Kiss
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Kiss
Przecież pierwsza płyta FP z tą siermiężną produkcją jest bardziej uliczna niż wypacykowany w studiu do granic możliwości debiut GNR. Jest oślizła, takie Rolling Stones + New York Dolls na sterydach. A jak Taimie (którego zresztą poznałem osobiście) śpiewa przedrefren w Don't Change That Song to już brzmi niemal jak Zetro
Na serio kupujesz ten sztuczny bunt GNR? Przecież tam nawet nikt nie udawał o co naprawdę chodzi. Na Whitesnake 87 razi mnie sam Coverversion z udawaniem tej bluesowej maniery, nie cierpię czegoś takiego. Stanley o wiele bardziej rock and rollowy.
Re: Kiss
Coverdale śpiewał blues-rocka przez lata więc udawać niczego nie musi - to dla niego naturalne a dla mnie absolutnie normalne, że pojawia się to na albumach WS. Stanley na Crazy Nights daje pokaz strasznej popeliny - te linie wokalne są tak wygładzone i cukierkowe, że aż mdli. Co do G'n'R - autentycznie mam w nosie czy to sztuczne czy nie. Wiadomo, że wszyscy muzycy byli wtedy wjebani w dragi i alkohol po uszy i to czuć. Wydusili z siebie znakomite numery a reszta szczerze mówiąc mnie pierdzieli. Może miałbym problem gdyby ktoś im to napisał ale to wszystko ich kawałki a są one znakomite.
Re: Kiss
Nie mówię o tym czy śpiewa wysoko tylko o tym, że linie wokalne aż pełne są cukru i lukru
Re: Kiss
O. Zgadzamy się. To WSZYSTKO są subiektywne odczucia. Jak przy odbiorze muzyki. Dziwne
Re: Kiss
Revenge
1. Unholy 8.5/10
2. Take It Off 7/10
3. Tough Love 7/10
4. Spit 3/10
5. God Gave Rock 'n' Roll to You II 6/10
6. Domino 4/10
7. Heart of Chrome 6/10
8. Thou Shalt Not 6/10
9. Every Time I Look at You 5/10
10. Paralyzed 4/10
11. I Just Wanna 6/10
12. Carr Jam 1981 (tego oceniał nie będę, mogli sobie odpuścić)
Nie rozumiem co w tej płycie wyjątkowego. Ciężkość nie jest tutaj większa niż na Hot in the Shade, co więcej jest tu sporo pomysłów podobnych jak na poprzedniku. Szkoda tylko, że tych słabszych pomysłów. Niektóre kawałki jak np Heart of Chrome ratują solówki. Płyta brzmi fantastycznie i prawie nie ma zapamiętywalnych utworów. Nie zabrakło też ballady, Every Time I Look at You, przy której Reason to Live jest utworem heavy metalowym. Z pewnością jedna ze słabszych płyt Kiss.
1. Unholy 8.5/10
2. Take It Off 7/10
3. Tough Love 7/10
4. Spit 3/10
5. God Gave Rock 'n' Roll to You II 6/10
6. Domino 4/10
7. Heart of Chrome 6/10
8. Thou Shalt Not 6/10
9. Every Time I Look at You 5/10
10. Paralyzed 4/10
11. I Just Wanna 6/10
12. Carr Jam 1981 (tego oceniał nie będę, mogli sobie odpuścić)
Nie rozumiem co w tej płycie wyjątkowego. Ciężkość nie jest tutaj większa niż na Hot in the Shade, co więcej jest tu sporo pomysłów podobnych jak na poprzedniku. Szkoda tylko, że tych słabszych pomysłów. Niektóre kawałki jak np Heart of Chrome ratują solówki. Płyta brzmi fantastycznie i prawie nie ma zapamiętywalnych utworów. Nie zabrakło też ballady, Every Time I Look at You, przy której Reason to Live jest utworem heavy metalowym. Z pewnością jedna ze słabszych płyt Kiss.
Re: Kiss
Carnival of Souls: The Final Sessions
Nie będę wyszczególniał utworów, wszystko na tej płycie jest równie słabe i zasługuje na ocenę 0/10 (poza trzema wyjątkami, ale o tym za chwilę). I nie chodzi o to, że Kiss grają grunge, można przecież zrobić dobre grunge. Ale Kiss ani nie wiedzieli jak się za to zabrać, ani nawet nie potrafili zagrać z odpowiednim wyczuciem mając już te kawałki. Mamy tu senne, ciężkie riffy, groteskowy momentami głos Simmonsa, który przesadnie chce nadać mocy głosem tym kawałkom. Zgroza. Ale gdyby takie utwory jak Childhood's End i Jungle dali Alice In Chains, mogłyby się z tego zrobić coś całkiem dobrego. In the Mirror natomiast można było nieco przearanżować na typowy kawałek Kiss, przynajmniej ze stylu znanego na Revenge. A tak, absolutnie niepotrzebny album, słusznie nieplanowany do wydania. Najgorsza płyta Kiss.
