A nie Kennedyego?
Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Z czym się nie zgadzasz? Że DT stali się kopią samych siebie, po tym jak na poziom ambicji wyznaczyli sobie grać tak dobrze jak Rush? Ale trzeba im przyznać, tak zerżnąć z The Camera Eye to tylko oni potrafią.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
DT to absolutny top, nie muszą grać jak Rush, mają swój styl, trochę oparty na graniu chłopaków z Kanady. The Camera Eye grali nawet na żywo kiedyś 
Lata 60 mnie raczej nie kręcą, więc JFK odpada.
Lata 60 mnie raczej nie kręcą, więc JFK odpada.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Nie muszą, dlatego kopiują też patenty Yes i Genesis (pasaże klawiszowe, ale wcześniej grali je już Pendragon). Na pewno wielu innych też, piszę opierając się na najlepszej ich płycie Images and Words.
Lata 60 to kluczowe lata dla popkultury i w ogóle całej cywilizacji zachodniej.
Lata 60 to kluczowe lata dla popkultury i w ogóle całej cywilizacji zachodniej.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Mieli wiele inspiracji, więc być może, oni zaczynali w 1985, więc w progu zostało już wiele powiedziane.
Hipisi i tego typu klimaty to nie moja bajka.
Hipisi i tego typu klimaty to nie moja bajka.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
2. Jethro Tull - Thick as a Brick (1972)

Thick as a Brick to album, który w moim osobistym rankingu postawił progres ponad metalem. Nie zrobili tego Pink Floyd i Marillion, zrobiła to formacja Jethro Tull, chociaż taki progres z jakim mamy do czynienia na TAAB poczynili zaledwie dwa razy w karierze. Ian Anderson tłumaczył, iż chciał po prostu zażartować z koncept albumów i skonstruował suitę, której tekst przypisał 8 letniemu Geraldowi Bostockwi. Wielu się nabrało. Czego tu nie ma. Muzycznie ciężko rozpracować co tutaj grają, poza oczywiście ogólnym stwierdzeniem, że to rock progresywny. Napisać, że widoczne są wpływy folku i hard rocka to nic nie napisać. Grupa gra z polotem, dość szybko, nawet spokojne fragmenty mają w sobie jakąś dzikość. Kiedy grali ten utwór 6 lat później w Madison Square Garden, partie perkusji już nie były tak zagęszczone. Znak czasów. Niesamowicie unikatowe dzieło, bo choć ma prawie 5 dekad nie zestarzało się wcale, inspirowało i wciąż inspiruje. Steve Harris w latach 90 na łamach Metal Hammera uznał ten album za swoją płytę wszech czasów. Posiadam CD w dwóch egzemplarzach, stary remaster z lat 90, z celowo pożółkłą okładką, gdzie jest przynajmniej większość oryginalnego tekstu z gazety, oraz remiks Wilsona sprzed paru lat. Tego ostatniego wydania nie polecam, nie dość że z gazety pozostała pierwsza i ostatnia strona, to jeszcze nie słychać żadnej wielkiej różnicy w porównaniu z wcześniejszym remasterem. Zwłaszcza, że obie płyty są nadal w sprzedaży, gdyby ktoś miał wątpliwości, warto dać trochę więcej za remaster z bonusami (tym bardziej, że jest tam fragment z Madison Square Garden). Klasa.

