH i S są muzykami powala. Czy jedno wyklucza drugie? Owszem bez techniki nie da się być dobrym muzykiem. [
Oczywiscie ze da sie. Z akademickiego punktu widzenia taki Keith Richards kompletnie nie potrafi grac na giatrze, a jednak swoim dorobkiem nakrywa czapka 99% giatrzystow rockowych/metalowych

dobra technika otwiera wiele nowych możliwości. Słucham ich wszystkich od wielu lat, byłem na paru koncertach itp....Slash gra w kółko tę samą solówkę (zwłaszcza pod szyldem GnR), Hammet też nie powala. A JS i JP oprócz tego, że są świetni technicznie (co wbrew jakimś dziwnym opiniom jest zaletą a nie wadą), potrafią tę technikę spożytkować i nad nią panują, mają wyobraźnię, są kompozytorami, autorami tekstów, aranżerami itp. itd.
Tej wyobrazni akurat w ich muzyce specjalnie nie odnajduje. Natomaist mam wrazenie ze w opiniach na ich temat, zawsze mowi sie o technice, glownie z tego powodu, ze poza tym ciezko cos wiecej o ich grze powiedziec. Akurat moim zdaniem na tym polu tez sa przeceniani, bo graja dosc jednowymiarowo, sa niesamowicie sprawni, ale to jest specjalizacja w bardzo waskiej dziedzinie, ze tak powiem :D No ale ok, niech kazdy ma swoje zdanie na ten temat, dyskusje polega wlasnie na tym zeby konfrontowac roznice.
Powtórzę to co napisałem w sprawie King Diamond vs. Halford - to tak, jakby postawić trabanta obok mercedesa. Oczywiście można bardziej lubić Slasha od Satrianiego, ale faktów nie da się przekłamać. Lepszy jest ten, kto jest lepszy i tyle (co nie wyklucza lubienia tego słabszego :)). Lubienie kogoś, nie oznacza, że jest najlepszy. Takie podejście sprawiałoby, że jakiś a-klasowy klub z czyjejś wioski jest najlepszy na świecie, bo ktoś go bardziej lubi od np. Manchesteru, Realu czy innego Juventusu. Zresztą w moim ulubionym Iron Maiden są owszem dobrzy muzycy, ale nie koniecznie wszyscy z nich są najlepsi :) Nie przeszkadza mi to absolutnie w niczym. Wolę IM niż DT, a jednocześnie jest dla mnie oczywiste, że Petrucci jest lepszy niż np. Janick :).
ale to czy a-klasowy klub jest ulubiona druzyna jakiegos goscia z wioski,a to czy ten klub jest najlepszy na swiecie to dwa zupelnie rozne zagadnienia, to pierwsze jest czysto subkietywna, emocjonalna reakcja, to drugie ta sie zweryfikowac w szerszym kontekscie. ok, rozumiem ze probujesz to zrelatywizowac i sprowadzic do absudru, ale mozna tak samo zrobic ze wszystkim i wtedy zadna dyskusja nie ma najmniejszego sensu.
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: wojakwojak »

Co do jednowymiarowości, to zgodziłbym się z takim stwierdzeniem w stosunku np. do Steva Vaia (od kilku płyt gra w kółko to samo i jest sobą strasznie zachwycony), na pewno nie w stosunku do JP, i też nie do JS. A z tych 4 wymienionych powyżej, to własnie Slash jest dla mnie jednowymiarowy. Co do Keitha Richardsaa - tak nie potrafi grac na gitarze (w sensie profesjonalnym) - to, że nagrał wiele płyt i zarobił dużo kasy nie czyni go dobrym gitarzystą, czyni go tylko i wyłącznie bogatym (i być może spełnionym) człowiekiem. Co do wokalistów - nic dziwnego w porównaniu - ale wcześniej ktoś ich ze sobą "zrównał" - a to już dla mnie dziwne. A to, że o JP (i ogólnie o DT) pisze się przez pryzmat techniki - każdy piszę co chce. Ja w DT widziałem zawsze świetną muzykę - Images And Words to jedna z moich ulubionych płyt wszechczasów. Fakt, że od pewnego czasu dobrej muzyki u nich coraz mniej i nacisk jest coraz większy tylko na technikę (poczynając od Train of Thoughts), ale lepsza dobrze zagrana średnia muzyka, niż kiepsko zagrana kiepska muzyka. No i nie zapominajmy, że (moim zdaniem) nie ma zespołów (lub jest ich bardzo mało), które przez 20, 30, 40 lat wydają cały czas świetną muzykę. Ludzkość po prostu za dużo już słyszała, płyty są wydawane non stop, brakuje pomysłów (pytanie czy jest jeszcze w ogóle miejsce na nowe pomysły, może wszystko już było). Ja cenię wyżej zespoły, które wydały 5-10 świetnych/dobrych płyt niż takie, które wydały jedną megahitową.
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: voivod' »

