Kiss
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12618
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: Kiss
Dla mnie autorytetem jest Killers54
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: Kiss
6. Rock and Roll Over (1976)
Kiss nie do końca byli zadowoleni z kierunku jaki grupa obrała na płycie Destroyer i jeszcze w tym samym roku postanowili wydać następcę. Jak Paul określił, wrócili do 'mięsa i ziemniaków'. Ale ponieważ wielkim sukcesem z Destroyera okazał się utwór Beth, postanowili na krążku następnym umieścić balladę Hard Luck Woman w charakterze sałatki
W przeciwieństwie do Beth ten numer jest jednak o wiele bardziej luzacki, niekoniecznie lepszy. Nie psuje jednak obrazu całości. Śpiewa znów Peter Criss, ponoć kawałek miał zostać oddany Rodowi Stewartowi, ale Criss zagroził odejściem i wtedy... Na krążku nie ma żadnego utworu Ace'a, ten chomikował swoje kawałki na album solowy. Tyle, że w momencie gdy Kiss stali się zespołem multiplatynowym, wykorzystał dwa numery na kolejne dwie płyty zespołu, zanim wydał solowy krążek. Cóż, tak działa na ludzi sukces. Równa, bardzo dobra płyta gdzie pierwsze 3 utwory spokojnie wbijają się do czołówki najlepszych ich utworów w ogóle.
Ocena : 10/10
5. Hotter Than Hell (1974)
Po mocnym debiutanckim strzale Kiss poszli za ciosem i dość szybko nagrali w Kalifornii następcę. Album ma surowe brzmienie, dość ciężkie jak na owe czasy. Nie wszystko jest tutaj perfekcyjne, ale dobrze oddaje klimat tamtego okresu i niebywały głód muzyków by wybić się do rockowej ekstraligi. Płytę scala to duszne, ciężkie brzmienie, za wyjątkiem utworu Comin' Home, który brzmi jakby był nagrywany z pokoju obok. Sama kompozycja dobra, z filozofią wczesnych Beatlesów, ale brzmieniowo niezbyt pasuje do reszty. Tak czy owak, dołożyli do pieca. Najcięższa ich płyta, najbardziej surowa. Nie sprzedawała się jednak dobrze i po 4 miesiącach wycofano zespół z trasy by pracował nad krążkiem mającym być tym przełomowym.
Ocena : 10/10
Kiss nie do końca byli zadowoleni z kierunku jaki grupa obrała na płycie Destroyer i jeszcze w tym samym roku postanowili wydać następcę. Jak Paul określił, wrócili do 'mięsa i ziemniaków'. Ale ponieważ wielkim sukcesem z Destroyera okazał się utwór Beth, postanowili na krążku następnym umieścić balladę Hard Luck Woman w charakterze sałatki
Ocena : 10/10
5. Hotter Than Hell (1974)
Po mocnym debiutanckim strzale Kiss poszli za ciosem i dość szybko nagrali w Kalifornii następcę. Album ma surowe brzmienie, dość ciężkie jak na owe czasy. Nie wszystko jest tutaj perfekcyjne, ale dobrze oddaje klimat tamtego okresu i niebywały głód muzyków by wybić się do rockowej ekstraligi. Płytę scala to duszne, ciężkie brzmienie, za wyjątkiem utworu Comin' Home, który brzmi jakby był nagrywany z pokoju obok. Sama kompozycja dobra, z filozofią wczesnych Beatlesów, ale brzmieniowo niezbyt pasuje do reszty. Tak czy owak, dołożyli do pieca. Najcięższa ich płyta, najbardziej surowa. Nie sprzedawała się jednak dobrze i po 4 miesiącach wycofano zespół z trasy by pracował nad krążkiem mającym być tym przełomowym.
Ocena : 10/10
Re: Kiss
4. Destroyer (1976)
Ten album najdłużej do mnie docierał z wszystkich płyt w klasycznym składzie. Oczywiście są tutaj ewidentnie mocne strzały już na pierwszy rzut ucha by Detroit Rock City i God of Thunder wspomnieć. Ale całość dość długo nie mogła do mnie dotrzeć. Grupa do produkcji zatrudniła Boba Ezrina, który miał na koncie sukcesy z Alice Cooperem. Ten kierunek obrali też Kiss. Nie jest to więc jednoznacznie hard rockowa płyta, ma bowiem elementy art rocka. Great Expectations czy Beth są tego idealnym przykładem. Całość brzmi fantastycznie i trzeba tego posłuchać z płyty, najlepiej na słuchawkach. Obecnie wysoko oceniam album, ale trzeba do niego odpowiednio podejść. Nie jest to tak dobry krążek jak Welcome to My Nightmare, w kategorii Kiss najwyższa nota, ale od albumu Alice'a dzieli ją przynajmniej jedno oczko. Może dwa.
