voivod' pisze:
a gdzie tam, rola wczesnych nagrań tych kapel jest nieporównywalne większa. wymienianie LB w jednym rzędzie z nimi to spore faux pas

Ja tam nie widzę w tym żadnej niezręczności. Skoro posługujemy się tak nieostrym pojęceim jak "treść", to tym bardziej nie widzę faux pas. Poza tym "rola" a "treść" to jednak inna para kaloszy. Zresztą rola LB również jest dość istotna choćby przez wzgląd na obiektywne kryterium czyli 7 milionów sprzedanych płyt Choclate i następne 7 milionów Significant... niewiele jest zespołów, które mogą pochwalić się podobnymi wynikami. To też jest relatywne?
mimski pisze:
jest to najbardziej obiektywne kryterium oceny
A zatem dla mnie kompletnie bez znaczenia, być może Lamb Of God nie wniósł wiele do muzyki, nie mnie to oceniać, tym niemniej słuchać uwielbiam, podobnie z Nile, Annihilatorem, czy Sylosis.
mimski pisze: DT nic nie wniósł, bo wcześniej był King Crimson,
to prawda
To Twoja opinia, zresztą dość odosobniona.
mimski pisze: Mayhem nic nie wniósł bo wcześniej był Venom,
no nie do końca, Mayhrm wykształcił jednak własny styl, różny od tego co grali Venom
mimski pisze:Nile nic nie wniósł bo wcześniej był Entombed, czy Death
to w zasadzie też prawda
Skoro Nile nic nie wniósł, to nie wniósł również Mayhem... jednak Nile i Death i Entombed różnią się znacznie, a przede wszystkim Nile też wykształcił własny styl, podobnie jak Mayhem, i jest to znacząco różne od tego co wcześniej grał Chuck.
Ja jestem absolutnie przeciwny relatywizowaniu każdej opinii, a widzę że to bardzo modny sposób prowadzenia dyskusji. W ten sposób żadna opinia nic nie znaczy, bo każdy ma prawo do własnego "widzimisię", choćby nie wiadomo jak absurdalne ono było.
A nie jest tak? Twoja opinia o DT jest przykładem Twojego "widzimisię" i możesz zaklinać rzeczywistość, co nie zmieni faktu, że DT ma status legendy.
Co więcej uważam że to bardzo wygodna postawa dla osób które nie maja tak naprawdę nic do powiedzenia. Ale to taka ogólna dygresja na ten temat
Bzdura... żadna wygodna postawa. Intrygujące jest natomiast, że relatywizm jest dla Ciebie relatywnie wygodny. DT nic nie wniósł = fakt, obiektywna rzeczywistość stwierdzona przez Ciebie. Więc kiedy chcesz posługujesz się kryterium pseudo obiektywnym jakim jest wkład w rozwój muzyki, a kiedy chcesz, to posługujesz się kryterium subiektywnym jakim są Twoje osobiste sympatie, ale nadajesz temu wymiar obiektywizmu, czyli wkład w rozwój muzyki, który oczywiście Ty stwierdzasz.
A moim zdaniem rzeczywistość jest całkowicie niezależna od naszych poglądów Używając dosadnego przykładu: Penderecki jest wybitną postacią muzyki współczesnej i to czy ja i Ty się z tym zgadzamy nie ma najmniejszego znaczenia, bo jest to po prostu fakt.
Oczywiście, że jest zależna, każdy żyje w swoim świecie doświadczeń, przekonań, poglądów. W moim świecie Tupolew rozbił się przez naciski na pilota, w świecie Macierewicza, to Rosjanie podłożyli bombę.
Używając jeszcze bardziej dosadnego przykładu: ziemia jest okrągła.

Są ludzie, którzy wciąż uważają, że jest płaska.

Oczywiście jest to relatywizm posunięty do granic możliwości, tym niemniej moim zdaniem fakty nie są podstawą do prowadzenia dyskusji i bezwzględny relatywizm w zasadzie jest w tym wypadku niedopuszczalny, ale w zakresie muzyki relatywizm jest jak najbardziej uzsadniony, skoro poruszamy się w obszarze opinii, a nie faktów.
I w przypadku muzyki ja tez staram się dyskutować o faktach. To nie jest dorabianie czegokolwiek
Faktem jest, że IM nagrał The Number Of The Beast i nie ma tu miejsca na dyskusję. Wkład LB w rozwój muzyki jest już opinią i dyskusja jest uprawniona.
Natomiast z sympatiami i antypatiami ciężko polemizować
Właśnie w tym zakresie można rozmawiać, bo jak dyskutować o tym, czy Ziemia jest okrągła, albo czy Penderecki wielkim artystą jest... (sam napisałeś, że to fakt i nasza dyskusja tego nei zmieni)
w skrócie: prowadzą tą dyskusję bo jestem bardzo ciekawy co zwolennicy LB widza ciekawego w muzyce tej kapeli. poza tym że lubią jej słuchać. i nie ma w tym co pisze przesadnie dużo złośliwości

Nie wiem czy jest coś ciekawego, słucham takiego Boilera i stwierdzam, że jest klimatyczny wstęp, następnie jest dobry riff gitarowy, potem fajny rytm perkusji, Durst sobie śpiewa, a czasem elegancko ryknie. Świetnie został połączony rap z metalem, w ogóle nie jest to męczące, w mojej ocenie wypracowali własny styl i są charakterystyczni, nie sposób pomylić LB z jakimkolwiek innym zespołem.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.