X Factor pozostaje do dziś jedną z ulubionych płyt Maiden. Dwa dnie temu uczestniczyłem w świetnym koncercie Blaze'a, na którym wykonał on kilkanaście numerów z lat 1995-98.
Co sądzicie o repecie ? Może by zainicjować kampanię, by w przyszłym roku Blaze przyjechał do nas z całym Faktorem w repertuarze? Mogą być niesamowite gigi, które zapamiętamy na 20 następnych lat
Jakby ktoś chciał dołączyć, to jest takie wydarzenie na FB
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
Dla mnie nie ma czego obchodzić. Wypadek przy pracy ściśle związany z koniecznością zmiany wokalisty.
Szanuję jednak gusty innych i rozumiem, że są tacy, którym ten album może się podobać.
Jak dla mnie The X Factor to genialny album,jest u mnie w czołówce już kilkanaście lat choć nie zawsze tak było. Pamiętam jak kupiłem go w 95 roku na kasecie magnetofonowej w dniu premiery to nie byłem zachwycony(znałem wcześniej jedynie Man On The Edge ,który był puszczany jako singiel w radiu Wawa ale jeszcze w tym rockowym radiu Wawa )Brzmienie było cięższe ,mniej nazwę to zjadliwe ,kawałki wręcz smętne dla takiego małolata jak wtedy byłem no i pierwszy album bez Bruce’a …Potrzebowałem dobre kilka lat żeby przekonać się do mocy tego albumu. Ulubione kawałki to Sign Of The Cross ,Man On The Edge, Fortunes OF War , Look For The Truth czy The Edge Of Darkness…Dlatego jeśli coś sie uda to będzie git – popieram akcję! :-)
Dla mnie ten album na początku mojej przygody z Maiden był na samiuteńkim końcu zaraz za Virtualem , ale z czasem doceniłem wokal Blaze i z czasem sympatia do tego albumu rosła z każdym przesłuchaniem. Dziś uważam że ten album jest naprawdę dobry , jedyne co tam klękło to produkcja. Ale za to ten mroczny i przytłaczający klimat plus pasujący do tego Bayley nadrabia tę niedogodność , chociaż nie ukrywam że chętnie posłuchałbym Factora z Brucem. Do moich ulubionych należą:
- Sign Of The Cross
- Lord Of the Flies
- Fortunes Of War
- Blood On the World Hands
- Look For The Truth
Absolutnie, ścisła czołówka albumów Maiden. Posępny, mroczny klimat, poważny z bardzo dobrymi tekstami, wokal Blaz'a idealnie wpasowany. Podobnie jak jeden z przedmówców, również zakupiłem na kasecie z tą różnicą, iż płyta podpasowała mi od pierwszego przesłuchania.... Chyba. Nie pamiętam dokładnie, to było 20 lat temu a ja miałem 15 lat więc pamięć może płatać figle. Do płyty wracam bardzo często a po tylu latach słucham jako całości bez topów i anty topów.
Tak jak wyżej - przy poznawaniu dyskografii Iron Maiden ten album był tak naprawdę na samym dnie razem z Virtualem. A w chwili obecnej to czołówka albumów Żelaznej Dziewicy jak dla mnie. Ten klimat naprawdę wciąga. I wbrew pozorom - jest tu naprawdę dużo "hitów", ale w dobra tego słowa znaczeniu (Judgement of Heaven to mój absolutny faworyt jeśli chodzi o ultramelodyjny refren). Akcję popieram, bo jakoś nie wydaje mi się by chłopaki wrzucili coś z X Factora do setu na następną trasę koncertową. Aż prosi się o Sign of the Cross (nie wspominam tu o mniej znanych utworach z tejże płyty, bo na to nie ma całkowicie szans). Blaze wykonujący całe X Factor? Brzmi kusząco - nawet ja bym się z chęcią wybrał na taki koncert.
mic7 pisze:Pamiętam jak kupiłem go w 95 roku na kasecie magnetofonowej w dniu premiery to nie byłem zachwycony …Potrzebowałem dobre kilka lat żeby przekonać się do mocy tego albumu. Ulubione kawałki to Sign Of The Cross ,Man On The Edge, Fortunes OF War , Look For The Truth czy The Edge Of Darkness…
pamietam jak Factor zostal pojechany w gazetach muzycznych....wrecz zostal zmieszany z blotem...Mam mega sentyment do tego krazka moze dlatego ze widzialem wtedy Maiden po raz pierwszy i wlasnie z Blazem.Po latach bez dwoch zdan plyta bronbi sie i jest to mega niedoceniana plyta...Nie zapomne tez jak w knajpie po raz pierwszy w stacji MCM uslyszalem i zobaczylem po raz pierwszy Man of the Edge..od razu jakos wyrwal mnie ten numer z butow
Fantastyczny album, pokochałem od pierwszego przesłuchania, co miało miejsce jakieś 15 lat temu... Należy jedynie żałować, że takie perełki jak Justice of the Peace i Judgement Day ostatecznie nie zmieściły się na płycie, bo dzięki nim ten album byłby jeszcze lepszy. Top 5 Iron Maiden zdecydowanie.
Byłoby wspaniale gdyby Blaze zdecydował się na zagranie całości, chętnych na tego typu koncert raczej też by nie zabrakło
Mr.Hankey pisze:Należy jedynie żałować, że takie perełki jak Justice of the Peace i Judgement Day ostatecznie nie zmieściły się na płycie, bo dzięki nim ten album byłby jeszcze lepszy.
To fakt, nadałyby jeszcze tej płycie większego kopa. Co by nie gadać, to są to najżwawsze, że tak to ujmę kawałki zaraz po "Man On The Edge" z tamtej sesji.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Bardzo dobry pomysł! "The X Factor" to jeden z najlepszych albumów IM. Chociaż nie od razu się do niego przekonałem. Kochałem (i nadal kocham) "Virtual XI" i dziesiąty LP grupy był daleko za nim. Lubiłem tylko "Sign of the Cross", "Lord of the Flies" albo "Man on the Edge". Potem z każdym przesłuchaniem odkrywałem coś nowego. Urzekł mnie "Judgement of Heaven", "2 A.M.". Uważałem, że na płycie jest kilka niepotrzebnych numerów. Teraz nie wyobrażam sobie tego krążka bez jakiegokolwiek z tych 11. Tak więc bardzo chętnie wybrałbym się na taki koncert. Niestety nie wiem, czy Blaze dałby się nakłonić na taki tour. Dopiero co u nas był z ironowym setem, po skończeniu trasy idzie do studia i nagrywa kolejny album.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Czytając zachwyty nad X-em konstatuję, że miłość jest podobno ślepa, ale wygląda na to, że bywa i głucha. Za każdym razem przy próbie przejścia przez X-a (a było ich kilkadziesiąt) dominującym odczuciem jest solidne zmęczenie i niechęć do powrotu do tej muzyki. Znając przyczyny i okoliczności - można wyrazić uznanie, że nawet w tak trudnych chwilach zrobiono materiał mający spory potencjał (udowodniony na koncertach). Tyle, że aby porywał jak IM potrafi - trzeba go zagrać/nagrać jeszcze raz i to mocno inaczej.
Ergo - wolę zachwycać się dojrzałym efektem niż silić na zachwyty nad słabo obrobioną surowizną.
Założyłem taki temat 9 lat temu Nazywał się The X Factor - sukces czy porażka oto link do niego: viewtopic.php?t=3725 Duża część opinii użytkowników sprzed 9 lat pokrywa się z opiniami nowych użytkowników