Ocena : 10/10
3. Kiss (1974)
5 utworów na debiucie to oczywiste hiciory czy też genialne wprost kompozycje. Pozostała piątka spada gdzieś pod taboret, ale nie znaczy to, iż jest zła. No bo czy Nothin' to Lose w stylu Chucka Berryego czy Little Richarda to zły numer? Sam jego przekaz jest dość zabawny, ponoć zainspirowany utworem Dixona Back Door Man (utwór nagrała też grupa The Doors). Ale to zupełnie inne kawałki. Firehouse też buja w starym stylu, ale tutaj jest już ostrzej. Generalnie ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Zespół grzeje te rock and rolle z gracją samego wielkiego Shakiego
Ocena : 10/10
Ten album najdłużej do mnie docierał z wszystkich płyt w klasycznym składzie. Oczywiście są tutaj ewidentnie mocne strzały już na pierwszy rzut ucha by Detroit Rock City i God of Thunder wspomnieć. Ale całość dość długo nie mogła do mnie dotrzeć. Grupa do produkcji zatrudniła Boba Ezrina, który miał na koncie sukcesy z Alice Cooperem. Ten kierunek obrali też Kiss. Nie jest to więc jednoznacznie hard rockowa płyta, ma bowiem elementy art rocka. Great Expectations czy Beth są tego idealnym przykładem. Całość brzmi fantastycznie i trzeba tego posłuchać z płyty, najlepiej na słuchawkach. Obecnie wysoko oceniam album, ale trzeba do niego odpowiednio podejść. Nie jest to tak dobry krążek jak Welcome to My Nightmare, w kategorii Kiss najwyższa nota, ale od albumu Alice'a dzieli ją przynajmniej jedno oczko. Może dwa.
Ocena : 10/10
3. Kiss (1974)
5 utworów na debiucie to oczywiste hiciory czy też genialne wprost kompozycje. Pozostała piątka spada gdzieś pod taboret, ale nie znaczy to, iż jest zła. No bo czy Nothin' to Lose w stylu Chucka Berryego czy Little Richarda to zły numer? Sam jego przekaz jest dość zabawny, ponoć zainspirowany utworem Dixona Back Door Man (utwór nagrała też grupa The Doors). Ale to zupełnie inne kawałki. Firehouse też buja w starym stylu, ale tutaj jest już ostrzej. Generalnie ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Zespół grzeje te rock and rolle z gracją samego wielkiego Shakiego
Ocena : 10/10
Re: Kiss
2. Love Gun (1977)
Najszybciej sprzedająca się płyta Kiss, w dniu wydania osiągnęła platynę. Jest na niej wszystko za co warto polubić Kiss. Album pod pewnym względem przypomina debiut, obok kawałków zdecydowanie do przodu jak Love Gun czy I Stole Your Love mamy też tradycyjne rock and rolle w postaci Christine Sixteen czy Tomorrow and Tonight, przy dość dużym kontraście. Wszystkie płyty pomiędzy pod tym względem są bardziej wyważone. Bo np. w przypadku Hotter Than Hell dano duszne, ciężkie brzmienie nawet niewinnym rock and rollom, a w przypadku Dressed to Kill, wyważono co bardziej odważne numery gitarą akustyczną. Tak czy owak, Love Gun to potęga. I ta okładka. Kiss w tamtym czasie byli już takim właśnie zespołem. Od kolesi grających za 60 dolarów tygodniowo, do platynowych gwiazd w niecałe 3 lata.