Thick as a Brick to album, który w moim osobistym rankingu postawił progres ponad metalem. Nie zrobili tego Pink Floyd i Marillion, zrobiła to formacja Jethro Tull, chociaż taki progres z jakim mamy do czynienia na TAAB poczynili zaledwie dwa razy w karierze. Ian Anderson tłumaczył, iż chciał po prostu zażartować z koncept albumów i skonstruował suitę, której tekst przypisał 8 letniemu Geraldowi Bostockwi. Wielu się nabrało. Czego tu nie ma. Muzycznie ciężko rozpracować co tutaj grają, poza oczywiście ogólnym stwierdzeniem, że to rock progresywny. Napisać, że widoczne są wpływy folku i hard rocka to nic nie napisać. Grupa gra z polotem, dość szybko, nawet spokojne fragmenty mają w sobie jakąś dzikość. Kiedy grali ten utwór 6 lat później w Madison Square Garden, partie perkusji już nie były tak zagęszczone. Znak czasów. Niesamowicie unikatowe dzieło, bo choć ma prawie 5 dekad nie zestarzało się wcale, inspirowało i wciąż inspiruje. Steve Harris w latach 90 na łamach Metal Hammera uznał ten album za swoją płytę wszech czasów. Posiadam CD w dwóch egzemplarzach, stary remaster z lat 90, z celowo pożółkłą okładką, gdzie jest przynajmniej większość oryginalnego tekstu z gazety, oraz remiks Wilsona sprzed paru lat. Tego ostatniego wydania nie polecam, nie dość że z gazety pozostała pierwsza i ostatnia strona, to jeszcze nie słychać żadnej wielkiej różnicy w porównaniu z wcześniejszym remasterem. Zwłaszcza, że obie płyty są nadal w sprzedaży, gdyby ktoś miał wątpliwości, warto dać trochę więcej za remaster z bonusami (tym bardziej, że jest tam fragment z Madison Square Garden). Klasa.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Bardzo lubię "Thick As A Brick", mimo że ma dla mnie format niemalże nie do przyjęcia
Ogólnie Twój ranking jest dla mnie mniej więcej tym samym czym dla Ciebie mój. Więcej niż połowa płyt którą tu wrzuciłeś to dla mnie straaaaaaszliiiiiiweeeee nuuuuudyyyyyy, ale po prostu nie tego szukam w muzyce.
Ogólnie Twój ranking jest dla mnie mniej więcej tym samym czym dla Ciebie mój. Więcej niż połowa płyt którą tu wrzuciłeś to dla mnie straaaaaaszliiiiiiweeeee nuuuuudyyyyyy, ale po prostu nie tego szukam w muzyce.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
1. The Beatles - Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (1967)

Najsłynniejsze dzieło zespołu The Beatles jest ważne z dwóch powodów. Po pierwsze rozpoczęło erę popularności longplayów, a także nakierowało innych twórców na rozwijanie się w kierunku muzyki albumowej. To nie do przecenienia. Dzisiaj pewne rzeczy wydają się oczywiste, ale w latach 60 wszystko to było jak pier.olnięcie z kosmosu. Żeby zdać sobie sprawę z tego jaki impakt nastąpił, trzeba nakreślić tło wydarzeń. O Beatlesach mógłbym pisać naprawdę dużo, ponieważ dołożyłem wszelkich starań by dowiedzieć się o nich wszystkiego co możliwe. Miałem taką fazę kiedyś, łącznie z szukaniem ciekawostek na temat "fałszywego" McCartneya podłożonego w miejsce prawdziwego który ponoć zginął. To jest w sumie zabawna historia, bo nikomu nic się nie stało, ale żeby zrozumieć fenomen Beatlesów trzeba zdać sobie sprawę w jakich czasach się pojawili. Po I wojnie światowej, właściwie cały przemysł rozrywki skupił się na Stanach Zjednoczonych. Tym bardziej po drugiej wojnie wydawało się, iż nic tego nie jest w stanie zmienić. Hollywood rządził kinem, zaś z muzyce najpierw był swingowy gwiazdor Sinatra, później rock and rollowy Elvis. Jeszcze w roku 1960 miała miejsce słynna konfrontacja wokalna wielkiego wówczas Elvisa, ze starszym Sinatrą. Cała Ameryka zachwycona wielkością swoich pieśniarzy, zwłaszcza bohaterem młodej generacji Presleyem, nie wiedziała jeszcze wtedy, że w Liverpoolu tworzy się właśnie