Wspaniały dzień towarzysko, spotkania w Pradze planowane i nieplanowane - super. Bar Eddiego - nic specjalnego, ale piwko akurat dosyć smaczne, bo z lekką nutką goryczy. Lubię to!
A koncert - bardzo dobry. Pod sceną (sektor A) początek to trochę problemów z pływającym dźwiękiem. Z czasem to się poprawiło, ale zasadniczo jakoś ten mix nie był w 100% idealny. Nowy pałker jak IgorW napisał, bo to w sumie obgadaliśmy wczoraj: mocno siłowo gra, dosyć "prosto" i w niektórych momentach brakuje smaczków od Nicko. Wiadomo człowiek przez 30 lat koncertowania z Maiden się przyzwyczaił i teraz inny styl (?) troszkę uwiera. Ale jakoś specjalnie to mi nie zaburzyło odbioru tego koncertu. No i wielki ekran... jak dla mnie zdał swój egzamin. Fakt, że tutaj podobnie jak z perkusistą - człowiek przez lata przyzwyczaił się do back dropów i teraz jakby troszkę tego "brakuje". Ale to kwestia przestawienia się. Animacje bardzo ładne. Szczególnie "Powerslve", "Fear...", czy z pierwszycĥ utworów. W "Rime..." ciutkę przesadzili, bo za dużo tam się działo

(a gołąb dał radę Mości Adminie! :lol). Fajna i pomysłowo kiczowa była w "HBTN". Eddie w "IM" też spoko, choć brakło mi... dmuchańca! Serio! Piro bez przesady i tylko nie rozumiem dlaczego wybuchy były na koniec "Rime" zamiast "7 Son".
Co do seta to... dał radę. Ja nigdy się nie napalam na jakieś cuda-wianki przed trasą, a biorę to co dają. A dali dużo utworów które uwielbiam i bardzo lubię.
"Killers" - rodzynek nie słyszany wcześniej (w 1999 nie udało się być na koncercie), więc elegancko nadrobiony.
"Wratchhild" - o dziwo zagrany z pazurem, energią i całkiem fajnie mi siadł (serio!)
"Phantom", "Clairvoyant" - zawsze z otwartymi ramionami przyjmę.
"Powerslave" - to dla mnie esencja Iron Maiden i ich najlepszych lat. Moje serduszko mówi: "love".
"Rime" i "7 son" - ukochane epiki, więc co tu dużo dodać. Wczoraj większe wrażenie zrobił ten pierwszy, ale to chyba tylko dlatego, że został wcześniej zagrany. Oba - sztos.
"Wasted Years" - mój osobisty "michałek" z twórczości IM, więc tutaj nie jestem absolutnie obiektywny. Wielbię ten numer i tyle.
"RTTH" - z fajną energią i on mógłby też być na koniec bisów.
"23:58", "Fear", "Trooper", "666" - spokojnie do podmianki na coś innego, ale zupełnie mi nie przeszkadzały. Musza być, to i są
"Aces..." - no nie. Ten numer pod koniec koncertu to już rzeźnia jakaś
Co do formy muzyków to elegancko - poza "AH" zero zastrzeżeń. Adrian klasa jak zwykle, Harris też, Dave uśmiechnięty i z duża energią, Bruce wokalnie bdb. Simon - swoje zrobił, a Jan na marginesie.
Publika w porządku, dużo zabawy, wspólnego śpiewania i bez bydła ryjacego "do przodu". Z jednym małym wyjątkiem podczas "666", ale najebanego typa szybko spacyfikowałem. Furia była

aż mnie jakiś Czech z boku uspokajał

ale to pod kontrolą i szybko poszło

Poza tym - pięknie.
To był piękny dzień w Pradze, wspaniały koncert ukochanego zespołu i przyjemności towarzyskie na 5 z plusem! 20 koncert na 12 trasie przeszedł do historii
ps.
#oddajciedmuchańca 