Ocena : 10/10
1. Dressed to Kill (1975)
Najtrudniejszy album w karierze Kiss. Po 4 zaledwie miesiącach trasy Hotter than Hell zostali ściągnięci do studia, bo płyta się nie sprzedawała. Hotter than Hell nie miał produkcji, miał brzmienie owszem ciekawe, ja je bardzo lubię, ale produkcję położono całkiem. Kiss odkrywali w tamtym czasie uroki Kalifornii. W środku gorącego kalifornijskiego lata '74 nagrywali swój drugi album. Paul Stanley napisze w Face the Music, że tam było jak w raju. Że on -jakkolwiek niereligijny- prosił Boga, by się to nie kończyło, miał taką schizę, że zaraz mu to zostanie zabrane, że to zbyt piękne by mogło dłużej trwać. W trakcie tej zabawy powstał album Hotter than Hell. Ale się nie sprzedał jak zakładano. Dlatego Dressed to Kill nagrywano ponownie w Nowym Jorku, z dala od kalifornijskich pokus. Tym razem udało się osiągnąć brzmienie znakomite, z drugiej strony nie tak wygładzone jak na następnym krążku. Powstał kapitalnie brzmiący, hard rock and rollowy album bez słabych punktów. Największym zmartwieniem muzyków było wówczas to, że płyta trwała 29 minut, a była standardowa ilość 10 kawałków. Dodano więc trochę ciszy pomiędzy numerami i wyszło 30 minut z sekundami. Tak się robi rock and roll
Ocena : 10/10
Najszybciej sprzedająca się płyta Kiss, w dniu wydania osiągnęła platynę. Jest na niej wszystko za co warto polubić Kiss. Album pod pewnym względem przypomina debiut, obok kawałków zdecydowanie do przodu jak Love Gun czy I Stole Your Love mamy też tradycyjne rock and rolle w postaci Christine Sixteen czy Tomorrow and Tonight, przy dość dużym kontraście. Wszystkie płyty pomiędzy pod tym względem są bardziej wyważone. Bo np. w przypadku Hotter Than Hell dano duszne, ciężkie brzmienie nawet niewinnym rock and rollom, a w przypadku Dressed to Kill, wyważono co bardziej odważne numery gitarą akustyczną. Tak czy owak, Love Gun to potęga. I ta okładka. Kiss w tamtym czasie byli już takim właśnie zespołem. Od kolesi grających za 60 dolarów tygodniowo, do platynowych gwiazd w niecałe 3 lata.
Ocena : 10/10
1. Dressed to Kill (1975)
Najtrudniejszy album w karierze Kiss. Po 4 zaledwie miesiącach trasy Hotter than Hell zostali ściągnięci do studia, bo płyta się nie sprzedawała. Hotter than Hell nie miał produkcji, miał brzmienie owszem ciekawe, ja je bardzo lubię, ale produkcję położono całkiem. Kiss odkrywali w tamtym czasie uroki Kalifornii. W środku gorącego kalifornijskiego lata '74 nagrywali swój drugi album. Paul Stanley napisze w Face the Music, że tam było jak w raju. Że on -jakkolwiek niereligijny- prosił Boga, by się to nie kończyło, miał taką schizę, że zaraz mu to zostanie zabrane, że to zbyt piękne by mogło dłużej trwać. W trakcie tej zabawy powstał album Hotter than Hell. Ale się nie sprzedał jak zakładano. Dlatego Dressed to Kill nagrywano ponownie w Nowym Jorku, z dala od kalifornijskich pokus. Tym razem udało się osiągnąć brzmienie znakomite, z drugiej strony nie tak wygładzone jak na następnym krążku. Powstał kapitalnie brzmiący, hard rock and rollowy album bez słabych punktów. Największym zmartwieniem muzyków było wówczas to, że płyta trwała 29 minut, a była standardowa ilość 10 kawałków. Dodano więc trochę ciszy pomiędzy numerami i wyszło 30 minut z sekundami. Tak się robi rock and roll
Ocena : 10/10
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12618
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: Kiss
Osobiście myślałem, że któraś wyskoczy poza skalę 
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
- AncientMariner
- -#Clansman

- Posty: 4872
- Rejestracja: sob lis 22, 2014 4:50 pm
- Skąd: Poznań
Re: Kiss
10 na 10 nawet przy takiej słabej produkcji? Pisałes wcześniej ze produkcja to pierwszorzędna kwestiaVorgel pisze: ↑wt wrz 24, 2019 3:47 pm 5. Hotter Than Hell (1974)
Po mocnym debiutanckim strzale Kiss poszli za ciosem i dość szybko nagrali w Kalifornii następcę. Album ma surowe brzmienie, dość ciężkie jak na owe czasy. Nie wszystko jest tutaj perfekcyjne, ale dobrze oddaje klimat tamtego okresu i niebywały głód muzyków by wybić się do rockowej ekstraligi. Płytę scala to duszne, ciężkie brzmienie, za wyjątkiem utworu Comin' Home, który brzmi jakby był nagrywany z pokoju obok. Sama kompozycja dobra, z filozofią wczesnych Beatlesów, ale brzmieniowo niezbyt pasuje do reszty. Tak czy owak, dołożyli do pieca. Najcięższa ich płyta, najbardziej surowa. Nie sprzedawała się jednak dobrze i po 4 miesiącach wycofano zespół z trasy by pracował nad krążkiem mającym być tym przełomowym.