grupa, która zmiecie stary porządek amerykańskich gwiazdorów i zapoczątkuje modę na zespoły. W lutym 1964 roku, kiedy Beatlesi pojawili się w Show Eda Sullivana, przed telewizorami zasiadła ponad 1/3 ówczesnej ludności USA. Elvis był skończony, Ameryka była na kolanach. Już nie dominowała w muzyce rozrywkowej. Rolę tę przejęli Brytyjczycy i tak jeszcze długo pozostało. Swoją drogą, czym się różnią Amerykanie od Brytyjczyków? Ci pierwsi uważają, że Elvis żyje, ci drudzy, że Paul McCartney nie żyje (faktem jest, że pierwsze info o rzekomej śmierci Paula pojawiło się w styczniu 1967 roku w Londynie, dopiero przeszło dwa lata później poinformowano o tym fake newsie Amerykanów). Nie jest też wykluczonym, że wszystkie wskazówki (dotyczące rzekomej śmierci Paula) zawarte na okładce Sgt Peppera i w tekstach utworów, celowo zostały zamieszczone przez muzyków, gdyż w tamtym czasie pracowali nad płytą i mogło im się to wydać zabawne. Wskazówki na wcześniejszych płytach są oczywiście nierealne, gdyż Paul miał ponoć zginąć pod koniec roku 1966. Mój pierwszy kontakt z tą płytą był taki, że od razu mnie powaliła na kolana i to zanim wybrzmiały ostatnie akordy. Kto jest ciekaw, znajdzie na jednej, bardzo znanej i ważnej płycie Helloween krótkie odniesienie do tego albumu. Traktuję go jako całość, nie wyróżniam żadnego utworu. Może jedynie A Day in the Life jako dość ciekawe zakończenie po zakończeniu.

Najsłynniejsze dzieło zespołu The Beatles jest ważne z dwóch powodów. Po pierwsze rozpoczęło erę popularności longplayów, a także nakierowało innych twórców na rozwijanie się w kierunku muzyki albumowej. To nie do przecenienia. Dzisiaj pewne rzeczy wydają się oczywiste, ale w latach 60 wszystko to było jak pier.olnięcie z kosmosu. Żeby zdać sobie sprawę z tego jaki impakt nastąpił, trzeba nakreślić tło wydarzeń. O Beatlesach mógłbym pisać naprawdę dużo, ponieważ dołożyłem wszelkich starań by dowiedzieć się o nich wszystkiego co możliwe. Miałem taką fazę kiedyś, łącznie z szukaniem ciekawostek na temat "fałszywego" McCartneya podłożonego w miejsce prawdziwego który ponoć zginął. To jest w sumie zabawna historia, bo nikomu nic się nie stało, ale żeby zrozumieć fenomen Beatlesów trzeba zdać sobie sprawę w jakich czasach się pojawili. Po I wojnie światowej, właściwie cały przemysł rozrywki skupił się na Stanach Zjednoczonych. Tym bardziej po drugiej wojnie wydawało się, iż nic tego nie jest w stanie zmienić. Hollywood rządził kinem, zaś z muzyce najpierw był swingowy gwiazdor Sinatra, później rock and rollowy Elvis. Jeszcze w roku 1960 miała miejsce słynna konfrontacja wokalna wielkiego wówczas Elvisa, ze starszym Sinatrą. Cała Ameryka zachwycona wielkością swoich pieśniarzy, zwłaszcza bohaterem młodej generacji Presleyem, nie wiedziała jeszcze wtedy, że w Liverpoolu tworzy się właśnie grupa, która zmiecie stary porządek amerykańskich gwiazdorów i zapoczątkuje modę na zespoły. W lutym 1964 roku, kiedy Beatlesi pojawili się w Show Eda Sullivana, przed telewizorami zasiadła ponad 1/3 ówczesnej ludności USA. Elvis był skończony, Ameryka była na kolanach. Już nie dominowała w muzyce rozrywkowej. Rolę tę przejęli Brytyjczycy i tak jeszcze długo pozostało. Swoją drogą, czym się różnią Amerykanie od Brytyjczyków? Ci pierwsi uważają, że Elvis żyje, ci drudzy, że Paul McCartney nie żyje (faktem jest, że pierwsze info o rzekomej śmierci Paula pojawiło się w styczniu 1967 roku w Londynie, dopiero przeszło dwa lata później poinformowano o tym fake newsie Amerykanów). Nie jest też wykluczonym, że wszystkie wskazówki (dotyczące rzekomej śmierci Paula) zawarte na okładce Sgt Peppera i w tekstach utworów, celowo zostały zamieszczone przez muzyków, gdyż w tamtym czasie pracowali nad płytą i mogło im się to wydać zabawne. Wskazówki na wcześniejszych płytach są oczywiście nierealne, gdyż Paul miał ponoć zginąć pod koniec roku 1966. Mój pierwszy kontakt z tą płytą był taki, że od razu mnie powaliła na kolana i to zanim wybrzmiały ostatnie akordy. Kto jest ciekaw, znajdzie na jednej, bardzo znanej i ważnej płycie Helloween krótkie odniesienie do tego albumu. Traktuję go jako całość, nie wyróżniam żadnego utworu. Może jedynie A Day in the Life jako dość ciekawe zakończenie po zakończeniu.