Dla mnie ta jednowymiarowosc przejawia sie na przyklad tym ze dany gosciu nie potrafi prostego bluesa zagrac tak zeby to mialo rece i nogi (w sensie stworzenia bluesowego nastroju i brzmienia). A jak muzyk rockowy nie potrafi dobrze bluesa zagrac, to co on w zasadzie potrafi, przeciez to jest podstawa tej muzyki. Granie z nut i popisywanie sie wydumanymi zagrywkami to jest muzyczna pustynia.
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: wojakwojak »

Nie zgadzam się. Korzenie rocka owszem wywodzą się od bluesa, ale...to było dawno temu. Są oczywiście nadal zespoły, które tak grają, ale nie można odmawiać prawa do grania czy twierdzić że nie mają talentu, tym, którzy nie grają bluesa. Poza tym skąd masz informacje, że JP czy JS nie umieją grać bluesa? Słyszałeś gdzieś jakieś kompromitujące nagrania? Polecam płytę pt. Joe Satriani z bodaj 1995 roku. Co do DT to z założenia nie grają muzyki opartej na bluesowych patentach, bo tak chcą. Polecam książkę pt. Lifting Shadows". Grają inną muzykę, ale np. nie przeszkadza im to w zagraniu całkiem fajnie całego albumu The Dark Side Of The Moon (też polecam). Kiedyś się mówiło, że blues to podstawa...no i zgoda...tylko, że niektórzy maja podstawy (Richards), a inni poza podstawami mają tez coś więcej i dlatego są lepsi od tych, którzy mają tylko podstawy. Żeby było jasne, nie jestem fanem bezdusznego, technomasturbingu w stylu Dragonforce czy inny Michelangelo Botio (czy jak mu tam) itp. Ale Satriani i Petrucci są na prawdę świetnymi gitarzystami, którzy potrafią się odnaleźć w wielu gatunkach, klimatach i patentach. A, że nie zawsze to robią..nie muszą...ale mogą. Sztuka polega na tym, żeby umieć, pokazywać (w sensie robić) wtedy kiedy trzeba (czyli kiedy pasuje do utworu) ale się nie popisywać na siłę (dla mnie Vai niestety jakiś czas temu zaczął się popisywać, co także nie zmienia faktu, że jest wybitnym gitarzystą, po prostu mniej mi się podobają jego nowsze płyty niż starsze). Ale Pietrucha i Satch są OK :)
Awatar użytkownika
LukaSieka
-#The Man Who Would Be Spammer
-#The Man Who Would Be Spammer
Posty: 19537
Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
Skąd: Konin

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: LukaSieka »

Ja cenię sobie np. o wiele bardziej gre nawet takiego John Lee Hookera niż Vai'a lub Satrianiego. Technicznie to dobrzy gitarzyście,ale właśnie czy coś poza tym? Z tą wyobraźnią u nich wydaje mi się różnie. Owszem taki Vai podejrzewam zagra wszystko co by kto chciał. Jako muzyk sesyjny nie raz pokazał, że odegra powiedźmy wszystko jak np. na płytach u Franka Zappy. Jednak dla mnie jako gitarzysta i kompozytor jest słaby. Według mnie większą wyobraźnie i lepszym kompozytorem jako gitarzysta jest taki Johnny Ramone, który pokazał, że nie trzeba latać na okrągło z góry na dół palcami po gryfie, układać 100 motywów na utwór, ażeby robić świetne, ujmujące, chwytające wręcz za gardło rzeczy :)
So what if the master walked on the water. I don't see him trying to stop the slaughter.
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: wojakwojak »

