Od IM do Senjutsu
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Od IM do Senjutsu
Ja też przeczytałem, jak wszystko tutaj, ale siedziałem cicho bo mnie to kompletnie nie interesuje 
Re: Od IM do Senjutsu
johnny, zdradziłeś Głosujących 
Nie biorę udziału w tych akcjach, bo schemat jest cały czas taki sam.
Nie biorę udziału w tych akcjach, bo schemat jest cały czas taki sam.
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Od IM do Senjutsu
Nie zdradziłem - nigdy nie biorę udziału w zabawach które każdorazowo zajmują dłużej niż chwilę, bo nie mam na to czasu. Wyjątek robię dla tych które zdarza mi się prowadzić, ale to bardzo rzadkie przypadki.
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1956
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Od IM do Senjutsu
No, i wychodzi na to, że coś się nie myliłem 
Re: Od IM do Senjutsu
No trudno, ja i tak sobie odbijam robiąc wpisy o DT (skończyłem wszystkie recki studyjne) teraz Exodus (początek mojej przygody) a chętnie kiedyś zrobię Metallikę czy inne zespoły, i myslałem, że to fajny pomysł. Bo wreszcie nie ma liczenia/głosowania takiego mechanicznego w ankietach (przyznam, że mi się znudził ten format) tylko normalnie byśmy mogli pogadać o muzyce o poszczególnych płytach, ktoś by zajechał jakąś ciekawostką, inny by powiedział jakąś ciekawą historie dotyczącą płyty (Vorgel naprawiający cieknący kran podczas odsłuchu Piece of Mind na zawsze w mej pąmięci xDDD) albo tak jak Schizoid napisał reckę Powerslave, a że gość ma świetne pióro, to czekam z niecierpliwością, czy poruszy tam resztę płyt Maiden albo jakichś Judasów.
Dobra, nie było tematu
Dobra, nie było tematu
Zajzajer on the Road 2026:
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Od IM do Senjutsu
Nie no, jak już ktoś napisze to chętnie się zapoznam - np. DT mnie w ogóle nie interesuje ale i tak czytam wszystkie Twoje recenzje
Z odsłuchem i (zwłaszcza) pisaniem gorzej, wolę to zostawiać innym.
Re: Od IM do Senjutsu
Spoko, myślałem, że pomysł ''pyknie'' bo to w końcu forum muzyczne, i mamy sporo zajawionych melomanów/koncertowiczów/kolekcjonerów i to było by coś innego od tych ''mechanicznych ankiet''
Ale spoko, luz, dzięki że czytałeś, tylko mnie się pewnie ciężko czyta, bo nie jestem jakimś mistrzem skrobania
Zamykam już grzecznie mordę
Ale spoko, luz, dzięki że czytałeś, tylko mnie się pewnie ciężko czyta, bo nie jestem jakimś mistrzem skrobania
Zamykam już grzecznie mordę
Zajzajer on the Road 2026:
- Recit The Thornographer
- -#Assassin

- Posty: 2328
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
- Skąd: Midian
Re: Od IM do Senjutsu
Mam tak samo jak Johnny. Działy o Ironach i innych zespołach czytam w miarę regularnie, ale mało kiedy mam coś do dodania, a tym bardziej do słuchania. O Dream Theater piszesz ciekawe rzeczy i fajnie się to śledzi jako pewną ciągłość, ale żebym chciał spróbować zrobić do nich kolejne podejście to... nieeee... ja jednak mam prostackie gusta, z pewnymi wyjątkami lubię jak jest szybko, z klimatem i darcie pi*dy, a tam jest różnorodnie, dojrzale i z wokalistą z głosem, który przypomina mi patologiczne epizody z przeszłości mojego wuja intonującego "Bóg się rodzi, wódka się leje, pragnienie niezaspokojoneeee" przy wigilijnym stole między karpiem a ciastem. No nie mogę tego słuchać.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
Re: Od IM do Senjutsu
Spoko
ja Ci powiem, że od jakiegoś roku-dwóch też właśnie wolę darcie japy i jak jest prosto szybko i do przodu, takiego proga z lat 70tych np, to już nie mogę w większości słuchać.
