Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Archiwalny dział o koncertach, imprezach, zlotach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Już poczytałem

Ja nie mówię tu, że jam był słaby. Konrad i Frankiewicz są doskonali (solo Konrada w pierwszej części powaliło, stłukłem butelkę jak sobie obijałem jedną o drugą :D )

Co do klimy. Wczoraj nie biło kiepami, bo ja przestałem palić :D

A co do saksofonisty to jest to Grzesiek Toruński, mój sąsiad, grał w takiej puławskiej kapeli Act of Intelect, która swego czasu zdrowo koncertowała (otwierali nawet występ Voo Voo kiedyś), a tak wogóle to studiuje na akademii muzycznej w Maastricht w Holandii. Ja na jego grę nie patrzę obiektywnie bo znam się z nim od zerówki i to mój dobry przyjaciel, ale i tak uważam, że jest naprawdę niezły.
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Ja do tej pory wybijam ten rytm co Konrad wtedy "kazał" :]
Mam nadzieję, że pustą butelkę :]

Palisz ruskie bez filtra? Raz siedziała koło mnie tak znajoma, która właśnie takie pali, przemycane do tego. Osz fak...

A co do saksofonisty to wiem, że tak się nazywa. Myślałam, że go nie znasz więc bez sensu byłoby mówić nazwisko. Mój kolega to jego dobry kumpel. Nasłuchałam się o nim wiele, jaki to z niego geniusz muzyczny... że się przestawił z klasyki na jazz, że nie ma sobie równych... i o tej "uczelni" w Holandii też się nasłuchałam, że bez żadnego przygotowania pojechał i zdał blablabla. No to ja w swojej naiwności pomyślałam sobie, że koleś musi byś naprawdę świetny, że Szukalski czy Baron to przy nim pikusie... Głupia byłam. A tak mnie ten mój kolega przygotowywał, że tamten zaraz wyjdzie i zagra, że klękajcie narody. W ogóle o co chodzi????? Ten koleś nie ma pojęcia o graniu. To uczeń Batorego czy co?? On nie ma techniki! Nie to, że jestem jakaś uprzedzona bo naprawdę miałam pozytywne nastawienie, ale to.... To była solówka? Byłeś na warsztatach uczestnikiem. Na pewno śłyszałeś jak co dobrzy muzycy mówią o solówkach. Solówka to ma być opowieść... A to co było? Jakby się wysrać nie mógł. Tragedia. Przypadkowo spojrzałam wtedy na Kondara a on na mnie.... żebyś widział jego minę... podobna zresztą do miny reszty muzyków(niezły ubaw mieli, poważnie).... Pomijam już, że ten "saksofonista" ma wyraz twarzy warszawskiego cwaniaczka i minę "ale jestem zajebisty" . Pomijam już to, że z tego co widziałam, wszyscy mu wchodząw dupę i wbijają w ambicję. Pomijam też to, że wszyscy (nie wiem jacy wszyscy...) twierdzą, że jest najlepszy, chyba włącznie z nim samym. Ale wiesz... prawdziwy muzyk charakteryzuje się tym, że im więcej umie tym bardziej zdaje sobie sprawę jak wiele jeszcze nie umie. Trochę samokrytyki, skromności czy pokory.
Co to tej akademii w Holandii to jeszcze tam nie studiuje, bo ma zacząć od października. Co nie zmienia faktu, że uważam, iż napuścił wam bąków i że to ściema wszystko. Nie wierze w takie cuda.
Wiem, że skoro to Twój kolega to może nie powinnam tak po nim jeździć, ale naprawdę nie mogłam się powstrzymać. Facet wyżej sra niż dupe ma. Przykre. Troche konfrontacji z rzeczywistością by mu nie zaszkodziło.

EDIT: Możesz mu przekazać co o nim myślę.
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Hmm, nie będę wszystkiego tu pisał, bo jednak publicznie to nie wypada tak o innych. Rzucę tylko po cichu, że nie ze wszystkim co tu napisałaś bym polemizował. Wiesz, to jest mój znajomy, ale ja też trochę rzeczy widzę. Przeczytaj co napisałem, nie twierdziłem, że jest najlepszy, a to z innego powodu którego tu też nie wymienię. Po prostu jakos przez net bym się głupio czuł tłumaczyć takie rzeczy, a bo to wiadomo kto to czyta.:wink:

Co do palenia, to paliłem "Borysov" takie faje bez filtra kiedyś, bo kumpel miał roboli z Ukrainy i to kosztowało z 70 groszy za ramkę. Kupował im taki sprzęt i byli oni kontent. Aktualnie jestem na etapie niepalenia wcale. Po prostu parę dni temu mi się przestało chcieć i zaczęło mnie odrzucać. Chyba się starzeję...

Butelka była oczywiście pusta. Werżnąłem sobie 2 kawałki szkła w łapę :D
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze:Hmm, nie będę wszystkiego tu pisał, bo jednak publicznie to nie wypada tak o innych. Rzucę tylko po cichu, że nie ze wszystkim co tu napisałaś bym polemizował.
A z dużą częścią? :]

Wiesz, to jest mój znajomy, ale ja też trochę rzeczy widzę. Przeczytaj co napisałem, nie twierdziłem, że jest najlepszy, a to z innego powodu którego tu też nie wymienię. Po prostu jakos przez net bym się głupio czuł tłumaczyć takie rzeczy, a bo to wiadomo kto to czyta.:wink:[/quote]

No to ćiiii... Jak będziesz chciał to możesz mi na PM napisać.

A te papierosy to pewnie niezłe smoki były...Aż się boję myślec.
I nie starzejesz się tylko mądrzejesz :]
Butelka była oczywiście pusta. Werżnąłem sobie 2 kawałki szkła w łapę :D
Będziesz miał dwie blizny po jammie z Czarkiem Konradem. Ha!
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Szerszy komentarz później, bo idę popedałować...teraz tylko meritum

SZUKALSKI
WSZEDŁ
W
SZLAFROKU
DO
SMOKA!!!

Czy Ty to widziałaś????!!!!

