RidingOntheWind pisze:Brzmieniowo??? Dejavu oszalałeś

. Przecież Fear of the Dark o ile nie jestem jakimś fanem tego albumu brzmi znakomicie. Przy wstępie gitarowym do Childhood's End można dostać ciarek na plecach. Jak wyraźnie i selektywnie brzmią solówki w Afraid too Shoot Strangers czy wokale Brusa w Be Quick or Be Dead. To jest zupełnie inna liga niż Brave New World, który brzmieniowo lekko kuleje a co dopiero ostatnie produkcje Maiden gdzie wszystko jest nie tak.
Nie, bynajmniej nie oszalałem

Kwestia gustu. Myślę, że co do ciarek na plecach przy wstępie gitarowym do Childhood's End, to jest to głównie zasługa samej muzyki a mniej samego brzmienia. Wokale na tej płycie, przyznam szczerze, średnio mi się podobają, szczególnie właśnie w Be Quick or Be Dead. Solówki na tej płycie są dobre, ale właśnie gitary solowe mają zdecydowanie za mało głębi, lubię bardziej "reverbowe" brzmienie. Nie twierdzę, że ten album brzmi źle, absolutnie nie, ale zachwytów też nie rozumiem

Niedoścignionym wzorem jeśli chodzi o brzmienie płyt Iron Maiden jest dla mnie Seventh Son i Somewhere in Time.
matik pisze:Ja akurat nie przepadam za tym chropowatym wokalem na Fear.. już nie mówiąc o No Prayer... to nie jest jego naturalny głos i drażni mnie to . Natomiast co do koncertów pełna zgoda . Bruce o ile nie jest przeziębiony ( patrz Maiden England ) brzmi fenomenalnie na żywca . Taki Talisman wbija wokalnie w ziemię . Nawet taki Coming Home wypada o niebo lepiej niż w studio .
Ja tak samo uważam
RidingOntheWind pisze:Heavy-Metal to w ogóle nie jest naturalny gatunek, czy dzikie zaśpiewy z Number of the Beast, wysokie pianie z Powerslave lub Somewhere in Time czy też charakterystyczna maniera na Seventh Son są naturalne?
Nie, ale jest to coś innego niż wokale na FotD i No Prayer.
RidingOntheWind pisze:Swoją drogą dziwna sprawa z tym Fear of the Dark. Jakieś 15 lat temu album był bardzo przeceniany na bazie szału nad utworem tytułowym i sentymentu większości starszych fanów (wtedy, dziś już weteranów) urodzonych w latach '70 dla których FOTD był pierwszym albumem.
Dzisiaj po latach z tego co widzę, album jest bardzo krytykowany i oceniany w dole dyskografii. Jak nie zgadzam się, że jest w ścisłej czołówce obok Piece of Mind, Somewhere in Time, Seventh Sona i tak dalej to aż tak źle jak jest oceniany teraz też według mnie nie jest. Taka refleksja.
Płyta ma swoje wspaniałe momenty (Judas Be My Guide, Afraid To Shoot Strangers czy ten do bólu ograny na koncertach tytułowy) ma trochę średnich i ma też słabsze. Podobna sprawa jak No Prayer. Gdyby z tych dwóch płyt wybrać najlepsze utwory i zrobić jedną, to byłaby to płyta niczym nie odstająca od takiego Powerslave czy Piece of Mind. A tak jest to moim zdaniem album gorszy, chociaż oczywiście na wysokim poziomie i z pięknymi fragmentami
