Jest na Spotify
Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Deleted User 5490
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Ja akurat bardziej wolę mieć krążek fizycznie, niż pliczku. Pliczek później zrobię sobie sam.
No ale różne ludzie mają preferencje.
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
No tu się zgadzam w 100%.Pierre Dolinski pisze: ↑sob kwie 17, 2021 9:38 pm Ja akurat bardziej wolę mieć krążek fizycznie, niż pliczku. Pliczek później zrobię sobie sam.No ale różne ludzie mają preferencje.
Niemniej - dużo muzyki najpierw odkryłem na streamingowych, a potem zamawiałem fizyczne nośniki.
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Na pewno posłucham na spotify. Jeżeli mi się spodoba i będę chciał do tego wracać, to kupię płytę.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
-
Deleted User 5490
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Kto wie, czy te płyty z Blaze nie spodobałyby mi się bardziej, gdyby taki Mendes na nich śpiewał...
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Mi Bruce nie pasuje np w "Man on the Edge". Ogólnie na "TXF" pasuje mi sposób śpiewu i barwa głosu Blaze.Pierre Dolinski pisze: ↑sob kwie 24, 2021 3:32 pm Kto wie, czy te płyty z Blaze nie spodobałyby mi się bardziej, gdyby taki Mendes na nich śpiewał...
www.MetalSide.pl
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Kto wie... faktycznie taki Virtual dobrze brzmiałby z BrucemPierre Dolinski pisze: ↑sob kwie 24, 2021 3:32 pm Kto wie, czy te płyty z Blaze nie spodobałyby mi się bardziej, gdyby taki Mendes na nich śpiewał...
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Jestem przekonany, że z Dickinsonem na wokalu, dobrą produkcją i krótszą wersją The Angel And The Gambler ten krążek byłby oceniany bardzo wysoko. W gruncie rzeczy jest to ten sam styl, który zaprezentowali potem na uwielbianym przez fanów Brave New World (choć częściowo status tej płyty bierze się też z czynników pozamuzycznych), a materiał jest bardzo chwytliwy. Przecież gdyby takie Futureal było singlem promującym album, którego wyczekujemy obecnie, to fani skakaliby z radości. Co my tam jeszcze mamy...świetną balladę Como Estais Amigos, która wręcz prosi się o wykonanie na żywo z Dickinsonem, ale na przeszkodzie stoi durna doktryna "czego nie było na trasie promującej, tego nie będzie już nigdy"
The Educated Fool, When Two Worlds Collide, Lightning Strikes Twice, czy oczywiście The Clansman to numery idealne na koncerty. Naprawdę pełno tu fajnych pomysłów, które zasłużyły na drugą szansę. To jest jedyny przypadek, w którym zaakceptowałbym pomysł re-recordingu albumu Maiden - choć jak niejednokrotnie pisałem, bardzo lubię Virtuala i uważam, że ma zdecydowanie więcej zalet, niż wad. The X Factor to już inna bajka i tutaj Dickinson by zwyczajnie nie pasował, zresztą wygląda na to, że ludzie w końcu zaczęli to rozumieć, bo płytka jest znacznie popularniejsza, niż kiedyś.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 5490
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Ciekawa teoria.
Ogólnie to od Virtual XI a może i nawet od The X Factor zaczęło się wydłużanie na siłę kawałków a ta tendencja jest widoczna również na kolejnych płytach. Przydałyby się remixy na których wykastrowano by je z tych gówien, które psują ogólne wrażenie. Może niektóre numery bez na siłę powtarzanych dłużyzn byłyby bardziej chwytliwe.
Ogólnie to od Virtual XI a może i nawet od The X Factor zaczęło się wydłużanie na siłę kawałków a ta tendencja jest widoczna również na kolejnych płytach. Przydałyby się remixy na których wykastrowano by je z tych gówien, które psują ogólne wrażenie. Może niektóre numery bez na siłę powtarzanych dłużyzn byłyby bardziej chwytliwe.
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Zgadza się. Dobre numery tam są.Schizoid pisze: ↑sob kwie 24, 2021 8:31 pm Jestem przekonany, że z Dickinsonem na wokalu, dobrą produkcją i krótszą wersją The Angel And The Gambler ten krążek byłby oceniany bardzo wysoko. W gruncie rzeczy jest to ten sam styl, który zaprezentowali potem na uwielbianym przez fanów Brave New World (choć częściowo status tej płyty bierze się też z czynników pozamuzycznych), a materiał jest bardzo chwytliwy. Przecież gdyby takie Futureal było singlem promującym album, którego wyczekujemy obecnie, to fani skakaliby z radości. Co my tam jeszcze mamy...świetną balladę Como Estais Amigos, która wręcz prosi się o wykonanie na żywo z Dickinsonem, ale na przeszkodzie stoi durna doktryna "czego nie było na trasie promującej, tego nie będzie już nigdy"The Educated Fool, When Two Worlds Collide, Lightning Strikes Twice, czy oczywiście The Clansman to numery idealne na koncerty. Naprawdę pełno tu fajnych pomysłów, które zasłużyły na drugą szansę
www.MetalSide.pl
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Myślę, że na The X Factor jeszcze nie (tam zaczęła się schematyczność), ale zgoda co do dłużyzn na VXI.Pierre Dolinski pisze: ↑sob kwie 24, 2021 9:01 pm Ciekawa teoria.
Ogólnie to od Virtual XI a może i nawet od The X Factor zaczęło się wydłużanie na siłę kawałków a ta tendencja jest widoczna również na kolejnych płytach.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 5490
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Właściwie to dłużyzny zaczęły się na Fear of the Dark. Posłuchaj np. Arfaid To Shoot Strangers.
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
O paaaanie...Nie słuchałem tego naprawdę długo. Teraz zapuściłem i jakoś nie odczuwam tej dłużyzny. Fakt, niewiele się tam dzieje, ale to utwór nastawiony na klimat. Niekiedy taka powtarzalność bywa pożądaną cechą kompozycji. Natomiast rozwiązania zastosowane w takim The Angel And The Gambler, czy The Red And The Black, są niemożliwe do uzasadnienia, to zwyczajne nudziarstwo.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
W The Sign of the Cross Dickinson pasuje znakomicie. Co do tendencji o których mówisz, niezależnie od tego, co kto o nich sądzi (ja na przykład akceptuję ja i lubię niemal w pełni, jednocześnie zdając sobie sprawę z ich wad), wydaje mi się, że zaczęły się one najpóźniej na The X Factor, a prawdopodobnie nieco wcześniej. Wiadomo, że z albumu na album szły one coraz dalej, ale wmyślę, że na upartego można szukać takich fragmentów nawet na Seventh Sonie czy SiT.
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
SOTC to typowy, choć wyróżniający się, epik Harrisa. Faktem jest, że Bruce dawał sobie z nim radę doskonale, ale pozostałe utwory mają zupełnie inny charakter. Power, którym dysponuje Bruce, zwyczajnie nie pasowałby mi do takiego 2 A.M., czy Fortunes Of War. Man On The Edge w jego wykonaniu było niezłe, ale słabsze od wersji Blaze'a. Natomiast Lord Of The Flies kompletnie nie pasowało do jego stylu.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Pierwsze dłużyzny i wkurzające powtórzenia, to uwielbiany tutaj Seventh Son. Później irytujące stały się znowu od Virtual XI. Na Brave New World (mimo, że uwielbiamten album) też są irytujące.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12417
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Rephael Mendes jako inkarnacja Dickinsona
Odsłuchałem tego medleya - Man on the Edge mega. Como Estas też super

