The X Factor - sukces czy porażka?
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Ja jednak cały czas twierdzę, że Blaze nie udźwignął roli frontmana IM. Nie ten głos, nie ta charyzma. Czasy czasami, ale raptem rok po wydaniu VXI do zespołu wraca Bruce i od razu wskakują poziom czy nawet dwa wyżej.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Już nie pamiętam, co mnie bardziej zniesmaczyło w chwili wydania - czy The X Factor, czy Load.
Niby ten mrok Factora powinien był mi przypasować (bo uwielbiałem zimną falę, batcave i goth), ale jw. kaseta wylądowała w szufladzie
. Dziś mam więcej wyrozumiałości dla TXF, choć wraz z Virtual XI i TFF jest dość rzadko słuchana. A do Load nie przekonam się chyba nigdy 
Niby ten mrok Factora powinien był mi przypasować (bo uwielbiałem zimną falę, batcave i goth), ale jw. kaseta wylądowała w szufladzie
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Load/ReLoad - świetne albumy nafaszerowane perełkami. Kończę off-topic 
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Mnie bardziej zniesmaczył Load, bo takiej wolty się nie spodziewałem. ReLoad już luźniej i nawet kiedyś kipilem sobie CD. Fakt, że za 14,99
ale i tak.
www.MetalSide.pl
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Wiesz... po 2000 dużo w muzyce się zmieniło i odblokowało. A Blaze inny głos i nie było szans, żeby dał radę wejść w buty Dickinsona. Ja do dzisiaj nie ogarniam co Harris miał w głowie wybierając Bayleya na wokal.
www.MetalSide.pl
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Ponoć miał w głowie rozwód z panią Lorraine Harris. I mroczny głos Blaze'a pasował do nastroju p. Stefana.Ja do dzisiaj nie ogarniam co Harris miał w głowie wybierając Bayleya na wokal.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Te "złe czasy", którymi określa się lata 90. to nic innego, jak fikcja. Jakoś Saxon dawał radę wydawać wtedy dobre płyty, tak samo King Diamond/Mercyful Fate. Owszem, nie było może już tak korzystnej koniunktury, jak wcześniej, ale zespoły dawały sobie radę. Natomiast Blaze nie pasował do tej kapeli i kropka. To wychodziło na koncertach, mamy przecież bootlegi z tamtych lat. Inna sprawa, że pasował do nowego materiału i ja lubię Maiden w tej wersji. Tutaj była też ta kwestia, że przy ikonach pokroju Bruce'a ciężko o kogokolwiek, kto zdobyłby serca fanów. Przecież Tim Owens sprawdzał się w porządku jako wokalista Judas Priest, koncerty były w tamtych czasach bardzo dobre, a i tak wszystko kręciło się wokół tego, że nie był Halfordem.
Nie wiem, czy przyjęcie Blaze'a do zespołu to był błąd, bo jednak ta era dała nam według mnie sporo dobrych kompozycji, ale na pewno był to ruch skazany na porażkę. Chociaż do dziś zastanawiam się, jak wyglądałby trzeci krążek z Bayleyem. Część pomysłów, która miała na niego trafić, poszła ostatecznie na Brave New World, a część na Silicon Messiah - a to przecież bardzo dobre krążki. Zresztą myślę, że fani IM zaakceptowaliby numery pokroju The Launch czy Born as a Stranger bez żadnych problemów. Kto wie, czy takie wydawnictwo nie spowodowałoby odbicia się Maiden od dna? Ale to już historia alternatywna i możemy na jej temat tylko gdybać.
Nie wiem, czy przyjęcie Blaze'a do zespołu to był błąd, bo jednak ta era dała nam według mnie sporo dobrych kompozycji, ale na pewno był to ruch skazany na porażkę. Chociaż do dziś zastanawiam się, jak wyglądałby trzeci krążek z Bayleyem. Część pomysłów, która miała na niego trafić, poszła ostatecznie na Brave New World, a część na Silicon Messiah - a to przecież bardzo dobre krążki. Zresztą myślę, że fani IM zaakceptowaliby numery pokroju The Launch czy Born as a Stranger bez żadnych problemów. Kto wie, czy takie wydawnictwo nie spowodowałoby odbicia się Maiden od dna? Ale to już historia alternatywna i możemy na jej temat tylko gdybać.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Raczej jakość albumów z Blazem nie miała znaczenia. Jakby np. wydali BNW z Blazem (zakładając, że identyczny, choć to niemożliwe), to i tak nie został by dobrze przyjęty. Podejrzewam, że nawet wokalista z topu by niewiele dał, bo Dickinson, to Dickinson. Podany wyżej przykład Rippera to odzwierciedla, mimo że wtedy nie był wielkim nazwiskiem, to radził sobie świetnie.
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Z Ripperem był jeszcze ten problem, że choć brzmiał jak Halford, to materiał był słaby - zwłaszcza "Demolition".
