Nowy dzień, nowe pozycje

Ten ranking będzie raczej coraz mniej dziwny, bo jednak coraz więcej będzie w nim klasyki. Aczkolwiek...
30. ICED EARTH - The Glorious Burden (2004)
Ja nigdy nie lubiłem Iced Earth. Miałem kilka podejść do tych najklasyczniejszych albumów formacji, ale nigdy nie udało mi się wytrzymać pełnego obiegu płyty. Jednak kiedyś w liceum wpadł na mnie koleżka i mówi:
- Słyszałeś że Rippera wyjebali z Priestów?
- No słyszałem, szkoda, lubiłem go.
- Śpiewa teraz w Iced Earth!
- Eee, nie lubię.
- Masz, kurwaaa, posłuchaj!
I włączył mi z walkmana fragment "The Glorious Burden", pamiętam jak dziś, to był numer "Red Baron / Blue Max". Cała szkoła widziała jak biegam chaotycznie po korytarzu i szukam pozostałości po swojej szczęce która opadła mi na podłogę. Tą kasetę od razu od kumpla pożyczyłem i... nie oddałem. Wciąż mam ją w szufladzie. Oczywiście później kupiłem sobie to na cd i zdarzyło się kilka razy, że z miesiąc czy dwa płyta przejeździła ze mną w samochodzie bez wyjmowania. Rippera zawsze uważałem za genialnego wokalistę, Schaffer natomiast napisał album który w końcu mogłem przesłuchać i to z wypiekami na twarzy. Najbardziej urzekają mnie tam momenty, kiedy sięgają po gitary akustyczne, które robią niesamowity klimat. Ale i te mocniejsze numery, naładowane są nie tylko olbrzymią energią ale i patriotycznym duchem, który unosi się nad całą zawartością płyty. Wiem, że nie jest to zbyt lubiany album przez fanów IE, ale dla mnie jest to jeden z dwóch naprawdę godnych uwagi (drugi to "Framing Armageddon").
Ulubione kawałki: "When The Eagle Cries", "Declaration Day", "Red Baron / Blue Max", "Atilla"
29. ETERNAL CHAMPION - The Armor Of Ire (2016)
Na początku stwierdziłem że mają głupią nazwę, ale było jednak coś takiego w tej okładce co wołało do mnie: "sprawdź to, nie pożałujesz". Ja nie pożałowałem, ale żona i córka tak, bo mieli tej płyty serdecznie dość, bo puszczałem i śpiewałem ją w każdym możliwym miejscu o każdym możliwym czasie. "The Armor Of Ire" wyróżnia się na tle innych produkcji spod znaku NWOTHM niecodziennym brzmieniem, które nawet nie jest stylizowane na lata 80-te, a raczej jakby było nagrane gdzieś w wielkich holach Valhalli, gdzie bębny nie bębnią a grzmią, gitary nie grają a huczą, a wokalista nie śpiewa tylko zagrzewa do walki głosem charakterystycznym i w zasadzie nie podobnym do nikogo innego. Dużo jest tu klimatycznych, natchnionych bitewnych hymnów, które rażą swoim ciężarem i nienawistną furią. Odnajduję na tej płycie ten sam ładunek emocji co na "Hail To England" Manowara, choć muzycznie to dwie różne płyty.
Ulubione kawałki: "I Am The Hammer", "The Cold Sword", "The Armor Of Ire"
28. MANOWAR - Kings Of Metal (1988)
Kiedy odkrywałem po raz pierwszy tę płytę, byłem już po "Fightning The World" i "Hail To England" i poczułem się... rozczarowany. Dopiero po czasie odkryłem moc tego materiału, kiedy przerzuciłem się z pooranej kasety na świeżo wypaloną cd-r z wydrukowaną na drukarce atramentowej okładką. Zapłaciłem kumplowi za ten wydruk i wypalenie 20 zł, ale wcale nie czułem się zrobiony w chuja, bo w końcu miałem "Kings of Metal" w dobrej jakości (wypalone na płytę 192 kbp/s). I wtedy właśnie pokochałem tę płytę, za jej nadęcie, za pompatyczność, za ten eklektyzm rock'n'rolla w stosunku do chóralnych arcydzieł w postaci "The Crown And The Ring". To był ten czas, kiedy jako nastolatek ze szczenięcym wąsem pod nosem chcesz jedną ręką grać na basie jak De Maio, drugą jak Ross The Boss, trzecią która Ci za chwile wyrośnie walić w bębny jak Scott Columbus no i do tego drzeć ryja jak Eric Adams. Nawet po latach jak wracam do tej płyty (już na oryginalnym wydaniu

), wciąż bym tak chciał
Ulubione kawałki: "Hail & Kill", "Blood of the Kings", "The Crown And The Ring"
27. RUNNING WILD - Under Jolly Roger (1987)
W sumie to zwykle jebała mnie cała ta piracka otoczka, poszukiwanie skarbów i tak dalej. Riffy Rock'n'Rolfa rzadko kojarzyły mi się z szantami, ale miały takie powera że w sumie dla mnie mogłyby i kojarzyć się z Hello Kitty. Pierwsze poznałem "Port Royal" które zrobiło na mnie zajebiste wrażenie, ale "Under Jolly Roger" mnie znokautowało. Przede wszystkim dlatego, że to monumentalny zbiór speed metalowych hymnów niemalże bez chwili wytchnienia. Szorstki wokal Kasparka w połączeniu do gnających niczym sztorm riffów i rytmicznych podkładów robił piorunujące wrażenie. Kasetę mam do dziś, ale zajechałem ją krytycznie na swoim walkmanie. Potem jak już po wielu latach zdecydowałem się kupić płytę i wywaliłem na nią jakieś 100+ złotych, to zapowiedzieli że wypuszczają eleganckie remastery... Obie płyty stoją na półce
Ulubione kawałki: "Raw Ride", "Raise Your Fist", "Diamonds Of The Black Chest"
26. LOUDNESS - Thunder In The East (1985)
Do Japońskiej sceny hard'n'heavy dotarłem dość późno, ale w sumie nie płaczę bo odkrywam masę wspaniałej muzyki na nowo. Zwłaszcza, że japoński rynek wydał na świat rzeczy, które w niczym nie ustępują europejsko-amerykańskim tuzom ciężkiego grania. Dowodem jest właśnie "Thunder In The East", który od pierwszego riffu kopie w dupę prosto z czuba. Gostek na gitarze, Akira Takasaki, gra na tej płycie takie rzeczy, że niejeden wioślarz męczy się od samego patrzenia na tabulaturę. Fajne w tym wszystkim jest to, że mimo iż Loudness śpiewa w całości "in inglisz", to maniera Minoru Niihary w kilka sekund zdradza, że goście pochodzą z kraju kwitnącej wiśni. Muzycznie to glam metal najwyższej próby, gniewny i rebeliancki, ciężk i niegrzeczny, a jednocześnie bardzo korzenny i niezwykle swojski w brzmieniu i kompozycjach. Szkoda że Loudness wciąż jest niestety niezbyt znany w Europie i raczej nie ma szans żeby odbyli większą trasę koncertową po naszym kontynencie, nie wspominając już o wizycie w Polandii...
Ulubione kawałki: "Crazy Nights", "Like Hell", "Run For Your Life"
CDN...