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
No to nieźle zaskoczyłeś, nie spodziewałem się ich na pierwszym miejscu. Chyba ich najlepszy album, ale wieki tego nie słuchałem. Czytałem o śmierci Paula kilka razy, i sam już nie wiem w co wierzyć, byloby ciekawie gdyby sie okazało, że grasuje jego sobowtór. Super lista, i czekam na 10 płyt HM.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Ktoś zrobił Paulowi fotkę, jak grał praworęcznie na gitarze hehe. Takich cyrków wokół tego było sporo. Ale to oczywiście bujda na resorach. Z HM to dam 9 płyt, które nie wlazły do top50 i jedną EPkę.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Jeszcze jedna ciekawostka. Sgt Peppers sprzedał się w ponad 18 mln egzemplarzy, bez żadnej trasy promocyjnej, bez żadnych koncertów w ogóle. No i bez teledysków w MTV, bo nie było MTV. W samych Stanach 11 milionów. Absolutny fenomen nie do ogarnięcia.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Szkoda, że taki mały odzew tutaj w temacie miałeś, bo płyty znakomite wrzucałeś.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Znakomite do spania. Wyobraziłem sobie playlistę z płyt z czołówki tej listy - sen twardy jak kamień.
Oczywiście gusta na szczęście są różne.
Oczywiście gusta na szczęście są różne.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Niektórzy ograniczają się wyłącznie do metalu. Miłych snów.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Nie o to chodzi. Nudny metal też istnieje.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Masz rację. Zdarzyło mi sie usnąć. A przy Jethro Tull nigdy.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
No widzisz.
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
***HONORABLE MENTIONS***
10. The Doors - L.A. Woman (1971)
Ostatnie świadectwo przepier.olonego życia frontmana, definitywne zamknięcie rozdziału pod tytułem "lata 60". Trzy miesiące po wydaniu albumu Jim Morrison zmarł w Paryżu, w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Ulubione utwory: L'America, Hyacinth House (zawiera cytat z Poloneza op. 53 Chopina, Ray Manzarek, a właściwie Manczarek miał polskie pochodzenie), Riders on the Storm
9. Tangerine Dream - Rubycon (1975)
Wynurzmy się na chwilę z morskich głębin jako żywo porwani przez kapitana Nemo. Zastanawiałem się nad Stratosfear ale ten album jest bardziej wyrazisty. Jeśli muzyka elektroniczna to tylko Mandaryni. No, w małych dawkach może być też Kraftwerk.
8. Motorhead - 1916 (1991)
Nie może zabraknąć ekipy Lemmyego (RiP). To najbardziej eklektyczny album Motorhead, zawiera aż dwie, zupełnie różne od siebie ballady, mroczny i także nietypowy dla ich stylistyki Nightmare/The Dreamtime i trochę zwyczajowego brudu. Solówki gitarowe palce lizać. Nigdy wcześniej ani później nie były tak dobre. Najlepsze utwory: The One to Sing the Blues, I'm So Bad, No Voices in the Sky, Nightmare/The Dreamtime, Love Me Forever, Make My Day
7. Pretty Maids - Future World (1987)
Najlepsze dzieło Duńczyków. Pierwsze trzy utwory, każdy zupełnie inny. Dalej jest już bardziej przewidywalnie, ale równie przebojowo. Najlepsze utwory: Future World, We Came to Rock, Love Games, Rodeo, Long Way to Go.
