Ja bym trochę poszerzył ten zbiór o Miles Ahead (1957), 'Round About Midnight (1957), Birth Of The Coll (1957), Pangaea (1976), Water Babies (1976) i Doo-Bop (1992). Ten ostatni to w ogóle ciekawy album. Generalnie Miles syfu chyba nie wydał, lubię go w różnych odsłonach. Jeśli któryś album lubię mniej, to nie dlatego, że to zły materiał, a raczej z tego powodu, iż nie jest wystarczająco interesujący.
Podrzucam swojego faworyta obecnej sceny. Co prawda nie w najlepszym wydaniu, bo gość ma dwa ciekawsze projekty, ale jego tegoroczny album jest całkiem przyjemny: https://www.youtube.com/watch?v=eg-0rBD38Lc
Z mroczniejszych stron jazzu, to preferuję The Dale Cooper Quartet. Świetna muzyka. I tak, na noc super, ale również do spacerów w jesienny wieczór, czy nawet do nauki.