:lol: :lol: :lol: :lol:
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Eeeeee......... na szczęście nie:]
W sumie jedno w tym gościu lubię. To, że zupełnie się nie przejmuje co inni o nim pomyślą. Wiem, że gdybym miała piwo zamiast mózgu to pewnie też bym się nie przejmowała, ale mimo wszystko :]

Ogólnie wczoraj tak się kręciłam po całym chemiku, nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu. No i dosyć wcześnie się zmyłam bo poprzedniej nocy spałam tylko 3 godziny i zmęczenie zrobiło swoje. Poproszę więc o dokładną relację czy był jamm, ile trwał i kto grał. (jak grał Frankiewicz albo Konrad to się wychłostam)
Dzisiaj pewnie nie będzie jammu, bo po finałowym raczej nigdy nie ma. Szkoda... w sumie to jeszcze tylko 100 godzinny koncert finałowy i koniec. Idzie się pociąć. Ja się dopiero rozkręcałam. Me want moooooooore!!!!!! :[
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Nie mam nawet chwili czasu dziś na napisanie wszystkiego z wczorajszym jamem. Jakoś w ruchu jestem.

Szukalski to był szczyt tych warsztatów wczoraj, tyle mogę powiedzieć.
Ja też chcę więcej, a co do jamu, to zobaczymy, miejmy nadzieję :wink:

EDIT: No akurat dniem ostatnim nie jestem zachwycony. Koncertu finałowego już od kilku lat nie da się wytrzymać do końca, ale w tym roku nie dałem rady. Dobór wokalistek był dla mnie delikatnie dziwny. "Kiling me softly" w wykonaniu tej finki to był jakiś koszmar. Nie mówię, że wszystko było złe (vide kompozycja Scotfielda, dwóch gitarzystów, jak zawsze można było liczyć na Dutkiewicza, Majewscy byli naprawdę w porządku), ale jakoś za dużo, nie wiadomo o co chodzi. Wczoraj byłem wyjątkowo trzeźwy jak na te warsztaty, a po wszystkim czułem się zmięty i wypluty, wręcz cieszyłem się, że koncert już się skończył.

Jam w smoku...hmm, no lipa z młodymi jazzmanami którą można było zaobserwować jest taka, że większość zna nie więcej niż 8-10 kawałków. "Cantaloupe island", "Watermelon Man", "Chameleon", "Blue bossa" lecą absolutnie na każdym jamie. Dzień wczorajszy nie był wyjątkiem. Zabawa była pewnie bardzo dobra, tańce itd, ale słuchanie tego co się tam wczoraj działo przez dłużej niż 1h czy 1,5h zaczęło wzbudzać we mnie niepochamowaną agresję wzmocnioną tylko gorzkim poczuciem żalu, że to ostatni dzień, a ja słucham od kilkudziesięciu minut tego samego, oklepanego numeru. Niby dobrze, że jam wogóle w smoku był, ale ten nie dał rady mnie przytrzymać w lokalu zbyt długo i tak było nieźle, bo wróciłem do domu po 2.

Co sądzisz po ocenieniu okiem i uchem miszcza na temat tegorocznych warsztatów?
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze:
EDIT: No akurat dniem ostatnim nie jestem zachwycony. Koncertu finałowego już od kilku lat nie da się wytrzymać do końca, ale w tym roku nie dałem rady.
Ja wytrzymałam do końca chyba tylko dlatego, że robiłam zdjęcia i latałam do Smoka po zimny do granic możliwości browar:]
Dobór wokalistek był dla mnie delikatnie dziwny. "Kiling me softly" w wykonaniu tej finki to był jakiś koszmar. Nie mówię, że wszystko było złe (vide kompozycja Scotfielda, dwóch gitarzystów, jak zawsze można było liczyć na Dutkiewicza, Majewscy byli naprawdę w porządku), ale jakoś za dużo, nie wiadomo o co chodzi.
Wokaliści w tym roku to jakaś tragedia.........Może pięć osób się wyróżniało, reszte bym puszczała niezdecydowanym potencjalnym samobójcom...
W zasadzie włączałam ignora na wokal i słuchałam tylko cudownej sekcji rytmicznej.

Wczoraj byłem wyjątkowo trzeźwy jak na te warsztaty, a po wszystkim czułem się zmięty i wypluty, wręcz cieszyłem się, że koncert już się skończył.
A ja wczoraj wypiłam baseny piwa i absolutnie nic nie poczułam. Natychmiast po spożyciu wszystko wypacałam. Miałam dzień na chlanie, że hej. Ale przeżyć 5 godzin w tej sali to nie lada wyczyn.
Jam w smoku
Grali jacyś muzycy czy tylko młodzi?
Bo ja to nie zostałam w Smoku, w sumie tylko kilka chwil, więc mi powiedz, że nikt fajny nie grał, proszę..
Co sądzisz po ocenieniu okiem i uchem miszcza na temat tegorocznych warsztatów?
Sądzę, że mogłyby trwać drugie tyle. Poza tym w tej chwili czuję się jak zbity pies. Totalnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. 10 dni zupełnego wariactwa i nagle koniec. Nosi mnie. Ogólnie warsztaty bardzo na plus. Byłam na wszystkich koncertach. Oprócz tego pierwszego dnia i The Quartet to wszystkie mi się podobały bardzo. Drugi wiadomo dlaczego nie, a pierwszy to ze względu, że kompletnie nie znałam żadnego utworu ani muzyka i tak mi to jakoś przeleciało między palcami. Jeśli chodzi o jammy to również zadowolona jestem, z dwoma wyjątkami chyba. Wiesz, nie umiem tego jakoś ocenić. Czekam cały rok, żeby sobie posłuchać takiego Konrada czy innego muzyka z najwyższej półki. Jednak jazz na żywo to jest coś czego się nie zapomina a jazz z takimi muzykami to już w ogóle kwintesencja gatunku.
Co do klimatu to wiadomo, że z tym bywa różnie. Też mam wrażenie, że kadra olewa uczestników i że im się po prostu z każdym rokiem mniej chce. W tym roku nadrabiali Cieślikowski i Konrad. Ale szczerze to mi bardziej zależy na posłuchaniu muzyków a nie uczestników (co chyba się rozumie samo przez się) Zresztą tak jak pisałeś, młodzi w kółko grają to samo do porzygania. Jak mi ktoś przez najbliższy rok włączy "All blues", "Watermelon Man" (w wolnym tłumaczeniu Człowiek z wodogłowiem:]), "Blue bossę" czy inne to chyba szału dostanę. Ale cóż, nie ma się co dziwić, większość z tych uczzestników na codzień nie ma nic wspólnego a jazzem a przez 10 dni raczej się wiele nie nauczysz.
Ogólnie to co roku jest ze mną to samo. Jak się to kończy to dostaję autyzmu i chcę więcej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :[
Naprawdę liczę na tą Cienistą. Oooo jak liczę. I na dobrych muzyków a nie jakiś szajt. Dudkiewicza chcę. O.

