witam bcc nie jestesmy kolegami pozdrawiamblackcocker pisze: ↑ndz maja 31, 2026 8:37 amNapisz o tej Metallice jeszcze 5 razy, bo nikt nie zrozumiał. Pomijam, że to po prostu pierdolenie, musiałeś źle trafić. Co do pchania się jak małpa na Maiden już koledzy wyjaśnili wyżej.Xardas2309 pisze: ↑ndz maja 31, 2026 6:00 amStypa. Niczym u nas na Metallice. Dobrze że jak wpadł cauch in a mosth pit to niedaleko mnie coś się rozkręciło. Potem trwało różnie. I oczywiście tutaj widzę też znajdą się barany które idą z pieskiem pod scenę i mają pretensje że ludzie się bawią. Ci co nazywają to bydłem powinni spojrzeć co Amerykanie robią. Mówię o Ameryce południowej. Nie wiem jak można brać kubek piwa, małe dziecko, łaskę która rozgląda się jakby ktoś ją miał zaraz zastrzelić pod scenę w sam środek, gdzie wiadomo jest że w takich miejscach spokojnie nie jest, i mieć pretensje bo ludzie skaczą.
Ps. U mnie jeden typ zaczął posuwać się do agresji i mało brakowało a doszło by do rękoczynów
30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Pomimo tego, że stadionowy, koncert w ścisłej czołówce spośród 30 występów Maiden, na których byłem. Fantastyczne brzmienie, świetna forma zespołu no i INFINITE DREAMS
INFINITE DREAMS to był już ostatni klasyk, który "musiałem" zobaczyć i usłyszeć na koncercie. A że był w towarzystwie m.in. Phantoma, Rime, Hallowed, Powerslave ... ciężko byłoby również o lepszy set.
Mam nadzieję, że się zobaczymy za niecałe dwa lata. Ale jeśli nie, to w równie wielkim stopniu jak muzycznie, byłoby mi brak Iron Maiden społecznościowo.
Brakowałoby mi tych widoków z lotniska, gdy połowa pasażerów samolotu jest ubrana w koszulki Maiden, widoków z miasta i stadionu, gdzie wszędzie dookoła siebie widzisz ludzi ubranych w 1001 wzorów koszulek Iron Maiden.
Serdecznie dziękuję Koledze Jajco za wspólny powrót
INFINITE DREAMS to był już ostatni klasyk, który "musiałem" zobaczyć i usłyszeć na koncercie. A że był w towarzystwie m.in. Phantoma, Rime, Hallowed, Powerslave ... ciężko byłoby również o lepszy set.
Mam nadzieję, że się zobaczymy za niecałe dwa lata. Ale jeśli nie, to w równie wielkim stopniu jak muzycznie, byłoby mi brak Iron Maiden społecznościowo.
Brakowałoby mi tych widoków z lotniska, gdy połowa pasażerów samolotu jest ubrana w koszulki Maiden, widoków z miasta i stadionu, gdzie wszędzie dookoła siebie widzisz ludzi ubranych w 1001 wzorów koszulek Iron Maiden.
Serdecznie dziękuję Koledze Jajco za wspólny powrót
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Pozwolę sobie coś naskrobać o tym koncercie, szczególnie, że było to dopiero moje drugie IM.
Moja relacja z tym zespołem jest dziwna. Iron Maiden poznałem 11 lat temu, ale nie była to w moim przypadku miłość od pierwszego wejrzenia. Pomimo, że spodobało mi się wtedy TNOTB i kilka innych kotletów IM na YT, resztę dyskografii zacząłem sobie przyswajać dopiero pięć lat temu. I nawet po tym, nie zaowocowało to oddaniem się ich muzyce w jakimś szczególnym stopniu, ale przynajmniej zacząłem doceniać ich dorobek w szerszym oglądzie, plus SiT z 7S zrobiły na mnie albumowo szczególnie mocne wrażenie. I tak się właśnie trafiło, że w tamtym okresie wydarzyło się TFP, które w połowie naciskało na materiał z SiT. Bawiłem się na pierwszym koncercie w Krakowie naprawdę nieźle, ale umówmy się, to nie była dobra trasa na zapoznanie się przekrojowo z szerszym dorobkiem Maidenów. No i niestety, rzeczy z Senjutsu poza Hell on Earth po prostu męczyły.
Z początkiem tego roku, po dwóch latach rzadszego sięgania po płyty IM, coś zaczęło mnie po zakończeniu pierwszego legu obecnej trasy nosić z powrotem do zgłębiania ich dyskografii. Trochę mi zaczęła wtedy mrugać przed oczami Bratysława, ale nie miałem wówczas nikogo z kim bym mógł tam pojechać, a nie miałem w sobie takiego zapłonu aby zrobić to samemu. Zielona lampka zapaliła się w momencie, kiedy Schizoid oświadczył dzień po tym jak się widzieliśmy (przy okazji dumając wtedy trochę o tym koncercie) że jednak chce to zrobić. Tak oto miałem godzinę później bilet na koncert z biletem na przejazd. I to był, jak okazało się po wczoraj, bardzo dobry omen - chociaż nie poleciał za nami żaden albatros
Nie rozpisując się o samym przebiegu wyjazdu oraz doświadczeniach z "pięknem" stolicy Słowacji, zadekowaliśmy się pod stadionem jakoś na 1,5 godziny przed otwarciem bram, spotykając przy okazji @Max323. Wejście na płytę zaliczam do tych lepszych EDIT: no jednak widzę, że nie halo była ta akcja z drugim tunelem. Bez większych dziwactw, udało nam się zdobyć naprawdę przyjemny spot na samym środku płyty i to tuż za ludźmi z FTTB. Jak na taki czas oczekiwania, trafiło się naprawdę przyzwoite miejsce. Do tego stałem na najeździe kablowym, a przy nade niewysokiej scenie dawało to bardzo fajny widok. Już po ustawieniu się, trzeba było udźwignąć dość męczące dwie+ godziny czekania na Anthrax. O ich występie jakoś wiele napisać nie mogę. Za krótko, dźwięk leżał większość czasu, ale w sumie dobrze, że ich w końcu odhaczyłem.
Do dania głównego czas zleciał już w miarę sprawnie. To co zobaczyłem potem, było naprawdę fantastycznym doświadczeniem koncertowym. A przy okazji tym, na co liczyłem decydując się na jechanie tyle godzin w te i we wte. I chyba dostałem sporo ponad to. Ponad 2/3 tej setlisty nie słyszałem dotąd na żywo, a spośród utworów poznanych w Krakowie, w zasadzie każdy siadł mi wczoraj lepiej (minus RttH). Setlista na RFYL robi niebywałą robotę i to ona była oczywiście punktem wyjściowym dla którego pojechałem. Oj, ależ był to zestaw dobroci. Najlepsze doświadczenia: Killers, Powerslave, Rime i Syn. Te dwa pierwsze biły taką energią ze sceny, że sam po sobie i po Maidenach nie zakładałem tak naturalnie wykrzesanej intensywności. Równie świetnie odebrałem Phantom, ID i Hallowed. Przy reszcie też się naprawdę dobrze bawiłem, pomijając wspomniane już wyżej RttH i FOAD. AH w Bratysławie faktycznie nawet dobrze podeszło, Bruce jedynie na refrenie się powykładał. Stojąc na wprost, ale nie totalnie pod sceną, oglądanie tych animacji na ekranie mocarnie podkręciło całe doświadczenie koncertowe. Tło Powerslave i SSoaSS, bajka. Ale też oglądanie poklatkowej akcji z Rime naprawdę solidnie urozmaicało śpiewanie całości tego długiego epika po mimo wyraźnego wrażenia spoglądania na wytwór ej aj.
Na WY, będącym świetnym zamykaczem dla koncertów IM, przeszła mi myśl, która najlepiej podsumowuje mi ten wyjazd: "Jezu jaki to jest zespół". To, jak ten koncert spiął mi się nagle w soczystą całość w ostatnich minutach, no nie mam słów. I tak oto chyba po 11 latach tułania się z IM, nareszcie dostałem w miarę ultymatywne dla mnie doświadczenie tego zespołu na żywo - a w zasadzie to więcej niż tylko w wymiarze koncertowym. Blisko finału, po odejściu Nicko, ale z jaką mocą, satysfakcją i najzwyklejszą w świecie koncertową frajdą. W zasadzie żałuję teraz, że nie mam chyba specjalnie sposobności by pojechać do Hradca, bo doprawienie sobie tego po tak solidnym doświadczeniu byłbym w stanie sobie uzasadnić. Warto było na to jechać, oj warto.
Nie było na tym koncercie stypy. Bez walenia sobie łokciami po twarzach, ta publika bardzo skakała po obu stronach i dość często słyszałem śpiewanie tekstów wokół siebie. I to nie tylko przy refrenach. Całkiem zaangażowany zasób ludzi się trafił, kompletne przeciwieństwo Krakowa w 2023, na którym wloty rozdawano chyba za punkty Vitay na Orlenie - tam tylko robił się większy ruch na Trooperze i FOAD. Ten zespół, jak jeden z nielicznych, ma jednak swoją naprawdę oddaną publikę, a piszę to tutaj bonusowo na podstawie kontrastu jaki wczoraj widziałem przed sobą. Jeden gość, podnosił obie łapy wyłącznie na kotletach, nagrywał z telefonu na długość ręki nad głową, po czym zamierał na czymkolwiek innym. Drugi, powoli siwiejący, był w trasówce SBiT. Śpiewał równo cały czas, ale jak przyszło Rime, to ubyło mu nagle wiekiem 20 lat i leciał całym sobą. W pełni zrozumiałe. To jest trasa z setem dla oddanych fanów i mam wyraźne wrażenie, że sporo ich tam wczoraj było.
Regeneruję się jeszcze po saunie w autokarze i ustępujących bólach stóp, ale wszelkie bolączki związane z tym wyjazdem były jak najbardziej w cenie. Pozdro dla @Schizoid i @Max323. Aces High my firends
Moja relacja z tym zespołem jest dziwna. Iron Maiden poznałem 11 lat temu, ale nie była to w moim przypadku miłość od pierwszego wejrzenia. Pomimo, że spodobało mi się wtedy TNOTB i kilka innych kotletów IM na YT, resztę dyskografii zacząłem sobie przyswajać dopiero pięć lat temu. I nawet po tym, nie zaowocowało to oddaniem się ich muzyce w jakimś szczególnym stopniu, ale przynajmniej zacząłem doceniać ich dorobek w szerszym oglądzie, plus SiT z 7S zrobiły na mnie albumowo szczególnie mocne wrażenie. I tak się właśnie trafiło, że w tamtym okresie wydarzyło się TFP, które w połowie naciskało na materiał z SiT. Bawiłem się na pierwszym koncercie w Krakowie naprawdę nieźle, ale umówmy się, to nie była dobra trasa na zapoznanie się przekrojowo z szerszym dorobkiem Maidenów. No i niestety, rzeczy z Senjutsu poza Hell on Earth po prostu męczyły.
Z początkiem tego roku, po dwóch latach rzadszego sięgania po płyty IM, coś zaczęło mnie po zakończeniu pierwszego legu obecnej trasy nosić z powrotem do zgłębiania ich dyskografii. Trochę mi zaczęła wtedy mrugać przed oczami Bratysława, ale nie miałem wówczas nikogo z kim bym mógł tam pojechać, a nie miałem w sobie takiego zapłonu aby zrobić to samemu. Zielona lampka zapaliła się w momencie, kiedy Schizoid oświadczył dzień po tym jak się widzieliśmy (przy okazji dumając wtedy trochę o tym koncercie) że jednak chce to zrobić. Tak oto miałem godzinę później bilet na koncert z biletem na przejazd. I to był, jak okazało się po wczoraj, bardzo dobry omen - chociaż nie poleciał za nami żaden albatros
Nie rozpisując się o samym przebiegu wyjazdu oraz doświadczeniach z "pięknem" stolicy Słowacji, zadekowaliśmy się pod stadionem jakoś na 1,5 godziny przed otwarciem bram, spotykając przy okazji @Max323. Wejście na płytę zaliczam do tych lepszych EDIT: no jednak widzę, że nie halo była ta akcja z drugim tunelem. Bez większych dziwactw, udało nam się zdobyć naprawdę przyjemny spot na samym środku płyty i to tuż za ludźmi z FTTB. Jak na taki czas oczekiwania, trafiło się naprawdę przyzwoite miejsce. Do tego stałem na najeździe kablowym, a przy nade niewysokiej scenie dawało to bardzo fajny widok. Już po ustawieniu się, trzeba było udźwignąć dość męczące dwie+ godziny czekania na Anthrax. O ich występie jakoś wiele napisać nie mogę. Za krótko, dźwięk leżał większość czasu, ale w sumie dobrze, że ich w końcu odhaczyłem.
Do dania głównego czas zleciał już w miarę sprawnie. To co zobaczyłem potem, było naprawdę fantastycznym doświadczeniem koncertowym. A przy okazji tym, na co liczyłem decydując się na jechanie tyle godzin w te i we wte. I chyba dostałem sporo ponad to. Ponad 2/3 tej setlisty nie słyszałem dotąd na żywo, a spośród utworów poznanych w Krakowie, w zasadzie każdy siadł mi wczoraj lepiej (minus RttH). Setlista na RFYL robi niebywałą robotę i to ona była oczywiście punktem wyjściowym dla którego pojechałem. Oj, ależ był to zestaw dobroci. Najlepsze doświadczenia: Killers, Powerslave, Rime i Syn. Te dwa pierwsze biły taką energią ze sceny, że sam po sobie i po Maidenach nie zakładałem tak naturalnie wykrzesanej intensywności. Równie świetnie odebrałem Phantom, ID i Hallowed. Przy reszcie też się naprawdę dobrze bawiłem, pomijając wspomniane już wyżej RttH i FOAD. AH w Bratysławie faktycznie nawet dobrze podeszło, Bruce jedynie na refrenie się powykładał. Stojąc na wprost, ale nie totalnie pod sceną, oglądanie tych animacji na ekranie mocarnie podkręciło całe doświadczenie koncertowe. Tło Powerslave i SSoaSS, bajka. Ale też oglądanie poklatkowej akcji z Rime naprawdę solidnie urozmaicało śpiewanie całości tego długiego epika po mimo wyraźnego wrażenia spoglądania na wytwór ej aj.
Na WY, będącym świetnym zamykaczem dla koncertów IM, przeszła mi myśl, która najlepiej podsumowuje mi ten wyjazd: "Jezu jaki to jest zespół". To, jak ten koncert spiął mi się nagle w soczystą całość w ostatnich minutach, no nie mam słów. I tak oto chyba po 11 latach tułania się z IM, nareszcie dostałem w miarę ultymatywne dla mnie doświadczenie tego zespołu na żywo - a w zasadzie to więcej niż tylko w wymiarze koncertowym. Blisko finału, po odejściu Nicko, ale z jaką mocą, satysfakcją i najzwyklejszą w świecie koncertową frajdą. W zasadzie żałuję teraz, że nie mam chyba specjalnie sposobności by pojechać do Hradca, bo doprawienie sobie tego po tak solidnym doświadczeniu byłbym w stanie sobie uzasadnić. Warto było na to jechać, oj warto.
Nie było na tym koncercie stypy. Bez walenia sobie łokciami po twarzach, ta publika bardzo skakała po obu stronach i dość często słyszałem śpiewanie tekstów wokół siebie. I to nie tylko przy refrenach. Całkiem zaangażowany zasób ludzi się trafił, kompletne przeciwieństwo Krakowa w 2023, na którym wloty rozdawano chyba za punkty Vitay na Orlenie - tam tylko robił się większy ruch na Trooperze i FOAD. Ten zespół, jak jeden z nielicznych, ma jednak swoją naprawdę oddaną publikę, a piszę to tutaj bonusowo na podstawie kontrastu jaki wczoraj widziałem przed sobą. Jeden gość, podnosił obie łapy wyłącznie na kotletach, nagrywał z telefonu na długość ręki nad głową, po czym zamierał na czymkolwiek innym. Drugi, powoli siwiejący, był w trasówce SBiT. Śpiewał równo cały czas, ale jak przyszło Rime, to ubyło mu nagle wiekiem 20 lat i leciał całym sobą. W pełni zrozumiałe. To jest trasa z setem dla oddanych fanów i mam wyraźne wrażenie, że sporo ich tam wczoraj było.
Regeneruję się jeszcze po saunie w autokarze i ustępujących bólach stóp, ale wszelkie bolączki związane z tym wyjazdem były jak najbardziej w cenie. Pozdro dla @Schizoid i @Max323. Aces High my firends
Ostatnio zmieniony ndz maja 31, 2026 8:39 pm przez manichean, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Mógł mieć na myśli przyszły rok gdzie Maiden ma przerwę, a w trase ruszy BD solo.Geri666 pisze: ↑ndz maja 31, 2026 8:49 amNo powiedział coś w stylu "zobaczymy się" po czym poprawił "ja się z wami zobaczę" i potem że miejcie dobre życia i trzymajcie się. Ani słowa o powrocie.Under Jolly Roger pisze: ↑ndz maja 31, 2026 7:21 amNapisz proszę o tym coś wiecej. Wyszedłem na WY, żeby uniknąć kłopotów z powrotem z uwagi na to że byłem z żoną i 6 letnia córka.
Koncert był fenomenalny. Dźwięk dużo lepszy niż w Bukareszcie. Pierwsze 4 utwory niesamowicie nakręcają atmosfere. AH zabrzmiało dużo lepiej niż dwa dni temu. Mam wrażenie, że Bronek się rozkręca z każdym kolejnym występem.
Wiadomo, że Słowacy to stypiarze ale z uwagi na skład którym się pojawiłem w ogóle mi to nie przeszkadzało. Na trybunach nawet trochę klaskali i delikatnie darli ryja.
Dla mnie ten koncert był wzruszającym doświadczeniem. Mogłem zobaczyć jak moja córka skacze, śpiewa i po prostu jest szczęśliwa na koncercie Maiden. Kiedy mielisz w CD te wszystkie płyty od 25 lat i widzisz, że sztafeta pokoleń trwa w najlepsze to wiesz, że to coś więcej niż muzyka. Jestem z niej szczególnie dumny bo był to jej pierwszy duży koncert z takim natężeniem dźwięku.
Aż ciężko myśleć o tym, że być może zbliżamy się do końca tej niesamowitej przygody jaka jest Maiden.
A w 2028 pewnie jakieś wstępne plany są, ale dwa lata dla Panów w ich wieku to wieczność.
Inna sprawa czy faktycznie mają od dawna nagraną nową płytę
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Na starcie zaznaczę, że z różnych przyczyn (w tym dotyczących naszego wspaniałego stadionu w Warszawie) nie widziałem Iron Maiden rok temu, więc Bratysława to był mój debiut na trasie Run for Your Lives. Stąd też pewne kwestie, które bardziej zaprawieni w boju Sanatorianie mogą uznać za trywialne, dla mnie były nowością. W 2025 zakładałem, że nadrobię temat w 2026. Potem temat wyprawy do Bratysławy zaczął mi się nieco komplikować, ale ostatecznie po krótkim uzgodnieniu sprawy z @Manicheanem dokonałem odpowiednich zakupów i kości zostały rzucone. W końcu odkąd zacząłem słuchać tej grupy, nie przegapiłem żadnej trasy (chyba, że ostatni leg Legacy liczymy osobno - ale tutaj wyrzutów sumienia nie mam
) i głupio byłoby mi to zmienić teraz, zwłaszcza jeśli dalsze losy zespołu są przedmiotem dyskusji, domysłów i plotek.
Do miasta zajechaliśmy wcześnie, jakoś na godzinę 12:30. Z autokaru wysiedliśmy na pobliskiej względem lokalnego stadionu stacji benzynowej, a zespół postanowił powitać nas granym kilkukrotnie Powerslave
Panowie testowali obiekt, a my mogliśmy posłuchać tych prób: zarówno w wersjach instrumentalnych, jak i uwzględniających wokal. Wizytacja centrum zajęła nam może 2 godziny, ale nie odnieśliśmy szczególnie pozytywnych wrażeń, więc bez bólu skierowaliśmy się ku celowi tej wyprawy.
Pod stadionem zjawiliśmy się około 15:30, gdzie skądinąd spotkaliśmy @Maxa323 i w tym składzie czekaliśmy na otwarcie barierek. Poszło to dość sprawnie, a krótko po 17 byliśmy już na środku płyty, całkiem blisko sceny (pierwotnie to był 6-7 rząd, potem bliżej 10 - nigdy wcześniej nie byłem tak blisko sceny na Maiden, więc bardzo fajnie się złożyło). No i niestety oczekiwanie na Anthrax nie należało do przyjemnych. Pomysł, żeby odstęp między wpuszczaniem na płytę i koncertem supportu trwał ponad 2h, był bardzo głupi. Człowiek tylko stał i się nudził, dodatkowo w wyraźnie już czerwcowej temperaturze.
Anthrax uznał, że potrzebuje… 3 intr. Tak, puszczali na intro 3 różne utwory, bo tak im się to uwidziało xD Nie rozumiem tego, ale dobra. Sam gig zdecydowanie energiczny, choć oczywiście krótki – jak teraz o nim myślę, to mam wrażenie, że trwał z 20 minut… Ale nie narzekam, bo dźwięk był po prostu do dupy. Jeśli u kogoś innego było pod tym względem ok, to zazdroszczę, ale niestety z mojej perspektywy brzmiało to fatalnie. Jak już kończyli grać, to byłem zadowolony z tego faktu, bo męczące to było. Szkoda, 10 lat temu wymietli.
Na Maiden czekaliśmy już na szczęście krócej, choć i tak postanowili spóźnić się o 5 minut, bo Doctor Doctor zaczął płynąć z głośników dopiero o 20:55… Ale nikt wokół mnie się tą obsuwą nie przejmował, bo zdecydowana większość gardeł momentalnie zajęła się śpiewaniem hitu UFO. Już to zwiastowało dobrą atmosferę, bo oznaczało, że ci ludzie wiedzą, na co przyszli
Potem Idy Marcowe z taśmy (znów ze znaczącym wsparciem publiki w postaci „ooooo”), wstęp Murders in the Rue Morgue i oczywiście wyczekiwane „objawienie się” całego składu Maiden na scenie. To naprawdę dobry otwieracz, choć widziałem lepsze openery u Iron Maiden (Moonchild i Caught Somewhere in Time są po prostu nie do pobicia). Początkowo dźwięk nie był najlepszy, ale koniec końców na szczęście nie mogę na niego narzekać. Blok early days bardzo mi się podobał, zaczynając od oprawy wizualnej, na doborze utworów kończąc. Miło, że Killers w końcu doczekało się godnej reprezentacji w setliście. Są to niby mniej znane numery, ale tak się złożyło, że ludzie w moim otoczeniu byli ogarnięci i wszystko zostało odśpiewane jak należy. Wrathchild w fandomie stało się memem, ale na tej pozycji i w tym towarzystwie działa świetnie. Utwór tytułowy z dwójki – fenomenalny, czekałem na to odkąd zacząłem słuchać Maiden. Bruce niby znowu coś w nim spartolił, podobno skrócili tę piosenkę, ale tak szczerze mówiąc, to niczego z takich rzeczy nie odnotowałem, byłem zbyt zaabsorbowany samym faktem, że słyszę Killers
Phantom of the Opera wypadło fenomenalnie. Kompozycja brzmiała mego ciężko, uczestnictwo publiki w wykonaniu utworu było najlepsze z możliwych, superancko było usłyszeć Upiora po 12 latach przerwy. The Number of the Beast według mnie lepiej sprawuje się pod koniec setlisty, w Bratysławie spoko im to wyszło, ale podniety nie odnotowałem, choć miło było usłyszeć tego klasyka.
Czary zaczęły się dziać podczas Infinite Dreams. No powiem tak: czuć było, że to ważny powrót. Bruce powiedział, żebyśmy nie pytali go, dlaczego fani musieli czekać 38 lat na ponowną szansę usłyszenia tej piosenki na żywo, bo on sam tego nie wie
Ja tym bardziej nie znam odpowiedzi na to pytanie, zwłaszcza że wykonanie było wprost fenomenalne. Dickinson świetnie poradził sobie ze swoimi partiami, na pewno sprostał oczekiwaniom w tym zakresie. Trochę szkoda, że nie udało mi się usłyszeć The Clairvoyant, ale to już moja „wina” i obiektywnie patrząc, to podmianka na tym slocie była jak najbardziej dobra. Kolejne na liście Powerslave sprawiło, że to combo Infinite Dreams + Powerslave to chyba mój highlight całego koncertu. Świetny, masywny wykon, który na długo zapadnie mi w pamięć. Podróż do starożytnego Egiptu, w którą zabrało nas Iron Maiden, siadła mi dużo lepiej niż dekadę temu we Wrocławiu. Wtedy Powerslave było fajną pozycją w nie do końca fajnym repertuarze, natomiast tutaj czuć było, że to jeden z absolutnie centralnych punktów wydarzenia. Piękna rzecz, której zapewniono odpowiednią godność – także za sprawą ujmującej solówki Murraya (chyba nigdy wcześniej nie miałem na niego tak dobrego widoku, więc w Bratysławie ogólnie często wpadał mi w oczy). To była czysta przyjemność.
2 Minutes to Midnight lubię, zawsze fajnie się na nim bawię, ale utwór ucierpiał trochę na tym, że bas zaczął zbytnio przykrywać gitarę Adriana, co w przypadku tej piosenki nie mogło być dobre. Na jej niekorzyść był też fakt, że zespół zagrał ją po wspaniałym Powerslave i zaraz przed kolejnym gwoździem programu. Rymowanki o Przeterminowanej Marynacie były wręcz cudowne. Ten, wiekowy już, epik Harrisa trochę się naczekał na powrót do setlisty, ale kiedy ostatecznie do niej wrócił, to na pełnej. Wykonanie na najwyższym poziomie, z odpowiednią dramaturgią i zaangażowaniem całego składu, któremu absolutnie udało się zapewnić właściwy klimat na te 13 minut muzyki. Fajnie, że Bruce znów nosi te łachmany, super było widzieć scenę spowitą dymem, a i odgłosy skrzypiącego drewna robiły swoje. No i w końcu ta muzyczna eksplozja po spokojniejszym fragmencie – miazga.
Run to the Hills niestety siadło mi najgorzej. Nie dlatego, że zespół położył ten numer, po prostu nie wychwyciłem w nim niczego szczególnie interesującego. Teoretycznie to piosenka tytułowa całej trasy, ale w ogóle nie odczułem, aby zostało to zaakcentowane. Ot, kotlet do odbębnienia i tyle. Co ciekawe, również w tym przypadku jego setlistowe sąsiedztwo działało na niekorzyść numeru, bo kolejnym kawałkiem w zestawie był…
Seventh Son of a Seventh Son – znów powrót po latach i znów rewelacja. Do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z Maiden England 2014, kiedy słyszałem go po raz pierwszy i ostatni, ale sobotni wykon był tak magiczny, że na pewno ulegnie to zmianie. Podniosły, nasączony patosem, wielowątkowy… Można szukać różnych określeń na ten utwór, ja osobiście go uwielbiam i choć nie był to najbardziej oczywisty wybór na tę trasę, to dobrze, że padło m.in. właśnie na Syna. Podczas tego kawałka widziałem chyba najlepsze zjawisko całego wieczoru, czyli Adriana chodzącego z gitarą i wykonującego z nią dość zabawne ruchy
Ciężko to opisać, skojarzenie miałem jedno – „David Gilmour heavy metalu”
Co zresztą nie jest do końca przesadą, aczkolwiek na poprzedniej trasie było to bardziej zauważalne. Tak czy siak było to mistyczne kilkanaście minut i bardzo się cieszę, że miałem okazję usłyszeć go ponownie.
W tym miejscu niestety skończyła się ta faktycznie ciekawa część setlisty, bo dalej czekały na nas już tylko kotlety. Przeboje jak to przeboje – są lepsze i gorsze. Dla mnie generalnie był to już raczej czas na ochłonięcie i wstępne trawienie tego, czego doświadczyłem wcześniej, aczkolwiek na The Trooper bawiłem się chyba najlepiej od lat, na Hallowed Be Thy Name fajnie było zobaczyć wszystkich gitarzystów i Steve’a w jednym miejscu, a hymn zespołu zawsze miło mi się śpiewa. Otwierające bisy Aces High zabrzmiało dość dobrze (poza refrenami, bo Bruce’owi trafiały się tam fałsze, że raz aż się nieco zgrymasiłem
), Fear of the Dark niestety przynudził, ale zamknięcie było już najlepsze z możliwych. Najpewniej pisałem to 10 lat temu, na pewno pisałem to 3 lata temu, ale napiszę raz jeszcze: Wasted Years to najlepszy zamykacz, jaki ten zespół kiedykolwiek miał. I tak się składa, że zależnie od trasy i okoliczności, w jakich zamyka te setlisty Iron Maiden, nabiera trochę innego znaczenia. W przypadku Run for Your Lives komentarz na ten temat wydaje się zbędny. Był to piękny finał – i chyba jednocześnie jedyny odpowiedni. Ten koncert zasługiwał właśnie na to, by zwieńczyć go tym utworem. To także piosenka, od której na dobrą sprawę zaczęła się moja znajomość z Maiden – tak więc osobiście nie mogłem prosić o lepsze podsumowanie wydarzenia.
Potem czekała na nas dość męcząca podróż do domu, a ja nadal jeszcze nie wróciłem do pełni sił, ale w żadnym momencie nie miałem najmniejszych wątpliwości – było zajebiście warto
Tutaj jeszcze poświęcę trochę linijek na temat oprawy wizualnej Run for Your Lives. Mówiąc krótko: decyzja o przejściu na ekrany była słuszna. Wizualizacje różnią się między sobą i stylem i poziomem, ale ogólnie rzecz biorąc sprawują się naprawdę dobrze. Piorunujące wrażenie zrobiła na mnie animacja do Powerslave. Nie dość, że była pięknie zaprojektowana, to na mój odbiór miał też wpływ mój spocik – stałem na gumowanym „wzniesieniu” na środku płyty, tym przykrywającym kable biegnące do soundboardu. Z tego powodu podczas sekwencji zbliżania się wizerunku Eddiego do środka ekranu (pod koniec utworu) ta perspektywa zapewniła mi świetne wrażenia estetyczne. Pięknie wyglądała też wizualizacja na Seventh Son of a Seventh Son, kapitalnie podkreślała nieziemski nastrój samej kompozycji. Kiedy lewitujący Eddie spoglądał na mnie z ekranu (znów kwestia miejsca, w którym stałem), czułem takie „cholera, jak dobrze widzieć cię po 12 latach” – ale podczas pierwszego koncertu Maiden siedziałem na bardzo odległej trybunie, a teraz to wszystko działo się zaraz przede mną. Bardzo fajnie wyglądał też filmik zrobiony do The Ides of March oraz, idąc dalej, złowrogi Paryż. Oprawa takiego Phantom of the Opera może i była prosta, ale te pospinane po bokach kurtyny naprawdę robiły wrażenie, wyglądały na trójwymiarowe. Duży Eddie podczas Iron Maiden okej, ale przywykłem do dmuchańców i niestety brakowało mi tutaj czegoś bardziej namacalnego. Zdarzały się też bardziej randomowe rzeczy, np. wizualizacja do The Number of the Beast (hrabia Orlok z judasowego Love Bites zawitał również do Maiden
), Aces High to faktycznie trochę animacja zajeżdżająca IPN-em xD Rime… No całkiem fajny klimat wytwarzało, ale wbrew temu, co miałoby wynikać z ostatniego filmu BTS, to jak najbardziej częściowo było robione AI, sorry. I ten generowany bajzel miejscami trochę psuł wrażenia, ale to szczegół. Jak wspomniałem, zamysł jest jak najbardziej słuszny i dobrze, że zdecydowali się na taką zmianę. Już na The Future Past zespół fajnie wykorzystywał pionowe ekrany po bokach, obecna oprawa sceniczna wygląda na sensowne rozwinięcie koncepcji z tamtej trasy.
Czy było to moje najlepsze Maiden? Nie wiem, możliwe. Natomiast jestem skłonny rzec, że było to Maiden, na którym najlepiej się bawiłem. Pomimo dużego stężenia kotletów w secie, pomimo faktu, że za bębnami nie siedzi już uwielbiany przez wszystkich Nicko – wszystko zagrało na należytym poziomie. To jest trasa na stadiony i bicie rekordów, ale mam wrażenie, że to także trasa… Dla nas. Dla ludzi, którzy wychowali się na tej muzyce. Którzy jako nastolatkowie poznawali największe płyty tej kapeli, wydawali kieszonkowe na merch i zagłębiali się w biografię Iron Maiden. Do Bratysławy wziąłem bluzę Fear of the Dark, którą kupiłem mając 13 wiosen na karku. To pół mojego życia. I ten 13-latek gdzieś tam skakał z radości, kiedy Steve zaczął grać wstęp do Killers, Dave wycinał piękne solo na tle egipskiego monumentu, a Bruce odprawiał kazanie na temat Siódmego Syna. Na tym etapie to dla mnie najważniejsze.
Pozdrowienia dla @Manichean i @Max323, obyście teraz dobrze wypoczęli
Do miasta zajechaliśmy wcześnie, jakoś na godzinę 12:30. Z autokaru wysiedliśmy na pobliskiej względem lokalnego stadionu stacji benzynowej, a zespół postanowił powitać nas granym kilkukrotnie Powerslave
Pod stadionem zjawiliśmy się około 15:30, gdzie skądinąd spotkaliśmy @Maxa323 i w tym składzie czekaliśmy na otwarcie barierek. Poszło to dość sprawnie, a krótko po 17 byliśmy już na środku płyty, całkiem blisko sceny (pierwotnie to był 6-7 rząd, potem bliżej 10 - nigdy wcześniej nie byłem tak blisko sceny na Maiden, więc bardzo fajnie się złożyło). No i niestety oczekiwanie na Anthrax nie należało do przyjemnych. Pomysł, żeby odstęp między wpuszczaniem na płytę i koncertem supportu trwał ponad 2h, był bardzo głupi. Człowiek tylko stał i się nudził, dodatkowo w wyraźnie już czerwcowej temperaturze.
Anthrax uznał, że potrzebuje… 3 intr. Tak, puszczali na intro 3 różne utwory, bo tak im się to uwidziało xD Nie rozumiem tego, ale dobra. Sam gig zdecydowanie energiczny, choć oczywiście krótki – jak teraz o nim myślę, to mam wrażenie, że trwał z 20 minut… Ale nie narzekam, bo dźwięk był po prostu do dupy. Jeśli u kogoś innego było pod tym względem ok, to zazdroszczę, ale niestety z mojej perspektywy brzmiało to fatalnie. Jak już kończyli grać, to byłem zadowolony z tego faktu, bo męczące to było. Szkoda, 10 lat temu wymietli.
Na Maiden czekaliśmy już na szczęście krócej, choć i tak postanowili spóźnić się o 5 minut, bo Doctor Doctor zaczął płynąć z głośników dopiero o 20:55… Ale nikt wokół mnie się tą obsuwą nie przejmował, bo zdecydowana większość gardeł momentalnie zajęła się śpiewaniem hitu UFO. Już to zwiastowało dobrą atmosferę, bo oznaczało, że ci ludzie wiedzą, na co przyszli
Czary zaczęły się dziać podczas Infinite Dreams. No powiem tak: czuć było, że to ważny powrót. Bruce powiedział, żebyśmy nie pytali go, dlaczego fani musieli czekać 38 lat na ponowną szansę usłyszenia tej piosenki na żywo, bo on sam tego nie wie
2 Minutes to Midnight lubię, zawsze fajnie się na nim bawię, ale utwór ucierpiał trochę na tym, że bas zaczął zbytnio przykrywać gitarę Adriana, co w przypadku tej piosenki nie mogło być dobre. Na jej niekorzyść był też fakt, że zespół zagrał ją po wspaniałym Powerslave i zaraz przed kolejnym gwoździem programu. Rymowanki o Przeterminowanej Marynacie były wręcz cudowne. Ten, wiekowy już, epik Harrisa trochę się naczekał na powrót do setlisty, ale kiedy ostatecznie do niej wrócił, to na pełnej. Wykonanie na najwyższym poziomie, z odpowiednią dramaturgią i zaangażowaniem całego składu, któremu absolutnie udało się zapewnić właściwy klimat na te 13 minut muzyki. Fajnie, że Bruce znów nosi te łachmany, super było widzieć scenę spowitą dymem, a i odgłosy skrzypiącego drewna robiły swoje. No i w końcu ta muzyczna eksplozja po spokojniejszym fragmencie – miazga.
Run to the Hills niestety siadło mi najgorzej. Nie dlatego, że zespół położył ten numer, po prostu nie wychwyciłem w nim niczego szczególnie interesującego. Teoretycznie to piosenka tytułowa całej trasy, ale w ogóle nie odczułem, aby zostało to zaakcentowane. Ot, kotlet do odbębnienia i tyle. Co ciekawe, również w tym przypadku jego setlistowe sąsiedztwo działało na niekorzyść numeru, bo kolejnym kawałkiem w zestawie był…
Seventh Son of a Seventh Son – znów powrót po latach i znów rewelacja. Do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z Maiden England 2014, kiedy słyszałem go po raz pierwszy i ostatni, ale sobotni wykon był tak magiczny, że na pewno ulegnie to zmianie. Podniosły, nasączony patosem, wielowątkowy… Można szukać różnych określeń na ten utwór, ja osobiście go uwielbiam i choć nie był to najbardziej oczywisty wybór na tę trasę, to dobrze, że padło m.in. właśnie na Syna. Podczas tego kawałka widziałem chyba najlepsze zjawisko całego wieczoru, czyli Adriana chodzącego z gitarą i wykonującego z nią dość zabawne ruchy
W tym miejscu niestety skończyła się ta faktycznie ciekawa część setlisty, bo dalej czekały na nas już tylko kotlety. Przeboje jak to przeboje – są lepsze i gorsze. Dla mnie generalnie był to już raczej czas na ochłonięcie i wstępne trawienie tego, czego doświadczyłem wcześniej, aczkolwiek na The Trooper bawiłem się chyba najlepiej od lat, na Hallowed Be Thy Name fajnie było zobaczyć wszystkich gitarzystów i Steve’a w jednym miejscu, a hymn zespołu zawsze miło mi się śpiewa. Otwierające bisy Aces High zabrzmiało dość dobrze (poza refrenami, bo Bruce’owi trafiały się tam fałsze, że raz aż się nieco zgrymasiłem
Potem czekała na nas dość męcząca podróż do domu, a ja nadal jeszcze nie wróciłem do pełni sił, ale w żadnym momencie nie miałem najmniejszych wątpliwości – było zajebiście warto
Tutaj jeszcze poświęcę trochę linijek na temat oprawy wizualnej Run for Your Lives. Mówiąc krótko: decyzja o przejściu na ekrany była słuszna. Wizualizacje różnią się między sobą i stylem i poziomem, ale ogólnie rzecz biorąc sprawują się naprawdę dobrze. Piorunujące wrażenie zrobiła na mnie animacja do Powerslave. Nie dość, że była pięknie zaprojektowana, to na mój odbiór miał też wpływ mój spocik – stałem na gumowanym „wzniesieniu” na środku płyty, tym przykrywającym kable biegnące do soundboardu. Z tego powodu podczas sekwencji zbliżania się wizerunku Eddiego do środka ekranu (pod koniec utworu) ta perspektywa zapewniła mi świetne wrażenia estetyczne. Pięknie wyglądała też wizualizacja na Seventh Son of a Seventh Son, kapitalnie podkreślała nieziemski nastrój samej kompozycji. Kiedy lewitujący Eddie spoglądał na mnie z ekranu (znów kwestia miejsca, w którym stałem), czułem takie „cholera, jak dobrze widzieć cię po 12 latach” – ale podczas pierwszego koncertu Maiden siedziałem na bardzo odległej trybunie, a teraz to wszystko działo się zaraz przede mną. Bardzo fajnie wyglądał też filmik zrobiony do The Ides of March oraz, idąc dalej, złowrogi Paryż. Oprawa takiego Phantom of the Opera może i była prosta, ale te pospinane po bokach kurtyny naprawdę robiły wrażenie, wyglądały na trójwymiarowe. Duży Eddie podczas Iron Maiden okej, ale przywykłem do dmuchańców i niestety brakowało mi tutaj czegoś bardziej namacalnego. Zdarzały się też bardziej randomowe rzeczy, np. wizualizacja do The Number of the Beast (hrabia Orlok z judasowego Love Bites zawitał również do Maiden
Czy było to moje najlepsze Maiden? Nie wiem, możliwe. Natomiast jestem skłonny rzec, że było to Maiden, na którym najlepiej się bawiłem. Pomimo dużego stężenia kotletów w secie, pomimo faktu, że za bębnami nie siedzi już uwielbiany przez wszystkich Nicko – wszystko zagrało na należytym poziomie. To jest trasa na stadiony i bicie rekordów, ale mam wrażenie, że to także trasa… Dla nas. Dla ludzi, którzy wychowali się na tej muzyce. Którzy jako nastolatkowie poznawali największe płyty tej kapeli, wydawali kieszonkowe na merch i zagłębiali się w biografię Iron Maiden. Do Bratysławy wziąłem bluzę Fear of the Dark, którą kupiłem mając 13 wiosen na karku. To pół mojego życia. I ten 13-latek gdzieś tam skakał z radości, kiedy Steve zaczął grać wstęp do Killers, Dave wycinał piękne solo na tle egipskiego monumentu, a Bruce odprawiał kazanie na temat Siódmego Syna. Na tym etapie to dla mnie najważniejsze.
Pozdrowienia dla @Manichean i @Max323, obyście teraz dobrze wypoczęli
Ostatnio zmieniony ndz maja 31, 2026 2:55 pm przez Schizoid, łącznie zmieniany 1 raz.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Straszna fuszerka. Ja byłem w tym pierwszym tłumie i nie widziałem sytuacji z drugiego wejścia, ale to nie powinno mieć miejsca.Horvath pisze: ↑ndz maja 31, 2026 2:06 pm Możecie się poszukać na filmiku ze szturmu po miejsca![]()
https://streamable.com/scyxsh
+1000nugz pisze: ↑ndz maja 31, 2026 6:36 am Uważam, że na Maiden spokojne wystarczy śpiewanie, skakanie, ręce w górze. Pogo nie powinno mieć miejsca. To nie jest muza tej intensywności. To prawda - będąc z przodu, musisz liczyć się z pewnymi sprawami i jesteś tam na własną odpowiedzialność, ale nadal - pogo na IM to prymitywna padaka. Typy rzucające się na siebie na FotD to kabaret. To, że masz ochotę na większą fizyczność, nie czyni Ciebie bardziej zaangażowanym fanem od kogoś przeżywającego to inaczej. Myślenie tak - to jest dopiero pozerka
Caught in a Mosh to inna bajka, tytuł już zaprasza do tańca.
Polakom po prostu odpierdala jak słyszą dźwięk przesterowanej gitary. Klasyczny heavy metal to nie jest muza do takich rzeczy. To są piosenki z ładnymi melodiami gitarowymi i nośnymi refrenami. Sorry, ale zabawa na takim Phantomie była przednia, jedna z lepszych, jakie zaliczyłem
Myślę, że jeśli ktoś jest zawiedziony formą sobotniej publiczności, to mam dla niego świetną alternatywę: podróż na Polandrock. Tam wszystko powinno takim ludziom pasować, od publiki począwszy, na doborze wykonawców skończywszy. Można się kręcić w kółko, popychać, a nawet umazać błotem i zrzygać, jeśli ma się taką fantazję. A to wszystko za free.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Xardas2309
- -#Invader

- Posty: 248
- Rejestracja: ndz lip 29, 2018 2:38 pm
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Ja nie mówię napierdzielac się łokciami bo takie coś miałem na Judas Priest rok temu i nie było to fajne a wręcz irytujące.
Polakom przeszkadza wszystko. Najlepiej to stać i się nie ruszać. Podczas gdy reszta świata się bawi, szczególnie w takiej Ameryce gdzie skakaja całe stadiony. No chciałbym usłyszeć w takiej Ameryce komentarz Polaka ,, Bydło ,,
Polakom przeszkadza wszystko. Najlepiej to stać i się nie ruszać. Podczas gdy reszta świata się bawi, szczególnie w takiej Ameryce gdzie skakaja całe stadiony. No chciałbym usłyszeć w takiej Ameryce komentarz Polaka ,, Bydło ,,
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
O czym ty gadasz na dobrą sprawę?
Najpierw zachwalasz jakieś przepychanie, teraz w sumie krytykujesz łokcie, więc na dobrą sprawę już chuj wie, co rozumiesz przez "dobrą zabawę".
W moim otoczeniu ludzie przeskakali wszystkie żwawe momenty takiego Rime, Phantom czy Fear i nikogo to nie raziło. Było też dużo klaskania, cała masa OOOOOOOO, wszelkiego rodzaju "hej hej" i śpiewanie tekstów.
I nikt tutaj nie krytykuje takich rzeczy, nie miało to miejsca na żadnym etapie tej konwersacji.
Najpierw zachwalasz jakieś przepychanie, teraz w sumie krytykujesz łokcie, więc na dobrą sprawę już chuj wie, co rozumiesz przez "dobrą zabawę".
W moim otoczeniu ludzie przeskakali wszystkie żwawe momenty takiego Rime, Phantom czy Fear i nikogo to nie raziło. Było też dużo klaskania, cała masa OOOOOOOO, wszelkiego rodzaju "hej hej" i śpiewanie tekstów.
I nikt tutaj nie krytykuje takich rzeczy, nie miało to miejsca na żadnym etapie tej konwersacji.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Xardas, napisałeś wcześniej jak podręcznikowy kuc. Skąd mamy wiedzieć, o co Ci chodzi w głębszym przekazie 
Ja zrozumiałem, że była stypa, bo nie było pogo. Jak siebie jeszcze raz przeczytasz siebie, to dojdziesz do wniosku, że trudno inaczej te wpisy odebrać
Piękne te Wasze wysrywy z wczoraj. Naprawdę - Ci fani, którzy wiedzą, PO CO TAM SĄ, są dla mnie dość wyjątkowi jeśli chodzi o fanbase metalowych kapel.
Ja zrozumiałem, że była stypa, bo nie było pogo. Jak siebie jeszcze raz przeczytasz siebie, to dojdziesz do wniosku, że trudno inaczej te wpisy odebrać
Piękne te Wasze wysrywy z wczoraj. Naprawdę - Ci fani, którzy wiedzą, PO CO TAM SĄ, są dla mnie dość wyjątkowi jeśli chodzi o fanbase metalowych kapel.
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Fajnie się czyta te relacje, az zacząłem odliczać dni do Hradec (myślę, ze specyfika tłumu podobna do tej Slovenskiej
) i znów zobaczenia "moich" highlightow na tej trasie: 7th son, ROTAM, Phantom oraz drugi raz w zyciu na zywo ID oczywiście
I oby to nie był mój ostatni koncert Maiden i w 2028 wrócili do Europy bo inaczej pewna epoka (jeżdżę za nimi od 1995 czyli od 30lat) dobiegnie końca :/
I oby to nie był mój ostatni koncert Maiden i w 2028 wrócili do Europy bo inaczej pewna epoka (jeżdżę za nimi od 1995 czyli od 30lat) dobiegnie końca :/
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Cześć wszystkim
czy ktoś wie w którym hotelu w Bratysławie zespół nocował/ kiedy przyleciał i czy już wyleciał ze Słowacji?
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12409
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Polecieli 1330 do Hanoweru
-
Xardas2309
- -#Invader

- Posty: 248
- Rejestracja: ndz lip 29, 2018 2:38 pm
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Stypa na koncertach to dla mnie stanie jak kołek i nic więcej. A jeszcze lepiej z założonymi rękami i wzrokiem takim jakby chciało się kogoś zabić bo kolo mnie był taki typek.nugz pisze: ↑ndz maja 31, 2026 3:33 pm Xardas, napisałeś wcześniej jak podręcznikowy kuc. Skąd mamy wiedzieć, o co Ci chodzi w głębszym przekazie
Ja zrozumiałem, że była stypa, bo nie było pogo. Jak siebie jeszcze raz przeczytasz siebie, to dojdziesz do wniosku, że trudno inaczej te wpisy odebrać
Piękne te Wasze wysrywy z wczoraj. Naprawdę - Ci fani, którzy wiedzą, PO CO TAM SĄ, są dla mnie dość wyjątkowi jeśli chodzi o fanbase metalowych kapel.
Tak ja lubię poskakać bo na takiej muzyce ciało samo się dwie do rytmu. Trzeba jednak rozróżnić agresywne pogo i napierdzielanie się na całego ,, Tak po części miałem na Judas priest w Łodzi, jakiś debil wymachiwał pięściami i między innymi na oberwałem w brzuch, no i musiałem głowy pilnować aby zębów nie stracić ,, a po prostu zwykle przepychanie się bez ,, nadstawiania łokci ,,
Nawet w Warszawie pamiętam do dziś jednego grubego z tą czapką pilota która Bruce ma na aces high. Dosłownie rzucał ludźmi jak piłeczkami. To też nie było przyjemne.
A co innego jest skakać, śpiewać, nawet ,, poprzepychac się ,, nie wyrządzając nikomu krzywdy.
