SLAYER KURWA - no chyba nie trzeba tego tłumaczyć, fanatycy Slayera odkąd pamiętam charakteryzują się skrajnym uwielbieniem dla tej kapeli (ale takim naprawdę skrajnym), na koncertach zachowują się jak zwierzęta, a ich wypowiedzi - czy to w internecie, czy w rzeczywistości - raczej nie stawiają ich możliwości intelektualnych w najlepszym świetle. Slayer niestety kojarzy mi się z totalnymi januszami, którzy wstają rano, odpalają Reign In Blood i przed zjedzeniem śniadania obalają butelkę czystej mlaskając do Postmortem (zajebisty strzał, żeby nie było).
Kat - to jest ciekawy przypadek, bo fanbase Kata w Polsce jest swego rodzaju odpowiednikiem wyznawców powyższego. Z tym, że nie są tak toksyczni, jak panowie od Zabójcy, bo ich działalność charakteryzuje głównie modlenie się do Romana Kostrzewskiego. Aczkolwiek najbardziej urokliwym elementem stylu bycia kaciorów jest stosunek do religii, bo prawidła ich autorstwa na tematy z nią związane to poziom niżej nawet od tego, co wyczynia Nergal na swoich social mediach
Tool - tutaj natomiast mamy koneserów AMBITNEJ i WYMAGAJĄCEJ muzyki. Tool jest genialny, jeśli go nie rozumiesz, to masz za małe IQ do takiej muzyki. Nowa płyta kosztuje 350 zł? Spokojnie, jest tyle warta. Jeśli Cię nudzi, to znaczy, że musisz wczuć się w nią mocniej i posłuchać więcej razy. Dodatkowo materiał zyskuje z każdą kolejną przeczytaną recenzją.
No i są jeszcze wszelkiego rodzaju fani Pink Floyd czy innego Deep Purple, którzy po prostu nie uznają młodszych wykonawców, bo "kiedyś to się grało, a nie jakieś pitolenie". Umysły ukształtowane przez kilku dziennikarzy muzycznych w latach 70-tych i 80-tych, dzięki czemu mogą pochwalić się oryginalnym i wysublimowanym gustem. Ale to raczej ludzie 50+, więc poniekąd rozumiem to zaślepienie nostalgią, tego typu zachowania przejawiają się w różnych sferach życia.