A Ty jak oceniasz?

Acha! Jeszcze mi opowiedz co z tym jammem poprzednim jak Szukalski w szlafroku paradował. kto grał i jak było blablabla.

No i jeszcze. Wyobraź sobie taką sytuację. Mój chłopak miał w czasie warsztatów praktyki w chemiku z uczelni. Ostatniego dnia rozdawał uczestnikom certyfikaty. Wszedł na zajęcia do Konrada i mówi, że ma certyfikaty, że będzie czytał imię i nazwisko i niech dana osoba podchodzi. No i podchodzili i on w pewnym momencie żądny dowcipu "czyta"
-Cezary Konrad.
-Och, och, to ja to ja ( wstaje podekscytowany)
-Spokojnie, żartowałem. Certyfikaty są tylko dla najlepszych...

Myślałam, że walnę:]
Uczestnicy też:]

-> Co do tego co napisałeś poprzednio to nie zdążyłam przeczytać przed wyjściem, więc Cię nie szukałam. Za rok:]

-> No i wielkie sprostowanie. Gitarzysta którego nie lubię nie nazywa się Lesicki (ktoś go tak kiedyś przedstawił na jammie i tak mi zostało bez weryfikacji) Lesicki jest w pytę (to ten z pejsami do szyi:]) a ten blondyn to się nazywa jakoś Zemler...Zelmer...?? No jakiś garnek w każdym bądź razie.
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

No więc po kolei to by było tak:

Co do wypijania basenów piwa w ostatni dzień, to ja miałem dwa zimniuteńkie Egri Bikaver z domu które wymordowałem w trakcie tych godzin. Ta torba termoizolacyjna to jest wogóle fajna sprawa. Bez tego bym "zeszedł". No właśnie, wino... Wogóle się martwię o siebię, wódki nie chlałem przez te warsztaty (był jeden przypadek patrz niżej), piwko mi coraz mniej wchodziło tylko wino właśnie, z fajkami też jakby jakiś kryzys. Na kiełbasę z grilla nie mogłem patrzeć. Nie jest dobrze...

No ale przejdźmy do meritum

Jam w piątek:
Niespecjalnie się cokolwiek działo do czasu kiedy ja tam byłem. Konrad ani Frankiewicz uspokajam nie grali, za to próbowało się produkować kilku wokalistów, albo raczej wokalistek. Znowu do pianina zasiadł ten perkusista z Qurtetu i znów z stanie nawilżonym. Szybko się zmyłem, bo gorąc z sali zrobił swoje. Nic nie straciłaś oprócz.

no właśnie. Siedzę sobie, a powiem Ci, że wypiłem tylko butelkę Tokaju
(Let me tell you a story to chill the bones, 'bout a thing that I saw.
One night wandering in the everglades. I had one drink but no more :wink:)
no, a tu nagle taki rechot idzie od wejścia. Ludzie się oglądają, a tu w zielonym szlafroku z umytymi włosami, mętnym spojrzeniem i chyba niedepilowanymi nogami w gustownych czarnych kapciach w stronę baru pociska zwany przez niektórych panem Tomasz Szukalski ktry znika potem za drzwiami do kibla. Byłem tym tak zdruzgotany, że gdyby nie szybka interwencja z 50tki wódki, ten obraz mogłby mi się wypalić jak piętno w pamięci :lol: To był przerażający widok...
a tak na poważnie, to:.... żałosne, żałosne....

Jam w sobotę:
Sami młodzi. Było tak dramatycznie nudno, że aż wstyd mówić. Jedyny plus to był taki, że ludzie weszli w tańce i do niekończącego się "Watermelon/Cantaloupe" ludzie sobie brykali po prawej stronie sali. Ja jako zblazowany stary łach który na wszystko kręci nosem, siedziałem przy stoliku. Absolutnie nic ciekawego tym bardziej, że nikt siebie wzajemnie nie słyszał i np. trąbka i saksofon grały solo równocześnie. Bębniarzy było multum, każdy walił w to co miał pod ręką. Tak się złożyło, że mój kolega miał pod ręką jakiegoś pijanego uczestnika klasy fortepianu, który oblał go browarem i nie chciał przeprosić. Nawet nieźle trzymał rytm na 5/6. Po tym nieprzyjemnym incydencie zakończonym zwycięstwem lubelszczyzny, po czym podpisaniem traktatu pokojowego 15 min później uznałem, że opuszczam lokal. Nie wiem czy ja trafiałem na jakichś dziwnych uczestników (złośliwy rzekłby ciągnie swój do swego), ale wydaje mi się, że sporo się dziwadeł zjechało. Jam powtarzam niewarty uwagi, chyba, że ktoś się miał ochotę wyżyć taneczniepod "All blues", kawałki Hancocka, "Blue bossa" czy kameleona.

