A to moja trójka ulubionych solóweczek Adriana na ten moment:
1. Stranger in a Strange Land
2. Children of the Damned
3. Tears of a Clown
Adrian smith vs. Dave Murray
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Adrian smith vs. Dave Murray
Zdecydowanie Adrian (co nie znaczy że nie lubię i szanuję Dave'a). Nie tylko za IM, też za solowego Dickinsona, za Psycho Motel, A.S.A.P. i Primal Rock Rebellion. Jest bardziej kreatywny albo po prostu bardziej mu się chce..
Re: Adrian smith vs. Dave Murray
Adrian. Dave jest najslabszym gitarzysta Maiden od 2006 roku.
Re: Adrian smith vs. Dave Murray
Poniżej przedstawiam kawałki, w których Adrian miażdży całe plumkanie Dave'a 
22 Acacia Avenue
The Duellists
Powerslave
Rime of the Ancient Mariner
(W zasadzie cały Somewhere in Time, ale niech będzie, że wyszczególnię)
Stranger in the Strange Land
Alexander the Great
Seventh Son of a Seventh Son
To nie jest tak, że mam coś do Murraya, uważam, że bez niego nie byłoby tego zespołu i jego plumkanie jest tak charakterystyczne, jak galopujący bas Harrisa i w ogóle dwie, pierwsze płyty mają to coś, czego inne zespoły startujące w tym samym czasie, nie miały, właśnie dzięki tym dwóm panom. Również bez Dave'a nie byłoby Adriana, a bez nich dwóch nie byłoby najsławniejszego, podwójnego gitarowego uderzenia w historii muzyki. Ale jednak dużo więcej radości do mojego życia wniosła jednak gra Adriana, który w mojej opinii cały czas się rozwija, a Dave został w swoim cieplutkim, przyjemnie plumkającym stylu
Po reunion chyba w ogóle jest już najnudniejszy, ale z drugiej strony, bez jego plumkania, to by nie było Maiden 
22 Acacia Avenue
The Duellists
Powerslave
Rime of the Ancient Mariner
(W zasadzie cały Somewhere in Time, ale niech będzie, że wyszczególnię)
Stranger in the Strange Land
Alexander the Great
Seventh Son of a Seventh Son
To nie jest tak, że mam coś do Murraya, uważam, że bez niego nie byłoby tego zespołu i jego plumkanie jest tak charakterystyczne, jak galopujący bas Harrisa i w ogóle dwie, pierwsze płyty mają to coś, czego inne zespoły startujące w tym samym czasie, nie miały, właśnie dzięki tym dwóm panom. Również bez Dave'a nie byłoby Adriana, a bez nich dwóch nie byłoby najsławniejszego, podwójnego gitarowego uderzenia w historii muzyki. Ale jednak dużo więcej radości do mojego życia wniosła jednak gra Adriana, który w mojej opinii cały czas się rozwija, a Dave został w swoim cieplutkim, przyjemnie plumkającym stylu