Zajzajer on the Road 2026:
Re: Od IM do Senjutsu
Uprzejmie informuję, że żyję.
Trochę mi się nałożyło różnych tematów, ale muszę się podzielić przemyśleniami z ostatnich koncertówek.
Potem zacznę przygodę z DT, założę stosowny temat i będą leciały mini recenzje.
Pomysł na temat uważam całkiem spoko, wrzucamy, słuchamy, oceniamy, pytanie tylko kto będzie propozycje dawał, które następnie będą krytykowane.
Trzeba by przemyśleć formułę.
Co zaś do tematu:
En Vivo - łoooo panie... daj pan spokój... Bruce brzmi słabo, momentami bardzo słabo. Dobór utworów z nowej płyty znośny. Brakuje najlepszego numeru czyli Isle Of Avalon. Oczywiście mamy klasyczne koncertowe wypełniacze - Running Free, Hallowed... Uwielbiam Hallowed, mój top 3 utworów Maiden, ale czy aby na pewno my, jako słuchacze, potrzebujemy 7 wersji tego samego utworu? Przy czym kolejne wersje w zasadzie różnią się wyłącznie formą Brucea, bo albo śpiewa zjawiskowo (Live After Death) albo słabo jak na En Vivo. Kolejne wersje Troopera, 2MTM, Number itd. Nie rozumiem tej polityki Harrisa. Zespół ma w dorobku 17 albumów, jeśli dobrze liczę. Serio na tych 17 albumach nie ma innych utworów, tylko ciągle Hallowed, Number itd? O ile koncertówki z lat 80 są fajne, bo te utwory wówczas były nowościami, a same płyty stanowiły taką formę the best of, tak te same utwory po 30 latach po prostu się przejadły. Jak chce posłuchać Hallowed w fenomenalnym wykonaniu to odpalam LAD, albo RiR i już więcej wydań ten utwór nie potrzebuje. Tymczasem mamy En Vivo, które nie dość, że już jest męcząco wtórne w połowie, to na dodatek Bruce czyni tę płytę jeszcze trudniejszą w odbiorze. Była to pierwsza koncertówka IM, która mi się najzwyczajniej nie podobała. Daję 4/10.
Zaskakująco dobrze natomiast wypadła kolejna koncertówka - Book Of Souls Live Chapter. Bruce śpiewa nieźle, zwłaszcza zważywszy na wiek oraz nowotwór. Przede wszystkim jest w końcu coś nowego. Sporo utworów z nowej płyty. Red And Black na żywo brzmi chyba jeszcze lepiej niż w studyjnej wersji, moim zdaniem to jeden z top utworów. Zagrali starocie, ale jakieś inne w końcu, oczywiście Wrathchild po raz 358 musiał być, ale mamy Children, mamy Powerslave, mamy Wasted Years, w końcu nie ma Hallowed, jak się okazuje, da się ułożyć setlistę bez Hallowed. Szkoda, że nie udało się wymienić troopera. Dali Blood Brothers - choć uważam, że na BNW można było wybrać coś ciekawszego, to i tak wspaniale, że wrzucili coś innego niż kolejną wersję 2MTM. Mocne 7/10
Dałem szansę jeszcze Maiden England i warto było. Setlista aboslutnie genialna - prawie cały 7th son zagrali. Mamy też dość nietypowe kompozycje, jak się okazuje, kiedyś dało się grać coś innego niż tylko Number, czy Hallowed. Jest Prisoner, jest Still Life, Die With Your Boots On. Nawet dla KiIllers znalazło się miejsce. Jakby wywalić Runnig Free i Sancutary i dać w to miejsce Rime i np. Prowler, to mogłaby być już totalna miazga. Koncertówka uważam, że rewelacyjna. Bruce śpiewa bardzo dobrze, gitary pięknie chodzą, jest energia, jest moc, jest jeszcze flow, który powoli zaczął opadać od No Prayera. Chyba jednak nie jest lepsza od LAD i RiR, dlatego daję 9/10. Z pewnością będę do tego wydawnictwa jeszcze wracać.