Refleksyja nad Status Quo Warsztatów na Anno Domini 2006 :wink:

Jak ja oceniam te warsztaty? Z perspektywy tego, że jestem tu xXx rok z rzędu, mam wrażenie, że poziom ewidentnie spada. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że za mało jest młodych wykładowców i tyle. Popatrz o kim się pozytywnie wypowiadamy. O tych samych których chwalili uczestnicy. Nie o Szprocie, Szukalskim czy kimśtam. Dochodziło do takich absurdów, że koleżanka z klasy wokalnej nie rozumiała jakiegoś przejścia jeśli chodzi o tonację, a pierwszy pan z w/w listy zwyczajnie odpowiedział, że mu się nie chce tego tłumaczyć. Z takim podejściem nic się tu nie zmieni. Mam wrażenie, że duża część kadry przyjeżdża się tu napić piwa i może kogoś czegoś nauczyć zamiast nauczyć kogoś czegoś i może napić się piwa.
Powiem Ci, że z roku na rok mój stosunek do jazzu się pogarsza, może właśnie przez tą imprezę. Po 10 dniach słuchania naprawdę mam zawsze dość. Po prostu nawet jak słucham jamów najlepszych, powoli zlewają mi się one w jedną całość. Przykre, ale albo ja jestem za tępy, albo po prostu popisy solowe nawet najlepszych po pewnym czasie męczą. Brat się śmieje, że jak jest miejsce w utworze na solówkę to znaczy, że "aranż jest ch***wy i da się ją gdzieśtam wcisnąć" :D

A dlaczego tak jest?
1. Myślę, że chodzi trochę o to, że jazz uderza na mnie w sposób zmasowany i każda muzyka zadziałała by podobnie w takiej dawce przez taki czas.
2. Nie mniej jednak krystalizuje mi się pogląd, że częśto wykonywany tutaj jazz jest archaiczny i nie ewoluuje, bo co roku wystepy są bardzo podobne. Wszystko tutaj stoi. Nie mówię, że te warsztaty były słabe, były dobre, świetnie spędziłem czas, ale nie były bardzo dobre. Nie było tu żadnego występu (choć do takiego miana mogłaby aspirować "Opowieść") który wrył by mi się w pamięć. Po obejrzeniu koncertu Możdżera w Lublinie przeżywałem to 3 dni, a na następny bez mrugnięcia okiem pojechałem do Krakowa. O Garbarku w Warszawie myślałem z miesiąc. Tu nie było tej klasy występu, ale przecież nie dlatego, że są tu źli muzycy. Może nie tej klasy co Norweg, ale to też wielkie nazwiska, które kiedyś sporo znaczyły i budowały polską scenę. Tymczasem wszystko jest dość powtarzalne, a powiedziałbym nawet przewidywalne i niestety winię za to kadrę.

Zachwycam się Ścierańskim, bo jest świetny. Doskonale się go słucha i ma własny unikalny styl co zawsze daje mu niesamowitą przewagę, ale niestety nawet w jego wypadku nic się za bardzo nie zmienia, to był chyba jego 5 koncert który słyszałem w ciągu 2 lat i po prostu poznaję kawałki. I to nie jeden dwa tylko 4-5 co oznacza, że musi grać to samo. Wykonanie "Hey Joe/Voodoo chile" było wspaniałe, ale zachwycałem się tym bodajże w listopadzie 2002 roku w Chemiku kiedy był w smoku na koncercie z Markiem Bałatą. Teraz może mi się to podobać, ale to nie do końca to, jeśli wiesz, że to już było.

Nie chciałbym żebyś mnie źle zrozumiała i źle odebrała te słowa. Też chcę więcej, też żałuję że się skończyło i też doskonale się bawiłem. To co jest wyżej to bardziej taka jakaś refleksja nad tym co się tu dzieje z perspektywy przebywania tu przez wiele, wiele lat, bo na warsztaty chodzę od małego, najpierw z rodzicami, a samodzielnie od 15 roku życia (co roku dzień w dzień), czyli 5ty rok z rzędu. Sądzę, że i Ty doświadczenie masz bogate i to n-ta impreza z cyklu smok w Twoim życiu, więc myślę, że możemy w ten sposób (powiedziałbym "perspektywicznie" :wink:) porozmawiać.
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze: Nie jest dobrze...
Pakuj się do trumny:]
Jam w piątek
Hłehłehłe, no to nieźle to musiało wyglądać. Zwłaszcza te wydepilowane nogi. Blech.
Jam w sobotę:
Sami młodzi. Było tak dramatycznie nudno, że aż wstyd mówić. Jedyny plus to był taki, że ludzie weszli w tańce i do niekończącego się "Watermelon/Cantaloupe" ludzie sobie brykali po prawej stronie sali. Ja jako zblazowany stary łach który na wszystko kręci nosem, siedziałem przy stoliku. Absolutnie nic ciekawego tym bardziej, że nikt siebie wzajemnie nie słyszał i np. trąbka i saksofon grały solo równocześnie.
Acha, no to dobrze, że nie zostałam. Potańczyć mogę sobie w domu:] A kakofonii też nie chciałoby mi się słuchać.

Bębniarzy było multum, każdy walił w to co miał pod ręką. Tak się złożyło, że mój kolega miał pod ręką jakiegoś pijanego uczestnika klasy fortepianu, który oblał go browarem i nie chciał przeprosić. Nawet nieźle trzymał rytm na 5/6. Po tym nieprzyjemnym incydencie zakończonym zwycięstwem lubelszczyzny, po czym podpisaniem traktatu pokojowego 15 min później uznałem, że opuszczam lokal.
No. To chociaż takie zwycięstwo mamy na koncie.

sporo się dziwadeł zjechało.
Fakt, jak się popatrzyło czy porozmawiało z tymi ludźmi to... Zresztą sporo osób było już wcześniej. Ale byli i fajni ludzie.

Jak ja oceniam te warsztaty? Z perspektywy tego, że jestem tu xXx rok z rzędu, mam wrażenie, że poziom ewidentnie spada.
Tu się zgadzam. Zwłaszcza wokal w tym roku straszny był. Uczestnicy nie powalili. Wybitnych jednostek nie było. Szkoda. Nie rokuje to dobrze.


Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że za mało jest młodych wykładowców i tyle. Popatrz o kim się pozytywnie wypowiadamy. O tych samych których chwalili uczestnicy. Nie o Szprocie, Szukalskim czy kimśtam. Dochodziło do takich absurdów, że koleżanka z klasy wokalnej nie rozumiała jakiegoś przejścia jeśli chodzi o tonację, a pierwszy pan z w/w listy zwyczajnie odpowiedział, że mu się nie chce tego tłumaczyć. Z takim podejściem nic się tu nie zmieni. Mam wrażenie, że duża część kadry przyjeżdża się tu napić piwa i może kogoś czegoś nauczyć zamiast nauczyć kogoś czegoś i może napić się piwa.

