Tylko pewnie nikt nie będzie chciał zaprosić...
Evergrey to dla mnie jedno z najciekawszych zjawisk na metalowej scenie w ostatnich latach. Zespół ten pokazuje, że jednak można grać muzykę mocno osadzoną w klasyce metalu lat 80-tych, a jednocześnie oryginalną, "swoją", muzykę o niepowtarzalnym charakterze. Można powiedzieć, że ich muzyka to przede wszystkim kontrasty - zestawienie ciężaru, siły z przepiękną melodyką utworów, mnóstwem emocji zawartych w dźwiękach, co nie jest przecież w muyzce metalowej aż tak często spotykane. Niewątpliwie wielkim atutem grupy jest jej wokalista - Tom Englund. To właśnie w dużej mierze jego głos decyduje o niepowtarzalności Evergrey. Niezwykle czysty, emocjonalny, kiedy trzeba również agresywny. Jeśli o mnie chodzi - to jeden z moich ulubionych wokalistów. Warto również wspomnieć o gitarzystach Evergrey - są nimi: sam Englund oraz Henrik Danhage. Ich gra, podobnie jak wokal Toma, również jest przepełniona emocjami, z reguły bardzo melodyjna, pełna przstrzeni, że tak powiem. Pozostali muzyce są oczywiście równie ważni, jak choćby klawiszowiec Rikard Zander, który na płytach z jego udziałem wspaniale wzbogaca brzmienie Szwedów, jednak trzonem grupy są dla mnie obecnie właśnie Englund i Danhage. Trzeba wspomnieć, że od początku istnienia zespołu z pierwotnego składu pozostał tylko Englund właśnie.
Evergrey to także przykład zespołu, który nie zwykł się powtarzać, nieustannie się rozwija, każda kolejna płyta różni się czymś od poprzedniej. Przez to również ciężko wybrać tę ulubioną
Dla jednych może to być niesamowity "Solitude Dominance Tragedy", pełen niezwykłego klimatu, z dużą rolą klawiszy, jeszcze nie tak uwypukloną rolą samych gitar. Aż trudno uwierzyć, że to ledwie druga płyta grupy, bo sam album wydaje się niesamowicie dojrzały. Już tutaj słychać, że Evergrey pod względem emocji to coś w rodzaju tykającej bomby
Następca tej płyty jest być może jeszcze lepszy - "In Search Of Truth" to niesamowity album tematyczny (tzw. concept album), opowiadający historię człowieka porwanego przez obcych. Dla kogoś temat może wydawać się śmieszny, jednakże słuchając muzyki wiemy że tematyka jest trudna, bo opowiada historię bardzo smutną i przejmującą. Dźwięki doskonale to podkreślają, gdyż znowuż mnóstwo tu emocji. Dominuje nastrój raczej smutny, przegnębiający wręcz. Płytę wypełniają fantastyczne kompozycje, takie jak "Rulers Of The Mind", "The Encounter", "Watching The Skies", "Mark Of The Triangle", piękny "State Of Paralysis" czy wspaniały "Different Worlds". Ten album w zasadzie podąża ścieżką wyznaczoną przez poprzednika - rola klawiszy nadal jest tutaj bardzo ważna, nie ogranicza się li tylko do "budowania" tła dla utworów.
Kolejna płyta to "Recreation Day" i ten album jest już krokiem w kierunku wzmocnienia brzmienia gitar jak i zwiększenia ich roli - klawisze odpowiadają już głównie za tło kompozycji. Nie zmienia się za to oczywiście jedno - muzyka Szwedów nadal przepełniona jest emocjami, głównie smutkiem. Można też powiedzieć, że stałą się chyba nawet bardziej przebojowa - mnóstwo tutaj świetnych, chwytliwych melodii, choćby w takich utworach jak "As I Lie Here Bleeding", "End Of Your Days" czy "Recreation Day". Znalazło się tutaj także miejsce dla wzruszających momentów, takich jak choćby "I'm Sorry", "Unforgiveable". "Recreation Day" to niewątpliwie kolejna bardzo udana propozycja w dorobku Szwedów, może nieco mniej klimatyczna niż 2 poprzednie (mniej tutaj tajemniczości i niesamowitości
Wydany w 2004 roku album "The Inner Cirle" to pod jednym względem na pewno powrót do tradycji "In Search Of Truth" - znowuż jest to concept album. Tym razem tematykę stanowi religia, ukazana jednak od tej niezbyt chlubnej strony, gdyż porusza problem molestowania seksualnego w kościele, problemy z samą wiarą. Sam album przez wielu jest uznawany za największe dzieło Evergrey i ukoronowania ich dotychczasowej kariery. Jednakże w przeciwieństwie do wspomnianego "In Search Of Truth" brzmienie tego albumu jest zdominowane przez ciężko brzmiące gitary. Ale to nic złego, zwłaszcza że sam album jest niesamowity. Stanowi mieszankę ciężkich utworów i ballad. Mamy tutaj duży przebój w postaci świetnego "A Touch Of Blessing", agresywny "Ambassador", ale też wspomniane ballady - "Waking Up Blind" i "Faith Restored" i obydwie są doprawdy wzruszające. Swoim zwyczajem Szwedzi na samym końcu umieścili jeden z najbardziej poruszających utworów na płycie - "When The Walls Go Down", który jest kulminacją albumu i doskonale go wieńczy.
Podczas trasy promującej ten album Evergrey wydał doskonały koncertowy album - "A Night To Remember", który niewątpliwie może być doskonałym początkiem rozpoczęcia przygody z muyką Szwedów dla kogoś kto ich dotychczas nie słyszał. Choćby dlatego, że zawiera sporą dawkę utworów z promowanego, znakomitego "The Inner Cirle" - 6 utworów. A poza tym każdy album jest tu reprezentowany w bardzo dobry sposób.
Ostatni album grupy - wydany w 2006 roku "Monday Morning Apocalypse" wywołał dość spore zaskoczenie wśród fanów Evergrey. Przede wszystkim - niemal całkowicie usunięto w cień klawisze, same utwory stały się prostsze, jeszcze bardziej chwytliwe i chyba jeszcze cięższe przez zdominowanie materiału przez gitary. Jeśliby wskazać podstawową różnicę między nim a poprzednikami jednym słowem, to możnaby chyba powiedzieć, że jest przede wszystkim bardziej "zwyczajny". Bardziej rockowy. Ale nie znaczy to że zły, bo Evergrey takich płyt nie wydaje
W muzyce Evergrey na pewno znajdą coś dla siebie miłośnicy klasycznych odmian metalu, takich jak heavy czy power (bardziej) a może i też thrashu (mniej), ale chyba przede wszystkim tacy słuchacze, którzy cenią sobie w muzyce emocje, piękne melodie, ci bardziej wrażliwi słuchacze
No i tyle :]


