1. Jedyna płyta, gdzie nie na albumie nie ma piosenki o tytule albumu - przypadek?
Co prawda Still life zawiera w sobie frazę 'piece of mind' aczkolwiek może to być właśnie przyczyna dlaczego sam album nie wybija się czymś charakterystycznym, nie ma title songu narzucającego klimat i tworzącego aurę. Tym nie mniej uważam to za silny środek tworzący spójność krążka.
2. IMO pierwszy album w klasycznym charakterze Maidenów, osobiście nie przepadam za TNOTB. Myślę, że gdyby poprzednia płyta nie została wydana w tak szczególnym dla ich kariery czasie to nie zwróciłby na siebie tak dużej uwagi. PoM w tym sensie jest o wiele bardziej spójny, można odczytać go jako całość. Jak dla mnie żaden kawałek nie jest fillerem, zapełniaczem.
3. Ostatnia kwestia: czy ten krążek możemy uznać za koncept album?
Dla mnie zdecydowanie TAK ! tyle, że w kwestii muzycznej
Tempo płyty jest pięknie jednostajne a główną linię melodyczną układają piękne riffy ze zwolnieniami i przestrzeniami na wybrzmienie. Solówki IMO stanowią element upiększający, nie stoją na pierwszym planie tak jak sama melodia piosenki - Where Eagles Dare, Revelations, Still Life, To Tame a Land.
Płyta jest jak opowieść po zainteresowaniach członków zespoły, historia ta przyśpiesza w środku - Die with your boots on and the trooper jednak później wraca na swoje spokojne tory prowadząc słuchacza za rękę niczym po korytarzu z różnymi drzwiami, a za każdym z nich jest niezwykły obraz. i Tutaj właśnie jest pole do naszej wyobraźni, gdyż nawet sama okładka albumu jest skąpa w różnorodność barw.
teraz po dwóch tygodniach rozkminy mimo, że maidenów słucham świadomie już prawie 10 lat krążek zdecydowanie urósł w moich oczach 9/10 bez zastanowienia