Też takie wrażenie mam, że im się po prostu nie chce. Jeszcze do tego piwa dodałabym poflirtować z wokalistkami.. Co do kadry to Dudkiewicz jest bardzo bardzo w porządku. Zawsze jak coś pytasz to odpowie, zatrzyma się, pogada. Konrad jest ok, o czym świadczy chociazby fakt, że u niego była większość perkusistów a nie u Jonkisza. Świetnym pedagogiem jest i taki oddany sprawie. Robert Majewski wiem, że też jest ok. przynajmniej nie przyjeżdza tu żeby sobie popić. Cieślikowski też na plus, chce mu się grać z młodymi na jammach. Frankiewicz (mimo raczej negatywnego wrażenia większości w pierwszym kontakcie) też coś z młodymi grał, ale on nie prowadzi zajęć tylko w sekcji rytmicznej jest( jak zapewnie wiesz:]) Jest kilku w porządku, ale oni wszyscy powinni tacy być. W przeciwnym razie te warsztaty nie są warte tych pieniędzy.

A dlaczego tak jest?
1. Myślę, że chodzi trochę o to, że jazz uderza na mnie w sposób zmasowany i każda muzyka zadziałała by podobnie w takiej dawce przez taki czas.


Ja myślę, że żadnej innej muzyki bym nie przeżyła w takich iościach:] Jaz z o dziwo mi się jeszcze nie nudzi.

2. Nie mniej jednak krystalizuje mi się pogląd, że częśto wykonywany tutaj jazz jest archaiczny i nie ewoluuje, bo co roku wystepy są bardzo podobne. Wszystko tutaj stoi. Nie mówię, że te warsztaty były słabe, były dobre, świetnie spędziłem czas, ale nie były bardzo dobre. Nie było tu żadnego występu (choć do takiego miana mogłaby aspirować "Opowieść") który wrył by mi się w pamięć. Po obejrzeniu koncertu Możdżera w Lublinie przeżywałem to 3 dni, a na następny bez mrugnięcia okiem pojechałem do Krakowa. O Garbarku w Warszawie myślałem z miesiąc. Tu nie było tej klasy występu, ale przecież nie dlatego, że są tu źli muzycy. Może nie tej klasy co Norweg, ale to też wielkie nazwiska, które kiedyś sporo znaczyły i budowały polską scenę. Tymczasem wszystko jest dość powtarzalne, a powiedziałbym nawet przewidywalne i niestety winię za to kadrę.
Sądzę, że to wina formy warsztztów jako takich. Muzycy przyjeżdzają i siedzą tu 10 dni. I codziennie to samo. W dzień wykłady, wieczorem koncert, w nocy jamm. MY jesteśmy zmęczeni, a przecież my tylko słuchamy. A oni? Oni jeszcze grają. Wszyscy mało śpimy wtedy. To też ma na pewno wpływ. Mogą być zwyczajnie zmęczeni i trochę pzez to znudzeni, ale chyba im się nie dziwię. Wiem, że niby im płacą i powinni być w top formie i w ogóle full energy, no ale..
Mogłabym lepiej to ocenić gdybym chodziła częściej na ich koncerty w trakcie roku. Chociaż jak w Smoku jakieś są to nie wieje nudą.

Swoją drogą jeszcze, nie wiem czy do końca chcę żeby jazz całkiem ewoluował.

Zachwycam się Ścierańskim, bo jest świetny. Doskonale się go słucha i ma własny unikalny styl co zawsze daje mu niesamowitą przewagę, ale niestety nawet w jego wypadku nic się za bardzo nie zmienia, to był chyba jego 5 koncert który słyszałem w ciągu 2 lat i po prostu poznaję kawałki. I to nie jeden dwa tylko 4-5 co oznacza, że musi grać to samo. Wykonanie "Hey Joe/Voodoo chile" było wspaniałe, ale zachwycałem się tym bodajże w listopadzie 2002 roku w Chemiku kiedy był w smoku na koncercie z Markiem Bałatą. Teraz może mi się to podobać, ale to nie do końca to, jeśli wiesz, że to już było.
Może po prostu na koncertach gra to samo. Przecież płyt ma sporo w dyskografii i naprawdę świetne. Zresztą, to są takie "koncerciki". A wszystkie "niedostatki" nadrabia osobowością. No nie wiem już.
Nie chciałbym żebyś mnie źle zrozumiała i źle odebrała te słowa. Też chcę więcej, też żałuję że się skończyło i też doskonale się bawiłem. To co jest wyżej to bardziej taka jakaś refleksja nad tym co się tu dzieje z perspektywy przebywania tu przez wiele, wiele lat, bo na warsztaty chodzę od małego, najpierw z rodzicami, a samodzielnie od 15 roku życia (co roku dzień w dzień), czyli 5ty rok z rzędu. Sądzę, że i Ty doświadczenie masz bogate i to n-ta impreza z cyklu smok w Twoim życiu, więc myślę, że możemy w ten sposób (powiedziałbym "perspektywicznie" :wink:) porozmawiać.
Rozumiem. Moje odczucia są w niektórych kwestiach podobne, jak nie takie same. Jeszcze mi się przypomniało. Bodajże w 2004 roku jak cena wynosiła 1000 zł to pamiętam, że były takie głosy, że to już ostatnie warsztaty. Nie opłacało się bo z mało było chętnych no i ta cena... Ale dostali dofinansowanie, cena spadła no i jakoś się to na szczęście kręci. Mam nadzieje, że jeszcze długo tak pozostanie bo jednak żal, gdyby zrezygnowali, byłby wielki.
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Ilość chętnych przekłada się na cenę. Cena była w tym roku niska, to więcej ludzi nabiło. Proste.
Copycat pisze:Pakuj się do trumny:]
Planuję to od dłuższego czasu, a poza tym pragnę Cię uświadomić, że z okna pokoju mam widok na cmentarz ( i to wcale żart nie jest :D )

