Była juz o tym dyskusja w innym temacie, a komentujac rzeczywiście w wersji na zywo Anioł wypada o wiele szybciej i dynamiczniej, moze nie tak bardzo jak Futureal, ale to też wspaniały utwór, a gorzej na koncertach brzmiałoby chocby Lightning Strike Twice.
(i Alexander The Great)
co do zdania ze journeyman nie nadaje sie na koncert to zupelnie sie nie zgadzam... we wroclawiu byl na tym utworze taki klimacik ze aloha hehe i to chyba wlasnie po tym utworze bruce powiedzial ze jest zarabista publika... potem bylo udawane zejscie i ... wiadomo co :-) a co do kawalkow nie nadajacyh sie na koncert.... hm szukam w winampie....nie widze niczego takiego... ale chetnie bym uslyszal Holy Smoke na koncercie hehe
Jak dla mnie to takim utworem moze być Drifter albo Invaders.. Hoć niekoniecznie- chciałbym zobaczyć czy mają jeszcze punkowo-rockowego ducha w sobie...
BassmaN pisze:Jak dla mnie to takim utworem moze być Drifter albo Invaders.. Hoć niekoniecznie- chciałbym zobaczyć czy mają jeszcze punkowo-rockowego ducha w sobie...
ale tylko z Paulem - IMHO Brusio nie nadaje sie do takiego spiewania (poza tym nie robi tak fajnie "ijoijojojo" w Drifterze jak Paul ). No i zamiast Invaders wolalbym Invasion
Kompletnie nie moge sobie wyobrazic TTLBL&H (jaki skrot ) w wersji live. Ten utwor jest moim zdaniem dosc nietypowy, ma w sobie cos takiego ze w wersji albumowej wypada nadzwyczaj dobrze, ale mam przeczucie ze na koncercie stracilby zupelnie swoj urok.
nooo, jak dla mnie The Evil That Men Do to tez bardzo koncertowy numer.
Osobiście uważam że na koncert nie pasowałyby na przykład To Tame A Land czy Still Life. Chociaż są to wspaniałe utwory, to jednak wydaje mi sie, że lepiej je sobie puścić w domu, niż próbować sie przy nich bawić na koncercie.