Czyli wniosek z tego taki, że mamy inne gusty, inne upodobania i inne potrzeby, czego innego szukamy w muzyce. Hookera też lubię od czasu do czasu posłuchać, ale nie za to jakim jest świetnym gitarzystą. Lubie też np. SADE mimo, że ma dosyć mało wspólnego z heavy metalem:). Zresztą np. DT lubię (częściej niż od czasu do czasu) też nie za to, że są świetni technicznie tylko za muzykę. To, że są świetni jest tylko dodatkowym plusem i sprawia, że ich muzyka może (ale nie musi) być ciekawsza i bardziej różnorodna, mogą zagrać różne niespodzianki, nie muszą w kółko siepać 3 akordów. To wszystko nie przeszkadza mi też bardzo lubić AC/DC i Motorhead. Ale to znowu nie sprawia, że powiedziałbym, że Lemmy był lepszym wokalistą niż SADE. Ja po prostu bardziej lubię Motor niż SADE.
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: voivod' »

wojakwojak pisze:Nie zgadzam się. Korzenie rocka owszem wywodzą się od bluesa, ale...to było dawno temu. Są oczywiście nadal zespoły, które tak grają, ale nie można odmawiać prawa do grania czy twierdzić że nie mają talentu, tym, którzy nie grają bluesa.
moim zdaniem glownym problem mialkosci wiekszosci wspolczesnych zespolow metalowych polega wlasnie na tym ze nie graja tego co bylo korzeniem tej muzyki. z reszta powrot mody na rocka, jaki mial miejsce kilka lat temu za sparwa Jacka White'a i paru innych gosci, pokazuje ze jednak ma to sens
Poza tym skąd masz informacje, że JP czy JS nie umieją grać bluesa? Słyszałeś gdzieś jakieś kompromitujące nagrania? Polecam płytę pt. Joe Satriani z bodaj 1995 roku. Co do DT to z założenia nie grają muzyki opartej na bluesowych patentach, bo tak chcą. Polecam książkę pt. Lifting Shadows". Grają inną muzykę, ale np. nie przeszkadza im to w zagraniu całkiem fajnie całego albumu The Dark Side Of The Moon (też polecam). Kiedyś się mówiło, że blues to podstawa...no i zgoda...tylko, że niektórzy maja podstawy (Richards), a inni poza podstawami mają tez coś więcej i dlatego są lepsi od tych, którzy mają tylko podstawy.
Sluchalem tego alubmu. Ja powiem Ci, ze ogolnie to mam sympatie do Satrianiego, bo on ma pasje do muzyki i widac ze tym zyje i to jest fajne, ale jak mam sie odnosic do jego grania to to jest poprawne wszystko, jak z podrecznika do nauki gry na gitarze, ale tez jakis wybitnych kawalkow, czy solowek to on w swojej karierze nie popelnil. czasem zagra cos fajnego, ale do wiekszosci jego kawalkow zamiast gitary grajacej melodie moznaby wrzucic jakis ladny wokal i wyszedlby pop dla dziewczynek :)

Nikomu nie odbieram prawa do grania tego co chce, DT z zalozenia skupiaja sie na wykonywaniu swojej muzyki mozliwie jak najbarzdiej dokladnie i prezycyjnie i moga sobie to robic, ale jak przesluchiwalem jak oni wypadaja na zywo, czy tez w LTE, to jednak wyraznie slychac ze to podejscie wynika z tego ze maja jako muzycy pewne ogranicza, ktorych pewnie sa swiadomi, jak np to ze improwizacja nie jest ich zywiolem i wychodzi im bardzo kwadratowo :)
Żeby było jasne, nie jestem fanem bezdusznego, technomasturbingu w stylu Dragonforce czy inny Michelangelo Botio (czy jak mu tam) itp. Ale Satriani i Petrucci są na prawdę świetnymi gitarzystami, którzy potrafią się odnaleźć w wielu gatunkach, klimatach i patentach. A, że nie zawsze to robią..nie muszą...ale mogą. Sztuka polega na tym, żeby umieć, pokazywać (w sensie robić) wtedy kiedy trzeba (czyli kiedy pasuje do utworu) ale się nie popisywać na siłę (dla mnie Vai niestety jakiś czas temu zaczął się popisywać, co także nie zmienia faktu, że jest wybitnym gitarzystą, po prostu mniej mi się podobają jego nowsze płyty niż starsze). Ale Pietrucha i Satch są OK
Dla mnie z tej trojki Vai mial najwiecej ciekawych momentow, chociaz tez za bardzo skupia sie na udawadnianiu jakim jest fenomenalnym gitarzysta, zamiast na graniu fajnych kawalkow :)
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: wojakwojak »