Zakończyłem projekt. Końcówka była już męcząca. Jeszcze te studyjne w miarę szły, ale potem koncertowe wydawnictwa już się mocno mi dłużyły. Ogólnie to srogo nasłuchałem się IM. Ostatnio tyle było Maiden w moich słuchawkach chyba w 2010 roku, kiedy wydali Final Frontier. Tamtą płytę pamiętam sporo jeszcze tłukłem, potem już było znacznie mniej czasu na Harrisa & Co. Chyba mam przesyt, dlatego obecnie lecę jakieś ostre szatany, takie odbicie się przydaje. Co zaś do całościowej oceny, to uważam, że na prawdę mają wiele perełek w twórczości, ale też trochę baboli, zwłaszcza od AMOLAD mamy znaczące obniżenie lotów. Jak słuchałem Powerslave, czy Numbera to czuć było energię, chciało się robić w chacie rozpierdol, a od AMOLAD mamy sporo kawałków, które są miałkie, niczym się nie wyróżniają, przeciągnięte na siłę. Ewidentnie brakuje już weny, chęci, czuć, że to ciągnięte na siłę, bo żyć z czegoś trzeba. Tak jak zawarłem to w którymś z wcześniejszych wpisów, gdyby zebrać do kupy najlepsze kawałki Final Frontier, Book Of Souls, Senjutsu, to mielibyśmy piękne zakończenie kariery, a tak to mamy trochę rozmienianie się na drobne. Niby jakieś pomysły są, ale w większość to wypełniacze, byle tylko dowalić do tych docelowych 80 minut. Pierwsze płyty za to absolutny top, nawet z dzisiejszej perspektywy, gdzie na playliście Spotify mam 380 kapel i kolejne 80 w poczekalni, to i tak uważam, że były to kamienie milowe i bronią się nawet z dzisiejszej perspektywy, gdzie zespołów metalowych po drodze powstało dziesiątki tysięcy i 3 razy tyle dobrych płyt, ale Number, Powerslave mają zasłużone miejsce w historii i trudno je przebić. Była jakaś taka wyjątkowa chemia między muzykami, którą czuć na płytach i to właśnie ta pozytywna energia zaprowadziła ich na szczyt. Potem tej energii już nie było przez całe lata 90, aż doszło do jej odrodzenia na BNW i zostało trochę paliwa jeszcze na DoD, a potem to już mamy zapaść.
Pomysł na temat uważam całkiem spoko, wrzucamy, słuchamy, oceniamy, pytanie tylko kto będzie propozycje dawał, które następnie będą krytykowane.
Co zaś do tematu:
En Vivo - łoooo panie... daj pan spokój... Bruce brzmi słabo, momentami bardzo słabo. Dobór utworów z nowej płyty znośny. Brakuje najlepszego numeru czyli Isle Of Avalon. Oczywiście mamy klasyczne koncertowe wypełniacze - Running Free, Hallowed... Uwielbiam Hallowed, mój top 3 utworów Maiden, ale czy aby na pewno my, jako słuchacze, potrzebujemy 7 wersji tego samego utworu? Przy czym kolejne wersje w zasadzie różnią się wyłącznie formą Brucea, bo albo śpiewa zjawiskowo (Live After Death) albo słabo jak na En Vivo. Kolejne wersje Troopera, 2MTM, Number itd. Nie rozumiem tej polityki Harrisa. Zespół ma w dorobku 17 albumów, jeśli dobrze liczę. Serio na tych 17 albumach nie ma innych utworów, tylko ciągle Hallowed, Number itd? O ile koncertówki z lat 80 są fajne, bo te utwory wówczas były nowościami, a same płyty stanowiły taką formę the best of, tak te same utwory po 30 latach po prostu się przejadły. Jak chce posłuchać Hallowed w fenomenalnym wykonaniu to odpalam LAD, albo RiR i już więcej wydań ten utwór nie potrzebuje. Tymczasem mamy En Vivo, które nie dość, że już jest męcząco wtórne w połowie, to na dodatek Bruce czyni tę płytę jeszcze trudniejszą w odbiorze. Była to pierwsza koncertówka IM, która mi się najzwyczajniej nie podobała. Daję 4/10.