Nie będę wyszczególniał utworów, wszystko na tej płycie jest równie słabe i zasługuje na ocenę 0/10 (poza trzema wyjątkami, ale o tym za chwilę). I nie chodzi o to, że Kiss grają grunge, można przecież zrobić dobre grunge. Ale Kiss ani nie wiedzieli jak się za to zabrać, ani nawet nie potrafili zagrać z odpowiednim wyczuciem mając już te kawałki. Mamy tu senne, ciężkie riffy, groteskowy momentami głos Simmonsa, który przesadnie chce nadać mocy głosem tym kawałkom. Zgroza. Ale gdyby takie utwory jak Childhood's End i Jungle dali Alice In Chains, mogłyby się z tego zrobić coś całkiem dobrego. In the Mirror natomiast można było nieco przearanżować na typowy kawałek Kiss, przynajmniej ze stylu znanego na Revenge. A tak, absolutnie niepotrzebny album, słusznie nieplanowany do wydania. Najgorsza płyta Kiss.
Re: Kiss
Ja nie wiem czego Ty nie trawisz w tej płycie. To bardzo dobry materiał. Przynajmniej grają normalną muzykę, a nie jak na jakimś "Crazy Nights" śpiewają w kółko refreny i paradują w różowych rajtuzach. Mocna i zadziorna płyta. Może nie jest to arcydzieło metalu, ale przynajmniej eksperyment, za jaki KISS nie mają się co wstydzić. Zgodzę się, że to nie ich stylistyka, ale nie można też całkowicie skreślać tych numerów. To co najmniej przyzwoite granie.Vorgel pisze: ↑śr sie 12, 2020 7:15 pm Carnival of Souls: The Final Sessions
Nie będę wyszczególniał utworów, wszystko na tej płycie jest równie słabe i zasługuje na ocenę 0/10 (poza trzema wyjątkami, ale o tym za chwilę). I nie chodzi o to, że Kiss grają grunge, można przecież zrobić dobre grunge. Ale Kiss ani nie wiedzieli jak się za to zabrać, ani nawet nie potrafili zagrać z odpowiednim wyczuciem mając już te kawałki. Mamy tu senne, ciężkie riffy, groteskowy momentami głos Simmonsa, który przesadnie chce nadać mocy głosem tym kawałkom. Zgroza. Ale gdyby takie utwory jak Childhood's End i Jungle dali Alice In Chains, mogłyby się z tego zrobić coś całkiem dobrego. In the Mirror natomiast można było nieco przearanżować na typowy kawałek Kiss, przynajmniej ze stylu znanego na Revenge. A tak, absolutnie niepotrzebny album, słusznie nieplanowany do wydania. Najgorsza płyta Kiss.
Co do GnR to powiem tyle, że kiedyś nawet trochę słuchałem "Appetite". Dziś rzadko wracam, a jak już to wybiórczo. Parę numerów jest ok, ale żeby się nad tym rozpływać, to niekoniecznie. Poza tym GnR to przykład na to, jak można, mając jakiś talent, rozpier... swoją karierę przez słabą psychikę i skłonności do nałogów. Pod tym względem raczej słabe głowy. Jedynie jakoś Slash wyszedł obronną ręką, skądinąd dobry gitarzysta.
Re: Kiss
Normalną muzykę dla fana grunge, dla fana Kiss ten album to kaszana i nic dziwnego, że nie grali żadnego z tych utworów na koncertach. Paul Stanley jednoznacznie wypowiedział się o tej płycie, że to szajs i zrzucił winę na Simmonsa twierdząc, że to był jego pomysł. Crazy Nights to jest Kiss, balanga, radocha, to jest Kiss, a nie ponure quasi grungowe kloce bez życia.
Re: Kiss
Z tym ze jest roznica grac ambitne rzeczy dla lasek tak jak np. Led Zeppelin, Black Sabbath, stary Yes, stary Genesis a nagrywaniem prostackiego szajsu z równie prostackimi tekstami pokroju disco polo dla głupich dziewczynek i pieniędzy jak to było w przypadku Kiss bez makijaży. No bo nie oszukujmy się Kiss w tamtych latach to było takie rockowe disco polo z prostym przekazem i mającym na celu zarobienia jak największej ilości pieniędzy
- Adrian S.O.S.
- -#Rainmaker

- Posty: 6567
- Rejestracja: ndz lut 09, 2014 3:11 pm
Re: Kiss
Nietsety Kiss po Lick it Up to taka tandeta dla amerykańskiej młodzieży która bawi się najlepiej przy Aerosmith, Cinderella i Poison. Ale w ich przypadku to był nawet taki naturalny "rozwój"