W Motorhead Lemmy był niekwestionowanym liderem, ale nie całym zespołem. Praktycznie wszystkie największe klasyki tego zespołu miały trzech autorów. Dwóch z nich opuściło zespół stosunkowo niedługo po wydaniu najbardziej rozpoznawalnych płyt.
Wierzysz w to, że Iron Maiden sprowadza się do jednej osoby? Serio? Dla mnie to zawsze był zespół, na który składało się kilka utalentowanych jednostek i bez któregokolwiek ogniwa funkcjonował inaczej. To nie jest Iced Earth, gdzie faktycznie założyciel rozstawia sobie innych po kątach i wszystko to mógłby równie dobrze wydawać pod solowym szyldem. Maiden z okresu Blaze'a było zespołem pozbawionym charyzmatycznego i doskonałego wokalisty, a przy tym kompozytora, a także drugiego songwritera, który stoi za wieloma ich największymi numerami. Sytuacja jest analogiczna do tej, która obecnie jest w Priest. W sumie nawet gorsza, bo następcy Adriana i Bruce'a okazali się po prostu gorsi od poprzedników. No z drugiej strony, to mógłbym przyjąc stanowisko, że JP też jest zespołem, w którym liczy się jedna osoba (Halford), bo najpewniej jest współautorem podobnej liczby utworów Priest, co Harris w Maiden. Bo w to, że pan Stefan faktycznie pije sobie kawusię i drugą ręką układa linie wokalne i ścieżki perkusyjne do Alexandra czy Rime, to już chyba nie wierzysz