6. Rainbow - Rising (1976)
Był Lemmy, musi być Dio. Najlepsze co nagrano z Dio to moim zdaniem Rising. Bez tej płyty nie byłoby całego power metalu, a już na pewno nie w kształcie jaki znamy i lubimy. Płyta kluczowa nie tylko ze względu na świetny Stargazer, bo to następna kompozycja wydaje się bardziej wpływowa (zwłaszcza te zagrywki a la Helloween;)). Najlepsze utwory: Tarot Woman, Stargazer, A Light in the Black
10. The Doors - L.A. Woman (1971)
Ostatnie świadectwo przepier.olonego życia frontmana, definitywne zamknięcie rozdziału pod tytułem "lata 60". Trzy miesiące po wydaniu albumu Jim Morrison zmarł w Paryżu, w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Ulubione utwory: L'America, Hyacinth House (zawiera cytat z Poloneza op. 53 Chopina, Ray Manzarek, a właściwie Manczarek miał polskie pochodzenie), Riders on the Storm
9. Tangerine Dream - Rubycon (1975)
Wynurzmy się na chwilę z morskich głębin jako żywo porwani przez kapitana Nemo. Zastanawiałem się nad Stratosfear ale ten album jest bardziej wyrazisty. Jeśli muzyka elektroniczna to tylko Mandaryni. No, w małych dawkach może być też Kraftwerk.
8. Motorhead - 1916 (1991)
Nie może zabraknąć ekipy Lemmyego (RiP). To najbardziej eklektyczny album Motorhead, zawiera aż dwie, zupełnie różne od siebie ballady, mroczny i także nietypowy dla ich stylistyki Nightmare/The Dreamtime i trochę zwyczajowego brudu. Solówki gitarowe palce lizać. Nigdy wcześniej ani później nie były tak dobre. Najlepsze utwory: The One to Sing the Blues, I'm So Bad, No Voices in the Sky, Nightmare/The Dreamtime, Love Me Forever, Make My Day
7. Pretty Maids - Future World (1987)
Najlepsze dzieło Duńczyków. Pierwsze trzy utwory, każdy zupełnie inny. Dalej jest już bardziej przewidywalnie, ale równie przebojowo. Najlepsze utwory: Future World, We Came to Rock, Love Games, Rodeo, Long Way to Go.
6. Rainbow - Rising (1976)
Był Lemmy, musi być Dio. Najlepsze co nagrano z Dio to moim zdaniem Rising. Bez tej płyty nie byłoby całego power metalu, a już na pewno nie w kształcie jaki znamy i lubimy. Płyta kluczowa nie tylko ze względu na świetny Stargazer, bo to następna kompozycja wydaje się bardziej wpływowa (zwłaszcza te zagrywki a la Helloween;)). Najlepsze utwory: Tarot Woman, Stargazer, A Light in the Black
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
5. Yngwie J. Malmsteen's Rising Force - Marching Out (1985)
Był Blackmore musi być jego uczeń, pod każdym względem. Marching Out to najbardziej heavy metalowa płyta Malmsteena, był to też mój pierwszy kontakt z jego twórczością. Zaczęło się od teledysku do I'll See the Light Tonight i jakoś dalej poszło. Andy LaRocque inspirował się Malmsteenem przy swoich solówkach. Najlepsze utwory: I'll See the Light Tonight, Disciples of Hell, I Am a Viking
4. AC/DC - Highway to Hell (1979)
Najlepsze AC/DC z nieśmiertelnym Bonem Scottem. Bluesowa histeria w głosie Scotta, plus energetyczny rock and roll braci Young stanowiły wyjątkowo dobrą kombinację. Nie zgadzam się też, że to muzyka łatwa do zagrania. Pamiętam Scotta Iana próbującego naśladować zagrywki Malcolma. Dużo lepiej wychodził mu speed metal. Najlepsze utwory: Touch Too Much, Shot Down in Flames, Night Prowler
3. Dire Straits - Making Movies (1980)
Jeden z nielicznych autorów tekstów, którego teksty lubię. W dodatku Mark Knopfler śpiewa jakby od niechcenia, a wychodzi świetnie. Nieliczni posiadają tego rodzaju charyzmę wokalną. Ulubione utwory: Tunnel of Love, Romeo and Juliet, Hand in Hand
2. Yes - The Yes Album (1971)
Nie chciałem dawać aż pięciu płyt Yes w top 50. A to bardzo ważna płyta, początek wielkiego Yes. Niewątpliwie pomógł Steve Howe, który przyszedł wtedy do zespołu. Analizując ich kolejne składy, okazuje się, że na wszystkich topowych płytach tego zespołu gra Howe. Mogło nie być Andersona i Wakemana, ale kiedy brakło Howe'a trzeba było się przebranżowić. Nawet jeśli 90125 to płyta dobra, gdzie jej tam do choćby Dramy (bez Andersona i Wakemana).
1. Queesnryche - Queensryche EP (1983)
Te 4 utwory nagrane w 1982 roku to nie tylko początek wielkiej kariery zespołu, ale i świadectwo tamtych czasów, z wszystkimi najbardziej charakterystycznymi składnikami. Delay na wysokim wokalu, unisona basu i gitary, tak brzmi dla mnie najlepszy metal. Ta EPka to dla mnie najlepsze wydawnictwo niebędące studyjnym długograjem.
Był Blackmore musi być jego uczeń, pod każdym względem. Marching Out to najbardziej heavy metalowa płyta Malmsteena, był to też mój pierwszy kontakt z jego twórczością. Zaczęło się od teledysku do I'll See the Light Tonight i jakoś dalej poszło. Andy LaRocque inspirował się Malmsteenem przy swoich solówkach. Najlepsze utwory: I'll See the Light Tonight, Disciples of Hell, I Am a Viking
4. AC/DC - Highway to Hell (1979)
Najlepsze AC/DC z nieśmiertelnym Bonem Scottem. Bluesowa histeria w głosie Scotta, plus energetyczny rock and roll braci Young stanowiły wyjątkowo dobrą kombinację. Nie zgadzam się też, że to muzyka łatwa do zagrania. Pamiętam Scotta Iana próbującego naśladować zagrywki Malcolma. Dużo lepiej wychodził mu speed metal. Najlepsze utwory: Touch Too Much, Shot Down in Flames, Night Prowler
3. Dire Straits - Making Movies (1980)
Jeden z nielicznych autorów tekstów, którego teksty lubię. W dodatku Mark Knopfler śpiewa jakby od niechcenia, a wychodzi świetnie. Nieliczni posiadają tego rodzaju charyzmę wokalną. Ulubione utwory: Tunnel of Love, Romeo and Juliet, Hand in Hand
2. Yes - The Yes Album (1971)
Nie chciałem dawać aż pięciu płyt Yes w top 50. A to bardzo ważna płyta, początek wielkiego Yes. Niewątpliwie pomógł Steve Howe, który przyszedł wtedy do zespołu. Analizując ich kolejne składy, okazuje się, że na wszystkich topowych płytach tego zespołu gra Howe. Mogło nie być Andersona i Wakemana, ale kiedy brakło Howe'a trzeba było się przebranżowić. Nawet jeśli 90125 to płyta dobra, gdzie jej tam do choćby Dramy (bez Andersona i Wakemana).
1. Queesnryche - Queensryche EP (1983)
Te 4 utwory nagrane w 1982 roku to nie tylko początek wielkiej kariery zespołu, ale i świadectwo tamtych czasów, z wszystkimi najbardziej charakterystycznymi składnikami. Delay na wysokim wokalu, unisona basu i gitary, tak brzmi dla mnie najlepszy metal. Ta EPka to dla mnie najlepsze wydawnictwo niebędące studyjnym długograjem.
-
Deleted User 2259
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
2 osoba, która skonczyła swoja listę. To teraz top 100 utworów jedziesz??
Re: Top 50 płyt - WYZWANIE - Vorgel
Tak, ale muszę jeszcze przypisać pozycje poszczególnym utworom.