Co do ewolucji jazzu, to nie mnie o tym gadać, bo prostym chamem jestem i mogę co najwyżej pizgnąć ze sztachety, aczkolwiek jeśli mam podać własne zdanie to sporo rzeczy jest po prostu nieświeżych dla mnie. W tym wszystkim świeży jest Ścierański (pomimo tego co pisałem wcześniej), Knopik ze swoim występem solo, albo i także Majewski z zachwycającym dla mnie koncertem czy Dutkiewicz na finale. Gdzieś już o tym pisałem, nieco pod innym kątem. Numer polega na tym, że jeśli jazz będzie stawiać tylko na techniczny popis, zapominając, że bądź co bądź to muzyka rozrywkowa (nie to co na przykład black któren jest wojną :wink:) to dużo straci. Nie chodzi o to, żeby jazz leciał w radyju obok przebojów Madonny czy innej Mandaryny, tylko, żeby muzyk nie zapominał o słuchaczu. Wymienieni (z przyczyn technicznych oprócz Knopika) urzekli mnie tym, że obok wspaniałych zdolności nie zapomnieli o wspaniałej dawce melodii. Po prostu taką muzykę lubię (nie przypadek, że wymieniłem wyżej Możdżera czy Garbarka, to jest ten sposób grania i to podejście do muzyki).

Muzyka którą często tu pokazywano nie miała własnego charakteru, czegoś odkrywczego, czegoś po czym można by poznać, że gra ten a nie inny. Ktoś powie, że tego można oczekiwać tylko od najlepszych, ale ja właśnie najlepszych oczekuję po tych nazwiskach.
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze:Ilość chętnych przekłada się na cenę. Cena była w tym roku niska, to więcej ludzi nabiło. Proste.
No toż przecież to właśnie napisałam wyżej. Dostali dofinansowanie to mogli zejść z ceny.
Copycat pisze:Pakuj się do trumny:]
Planuję to od dłuższego czasu, a poza tym pragnę Cię uświadomić, że z okna pokoju mam widok na cmentarz ( i to wcale żart nie jest :D )
Na Dęblińskiej? :]
Co do ewolucji jazzu, to nie mnie o tym gadać, bo prostym chamem jestem i mogę co najwyżej pizgnąć ze sztachety, aczkolwiek jeśli mam podać własne zdanie to sporo rzeczy jest po prostu nieświeżych dla mnie. W tym wszystkim świeży jest Ścierański (pomimo tego co pisałem wcześniej), Knopik ze swoim występem solo, albo i także Majewski z zachwycającym dla mnie koncertem czy Dutkiewicz na finale. Gdzieś już o tym pisałem, nieco pod innym kątem. Numer polega na tym, że jeśli jazz będzie stawiać tylko na techniczny popis, zapominając, że bądź co bądź to muzyka rozrywkowa
To chyba zależy od konkretnej osoby a nie gatunku jako takiego. Dudkiewicz tyle lat gra i ciągle ma pomysły i gra bardzo melodyjnie, ale są inni którzy też grają od lat ale melodia to nie jest ich priorytet. Majewski mimo, że melodie ma to czasem ma takie odjazdy jak Keith Jarret, że nawet ja go nie rozumiem. Z kolei taki Frankiewicz, mimo, że doskonały technicznie to ja go przede wszystkim kojarzę z klimatem. Ma niesamowity feeling i wyczucie w tej muzyce. To chyba kwestia indywidualna.
(nie to co na przykład black któren jest wojną :wink:)
To już ustaliliśmy :]
to dużo straci. Nie chodzi o to, żeby jazz leciał w radyju obok przebojów Madonny czy innej Mandaryny, tylko, żeby muzyk nie zapominał o słuchaczu. Wymienieni (z przyczyn technicznych oprócz Knopika) urzekli mnie tym, że obok wspaniałych zdolności nie zapomnieli o wspaniałej dawce melodii. Po prostu taką muzykę lubię (nie przypadek, że wymieniłem wyżej Możdżera czy Garbarka, to jest ten sposób grania i to podejście do muzyki).

Oscara Petersona se posłuchaj. Ten to jest dopiero melodyjny. Zresztą jest tylu świetnych muzyków, nawet innych polskich, których jeszcze nie znamy, że w moim przypadku nie sposób się znudzić. Przynajmniej na razie.
Muzyka którą często tu pokazywano nie miała własnego charakteru, czegoś odkrywczego, czegoś po czym można by poznać, że gra ten a nie inny. Ktoś powie, że tego można oczekiwać tylko od najlepszych, ale ja właśnie najlepszych oczekuję po tych nazwiskach.
Ale chodzi Ci konkretnie o koncerty czy o jammy? Bo przecież nie zawsze grali swoje utwory, często standardy.
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Na Dęblińskiej? :]
Cmętarz jest na "Piaskowej" :D :D :D


Hmm, jeśli chodzi o charakter wykonywanej muzyki, to powiem tak. Nie chodzi o to czy utwór własny czy standard/standart (jak to się pisze :D to nie wiem ) tylko o ogólne brzmienie i styl. Nawet sekcja nie pomoże, jeśli kumpel twierdził, że na koncercie wokalistów wykonawczynie rozpoznać można było tylko po biuście, bo piosenek to się za bardzo rozróżnić nie dało, szczególnie w takiej ilości...

Tak samo finał główny. Mówię, mi to się zlewało w jedną całość, nie mogłem zapamiętać żadnych konkretnych wykonawców oprócz naprawdę garstki. Garstki, która nie satysfakcjonuje mnie jeśli biba trwa 5 godzin.
Oscara Petersona se posłuchaj.
Już se ściongam
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze:
Na Dęblińskiej? :]
Cmętarz jest na "Piaskowej" :D :D :D
Oj tam, prawie to samo:]
Hmm, jeśli chodzi o charakter wykonywanej muzyki, to powiem tak. Nie chodzi o to czy utwór własny czy standard/standart (jak to się pisze :D to nie wiem ) tylko o ogólne brzmienie i styl. Nawet sekcja nie pomoże, jeśli kumpel twierdził, że na koncercie wokalistów wykonawczynie rozpoznać można było tylko po biuście, bo piosenek to się za bardzo rozróżnić nie dało, szczególnie w takiej ilości...
Standarddddddddd :]