Jeśli zaś chodzi o Maiden w latach 1995-1998, to materiał był dobry lub bardzo dobry, ale z gorszą produkcją niż poprzednie albumy i nowym głosem niepasującym do zespołu.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Jugulator nie został uznany za słaby. Na pewno nie wszystkim musiał się podobać, ale sporo osób go lubiło. Demolition to już kupa, ale koncerty wciąż były zadowalające. Natomiast doskonale pamiętam, że do niedawna gnojono oba albumy z Bayleyem, a na temat ówczesnych koncertów wypowiadać się nie trzeba.
Ja myślę, że gdyby trzeci krążek z BB był dobry, a Harris poszedł po rozum do głowy i obniżył strojenie, to Maiden by się obroniło.
Ja myślę, że gdyby trzeci krążek z BB był dobry, a Harris poszedł po rozum do głowy i obniżył strojenie, to Maiden by się obroniło.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Przecież o "The X Factor" i "Virtual XI" też możesz powiedzieć:
Warto ustalić czy mówimy o recenzjach czy o ówczesnych opiniach fanów.
"The X Factor" - zgoda, że zebrał słabe recenzje i wielu fanów nie było zachwyconych. "Virtual XVI" był chyba oceniany lepiej, ale niewiele lepiej. W dodatku do samych członków zespołu zaczęło bardzo mocno docierać, że Blaze zwyczajnie nie radzi sobie z klasycznym materiałem i nie ma co się oszukiwać. Tu przedostatni koncert Blaze'a (potem miał być koncert w Chile, który ostatecznie się nie odbył, a ostatni w Buenos Aires): https://www.youtube.com/watch?v=pYTnCnkwD9c
Podobno niechęć do Blaze'a narastała i wtedy niektórzy (chyba przede wszystkim Jan i Nicko) byli nieprzychylni jego obecności w zespole. Jeśli poszperać trochę w wypowiedziach i wspomnieniach z tego okresu, to bez problemu można znaleźć odpowiedź na pytanie: co było pierwsze, decyzja o wyrzuceniu Blaze'a czy o ponownym przyjęciu Bruce'a do zespołu.
Niewykluczone, ale jak napisałem wyżej (i Ty zresztą też) Blaze nie dawał rady na żywo i zespół stracił do niego cierpliwość.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Maiden w obniżonym stroju??? Fanbase zarzucilby zespołowi zdradę ideałów 
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Nie, nie mogę tego powiedzieć o TXF i VXI. Fakt, że miały jakieś grono odbiorców, które uznawało je za dobre płyty, ma marginalne znaczenie. W Polsce faktycznie przyjęcie TXF było lepsze, niż w większości krajów, ale w skali ogółu niczego to nie zmieniało. Ludzie nie byli przygotowani na nową stylistykę i nowego wokalistę, a za drugim razem zespołowi też się nie poszczęściło. W ogólnym rozrachunku pomimo swoich ewidentnych wpadek era Rippera miała jakieś "redeeming qualities", natomiast Blaze'a - praktycznie żadnych.
Ja w te dwie płyty wkręciłem się dość mocno w zasadzie na początku swojej przygody z IM i nawet po latach uznawano te krążki za pomyłki, czego zupełnie nie rozumiałem. Dzisiaj dostrzegam je bardziej (np. tragiczne brzmienie VXI), ale wciąż lubię ten materiał, na pewno bardziej od większości płyt wydanych po powrocie Bruce'a i Adriana.
>rozstaj się z wokalistą
>weź na jego miejsce innego
>nowy typ ma zupełnie inne możliwości wokalne
>każ mu śpiewać stare piosenki w oryginalnym strojeniu
>gość nie daje sobie rady
>bądź na niego zły i wyrzuć go z zespołu
Przecież oni zachowali się wtedy jak totalni debile xD I nie mówię, że Bayleya należało w kapeli zostawić, bo wiadomo, że reunion był na korzyść wszystkich. Natomiast jeżeli bierze się na wokal człowieka o określonych umiejętnościach i ograniczeniach, to należy się liczyć z tym, że pewne rzeczy będą poza jego zasięgiem - można jednak ułatwić mu zadanie, obniżając strojenie. Steve się na to nie zdecydował. Ostatecznie pretensje może mieć tylko do siebie, bo to przez niego tamte czasy wyglądały tak, jak wyglądały.
Ja w te dwie płyty wkręciłem się dość mocno w zasadzie na początku swojej przygody z IM i nawet po latach uznawano te krążki za pomyłki, czego zupełnie nie rozumiałem. Dzisiaj dostrzegam je bardziej (np. tragiczne brzmienie VXI), ale wciąż lubię ten materiał, na pewno bardziej od większości płyt wydanych po powrocie Bruce'a i Adriana.
