Wspomnienia - dobre dla starych pierdół, czyli w sam raz dla mnie
1995.10.24. The X-Factour - PL, Warszawa, Torwar
1998.09.12. Virtual XI World Tour - PL, Katowice, Spodek
2000.06.20. Brave New World Metal 2000 Tour - PL, Katowice, Spodek
2000.06.21. Brave New World Metal 2000 Tour - PL, Warszawa, Torwar
2003.06.03. Give Me Ed 'Til I'm Dead Tour - PL, Katowice, Spodek
2003.06.19. Give Me Ed 'Til I'm Dead Tour - CZ, Zlin, Zimny Stadion Ludka Czajki

2003.11.28. Dance of Death World Tour - PL, Wrocław, Hala Ludowa
2005.05.28. (The Early Days) Eddie Rips Up World Tour - CZ, Praga, T-Mobile Arena
2005.05.29. (The Early Days) Eddie Rips Up World Tour - PL, Chorzów, Stadion Śląski
2007.06.06. A Matter of Life and Death World Tour - CZ, Ostrava, Bazaly Stadion
2008.08.07. Somewhere Back In Time World Tour - PL, Warszawa, Stadion Gwardii
2011.06.10. The Final Frontier World Tour - PL, Warszawa, Klepisko Bemowo
Sięgając pamięcią:
- 1995, Warszawa - największe emocje i wzruszenie
- 2000, Katowice i Warszawa - największa radość i rock 'n roll dzień po dniu pod sceną
- 2003, Spodek - super odbiór koncertu, o dziwo z sektora a nie z płyty
- 2003, Zlin - największy "maraton" (jechałem z dziewczyną kolejno aż 9 pociągami w ciągu 22 godzin, na trasie Gdańsk-Warszawa-Katowice-Rybnik-Chałupki-Bohumin-Prerov-Otrokovice-Zlin-Zlin/Podvesna, a potem niemal prosto na koncert, stać kilka godzin pod bramą, dopaść barierki, wymęczyć się w czasie beznadziejnego supportu, aby zobaczyć Maiden z tak bliska... I cały czas odpychać się od barierki, aby dać swobodę dziewczynie... Dlonie sine w środku. I nigdy bardziej w życiu nie smakowała mi zwykła woda jak wtedy, rozdawana z wiader podczas tego koncertu

A następnego dnia na śniadanie: dwa piwa, sok ananasowy, parówki, duża jajecznica z cebulą, lody - kurde, nawet to pamiętam

)
- 2003, Wrocław - wesoły pociąg (w Gnieźnie zamiast "Maiden, Maiden!" skandowaliśmy "Mieszko Pierwszy!" Potem niezapomniane przeżycie na lotnisku, dobrze że jest film dokumentalny

a i koncert bardzo dobry
Zaś akcja na lotnisku to nagroda za moją zagrywkę, która zdecydowała o całym późniejszym oraz obecnym moim życiu... Nie uwierzycie...
Jak niektórzy pamiętają, koncert we Wrocku pierwotnie miał odbyć się 3 tyg. wcześniej, jednak zachorował Bruce. W tym czasie byłem po obronie dyplomu, szukałem pierwszej pracy, o co wówczas było niełatwo i miałem coraz większe nerwy i doła. Ogólnie bez kasy, na utrzymaniu rodziców, którzy nic nie mówili, dobrze zjeść i spać dawali, ale na przyjemności nie miałem, bo nie śmiałem ich prosić. Na koncert jakoś skombinowałem kasę, dawałem sporadycznie korki, robiłem płatnie zadania młodszym studentom, ogólnie grosze... Aż tu kumpel nakręcił mnie na rekrutację w firmie, w której się załapał. W zasadzie ją przeszedłem, zostałem zaakceptowany na kilka dni przed koncertem. Pierwsza praca w końcu stała przede mną otworem. Ciąg dalszy miał polegać na 2-dniowym szkoleniu w piątek i sobotę (a koncert przełożony był właśnie na ten piątek...) I co ja zrobiłem? W desperacji kupiłem bilet LOT-u na samolot z GDN do WRO, wydając wszystkie dotychczasowe oszczędności, wówczas ok. 300 zł. Zakładałem, że do Wrocławia dolecę na styk, a moja dziewczyna dojedzie sama pociągiem. Skończyło się na tym, że przez kilka dni z rzędu nad lotniskiem w Gdańsku pojawiały się jesienne mgły bardzo utrudniające operacje lotnicze - więc nie wytrzymałem ciśnienia i... Olałem szkolenie, odmówiłem tej pracy, po prostu podziękowałem za szansę i porzuciłem ją!!! Uwierzycie w to?!? Pojechałem na koncert pociągiem, co mgły się nie boi, a z dworca jeszcze pojechaliśmy na lotnisko, gdzie spotkaliśmy Maiden!!! I nawet na filmie się załapałem

Przeżycie piękne, a skutek uboczny - następną pracę dostałem dopiero za pół roku... Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Minęło przeszło 8 lat, teraz nie narzekam na to gdzie jestem i co robię w życiu. Gdybym wybrał wtedy tą pierwszą propozycję, to nie tylko być może nie doleciałbym na koncert, ale inaczej potoczyłaby się moja tzw. "kariera", a co za tym idzie, pewnie nawet mieszkałbym gdzie indziej - wszystko byłoby inaczej i wcale nie sądzę, że lepiej.
- 2005, Praga - sympatyczny wyjazd forumowy, koncert spod barierki w świetnej, przyjaznej atmosferze, zespół wyluzowany
- 2005, dzień później Chorzów - chyba największy zawód - obiekt, nagłośnienie, publika na trybunach do bani
- 2007, w drodze z Gdańska do Ostravy (via Katowice) miło się piło, na tyle że zasnąłem z żarciem nie pogryzionym w ustach, potem chujowe przebudzenie z takim kotletem
- 2008, wielkie przeżycie, ulubiony okres twórczości, choć Stadion Gwardii nieco przygasił ten blask, na który się nastawiałem
- 2011, Klepisko - albo ja się zestarzałem, albo publiczność w Polsce dramatycznie się pogorszyła... Koncert ze strony zespołu dobry, a ze strony publiczności wielki zawód, w zasadzie nie wiedziałem czy mogę śpiewać, czy mogę podskakiwać, czy nie będę przeszkadzał słupom dookoła w trzymaniu ich telefonów komórkowych z wielkimi ekranami...
M.