Hmmm, ja w sumie większość tych utworów znałam, jakieś Cry me a river, Body and soul, no większość to sztandarowe melodie. Ale fakt, wykonanie wokalne było totalnie bezjajeczne. Wyróżniało się może 4-5 wokalistek. Jak sobie porównam te utwory z balladowym wykonaniem Diany Krall, to normalnie jakbym Motórhead'a słuchała, takie jajo. W ogóle co im odwaliło, żeby same ballady przygotowywać na finał? Mój kolega usnął w drugim rzędzie tak było emocjonująco... Masakra, przecież jest tyle świetnych żywych utworów jazzowych.
Tak samo finał główny. Mówię, mi to się zlewało w jedną całość, nie mogłem zapamiętać żadnych konkretnych wykonawców oprócz naprawdę garstki. Garstki, która nie satysfakcjonuje mnie jeśli biba trwa 5 godzin.
No ustaliliśmy, że poziom spada. Poza tym ja zawsze lepiej zapamiętam dany utwór jeśli grany przez muzyków. Na uczestnikach nie zawsze jestem w stanie się skupić. Nie ta klasa, niestety. Ale Batorego zapamiętałeś, prawda?:]
Już se ściongam
Ściongaj ściongaj.

Zarzuć jakimiś nazwiskami, może i ja się odchamię?

A. Szprot wyjmuje zęby do grania!!! Czy Ty to widziałeś???:]
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Kumpel usnął w drugim rzędzie? Bo ja siedziałem w pierwszym zaraz koło Sadowskiego na wokalistach. Cały czas ktoś sobie otwieracz u nas podawał, albo się jakieś butelki koatały, nawet był motyw, że się wywróciły i sala biła brawo :D

Co do Batorego to chłopak ewoluuje, w tym roku już naprawdę to ni ten sam Batory co 3-4 lata temu. Po 20 latach zaczął się rozwijać. Walnąłem z nim piwko w smoku, pogadałem i dalej jest przesympatycznym człowiekiem który ni cholery nie umie grać na saxie :wink:

Co do zębów Szprota to widziałem jak mu 2 lata temu przy stoliku wypadły. Od tamtej pory staram się nie skupiać uwagi na jego twarzy w obawie przed ponownymi, podobnymi doświadczeniami wizualnymi. Łojej, nie przypominaj. Ale jak to zoczyłaś że wyciąga? :lol: Bo to mnie interesuje :D

Hmm, zarzucić nazwiskami...pewnie nic odkrywczego nie wymyślę, ale pojadę po moich ulubieńcach i płytach które w ostatnich trzech dniach słuchałem (oprócz Celtic Frost, Venom i B.B. Kinga :wink: ). Myślę, że ciężko Cię będzie zaskoczyć, bo widzę wytrawna żeś jest w jazzie a ja to co najwyżej pół-słodki.

Ostatnio z łap nie wychodzą mi 3 płytki:

Jak chodzi o klawiaturkę to katuję pana nazwiskiem Michael Petruciani, nieżyjącego już miszcza fortepianu o bardzo charakterystycznym wyglądzie. Jak wiesz to nie będę opisywał jak nie to znajdziesz. Koleś miażdży... "Trio in Tokio" ostatnio jego mi się grzeje w odbiorniku i mnie się bardzo podobuje.

"Twelve moons"- Jana Garbarka, na której jest mój ukochany, najwspanialszy, najpiękniejszy temat jazzowy of-all-time "Brother wind march". Jak nie znasz to nie czekaj. Genialna, atmosferyczna, wspaniała płyta.

Ostatnio złapałem też "Bitches brew" Milesa Daviesa, ale to już raczej jeśli lubisz King Crimson, Machavishnu Orchestra i totalne jazz rockowe odjazdy. Pewnie znasz, bo to sztandarowa pozycja, ja tylko dodam, że to moja ulubiona płytka Milesa. To jest już awangarda jazzu.

Nie wiem co polecić, więc piszę czego ostatnio słucham...

EDIT:
Łoo...
ściągnąłem sobie "Canadian Suite" tego Petersona...dobre to to!!!
Ale jak możesz to podaj jakiś album lubiany, bo on tego wydał więcej niż Kraszewski powieści...
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze:Kumpel usnął w drugim rzędzie? Bo ja siedziałem w pierwszym zaraz koło Sadowskiego na wokalistach. Cały czas ktoś sobie otwieracz u nas podawał, albo się jakieś butelki koatały, nawet był motyw, że się wywróciły i sala biła brawo :D
Hehe, mieliśmy identyczny motyw w zeszłym roku. Jednocześnie kopnęliśmy dwie puste butelki, które przerwóciły się z teatralnym hukiem podczas super głośnego sola na kontrabasie :] Ale mieliśmy wtedy ubaw.
A co do siedzeń to ja na każdym koncercie byłam w okolicy drugiego rzędu, ale nie mam kompletnie pojęcia kto siedział gdzieś dalej, nie pamiętam :]
Po 20 latach zaczął się rozwijać.
OMG, umarłam :] Jak to brzmi! Rewelacyja!

Walnąłem z nim piwko w smoku, pogadałem i dalej jest przesympatycznym człowiekiem który ni cholery nie umie grać na saxie :wink:
Jakaś pani zapytała mnie czy on jest wątpliwej orientacji seksualnej...
Co do zębów Szprota to widziałem jak mu 2 lata temu przy stoliku wypadły. Od tamtej pory staram się nie skupiać uwagi na jego twarzy w obawie przed ponownymi, podobnymi doświadczeniami wizualnymi. Łojej, nie przypominaj. Ale jak to zoczyłaś że wyciąga? :lol: Bo to mnie interesuje :D
Buechechecheche. Życie jest jak gęba staruszka. Nigdy nie wiesz co ci jutro wypadnie.