>rozstaj się z wokalistą
>weź na jego miejsce innego
>nowy typ ma zupełnie inne możliwości wokalne
>każ mu śpiewać stare piosenki w oryginalnym strojeniu
>gość nie daje sobie rady
>bądź na niego zły i wyrzuć go z zespołu
Przecież oni zachowali się wtedy jak totalni debile xD I nie mówię, że Bayleya należało w kapeli zostawić, bo wiadomo, że reunion był na korzyść wszystkich. Natomiast jeżeli bierze się na wokal człowieka o określonych umiejętnościach i ograniczeniach, to należy się liczyć z tym, że pewne rzeczy będą poza jego zasięgiem - można jednak ułatwić mu zadanie, obniżając strojenie. Steve się na to nie zdecydował. Ostatecznie pretensje może mieć tylko do siebie, bo to przez niego tamte czasy wyglądały tak, jak wyglądały.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Mało tego Harris specjalnie chciał kogoś innego, a nie kopii Dickinsona 
Nie wiem jak wyobrażał sobie granie starych rzeczy...
Bo swoje Blaze śpiewał genialnie.
Nie wiem jak wyobrażał sobie granie starych rzeczy...
Bo swoje Blaze śpiewał genialnie.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Obniżenie strojenia nie było konieczne, wystarczyło dopasować kompozycje do możliwości wokalnych Blaze'a i to zrobiono na VXI. O ile nie jestem fanem tego krążka, to Blaze brzmi na nim dobrze, a na pewno znacznie lepiej niż na TXF, gdzie momentami nie da się go słuchać.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
W sumie to ciekawe biorąc pod uwagę fakt, że nie nagrywano wokali Blejza podczas głownej sesji nagraniowej, a wklejano nagrania z prób
https://youtu.be/n_3LIUO9ePQ?t=244
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
O Jezu Chryste... Tego nie znałem. To jest chyba nawet lepsze, niż klejenie solówek Dave'aGeri666 pisze: ↑pt mar 31, 2023 1:02 pmW sumie to ciekawe biorąc pod uwagę fakt, że nie nagrywano wokali Blejza podczas głownej sesji nagraniowej, a wklejano nagrania z prób. W większości. Może dlatego ten album brzmi jak brzmi.
https://youtu.be/n_3LIUO9ePQ?t=244
A bębny to kolejny mankament tej płyty.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
Steve nie planował rozstać się z Brucem. To bardziej Bruce pragnął ucieczki i Steve został na lodzie.
Debilizm, ale widzenie pewne uzasadnienie dla ich działań. Patrząc na trasę "No Prayer on the Road", na której w Wielkiej Brytanii towarzyszył im Wolfsbane, mogli dojść do wniosku, że Blaze nie będzie miał problemów z graniem intensywnych tras koncertowych. Ale decydując się na przyjęcie Blaze'a po przesłuchaniach nie wpadli na to, że częstokrotne śpiewanie materiału Bruce'a to coś, czego nie będzie w stanie udźwignąć.Schizoid pisze: ↑pt mar 31, 2023 12:35 pm Przecież oni zachowali się wtedy jak totalni debile xD I nie mówię, że Bayleya należało w kapeli zostawić, bo wiadomo, że reunion był na korzyść wszystkich. Natomiast jeżeli bierze się na wokal człowieka o określonych umiejętnościach i ograniczeniach, to należy się liczyć z tym, że pewne rzeczy będą poza jego zasięgiem - można jednak ułatwić mu zadanie, obniżając strojenie. Steve się na to nie zdecydował. Ostatecznie pretensje może mieć tylko do siebie, bo to przez niego tamte czasy wyglądały tak, jak wyglądały.
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
To niczego nie zmienia, Bruce odszedł i pozostawił zespół bez wokalisty. Kapela mogła wybrać na zastępcę praktycznie kogokolwiek, zdecydowała się na Blaze'a. Problemem Bayleya nie były intensywne trasy koncertowe w tym sensie, że grał często, ale że wykonywał materiał niedostosowany do jego umiejętności. A przecież głuchy by usłyszał różnicę w barwie i skali głosu tych dwóch panów. Tak czy siak na pewno słyszał ją zespół na próbach, a w sytuacji skrajnej na koncertach. Nie wyciągnęli z tego ŻADNYCH wniosków, a przecież trasę VXI już można było dostosować do nowych okoliczności. To wszystko to są decyzje, których nie da się obronić.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: The X Factor - sukces czy porażka?
To jest dla mnie mega zagadka.
A jeśli chodzi o "Jugulator" to ta płyta od razu mi siadła. Ona nie była jakaś wielką zmianą. I "Painkiller", a "J" jakby "brakuje" 1-2 płyt i ona brzmi w miare naturalnie jak na JP. W dodatku wokal jest podobny. A "TXF" to spora zmiana jesli chodzi o Maiden i fani średnio to kupili.
www.MetalSide.pl