Zaskakująco dobrze natomiast wypadła kolejna koncertówka - Book Of Souls Live Chapter. Bruce śpiewa nieźle, zwłaszcza zważywszy na wiek oraz nowotwór. Przede wszystkim jest w końcu coś nowego. Sporo utworów z nowej płyty. Red And Black na żywo brzmi chyba jeszcze lepiej niż w studyjnej wersji, moim zdaniem to jeden z top utworów. Zagrali starocie, ale jakieś inne w końcu, oczywiście Wrathchild po raz 358 musiał być, ale mamy Children, mamy Powerslave, mamy Wasted Years, w końcu nie ma Hallowed, jak się okazuje, da się ułożyć setlistę bez Hallowed. Szkoda, że nie udało się wymienić troopera. Dali Blood Brothers - choć uważam, że na BNW można było wybrać coś ciekawszego, to i tak wspaniale, że wrzucili coś innego niż kolejną wersję 2MTM. Mocne 7/10
Dałem szansę jeszcze Maiden England i warto było. Setlista aboslutnie genialna - prawie cały 7th son zagrali. Mamy też dość nietypowe kompozycje, jak się okazuje, kiedyś dało się grać coś innego niż tylko Number, czy Hallowed. Jest Prisoner, jest Still Life, Die With Your Boots On. Nawet dla KiIllers znalazło się miejsce. Jakby wywalić Runnig Free i Sancutary i dać w to miejsce Rime i np. Prowler, to mogłaby być już totalna miazga. Koncertówka uważam, że rewelacyjna. Bruce śpiewa bardzo dobrze, gitary pięknie chodzą, jest energia, jest moc, jest jeszcze flow, który powoli zaczął opadać od No Prayera. Chyba jednak nie jest lepsza od LAD i RiR, dlatego daję 9/10. Z pewnością będę do tego wydawnictwa jeszcze wracać.
Zakończyłem projekt. Końcówka była już męcząca. Jeszcze te studyjne w miarę szły, ale potem koncertowe wydawnictwa już się mocno mi dłużyły. Ogólnie to srogo nasłuchałem się IM. Ostatnio tyle było Maiden w moich słuchawkach chyba w 2010 roku, kiedy wydali Final Frontier. Tamtą płytę pamiętam sporo jeszcze tłukłem, potem już było znacznie mniej czasu na Harrisa & Co. Chyba mam przesyt, dlatego obecnie lecę jakieś ostre szatany, takie odbicie się przydaje. Co zaś do całościowej oceny, to uważam, że na prawdę mają wiele perełek w twórczości, ale też trochę baboli, zwłaszcza od AMOLAD mamy znaczące obniżenie lotów. Jak słuchałem Powerslave, czy Numbera to czuć było energię, chciało się robić w chacie rozpierdol, a od AMOLAD mamy sporo kawałków, które są miałkie, niczym się nie wyróżniają, przeciągnięte na siłę. Ewidentnie brakuje już weny, chęci, czuć, że to ciągnięte na siłę, bo żyć z czegoś trzeba. Tak jak zawarłem to w którymś z wcześniejszych wpisów, gdyby zebrać do kupy najlepsze kawałki Final Frontier, Book Of Souls, Senjutsu, to mielibyśmy piękne zakończenie kariery, a tak to mamy trochę rozmienianie się na drobne. Niby jakieś pomysły są, ale w większość to wypełniacze, byle tylko dowalić do tych docelowych 80 minut. Pierwsze płyty za to absolutny top, nawet z dzisiejszej perspektywy, gdzie na playliście Spotify mam 380 kapel i kolejne 80 w poczekalni, to i tak uważam, że były to kamienie milowe i bronią się nawet z dzisiejszej perspektywy, gdzie zespołów metalowych po drodze powstało dziesiątki tysięcy i 3 razy tyle dobrych płyt, ale Number, Powerslave mają zasłużone miejsce w historii i trudno je przebić. Była jakaś taka wyjątkowa chemia między muzykami, którą czuć na płytach i to właśnie ta pozytywna energia zaprowadziła ich na szczyt. Potem tej energii już nie było przez całe lata 90, aż doszło do jej odrodzenia na BNW i zostało trochę paliwa jeszcze na DoD, a potem to już mamy zapaść.