A widziałam jak za sceną wyjmował, a poza tym było SŁYCHAĆ! Jak śpiewała ta blondynka z włosami jak baran, taki blues co Szprot grał na szprotafonie. To on przed tym utworem wyszedł na scenę zapowiadać i wtedy było słychać, że szemrze coś i mu górna warga opadła trochę :] Widocznie lepiej mu się gra bez szczęki, lepszy przepływ powietrza:]
Hmm, zarzucić nazwiskami...pewnie nic odkrywczego nie wymyślę, ale pojadę po moich ulubieńcach i płytach które w ostatnich trzech dniach słuchałem (oprócz Celtic Frost, Venom i B.B. Kinga :wink: ). Myślę, że ciężko Cię będzie zaskoczyć, bo widzę wytrawna żeś jest w jazzie a ja to co najwyżej pół-słodki.
Hehe, pół-słodki, jak śmiesznie :]
Michael Petruciani
To znam, co prawda nie jakoś strasznie dokładnie, ale zawsze coś.
"Twelve moons"- Jana Garbarka, na której jest mój ukochany, najwspanialszy, najpiękniejszy temat jazzowy of-all-time "Brother wind march". Jak nie znasz to nie czekaj. Genialna, atmosferyczna, wspaniała płyta.
Tej płyty akurat nie znam, ale skoro polecasz to nie omieszkam się zapoznać. Saksofon to chyba drugi po fortepianie dla mnie instrument, więc tym bardziej.
"Bitches brew" Milesa Daviesa
No Miles to jest ikona, ciężko go nie znać. Świetny jak zawsze, tyle, że na niego to muszę mieć nastrój odpowiedni.
Nie wiem co polecić, więc piszę czego ostatnio słucham...
Tak po prostu zapytałam co Ci się podoba. Chillllll.
EDIT:
Łoo...
ściągnąłem sobie "Canadian Suite" tego Petersona...dobre to to!!!
Prawda? On jest uważany za najlepszego pianistę jazzowego w historii. Po nim absolutnie nikt nie siada do fortepianu. Miał być ze 2 czy 3 lata temu w Polsce, ale nie wyszło..
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze: ściągnąłem sobie "Canadian Suite" tego Petersona...dobre to to!!!
Ale jak możesz to podaj jakiś album lubiany, bo on tego wydał więcej niż Kraszewski powieści...
Ściągnij sobie po prostu Piano Moods- The very best of> To taka kwintesencja. Są i standardy w jego wykonaniu jak np. Fly me to the moon. Mi się podoba ten album, podwójny zresztą. Poza tym też nie znam wszystkiego co nagrał.... niemożliwość... spać kiedyś muszę :]

O. W jazzradiu jest program który prowadzi ten koleś co na finałach akompaniował na kontrabasie. Gościnnie Szprot. Będą coś o warsztatach gadać.
Awatar użytkownika
Swarożyc
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 506
Rejestracja: ndz gru 19, 2004 8:24 pm
Skąd: Puławy

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Swarożyc »

Copycat pisze:
Walnąłem z nim (Batorym) piwko w smoku, pogadałem i dalej jest przesympatycznym człowiekiem który ni cholery nie umie grać na saxie :wink:
Jakaś pani zapytała mnie czy on jest wątpliwej orientacji seksualnej...
Jak byłem pierwszy raz na warsztatach jako uczestnik, to byłem z Batroym w grupie. Miałem 16 lat. Zdarzyło mi się coś tam próbować grać na jamie i rodzice przyszli. Byli bardzo zaniepokojeni z kim się zadaję po tym jak przyczepił się do mnie jakiś stary brodacz w przyciasnych dresowych spodenkach i wpuszczoną w nie hawajską koszulą.

Nawiasem mówiąc nie wiem czy pamiętasz jubileusz 20 lecia "pracy twórczej" Batorego. Była wystawa jego obrazów, nawiasem mówiąc całkiem fajne niektóre, a w kwestii orientacji 1/3 przedstawiała gołe kobity :D

Dutkiewicz przyszedł, popatrzył i powiedział, "Darek, nie pora leczyć kompleksy" :lol:
Pamiętasz tę wystawę?

aha, wpisz sobie w google w cudzysłowiu "Batory Szczepański", strony już nie ma, ale przeczytaj sobie to co się wyświetli :lol:
reaktywacja
Copycat
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1157
Rejestracja: pn cze 20, 2005 6:55 pm
Skąd: Kazimierz Dolny

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: Copycat »

Swarożyc pisze: Jak byłem pierwszy raz na warsztatach jako uczestnik, to byłem z Batroym w grupie. Miałem 16 lat. Zdarzyło mi się coś tam próbować grać na jamie i rodzice przyszli. Byli bardzo zaniepokojeni z kim się zadaję po tym jak przyczepił się do mnie jakiś stary brodacz w przyciasnych dresowych spodenkach i wpuszczoną w nie hawajską koszulą.
Hyhyhy, on tego ubrania nie zmienia od lat!
Nawiasem mówiąc nie wiem czy pamiętasz jubileusz 20 lecia "pracy twórczej" Batorego. Była wystawa jego obrazów, nawiasem mówiąc całkiem fajne niektóre, a w kwestii orientacji 1/3 przedstawiała gołe kobity :D
Dutkiewicz przyszedł, popatrzył i powiedział, "Darek, nie pora leczyć kompleksy" :lol:
Pamiętasz tę wystawę?
Och jak mogłabym nie pamiętać? W życiu się chyba tak nie uśmiałam jak grał w Smoku swoj "reczital" :] Wszyscy piali do niemożliwości. Co do tych obrazów to powiem Ci, że lepiej maluje niż gra... o co chyba nie trudno :] Naprawdę mi się niektóre podobały. Lepiej by zrobił jakby malował......................
"Batory Szczepański"
O Chryste..... Darek "Batory" Szczepański- saksofonista jazzowy. UMARŁAM.

Masz może jakieś zdjęcia? A może Twoi znajomi jakieś robili? Ja na razie mam kilkanaście, ale jak dobrze pójdzie to będę miećjakieś3.000 :] Ale przyjmę każdą ilość! Jak masz coś to zapodaj!

EDIT: Właśnie wygrałam w jazzradiu płytę Szprota, z autografem. Ale jestem zajebista. Pytali jak się nazywa instrument na którym gra (oprócz pianina of course) Banał <cfaniak>
Awatar użytkownika
slayer
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6853
Rejestracja: pt kwie 04, 2003 9:03 pm

Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.

Post autor: slayer »

hih. gratulacje ;)
Jazz is not dead, it just smells funny.
ODPOWIEDZ