Ocena : 10/10
Re: Kiss
Produkcja nie jest słaba, jest niedopracowana, ale to jest kwestia porównania do pewnego poziomu produkcji, do jakiego zespół nas przyzwyczaił. Album ma swój urok taki, jaki jest. Są pewne granice tolerancji, ja np. mam słabą tolerancję dla brzmienia nieselektywnego. O to ciężko posądzić Hotter, album gdzie słychać dobrze każdy instrument, a nawet cowbell się tam wybija.
Re: Kiss
O ile lubię Kiss i fajnie, że ktoś ich docenia, tak co najmniej 6 dziesiątek dla ich płyt to jednak przesada. Ten zespół nigdy nie nagrał prawdziwego arcydzieła i bardzo równego, utrzymanego na znakomitym poziomie materiału. Nawet "Music from'The Elder'", który bardzo cenię nie łapie się na taką ocenę i ma pewne uchybienia. Jednak każdy ocenia inaczej - i to jest właśnie piękne 
http://muzycznerecenzje123.blogspot.com
https://rateyourmusic.com/~Rosa2207
Re: Kiss
Oceny są czysto subiektywne. Dla mnie np. zespołem który nie nagrał równego i utrzymanego na znakomitym poziomie materiału jest zespół Queen, gdzie nawet najlepsze płyty mają ewidentne plomby. A Queen to przecież absolutna klasyka.
Re: Kiss
A dla mnie Queen nagrał taki jeden wybitny album - "Queen II", gdzie każdy kawałek czymś zachwyca, a całość nie spada poniżej bardzo dobrego poziomu. Choć moim ulubionym jest popowo-rockowy "The Miracle". Ogólnie Queen cenię bardziej od Kiss, choć oba zespoły są jednymi z moich ulubionych.
Dziwnie się czuję, gdy w pewnym sensie ogólnie krytykuję Kiss, bo zazwyczaj muszę ich bronić
Dziwnie się czuję, gdy w pewnym sensie ogólnie krytykuję Kiss, bo zazwyczaj muszę ich bronić
http://muzycznerecenzje123.blogspot.com
https://rateyourmusic.com/~Rosa2207
Re: Kiss
No i ok, każdy ma swoje zdanie w temacie. Dla mnie Queen II mimo paru dobrych numerów jest takie sobie. Wolę Jazz, gdzie jednak też są fillery.
Kiss to kontrowersyjny zespół. Ciężko znaleźć letnich fanów. Albo jest się fanem i się lubi bardzo albo nie lubi wcale. Ja do niedawna jednak byłem takim letnim fanem i to wybranych płyt. Trzecie podejście do nich dopiero zaskoczyło. W sumie rzekłbym czwarte, ale w 1992 to nawet nie chciałem ich polubić
Kiss to kontrowersyjny zespół. Ciężko znaleźć letnich fanów. Albo jest się fanem i się lubi bardzo albo nie lubi wcale. Ja do niedawna jednak byłem takim letnim fanem i to wybranych płyt. Trzecie podejście do nich dopiero zaskoczyło. W sumie rzekłbym czwarte, ale w 1992 to nawet nie chciałem ich polubić
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12415
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Kiss
KISS to zespół, który od samego początku nastawiony był na komercję. Stworzono markę KI$$ i ona zarabia na wielu płaszczyznach. Muzycznie nie mieli nigdy zbyt wiele do powiedzenia, na każdy album z lat 70 przypada po 3 kawałki, które ujdą, reszta to durnowate rock and rolle jakich nie zaryzykowałby nawet Shakin' Stevens. W latach 80 grali to, co grali wtedy wszyscy, ale znacznie słabiej, bez pomysłu, po prostu dziady żyjące wciąż legendą KISS. Dwie ich płyty, których mogę słuchać to te, których ich fani akurat nie lubią, co by się zgadzało.
