Djuk_416 pisze: ↑ndz maja 12, 2019 2:36 pm
Przesłuchałem dzisiaj z ciekawości Hostile Defiance Exumera i to na serio niezła płyta. Ostatniego Assassina znałem już wcześniej. Niby wszystko jest ok. Szkoda tylko ze te płyty tak mało przypominają stare albumy tych zespołów
No właśnie dlatego tych płyt przesłuchuje z reguły po 2-3 razy i do nich nie wracam.
Assassin
The Upcoming Terror - 10/10
Interstellar Experience - 7/10
The Club - 3/10
Breaking The Silence - 5/10
Combat Cathedral - 6/10
Exumer
Possessed By Fire - 10/10
Rising From TThe Sea - 8/10
Fire & Damnation - 6/10
The Raging Tides - 7/10
Hostile Defiance - 6/10
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Shedao Shai pisze: ↑ndz sie 18, 2019 10:21 am
Pytanie, czy można powiedzieć, że w trash metalu jest w ogóle jakiś dobry wokalista?
Owszem. Tak z pamięci - Bobby Blitz, Chuck Billy, Araya, Martin Walkyier, David Godfrey-White, Russ Anderson etc
Do tych wymienionych dołożyłbym młodego Mille Petrozze z Kreator, Sy Keeler z Onslaught, Mark Osegueda z Death Angel, Phila Anselmo z Pantery, Don Doty i Ron Rinehart z Dark Angel, Kyle Thomas z Exhorder.
Dzosef pisze: ↑ndz sie 18, 2019 1:47 pm
Sy Keeler dobrym wokalista?
Jego wokale na "The Force" Onslaught mnie zawsze rozwalają. Na koncercie widziałem go dwa razy i moze nie była to ta sama forma co 30 lat temu ale ogólnie jest dobrze
Dzosef pisze: ↑ndz sie 18, 2019 1:47 pm
Sy Keeler dobrym wokalista?
Jego wokale na "The Force" Onslaught mnie zawsze rozwalają. Na koncercie widziałem go dwa razy i moze nie była to ta sama forma co 30 lat temu ale ogólnie jest dobrze
Zwracam honor, mialem przed oczami koncertowe wersje, które mi nie podeszły. Przypomniałem sobie studyjne The Force i jest moc
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: ↑wt sie 18, 2026 9:50 pm
Jebać czarnuchów
LukaSieka pisze: ↑wt kwie 23, 2019 10:02 am
Pierwsza wersja "Obsessed By Cruelty" to jest pierwsza nieudana wersja, której sam zespół nie chciał wydać. Została wydana tylko i wyłącznie niestety przez pomyłkę. Dwa miesiącu po wydaniu pierwszej wyszła normalna druga, którą zespół chciał świadomie wydać.
Przesłuchałem w końcu i jedną i druga wersje Obsessed. Różnica jest kolosalna. Ta która wyszła razem z In the Sign of Evil pod względem brzmienia to tragedia. Ta drugi europejska jest o wiele lepsza. Lepiej zagrana. Tamta pierwsza jest zagrana dużo gorzej jakby byli pijani. Takie nierówne i jak ktos tutaj napisał kwadratowe granie. Do tego co najzabawniejsze niby ten sam materiał a jedna brzmi jak jakiś stary piwniczny black metalowy zespół a druga bardziej death metalowo
Po przesłuchaniu tej poprawionej płyty zmieniam zdanie odnośnie tego tytułu. O wiele abrdziej mi sie podoba
Oryginalna wersja Obsessed by Cruelty brzmi o wiele lepiej niż debiut Bathory czy "kutlowe" demo Vader, któremu się nawet dostało za to, że jest zbyt dobrze nagrane Ale nawet przy zastrzeżeniach, nagle miłośnikom metalowego brudu zaczyna przeszkadzać niedbałe brzmienie oryginalnego Obsessed. Podejrzewam, że gdybym napisał, że ta druga (covery z pierwszej zagrane przez same Sodom) jest lepsza, to nagle okazałaby się gorsza
Ja tam generalnie lubię i oryginalną wersję Obsessed by Cruelty i debiuty Bathory i Sarcofago czy nawet jakiś Impaled Nazarene. Nic z tego mi nie przeszkadza a edukację do takiej muzyki zacząłem od debiutu Venom. Potem wszystko równo wchodziło
Dla mnie ta oryginalna jest jedyną słuchalną wersją. Jest niedbała ale momentami tak popieprzona jak drugi album Voivod, nie tak dobrze brzmiąca rzecz jasna, ale nagrana z takim podejściem. Ta druga wersja z wokalami wysuniętymi mocno do przodu, przypomina nieudaną próbę grania jak Sepultura na debiucie.
Ja tam lubię i jedną i drugą ale z różnych powodów. Jedna jest popieprzona a druga ma po prostu pewien urok Takie rzeczy po prostu mi pasują ale dla mnie nawet hardcore punkowe demówki są spokojnie do słuchania.
Ja np nie cierpię brzmienia na debiucie Venom, ale same utwory lubię. Natomiast oryginalna wersja Obsessed ma jak najbardziej ok brzmienie, w sensie, że tam to doskonale pasuje. W ogóle lubię delay na wokalu, robi się wtedy taki nieco demoniczny, a tego nie ma na tej drugiej wersji.
Ja z kolei uwielbiam brzmienie na jedynce Venom - dla mnie to absolutnie prymalny, atawistyczny hałas i do tego w 1981 roku. To część magii tej płyty. Delay na wokalu ala jedynka Sepultury też bardzo ale to bardzo lubię.
Może przesadziłem, że to brzmienie jest tragiczne, ale debiut Venom ma słabe brzmienie po prostu, w 1981 roku można co prawda się było tego spodziewać od takiego zespołu, ale już rok później naprawili to na Black Metal, gdzie to lepiej zagadało. Problemem debiutu jest właśnie to, że jest hałas. Hałas nie pomaga w słuchaniu, tak jak zbyt skompresowane brzmienie.