Faktycznie odbiegliśmy zupełnie od tematu. Jak ktoś przeniesie, to ok, ale na razie dopowiem tak...moim zdaniem miałkość nowych zespołów polega na tym, że nie ma w nowej muzyce melodii. Jak pewnie wiadomo, niejaki Steve Harris zawsze powtarzał, że najważniejsza jest melodia i on lubił bardziej Genesis i Jethro Tull niż Black Sabbath, mimo, że pewnie na pierwszy rzut ucha muzyce IM bliżej do BS niż Genesis. Kiedyś w TVP widziałem wywiad z Romualdem Lipko (przy okazji zakończenia kariery Budki Suflera). Powiedział m.in., że oni już powiedzieli (zagrali) co mieli powiedzieć i że nie odnajdują się w nowoczesnej muzyce, bo "...co ludzie mają sobie teraz nucić...perkusję?"...ano właśnie...znowu brak melodii. Dodam, że sam jestem perkusistą, ale zgadzam się z tym i zawsze lubiłem zespoły gdzie "siłą napędową" jest bas (ciężko to ująć słowami), np. Rush, Iron Maiden, Marillion, Yes. Oczywiście w rocku "najważniejsza" jest gitara i wokal, bo one zazwyczaj dają melodykę utworu, ale też nie powinny "ciągnąć" muzyki. Za to nigdy nie ceniłem wysoko zespołów, gdzie perkusja była siłą napędową i pierwszoplanową, np. Pantera (pewnie wiele osób teraz szeroko otworzyło oczy, ale tak właśnie uważam, w Panterze jest siepiąca i trykająca podwójna stopa, która nadaje im ich styl, ale mi się nie podoba). Niestety większość nowych zespołów cierpi na brak melodii, który być może wynika z braku umiejętności kompozytorskich, braku wyobraźni lub smaku lub po prostu lenistwa i produkowania papki aby więcej, aby szybciej. Do tego dochodzi długa już historia muzyki...być może wszystko co było interesujące już było i ciężko coś nowego stworzyć. W każdym razie począwszy od rzeczonej Pantery, heavy metal poszedł w kierunku "rytmiki" zamiast melodii...i stał się nudny, przewidywalny, a zespoły zrobiły się podobne do siebie. Nowi muzycy są często świetni technicznie...ale nic z tego nie wynika. Ci starsi wymiatacze, oprócz techniki mieli jeszcze to coś, czego nie mają ci nowi. No i nierzadko mieli też wykształcenie muzyczne. Są oczywiście takie gatunki metalu, gdzie są melodie, ale zazwyczaj są to własnie melodyjki dla dzieci w refrenach *żeby można było pośpiewać na koncercie), a nie prawdziwe przemyślane i zharmonizowane melodie, z logicznym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Ja jestem z takich czasów, że akurat DT jest bodaj ostatnim (a przynajmniej jednym z ostatnich) moich "nowych" zespołów. Potem było już zazwyczaj tylko naśladownictwo i to bez melodii, a na domiar złego z kiepskimi wokalistami. I właśnie z braku melodii i braku wokalu wynika eksponowanie rytmiki pogłębione jeszcze spłaszczaniem dynamiki.
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: voivod' »

No mi sie jednak wydaje ze podstawa tej muzyki jest wlasnie rytm i zaczela sie ona od Little Richarda, Eddie Cochrana, Chucka Berry'ego, Buddy Holly'ego, Elvisa Presleya i tego typu kolesi a nie od Genesis, Yes, Jethro Tull, czy Budki Suflera.
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: wojakwojak »

