Jest 2020 rok. Ostatni koncert ostatniej trasy Priest w historii. Specjalny, a jakże. Ze specjalną scenografią, ale niestety gwiazdy nie podawały szczegółów. Jak miało się niedługo okazać efekty specjalne były gigantycznych rozmiarów. Pojawili się też goście.
Ale po kolei.
Na początek bez żadnego intra na scenę wkraczają Halford w czarnych podkolanówkach i takim samym bezrękawniku i oczywiście czarnych spodenkach. Później wchodzi uśmiechnięty Tipton ubrany w same czerwone legginsy. Bez topu, bez butów, bez skarpet. Hill wkroczył machając basem jak to miewał w zwyczaju. Faulkner wchodzi popijając colę, a Travis klasycznie wstrzykiwał sobie sterydy podrzucając pałeczkę. Siada za perkusją, reszta panów stoi i czeka przez pięć minut bez ruchu. W pewnym momencie Halford krzyczy "Judas Priest-style heavy metal?!" I zaczynają grać "Breaking the Law". Dziwny opener, prawda? A, zapomniałem dodać, że gościnnie wystąpił Holland grając na marakasach. W połowie utworu na scene wjechała policja i zaczeli strzelać karabinami na kulki w stronę zespołu. Halford nie reagował tylko krzyczał "oh yeah", Tipton nonszalancko się uśmiechał, Hill machał basem, a Faulkner nie zwracając na nic cisnął solóweczkę. Ta policja to był jeden z tych głośno zapowiadanych efektów specjalnych. Następnie grana jest kompozycja kapeli Spooky Tooth: Better By You, Better Than Me. Na telebimach wyświetlane są rozpikselowane zdjęcia karuzel i strzelb(nawiązanie do słynnej sprawy z 1990
Zaczynają się bisy. Leci Don't Go, później grają 4 razy Troubleshootera. Nie z powodu, że poprzednio źle poszedł, po prostu najwyraźniej bardzo lubią ten utwór. All the Way i na sam koniec całego koncertu leci ulubieniec wszystkich fanów Priest - You Say Yes, jako idealne zakończenie kariery tegoż wspaniałego zespołu. Na koniec koncertu wychodzi Faulkner i pyta czy chcemy jeszcze jeden bis. Wszyscy krzyczą, że oczywiście, że tak. Siadają za instrumenty i w 8-mio osobowym składzie grają całą płytę Nostradamus. Na koniec zapraszają jeszcze orkiestrę symfoniczną by odegrać pieśń Rocka Rolla z genialnego debiutu. Halford na koniec krzyczy Judas Priest Style Heavy Metal, leci konfetti a historia JP dobiega końca.