Ostatnio zmieniony czw maja 21, 2026 11:30 pm przez mimski, łącznie zmieniany 2 razy.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: Od IM do Senjutsu
Fajnie się czytało, to czekam(y) na Dream Theater, będzie się działo.
Na propozycje napisałem w ankietach (inne zespoły) ale tam też 0 odzewu, mógłaby jedna osoba dawać płytę do posłuchania, potem druga, ustalilibysmy jakas kolejnosc, ale raczej temat zamknięty już
Na propozycje napisałem w ankietach (inne zespoły) ale tam też 0 odzewu, mógłaby jedna osoba dawać płytę do posłuchania, potem druga, ustalilibysmy jakas kolejnosc, ale raczej temat zamknięty już
Zajzajer on the Road 2026:
Re: Od IM do Senjutsu
En Vivo to koncert znacznie lepiej zaśpiewany niż Live After Death, który to zresztą w ogóle nie jest szczególnie dobrze zaśpiewany 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Od IM do Senjutsu
Być może, dla mnie to jakaś pomyłka. Przykładowo DoD i te pozamieniane akcenty, jakieś cudowanie z tempem, uszy krwawią. The Evil That Men Do - głos mu drży, jak już właśnie facetowi koło 60, coś tam mruczy do mikrofonu momentami. A wprowadzenie do Rime na LAD ma więcej energii, niż wszystkie wokale na En Vivo razem wzięte... Odpaliłem sobie właśnie Rime, ja pierdolę, ile tam jest życia!
A przy okazji to zacząłem temat DT, zapraszam
viewtopic.php?t=17675
A przy okazji to zacząłem temat DT, zapraszam
viewtopic.php?t=17675
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: Od IM do Senjutsu
En Vivo nie jest dla mnie najlepszym koncertem IM z uwagi na tracklistę (za dużo nowych rzeczy kosztem raytasów, których tam w ogóle nie ma), natomiast wokalnie nie mam się do czego przyczepić. The Talisman to jeden z lepszych momentów oficjalnych wydawnictw Maiden. Wiadomo, że Bruce może niekiedy brzmieć na swój wiek. Sęk w tym, że na LAD... On często po prostu krzyczy, nie śpiewa. Wspominasz o drżeniu głosu - ok, może tak jest, nie mam tego fragmentu w pamięci.
Natomiast słuchałem LAD parę dni temu i przecież on tam nawet nie jest w stanie pociągnąć danego dźwięku wystarczająco długo. Stąd urywanie go wcześniej i dodawanie jakichś "je, je, je", różnego rodzaju skrzeki. Przecież gdyby Bruce wyprawiał takie rzeczy teraz, to na forum byłby jechany za chałturnictwo
Sam Dickinson stwierdził kiedyś, że źle się stało, że to koncerty z Long Beach zostały wydane, a nie wieczory zarejestrowane w Hammersmith, bo to były lepsze koncerty, z których ostatecznie dostaliśmy tylko kilka utworów jako bonusy do Long Beach. Te same kompozycje w wersjach z Flight 666 są duuuuużo lepsze od tego, co znalazło się na LAD. On w Long Beach nie dość, że był już zjechany pod koniec World Slavery Tour, to dodatkowo nie panował nad swoim głosem. LAD ma dla mnie jakąś wartość historyczną, ale niewiele poza tym, bo potem po prostu grali te rzeczy lepiej, a Bruce nauczył się śpiewać.
Natomiast słuchałem LAD parę dni temu i przecież on tam nawet nie jest w stanie pociągnąć danego dźwięku wystarczająco długo. Stąd urywanie go wcześniej i dodawanie jakichś "je, je, je", różnego rodzaju skrzeki. Przecież gdyby Bruce wyprawiał takie rzeczy teraz, to na forum byłby jechany za chałturnictwo
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller

