Dokładnie tak jak Dzosef pisze. Zdarzało mi się robić barierki na Mysticu na różnych jego edycjach (2019, 2022, 2025 - main stage, pomniejszych scen nie liczę) i osobiście żadnych patologicznych sytuacji tam nie miałem. Szkoda, że w tym roku było inaczej, ale Megadeth wieńczyło dzień thrash metalu, a nie od dziś wiadomo, że to muzyka ściągająca najbardziej zbydlęconą publikę. Ten festiwal był dla nich teraz naturalnym magnesem, no to ściągnął wielu gagatków, którzy robią to, co robią. Nie uważam, by racjonalne było ocenianie klimatu całego dorocznego wydarzenia (będącego jednak wydarzeniem, jak na polskie warunki, bardzo dużych rozmiarów) na podstawie relacji z jednego dnia jednej edycji. W przypadku takiego Judas Priest, to zdarzyło mi się w życiu kilka barierek cięższych od Mystica. Diamond, czy to solowo, czy z Mercyfulami, to w ogóle nigdy problematyczny nie był, zawsze trafiała się może nie plaża typu koncert Deep Purple, ale jednak lajtowa atmosfera.
Caracalized pisze: ↑wt sie 18, 2026 1:30 am
No i towarzysko przy wielu innych okazjach się można z kimś zobaczyć, jakiś festiwal, przynajmniej dla mnie, nie jest do tego koniecznie potrzebny.
Patrząc jednak po dotychczasowych "zlotach kuracjuszy", to one odbywają się albo na koncertach bardzo wyselekcjonowanych wykonawców, albo właśnie na Mysticu. Na to ma wpływ wiele różnych czynników, ale ogólnie po prostu łatwiej złapać się na imprezie tego typu, pomimo skali przedsięwzięcia. No i na feście też generalnie łatwiej usiąść/postać i pogadać, bo w klubie czy arenie zazwyczaj kończy się na szybkiej pionie i tyle.
Jest też, mam wrażenie, pewna różnica między klubówkami i festiwalami. O ile te pierwsze mogą być robione z jakąś myślą przewodnią, może istnieć jakiś wspólny mianownik dla kapel grających jednego dnia, o tyle festiwale (zasadniczo) nie są tak jednolite. One mają ściągnąć zróżnicowaną publikę, bo samymi fanami np. heavy metalu festiwalu nie wypełnisz. Co za tym idzie, nie wszystko na takim wydarzeniu jest dla odbiorcy interesujące, a ja osobiście nie widzę sensu w zmuszaniu się do oglądania zespołu, który w ogóle jest spoza mojej bajki, skoro to nie dla niego przyszedłem, a w tym samym czasie mogę albo wypić piwko z kumplami albo zobaczyć coś innego.
A co do oglądania gigu nie z barierek - gdyby mi na tych barierkach nie zależało, ale jednocześnie chciałbym zespół oglądać z bliska, to de facto w każdym przypadku mógłbym pod tego maina/park wbijać na godzinę-pół godziny przed startem koncertu i pomimo tego miałbym dobre miejsce. Istnieją 3 kapele, dla których mogę sterczeć przez kilka godzin przed koncertem, wszystkie z nich polubiły się z Gdańskiem, więc tak się po prostu zdarzyło, że na Mysticu kilkukrotnie siedziałem pod tymi barierkami. Ale gdyby to były dla mnie koncerty mniejszego kalibru, które i tak chciałbym zobaczyć z relatywnie fajnej odległości? Nie byłoby z tym problemu. "Latania między scenami" uświadczyłem w zasadzie tylko raz, jak w 2023 miałem ciąg The Hellacopters - Lucifer - Danzig - Watain (rozbite odpowiednio na main, desert, main i park). Wydaje mi się, że całe to zjawisko wygląda dużo bardziej dramatycznie, jeśli się tego nie doświadczyło, niż jeżeli faktycznie się to kiedyś robiło. Zresztą zasadniczo orgowie też starają się to wszystko planować tak, by poważnych dylematów z planowaniem gigów nie było, choć oczywiście wyjątki się zdarzają.
Jeśli można Mysticowi zarzucić coś poważnego, to problemy logistyczne, z niejednokrotnie poruszanym tutaj tematem przejścia z maina na park na czele (no i sytuacje z klubami na Elektryków). Ale pozostałe rzeczy? "Festiwalowa publika" to pustosłowie, na koncertach klubowych czy arenowych bywa bardzo podobnie. W 2018 na Maiden było bydło, jakiego Stocznia nigdy nie widziała, a w 2023 ludzie nie wiedzieli, co się dzieje. Publika metalowa zwyczajnie nie jest tak ogarnięta, jak lubi się przedstawiać i większe imprezy nie są tutaj odstępstwem od reguły. Już w ogóle nie wspominając o tym, że wszystko zależy od miejsca, jakie się zajęło. Posługując się przykładem sprzed kilku tygodni: nie mam pojęcia, jaka publiczność trafiła się Priest w Ostrawie, ale tam polska ekipa rozkręcała pieniężną imprezkę, więc nawet nie obchodzi mnie, czy Pepiki stojące 5 metrów dalej bawiły się równie dobrze. Z Mystica pamiętam 2 szczególne sytuacje. Jedną zeszłoroczną, kiedy parę osób w bok ode mnie na Kingu stała sobie jakaś nastolatka w wieku szkolnym, w corpse paincie Diamonda. Srała tam ze szczęścia, to była bardzo fajna sprawa, rzadko kiedy widuję tak szczere i emocjonalne reakcje na gigach. Druga to jak w 2022 stałem obok jakiejś laski, która podczas zapowiedzi ostatniego numeru w secie Mercyful Fate, a było nim wówczas Satan's Fall, prawie wykitowała z wrażenia, bo się tego wyboru nie spodziewała, no i ogólnie przez cały występ super się bawiła. Jakiś czas później oglądałem Mercyfuli poza Polską, również na festiwalu, ale emocje tam były znacznie bardziej stonowane, choć oczywiście pozytywne. Także no wszystko zależy od okoliczności, od otoczenia.
Caracalized pisze: ↑wt sie 18, 2026 1:30 am
Takie spędy mają jednak swoje niedogodności, których kluby są pozbawione (najgorsze co może się w nich przytrafić to brak klimatyzacji)
Oj, takich wad potrafi być więcej. Chociażby nadsprzedaż, która bywa dostrzegalna. Albo akustyka. Fajnie by było, gdyby Klub Studio był w każdym mieście w Polsce, no ale niestety tak nie jest

Są kluby/hale z natury cięższe do nagłośnienia, na festiwalu ogólnie dźwięk powinien być lepszy, bo imprezy open air są łatwiejsze do ogarnięcia dla akustyków. Festiwale oczywiście mają swoje minusy, ale mam wrażenie, że tutaj grzebiemy w bardzo abstrakcyjnych spojrzeniach na to, jak takie wydarzenia funkcjonują.