Jak się spodziewałem, sam koncert nie warty takich pieniędzy, jakie trzeba było zapłacić, ale ogólnie podobało mi się, nawet jeśli to tylko 40% AC/DC (no powiedzmy, że skoro Stevie to rodzina, to niech będzie, że 50%). Brian to, czego nie wyciągał wokalem, nadrabiał energią, choć nie ukrywam, że spodziewałem się trochę lepszej formy. Nie oglądałem filmików z tegorocznej trasy, ale pamiętam, że widziałem jakiś z Power Trip i wtedy brzmiał zdecydowanie lepiej. Tutaj brzmiał jakby jakikolwiek wyższy rejestr stawiał mu barierę nie do przekroczenia. No cóż, wiek robi swoje, przynajmniej widać, że szczerze mu się chce jeszcze występować. Teraz też jeszcze bardziej zazdroszczę tym, co byli w 2010 na Bemowie, wtedy to dopiero klasyczny skład musiał kopać i robić wrażenie.
Biorąc pod uwagę, jak przyoszczędzili na składzie (o reszcie poza Angusem nie ma co pisać, bo po prostu byli i solidnie zagrali) i efektach (szkoda, że nie było "materialnego" pociągu czy Rosie, jednak wersje ekranowe to nie to samo), to spokojnie przy biletach o połowę tańszych też by wszyscy wyszli na plusie na tym gigu, a i wtedy pewnie byłby sold out. No ale wiadomo, że management pewnie chce wycisnąć z tej ostatniej trasy jak najwięcej się da, więc wyglada to jak wygląda
Nic nie złapałem, bo stałem trochę dalej, mniej więcej w 1/3 płyty, dlatego że postanowiłem odpuścić sobie support i przyjść później. Z tego co czytam powyżej, za wiele nie straciłem




