Drażni mnie też trochę, że był to jednak trochę koncert zagrany na zasadzie "wyjść, zagrać, spierdalać" - brak pirotechniki, motocykli, dupeczek itp. Ale i tak człowiek wrócił przeszczęśliwy do domu. O organizacji wszystko już chyba napisał Pablo, zatem już sie nie wypowiem w tej kwestii, zresztą szkoda mi na to nerwów ( gdyby nie uprzejmość kierowcy busa, który się wrócił specjalnie po to by wziąć mój aparat, mogłem mieć nieciekawy wieczór ).
Nie wiem czy jestem człowiek przewrażliwiony, ale miałem wrażenie że zespół chyba nie był specjalnie zachwycony tego wieczoru, Eric pierwszy raz coś do nas powiedział chyba na koniec "Kings of Metal", choć jak go już ukazywali na telebimie to prawie za każdym razem banan na twarzy, zatem może koncerty obecnej trasy są tak po prostu ułożone ? Nie wiem. W każdym bądź razie miałem miejscówkę na górnej trybunie dokładnie na wprost sceny, zatem miałem widok na całą płytę. I z mojej perspektywy dobrze wyglądała zabawa na niej, las rąk ułożonych w "Sign of the Hammer" widok niezapomniany. Myślę, że pod tym względem chłopaki są usatysfakcjonowane.
Ale jednak gdybym miał do wyboru zobaczyć drugi raz Manowar czy po raz trzeci Judas Priest, bez żadnego zastanowienia wybrałbym tych drugich. A jeśli ktoś narzeka na patos, kicz itp. no cóż, widziały gały na co bilet kupowały
Jak jest tu jakiś członek wesołej ekipki z busa relacji Warszawa Kinoteka PKiN - Katowice Spodek, to pozdrawiam gorąco!