W Bratysławie było teraz takich dwóch, wpadłem na jednego bo zostałem tam popchnięty a ten jak wściekły mnie odrzucił do tyłu. Potem to samo zrobił z kolesiem który po prostu chciał do nas dołączyć i nawet mu pokazywał że idzie tam. Mało co nie doszło do rękoczynów. Ale koniec końców nie miał nic do gadania bo i tak wyszło na nasze a nikomu krzywdy nie zrobiliśmy.
Zresztą nawet Bruce momentami rozkładał ręce, nawoływał do tłumu bo właśnie stali jak na pogrzebie.
I ktośi tu pisał o dziadkach.
U mnie był dziadek chyba dobrze koło 60. Miał więcej pary i witalności niż cały ten tłum razem wziety.
-
Xardas2309
- -#Invader

- Posty: 248
- Rejestracja: ndz lip 29, 2018 2:38 pm
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Tak z innej beczki. Czy mi się wydawało czy forma zespołu spadła ? Czy to po prostu specyfika tego że to dopiero 4 koncert na trasie i dopiero są w fazie początkowej ? Bo wydaje mi się że między tym co widziałem w Warszawie a teraz to spora przepaść.
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Ja poniekąd nie rozumiem najazdu na ludzi którzy przyszli Obejrzeć koncert a nie skakać i śpiewać.
Faktem jest, że takie osoby nie powinny zwracać uwagi komuś, kto bawi się bardziej aktywnie, ale czy uczestnictwo w koncercie naprawdę jest uwarunkowane obowiązkiem skakania i śpiewania? Każdy przeżywa takie wydarzenia na swój sposób. Zarówno „pikniki” nie powinny czepiać się innych, jak i ci bardziej żywiołowi nie powinni mieć pretensji do osób, które po prostu chcą oglądać występ.
Ja dla świętego spokoju od dłuższego czasu już takie duże sztuki oglądam sobie z trybun bo jestem zwolennikiem obejrzenia takiego show ale będąc na płycie nie miałem nigdy problemu z tym że ktoś się dobrze bawi - o ile to była pozytywna zabawa a nie zwykłe bydło.
Faktem jest, że takie osoby nie powinny zwracać uwagi komuś, kto bawi się bardziej aktywnie, ale czy uczestnictwo w koncercie naprawdę jest uwarunkowane obowiązkiem skakania i śpiewania? Każdy przeżywa takie wydarzenia na swój sposób. Zarówno „pikniki” nie powinny czepiać się innych, jak i ci bardziej żywiołowi nie powinni mieć pretensji do osób, które po prostu chcą oglądać występ.
Ja dla świętego spokoju od dłuższego czasu już takie duże sztuki oglądam sobie z trybun bo jestem zwolennikiem obejrzenia takiego show ale będąc na płycie nie miałem nigdy problemu z tym że ktoś się dobrze bawi - o ile to była pozytywna zabawa a nie zwykłe bydło.
Vengeance will be mine, take what is yours and leave you to die, Fortune unachieved, riddled with spite, destroying your life, Liar that you are, facing yourself; you think you're a star.
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
A gdzie mieszkali w Bratysławie?
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12409
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Nikt normalny nie pisze takich rzeczy publiczniebrezdi pisze: ↑ndz maja 31, 2026 6:24 pmA gdzie mieszkali w Bratysławie?
Re: 30/05/2026 - Bratysława, Národný Futbalový Štadión
Fantastyczny koncert. Wybawiłem się jeszcze lepiej niż przed rokiem w Warszawie. Maiden w kapitalnej formie i tak jak było wspomniane szkoda, gdyby mieli już się zawijać.
- Początkowy blok wszedł jak złoto, w szczególności Killers i Wrathchild.
- Kapitalny wykon Infinite Dreams. Świetnie, że wprowadzili to do seta.
- Powerslave kolejny highlight, ten refren to samograj. Momentami, to aż zagłuszaliśmy Bruce'a.
- Oba kolosy też cudowne. Te bridge są magiczne, stałem jak zaczarowany.
- Wasted to przezamykacz. Jeżeli będą jeszcze grali jakąś nową trase, to WY trzeba tam przyspawać na stałe.
Publika była świetna. Dużo śpiewania, podskakiwania, bujania itp. Nie było jakiegoś bydła. Ten mosz, który zaczął się na Anthraxie spotkał się nawet z kiepskim przyjęciem ludzi wokół. Widziałem chłopa i babkę, którzy niemal z obrzydzeniem ich od siebie odpychali, a jeden gość nawet ich napierdalał łokciem po plecach XD
Kontynuując sprawę bydła. Na Maiden jeden typo mocno się odbijał od ludzi, co doprowadziło do konfrontacji. Dwóch gości się do niego rzuciło (trzeci też był gotowy się włączyć bo ofiarą była jego laska), a jeden nawet tak mocno go odepchnął po twarzy, poszły też jakieś wyzwiska.
Nie żałuję tego, że się wybrałem. Nawet pomimo tego, że wciąż boli mnie kark oraz barki, a od niewyspania w busie miałem chyba omamy, bo jakieś pająki widziałem kątem oka. Na dodatek chyba słońce mi ryjec spaliło, bo klika osób już mi mówiło, że mam straszne rumieńce XD
Liczę, że w 2028 coś będą jeszcze grać. Siadłby jakiś Tauron.
Również pozdrawiam Schizoida i Manicheana. Sanatorium strong
- Początkowy blok wszedł jak złoto, w szczególności Killers i Wrathchild.
- Kapitalny wykon Infinite Dreams. Świetnie, że wprowadzili to do seta.
- Powerslave kolejny highlight, ten refren to samograj. Momentami, to aż zagłuszaliśmy Bruce'a.
- Oba kolosy też cudowne. Te bridge są magiczne, stałem jak zaczarowany.
- Wasted to przezamykacz. Jeżeli będą jeszcze grali jakąś nową trase, to WY trzeba tam przyspawać na stałe.
Publika była świetna. Dużo śpiewania, podskakiwania, bujania itp. Nie było jakiegoś bydła. Ten mosz, który zaczął się na Anthraxie spotkał się nawet z kiepskim przyjęciem ludzi wokół. Widziałem chłopa i babkę, którzy niemal z obrzydzeniem ich od siebie odpychali, a jeden gość nawet ich napierdalał łokciem po plecach XD
Kontynuując sprawę bydła. Na Maiden jeden typo mocno się odbijał od ludzi, co doprowadziło do konfrontacji. Dwóch gości się do niego rzuciło (trzeci też był gotowy się włączyć bo ofiarą była jego laska), a jeden nawet tak mocno go odepchnął po twarzy, poszły też jakieś wyzwiska.
Nie żałuję tego, że się wybrałem. Nawet pomimo tego, że wciąż boli mnie kark oraz barki, a od niewyspania w busie miałem chyba omamy, bo jakieś pająki widziałem kątem oka. Na dodatek chyba słońce mi ryjec spaliło, bo klika osób już mi mówiło, że mam straszne rumieńce XD
Liczę, że w 2028 coś będą jeszcze grać. Siadłby jakiś Tauron.
Również pozdrawiam Schizoida i Manicheana. Sanatorium strong
A
B
C
D
E
B
C
D
E