Owszem, ale co z tego? Czy nadal wszyscy mają grać tak jak Elvis w latach 50? A skąd się wziął Elvis? A skąd się wziął ten, który był inspiracją Elvisa? Czasy się zmieniają, technologie się zmieniają, umiejętności się zmieniają, upodobania się zmieniają...Dopóki nie jest się "w środku" jakiegoś procesu, widzi się tylko czubek góry. Proszę u wierzyć mi, że jeśli teraz ktoś chciałby nagrać swój debiut i zrobiłby to tak jak np. Led Zeppelin albo Black Sabbath (a zwłaszcza drugi z tych zespołów miał super debiut), zostałby zniszczony przez krytykę, pod warunkiem, że w ogóle ktoś by się czymś tak prymitywnym, wstecznym, nierównym i źle brzmiącym i źle zagranym zainteresował (to nie jest moja opinia o tych albumach, tylko spodziewana reakcja ludzkości, gdyby były debiutami w roku 2016). Wystarczy porozmawiać z ludźmi z branży - słyszy się - tak się nie gra, tak się nie robi itp. Albo porozmawiać z ludźmi w pracy - a co to? ale kicha?, ee, takie starocie?, nie ma 132 na podwójnej? a gdzie beat? itp. Mi ostatecznie opadły klapki z oczu, jak kilka lat temu chciałem coś powiedzieć o Dire Straits - rozmawiałem z osobami ok. 5 lat ode mnie młodszymi, było ich kilkanaście....nikt nie znał takiej nazwy...wpisali sobie na jutubie i powiedzieli....a, te dziadki, przecież tu się nic nie dzieje. I wcale nie ma się na nich o co obrażać. Inne czasy, inne pokolenie, inna muzyka. Czy ktoś wyobraża sobie, że młodzi ludzie masowo zaczną szaleć z Beatelsami...najwyżej uśmiechną się z politowaniem. A czy "my" zachwycamy się muzyka z lat 40, 30, 20 itp? Nie, bo jest dla nas nudna, śmieszna itd. Oczywiście, jeśli ktoś nie jest ograniczony tylko do swojego wąskiego podwórka, wie co nieco, trochę się interesuje, ale tylko jako historią, podstawami, a nie jako "nadal żywą i obowiązują oraz niezwykle ekscytującą" muzyką. Także, blues był, jest i pewnie będzie, a "metal" poszedł w innym kierunku i nie ma co się kurczowo trzymać, że blues, że 4/4, że na 12 taktów, że w E itd. Dla mnie pierwsze komputery domowe, komórki, internet to była rewolucja...dla moje dziecko nie bardzo może pojąć, że kiedyś tego nie było. a jak słyszy, że w sklepie były puste półki i jeszcze do tego wszystko było na kartki, to myśli że sobie jaja robię.
Awatar użytkownika
wojakwojak
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 621
Rejestracja: pt sty 15, 2010 10:15 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: wojakwojak »

Czy namiętnie i codziennie słuchasz Little Richarda, Eddie Cochrana, Chucka Berry'ego, Buddy Holly'ego, Elvisa Presleya? Ja wolę Yes, ale wiem, że członkowie Yes zapewne lubili Little Richarda, Eddie Cochrana, Chucka Berry'ego, Buddy Holly'ego, Elvisa Presleya. A czy muzyka Yes ma cokolwiek wspólnego z muzyką Elvisa itd.?
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Re: Guns N' Roses / Velvet Revolver / Slash

Post autor: voivod' »

wojakwojak pisze:Owszem, ale co z tego? Czy nadal wszyscy mają grać tak jak Elvis w latach 50? A skąd się wziął Elvis? A skąd się wziął ten, który był inspiracją Elvisa? Czasy się zmieniają, technologie się zmieniają, umiejętności się zmieniają, upodobania się zmieniają...
Elvis wzial sie country i bluesa. Potem byli The Beatles, Hendrix, Led Zeppelin, Black Sabbath, Sex Pistols, Motorhead, a potem tez heavymetal. Tak w skrocie :)
wojakwojak pisze:Dopóki nie jest się "w środku" jakiegoś procesu, widzi się tylko czubek góry. Proszę u wierzyć mi, że jeśli teraz ktoś chciałby nagrać swój debiut i zrobiłby to tak jak np. Led Zeppelin albo Black Sabbath (a zwłaszcza drugi z tych zespołów miał super debiut), zostałby zniszczony przez krytykę,pod warunkiem, że w ogóle ktoś by się czymś tak prymitywnym, wstecznym, nierównym i źle brzmiącym i źle zagranym zainteresował (to nie jest moja opinia o tych albumach, tylko spodziewana reakcja ludzkości, gdyby były debiutami w roku 2016)
tak sie sklada ze oba te zespolu na poczatku lat 70 byly wlasnie niszczone przez krytyke jak cos prymitywnego i wstecznego. led zeppelin dobra prase zaczeli miec chyba dopiero po tym jak sie rozpadli :)

wojakwojak pisze:Wystarczy porozmawiać z ludźmi z branży - słyszy się - tak się nie gra, tak się nie robi itp.
No tak, ale mozna tez sobie zadac pytanie ile dzieki swojemu podejsciu osiagnal Page albo Iommi, ale ile "ludzie z branzy"
wojakwojak pisze:Albo porozmawiać z ludźmi w pracy - a co to? ale kicha?, ee, takie starocie?, nie ma 132 na podwójnej? a gdzie beat? itp.
ja mam w pracy fanow chyba wszystkich gatunkow muzyki od jazzu, przez heavy metal az do drum&bassow :)
wojakwojak pisze:Mi ostatecznie opadły klapki z oczu, jak kilka lat temu chciałem coś powiedzieć o Dire Straits - rozmawiałem z osobami ok. 5 lat ode mnie młodszymi, było ich kilkanaście....nikt nie znał takiej nazwy...wpisali sobie na jutubie i powiedzieli....a, te dziadki, przecież tu się nic nie dzieje. I wcale nie ma się na nich o co obrażać. Inne czasy, inne pokolenie, inna muzyka. Czy ktoś wyobraża sobie, że młodzi ludzie masowo zaczną szaleć z Beatelsami...najwyżej uśmiechną się z politowaniem. A czy "my" zachwycamy się muzyka z lat 40, 30, 20 itp? Nie, bo jest dla nas nudna, śmieszna itd. Oczywiście, jeśli ktoś nie jest ograniczony tylko do swojego wąskiego podwórka, wie co nieco, trochę się interesuje, ale tylko jako historią, podstawami, a nie jako "nadal żywą i obowiązują oraz niezwykle ekscytującą" muzyką. Także, blues był, jest i pewnie będzie, a "metal" poszedł w innym kierunku i nie ma co się kurczowo trzymać, że blues, że 4/4, że na 12 taktów, że w E itd. Dla mnie pierwsze komputery domowe, komórki, internet to była rewolucja...dla moje dziecko nie bardzo może pojąć, że kiedyś tego nie było. a jak słyszy, że w sklepie były puste półki i jeszcze do tego wszystko było na kartki, to myśli że sobie jaja robię..
A czy z ludzmi ktorzy nie maja prawa jazdy tez dyskutujesz na przyklad o konstrukcji silnika? :)

Mi sie wydaje ze The Beatles wiaz maja wiecej fanow niz jakikolwiek inny zespol, wystarczy spojrzec "lajki" na fejsbuku i wziac poprawke na to ze klikaja glownie mlodzi ludzie.



EDIT jeszcze apropo rytmu przypomniala mi sie ciekawa wypowiedz Ala Di Meoli
https://www.youtube.com/watch?v=TZ4FZ80Qdd8
muzyka to rytm ;)
Awatar użytkownika
voivod'
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1570
Rejestracja: pt paź 05, 2012 8:30 pm

Joe Satriani

Post autor: voivod' »

wojakwojak pisze:Czy namiętnie i codziennie słuchasz Little Richarda, Eddie Cochrana, Chucka Berry'ego, Buddy Holly'ego, Elvisa Presleya? Ja wolę Yes, ale wiem, że członkowie Yes zapewne lubili Little Richarda, Eddie Cochrana, Chucka Berry'ego, Buddy Holly'ego, Elvisa Presleya. A czy muzyka Yes ma cokolwiek wspólnego z muzyką Elvisa itd.?
Slucham ich czesciej niz Yes, zdecydowanie. Lubie Yes, ale ze 4 plyty, nie wiecej.






