Najpierw kwestie organizacyjne:
- Znalazł się SPECJAL. W barze krakena. Oczywiście pewności co leją nie ma, ale jest to 1.lepsze od gównianego żywca z innych kranów 2.kosztuje 2zł mniej
- Porażka z bramą nr 2 (prowadząca do strefy gastro za main stage). Festiwal otwiera się o 14, ale z nieznanych powodów ta bramka dopiero o 15. Na warmupie nie pozwolili nam przez nią wyjść, bo była już zamknięta, a wczoraj nie mogliśmy wejść, bo nie była jeszcze otwarta. Szkoda, bo mamy do niej blisko, a do głównej bramy musimy mocno krążyć.
- Gadżety festiwalowe w większości już wyprzedane.
- Merch zespołowy raczej średni, brak fajnych wzorów. Może koszulka Machine Head specjalna na ten koncert była fajna, ale nie za 200zł
Koncerty:
- Ampacity - Poprawne granie instrumentalne. Trochę cicho było słychać klawisze. Sytuacja odwrotna niż w zeszłym roku z Earthless - oni pozamiatali live, a z płyt trochę smędzili, Ampacity lepiej wchodziło ze spotify. Ale ogólnie dobry występ jak na pierwszy koncert dnia. Na koniec zaprosili nas na... Gutalax.
- Gutalax - Niesamowicie gówniane doświadczenie, ale przynajmniej było śmiesznie. Napiedziel i chrumkający wokalista. Rzucanie rolkami srajtaśmy ze sceny. Przerażająco duża liczba fanów w strojach ochronnych ze srajtaśmą/przepychaczką/szczotą do czyszczenia sedesu (perkusista powinien takimi grać) w dłoni. Posłuchaliśmy z 15-20 minut i poszliśmy coś zjeść.
- Blackgold - Grali jak wróciliśmy na festiwal z żarcia. No słabe to było. Zupełnie nie w moim stylu. Najsłabsze co widziałem tego dnia. Widzieliśmy pewnie z kwadrans i tylko dlatego, że poszliśmy na main stage sprawdzić czy mają tam SPECJALa
- Kadavar - Porządny występ, ale nie jakiś porywający. Sporo ludzi, ale bez problemu staliśmy w miarę blisko sceny. Po 20-30 minutach poszliśmy na Wija.
- Wij - Pierwszy z topowych koncertów tego dnia. Bardzo dobry jakościowo występ, gorąco przyjęty przez publiczność. Oko czy Poroniec głośno odśpiewane. Wyglądało, że zespołowi też się podobało. Jedna spora uwaga. Desert Stage był dla nich za mały. Ciężko tam było wejść po rozpoczęciu występu. Powinni dostać większą scenę.
- Endseeker - Poszliśmy na końcówkę prosto z Wija (Endseeker grał tuż obok na Sabbath Stage). Bardzo fajny występ. Ciężko, walcowato, ale były też melodie i było słychać gitary. Dobra zabawa pod sceną. Szkoda, że pokrywał się z Wijem, bo chętnie zobaczyłbym pełny set. Na koniec zaprosili nas do obejrzenia ich merchu podkreślając, że wisi koło koszulek... Gutalaxu (chyba Czesi byli prawdziwą gwiazdą tego dnia).
- Dool - Koncert dnia. Jedyny na którym "barierkowaliśmy". Byliśmy ok 15 minut przed koncertem i spokojnie stanęliśmy na barierce. Przez cały koncert nikt we mnie nie wpadł, a zabawa była przednia. Sporo było z nowej płyty, ale dobrze siedziały. Przekonali mnie, że warto się na nich wybrać jak przyjadą z własnym koncertem. Planowałem wyjść 5 minut przed końcem, żeby zdążyć na początek Dickinsona, ale zbrodnią byłoby wychodzenia z tak dobrego koncertu. Dźwięk mógłby być bardziej selektywny, ale staliśmy na barierce, więc to zapewne miało kluczowe znaczenie.
- Bruce Dickinson - Dla mnie rozczarowanie. Po Waszych relacjach miałem duże oczekiwania i niestety nie dostałem tego na co liczyłem. Co nie znaczy, że to był zły koncert. Wejście bardzo mocne. W trakcie Accident przechodziłem w stronę sceny, śpiewając. Świetnie wypadły też Chemical Wedding, Tears czy Tower, ale już wykonanie Road to Hell było rozczarowujące. Jakieś niewyraźne i bez oczekiwanej mocy. Nowe numery bardzo różnie: Afterglow wypada bardzo dobrze na żywo, Ressurection Man dobrze (na płycie dla mnie niesłuchalny), Rain - straszny zamulacz z jęczącym Dickinsonem. Właśnie przez ten numer emocje mi siadły w środku seta. Do tego średni dźwięk i momentami odbijające się bębny od wieży z konsolą.
- Biohazard - Dotarło tylko CzysteZło. Ja z blackcockerem czas po Dickinsonie spędziliśmy chwilę na dyskusjach ze spotkanymi forumowiczami. Pozdrowienia dla wszystkich.
- High on Fire - Ależ to był napierdol (inaczej nie da się tego określić). Pod Desertem znowu nabite, ale wbiliśmy w kocioł i .... czuje się młodszy o 20 lat. Kolega Moderator chyba się zmęczył, bo dwa razy kładł się na ziemi, żeby odpocząć. Na szczęście towarzysze zabawy od razu stawiali go do pionu. Wyszliśmy trochę poobijani, ale zabawa była przednia. Tylko za głośno byli ustawieni, przez co słabo było słychać instrumenty i cholernie dzwoniło nam po tym w uszach.
- Machine Head - Kiedyś słuchałem pojedynczych numerów, więc poszedłem spokojnie popatrzeć. Trzeba przyznać, że wyglądało i brzmiało to bardzo dobrze. Dźwięk żyleta, zmieniające się tła całkiem spoko, fajne piro (chociaż do Gojiry nie mają startu). Trochę tylko zaczął smędzić w przed Darkness Within i strasznie siadło tempo. Posłuchałem koło godziny i poszedłem spojrzeć na kolejne (po Gutalaxie) zjawisko tego dnia.
- Hanabie - Coś dziewczynom nie pykło, bo jak przyszliśmy 10 minut po czasie, to właśnie wchodziły po raz drugi na scenę
Koncert dnia: Dool
Bardzo dobrze: Wij, High on Fire
Gówno dnia: Blackgold