Część dyskusji(o Satrianim i gitarzystach) przeniosłem z tematu o Guns n'Roses - mic7
Awatar użytkownika
Dejavu
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4927
Rejestracja: pt maja 31, 2013 9:30 pm

Re: Joe Satriani

Post autor: Dejavu »

To jest dyskusja w której z założenia nikt nie może mieć racji, bo to co oceniamy nie podlega obiektywnej ocenie. Obiektywnie ocenić można poziom techniczny danego muzyka, np. że Satriani jest lepiej wyszkolonym technicznie gitarzystą niż np. Keith Richards, tylko że fakt bycia wirtuozem jeszcze nie znaczy, że ktoś robi dobrą muzykę.O tym często przypominają słuchacze gitarzystów grających mniej technicznie i całkiem się z tym zgadzam, ale z tej właśnie drugiej strony zauważyłem dokładnie odwrotne podejście czyli zarzucanie wszystkim wirtuozerskim gitarzystom braku feelingu, braku wyobraźni muzycznej etc. Takie pojęcia jak feeling, wyobraźnia muzyczna (nawiasem mówiąc nie trafia do mnie pisanie o braku wyobraźni muzycznej w przypadku Vaia czy Satrianiego i stawianie obok bluesowych gitarzystów którzy najczęściej grają w kółko kilka tych samych zagrywek w tej samej skali ;) Nic nie ujmuję im, ja też lubię posłuchać BB Kinga czy Hookera, ale to nie są wzorce muzyków z wielką wyobraźnią według mnie) i inne tego typu to przecież całkowicie subiektywne sprawy i to nie działa tak, że ktoś powie swoją rację (najmojszą rację, jak w Dniu Świra ;)) i to będzie objawiona prawda.
Też jeszcze chciałem się odnieść do tego co pisał Voivod chyba - odnośnie wirtuozerskich gitarzystów i ich braku umiejętności w zagraniu jakiegoś sensownego bluesa. Wojakwojak powiedział o tej płycie "Joe Satriani" w lekko bluesowym klimacie, akurat ja o tej płycie bym nie wspominał, gdyż jest to moim zdaniem najsłabsza płyta Satcha, według mnie to brzmi jakby przed wejściem do studia założył sobie, że koniecznie musi nagrać wolniejszą i bardziej bluesową płytę, co moim zdaniem mało przekonująco brzmi, trochę jakby było to nagrywane na siłę. I do tego właśnie zmierzam, że mogę się zgodzić, że prawdopodobnie Satriani czy Vai nie zagrają bardzo dobrego, naturalnego bluesa, tylko dlaczego to miałoby stanowić jakąś ich wadę? Od grania bluesa, są dobrzy bluesowi gitarzyści, niech wszyscy robią to na czym się najlepiej znają. Krytykowanie Satrianiego, że nie będzie dobrym bluesmanem to dla mnie trochę tak jakby krytykować Erica Claptona za to, że pewnie nie odnalazłby się dobrze w progresywnym metalu, Jeffa Hannemanna że pewnie nie byłby zbyt dobry w graniu jazzu, a BB Kinga za to, że ciężko sobie go wyobrazić grającego muzykę klasyczną. Każdy z nich ma swoje podwórko i niech nagrywają dobre płyty, niekoniecznie muszą we wszystkich (nawet tych będącym jakimś tam fundamentem) gatunkach świetnie sobie radzić. Póki Satriani trzyma swój poziom i ma mało wpadek, a więcej płyt z gustownym, dobrze brzmiącym i odpowiednio dawkowanym shreddingiem to jest ok i nie ma problemu, że nie zrobi się z niego drugiego Alberta Kinga.

Jeśli chodzi o samą wirtuozerię, to według mnie jest dobrą opcją (oczywiście nie konieczną) w przypadku muzyków, ponieważ znosi ograniczenia techniczne, pozostawiając jedynie wspomniane ograniczenia wyobraźni muzycznej. Jeśli jest środkiem a nie celem samym w sobie to jest bardzo dobrze.
ODPOWIEDZ